Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Niebezpieczni przestępcy uciekli z więzienia na miotłach przemyconych w torcie
Novendyjska policja poszukuje trójki groźnych przestępców, którzy w miniony weekend zbiegli z zakładu karnego pod Stellaire w sposób tyleż zuchwały, co – zdaniem śledczych – „uwłaczający regulaminowi zakładu”. Miotły, na których dokonano ucieczki, przemycono do celi wewnątrz olbrzymiego tortu urodzinowego, dostarczonego przez pracownika usługi Lisek, dowożącej zakupy online. Co gorsza, jak ustalono, były to modele wyścigowe – szybkie, zwrotne i doskonale znane z nielegalnych wyścigów. „Od dawna mówiłem, że ta subkultura skończy się w więzieniu,” komentuje zmęczony rzecznik policji. „Nie sądziłem, że dosłownie z niego wystartuje. Jedyne dobre to to, że tort był wyśmienity.”

Nagłówek

Fabuła

Mówi się, że w dawnych wiekach, w tych archaicznych czasach, które zaginęły w mrokach dziejów, świat był jednością. Wszystkie odłamki stanowiły nierozerwalną całość, a jeśli ktoś wyruszył w podróż i kierował się wciąż w tę samą stronę, w końcu powróciłby w to samo miejsce, choć podróż zajęłaby mu długie miesiące. Teraz zdaje się to nierealne – przecież każdy odłamek ma nieprzekraczalne granice, a ten, kto próbuje je przekroczyć, niechybnie zginie w morderczej mgle pradawnej Furii Żywiołów.
Mówi się, że w tamtych czasach każdy władał magią, a jej obfitość sprawiała, że normalnym było to, co obecnie wymyka się wyobraźni. Ponoć ludzie mieszkali w miastach stworzonych ze złota i drogich kamieni, lewitujących wśród błękitu firmamentu, i nikomu niczego nigdy nie brakowało. Bieda i choroby nie istniały, nikt nie musiał pracować, a zamiast tego mógł zajmować się tym, co tylko mu się podobało. Utopia. Raj. Ponoć kiedyś było to normalne.
A potem przyszło to, co współcześni historycy, z braku lepszej terminologii, nazywają Rozdarciem – magiczny kataklizm o niewyobrażalnej skali, który przetoczył się przez utopijny świat, równając z ziemią wszystko, co tylko napotkał. I, co najważniejsze, rozdzierając w strzępy samą ziemię.
Jeśli kiedyś istniały państwa, przemieniły się one w dryfujące w magicznej pustce kontynenty, pozostawione na pastwę losu, otoczone niezbadaną mgłą zwaną Furią Żywiołów, obracającą wniwecz wszystko, co tylko jej dotknęło. Czym śmiertelnicy zasłużyli na taki los? Czym zawinili? Pytanie zawisło w przestrzeni, niedoczekawszy się odpowiedzi.
Pierwsze wieki tuż po Rozdarciu okryła mgła niepamięci i niepewności. Resztki cywilizacji, nagle pozbawione wszystkiego, co było dla nich naturalne, odcięte od pozostałych części państwa, z trudem usiłowały przetrwać. Magia uległa odkształceniu i nie była w stanie utrzymać w powietrzu lewitujących miast ani napędzić przedziwnej maszynerii używanej przez zaawansowaną cywilizację.
Wszystko się rozpadło. Jeśli kiedykolwiek istniało państwo elfów, krasnoludów lub genashi, jego kultura i wierzenia przepadły, pochłonięte destrukcją i rozpadem. Od tamtego momentu każdy starał się po prostu przeżyć. Piękna, rozkwitła cywilizacja obróciła się w garść mieszanych plemion próbujących przetrwać w nowej, nieprzyjaznej rzeczywistości. Stracono wiedzę i historię, stracono poezję i sztukę, przepadła moc magiczna i zrozumienie świata. Śmiertelnicy, strąceni z piedestału, musieli nauczyć się żyć na nowo, w bólu i trudzie, wydzierając naturze każdy spłachetek ziemi.
Bogowie milczeli. Nigdy nie odpowiedzieli, czy wiedzieli o nadciągającym Rozdarciu ani jaki był jego powód. Może i dla nich było to niespodziewane? Nie wiadomo. Tak wiele przepadło, tak wiele zapomniano, stracono prawie wszystko, co się kiedykolwiek liczyło. Pozostała konieczność przetrwania, a ta stworzyła trudne do rozerwania więzi. Z popiołów upadłego imperium powstały prymitywne plemiona – nierozumiejące, jak uruchomić pradawne machiny, jak posługiwać się magią, by im służyła, lecz szybko uczące się, jak zatroszczyć się o przetrwanie i nie dać się zniszczyć nowej rzeczywistości. Różnice, choć oczywiste między rasami, zaczęły zanikać, zastąpione przez palącą konieczność przetrwania i zjednoczenia w obliczu nieubłaganej natury.
Wieki mijały, zaś społeczeństwa na nowo odkryły magię, technologię i inżynierię. Wyczołgały się z ciemności niezrozumienia, lecz ich pojęcie o świecie wciąż było zbyt małe, by zrozumieć, jak działały technologie ich dalekich przodków. To, co minęło, na zawsze miało zostać dla nich tajemnicą. Internet i telefony komórkowe, czary leczące i niesione magią samoloty – wszystko to wciąż bladło przy wiedzy i inteligencji starożytnych konstruktorów. Próbowano dźwignąć i naprawić pradawne ruiny, lecz nikomu się to nigdy nie udało.
Dopóki nie przebudził się jeden z portali.
Portale, magiczne wrota łączące ongiś najdalsze zakątki zapomnianego imperium, od zawsze stanowiły nierozwikłaną zagadkę. Czasem się budziły, wypluwając z siebie trudną do określenia istotę, by zamilknąć na kolejne dziesięciolecia. Czasem budziły się na dłuższy czas, pozornie odtwarzając ścieżkę między dwoma odłamkami, by wygasnąć w najmniej oczekiwanym momencie. Okazały się jedynym, co sięgało poza Furię Żywiołów i było w stanie połączyć między sobą dwa oddzielone od setek lat odłamki.
Na chwilę obecną, podzielono portale na dwie kategorię – portale stałe, które łączą oddzielone od siebie odłamki, zapewniając między nimi kontakt, przepływ osób i wymianę towarów, a także dzikie portale – takie, które uruchamiają się wtedy, kiedy chcą, za nic mając sobie jakiekolwiek zasady i nagle tworząc ścieżkę do niezbadanej jeszcze krainy.
Na chwilę obecną istnieją dwa stałe portale, jeden zlokalizowany na terytorium Novendii i prowadzący do Tenjitsu, a także jeden na terytorium Medwi, prowadzący do Bharatu – przez nie odbywa się normalny ruch pasażerski, przesyłane są też towary. Jednak świat pełen jest zapomnianych, wygasłych portali i nikt nie wie, kiedy postanowią ożyć, przynosząc na odłamek kogoś pochodzącego z krainy tak egzotycznej, że wymyka się wszelkim opisom.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz