Nikasios Karras
Νικάσιος Καρράς | κύκλος: 41
Wiek: unknown 33 lata
Data urodzenia:unknown 31 lipca
Płeć: mężczyzna
Rasa: zmiennokształtny (lew)
Pochodzenie:unknown Stellaire
Zawód:unknown kilkukrotnie nagradzany szef kuchni, właściciel sieci restauracji fine dining
Opis: Jesteś niczym więcej jak marną amalgamacją wszystkich ujemnych własnego życia, zlepkiem tego, czego ci brakuje - tego, co straciłeś, i tego, czego nigdy nie miałeś. Kurczowo czepiasz się garści rzeczy, które są tylko twoje, w ciągłym strachu, że i to zostanie ci odebrane; los to bezlitosny drapieżnik błyskawicznie wyczuwający słabość ofiary. Może gdybyś miał kolejną szansę, zrobiłbyś rzeczy tak, jak powinieneś, ale życie nie działa wstecz, wiesz o tym aż za dobrze. Więc gnasz przed siebie. Byle do przodu. Dalej od własnej przeszłości. Porażek. Ludzi, których zawiodłeś. Następny dzień będzie lepszy. Następny tydzień. Miesiąc. Może rok. Wyśpisz się po śmierci, prawda?
♬
Data urodzenia:
Płeć: mężczyzna
Rasa: zmiennokształtny (lew)
Pochodzenie:
Zawód:
Opis: Jesteś niczym więcej jak marną amalgamacją wszystkich ujemnych własnego życia, zlepkiem tego, czego ci brakuje - tego, co straciłeś, i tego, czego nigdy nie miałeś. Kurczowo czepiasz się garści rzeczy, które są tylko twoje, w ciągłym strachu, że i to zostanie ci odebrane; los to bezlitosny drapieżnik błyskawicznie wyczuwający słabość ofiary. Może gdybyś miał kolejną szansę, zrobiłbyś rzeczy tak, jak powinieneś, ale życie nie działa wstecz, wiesz o tym aż za dobrze. Więc gnasz przed siebie. Byle do przodu. Dalej od własnej przeszłości. Porażek. Ludzi, których zawiodłeś. Następny dzień będzie lepszy. Następny tydzień. Miesiąc. Może rok. Wyśpisz się po śmierci, prawda?
Aparycja
Osobowość
Umiejętności
Historia
Relacje
Ciekawostki
Wątki
Indywidualne
Eventy
Widzi samego siebie w urnach sprzed tysięcy lat, w czerwieni ludzkich sylwetek na czarnym tle. Wie, że nie ma z nimi wiele wspólnego, być może jednego wspólnego przodka, którego imię zatarły niestrudzone fale oceanu zwanego historią, a jednak coś mówi mu, że to właśnie tak postrzegają go inni: jako relikt czasu i miejsca, które zdążyło przeminąć, rozpłynąć się niczym kropla krwi we wzburzonym morzu. Ma w sobie coś klasycznego - nie zliczyłby, ile razy właśnie tym słowem określono jego wygląd. Klasyczna uroda. Być może to jego cera, opalona jakby wiecznie wylegiwał się na złotym piasku, w cieniu palm, z drinkiem w dłoni i słoną bryzą we włosach, jasnych jakby wybielało je ostre południowe słońce, tylko na końcach zabarwionych na wyblakłą czerwień, która wżarła się w emalię jego wanny. Być może to ten nie do końca prosty nos, odziedziczony po matce, lub złote oczy otoczone wachlarzem bladych rzęs. A być może to po prostu kwestia jego figury; jest na tyle wysoki, by móc spoglądać z góry na większość osób, z którymi ma do czynienia, dobrze zbudowany, o surowej posturze przywodzącej na myśl nie tyle żołnierza, co dowódcę służącego swoim podwładnym za przykład. Zdaje się że niejeden odruchowo wyczuwa w nim jakąś namiastkę królewskości, czy to przez dumnie uniesioną głowę, czy przez opanowany spokój, którym może pochwalić się niezależnie od sytuacji… i tylko lwi ogon o piaskowej sierści zdradza jego prawdziwe emocje, gdy drga nerwowo za jego plecami.
Nie jest tym, kim powinien być, nigdy nie był. Od dziecka wiedział, że czegoś mu brakuje, jakiejś niewidzialnej części, elementu, który zgubił po drodze; okrucieństwo, którego tak uparcie starał się doszukiwać w nim ojciec, wypadło mu z kieszeni, gdy biegł do domu ile sił w nogach z rannym kotem owiniętym nową kurtką. Nigdy nie potrafił spełnić oczekiwań w całości, szczerze, z sercem oddanym rodzinnemu biznesowi, zamkniętym na cudze cierpienie i błaganie o litość w oczach tych, w których miał wycelować lufą trzymanego pistoletu. Potrafił za to udawać, przybierać maski, które kolecjonował niczym znaczki pocztowe, dostosowywać własne zachowanie do ludzi wśród których przebywał. Stał się mniej osobą, a bardziej kameleonem w ludzkiej skórze, gotowym zmienić własne barwy, wtopić się we własne otoczenie, dopasować, zniknąć w nurcie - zrobić wszystko, byle przetrwać. Ktoś powiedział mu kiedyś, że to odruch bardzo częsty u ofiar traumy, że naturalnym jest wykształcić sobie zdolności pozwalające unikać krzywdy, gdy żyje się w środowisku w krzywdę opływającym. Nie pamięta dziś, kto. Nie pamięta kiedy. Nie pamięta nawet czemu, w jakiej konwersacji wypłynąć mogła tak intymna prawda o jego własnych strachach, potworach żyjących w jego szafie, demonach czających się w ciemnym kącie jego sypialni i zawsze, jak jeden mąż, przyjmujących kształt jego własnego ojca. Tę boleśnie znajomą twarz, oblicze człowieka, które nawiedza go w koszmarach jakby znowu miał sześć lat i paskudne siniaki na nadgarstku, tam, gdzie palce ojca ścisnęły zbyt mocno - człowieka, któremu miał odwagę stawić czoło tylko raz. Doskonale wie, że nie zdołałby zrobić tego ponownie.
Bywa, że budzi się w nocy, zlany potem, z sercem kołaczącym mu w piersi niczym przerażony ptak. W koszmarach sennych prześladują go urywki życia, które porzucił, ale które ciągnie się za nim niczym zmora: krew skapująca z mahoniowego blatu, wykrzywiona strachem twarz brata, ciężar broni w jego własnych dziesięcioletnich dłoniach, wciśniętej tam na siłę, jej odrzut, gdy strzelił, ból spadającego na niego zawodu ojca, gdy nie trafił. Z całej swojej lwiej natury ocalił jedynie resztki własnej dumy; odwaga i zawziętość spłynęły w odpływie wraz z krwią którą do dziś stara się zmyć z rąk.
Wie, co powiedziałby ojciec, gdyby go dziś zobaczył. Za jakiego by go uznał. Z jaką pogardą splunąłby mu pod nogi, widząc w swoim najstarszym dziecku jedynie słabego tchórza, który nie jest w stanie stanąć twarzą w twarz z własnymi strachami i wygrać. Czasem, gdy patrzy w lustro, właśnie takiego siebie widzi - mężczyznę, który pozostawił jedyną osobę, na której wciąż mu zależało, na pastwę losu, którego sam nie był w stanie znieść. Kogoś, kto nie zasługuje na szczęście, niezależnie od tego, jak długo będzie starał się odpokutować własnym spokojem, życzliwością, namiastką dobrego serca wyciąganego na otwartej dłoni do każdego, kto zechce posłuchać. Nie jest w stanie nie postrzegać się przez pryzmat tego, kim zmuszony był się stać, robi więc jedyną rzecz, którą może: nie postrzega się wcale. Odwraca wzrok od własnego odbicia. Związuje włosy w kitkę. Wychodzi z domu, do pracy, jak gdyby w jego sercu nie szalał huragan wyrzutów i wątpliwości. W końcu zawsze był dobry w wybieraniu odpowiedniej maski.
Bywa, że budzi się w nocy, zlany potem, z sercem kołaczącym mu w piersi niczym przerażony ptak. W koszmarach sennych prześladują go urywki życia, które porzucił, ale które ciągnie się za nim niczym zmora: krew skapująca z mahoniowego blatu, wykrzywiona strachem twarz brata, ciężar broni w jego własnych dziesięcioletnich dłoniach, wciśniętej tam na siłę, jej odrzut, gdy strzelił, ból spadającego na niego zawodu ojca, gdy nie trafił. Z całej swojej lwiej natury ocalił jedynie resztki własnej dumy; odwaga i zawziętość spłynęły w odpływie wraz z krwią którą do dziś stara się zmyć z rąk.
Wie, co powiedziałby ojciec, gdyby go dziś zobaczył. Za jakiego by go uznał. Z jaką pogardą splunąłby mu pod nogi, widząc w swoim najstarszym dziecku jedynie słabego tchórza, który nie jest w stanie stanąć twarzą w twarz z własnymi strachami i wygrać. Czasem, gdy patrzy w lustro, właśnie takiego siebie widzi - mężczyznę, który pozostawił jedyną osobę, na której wciąż mu zależało, na pastwę losu, którego sam nie był w stanie znieść. Kogoś, kto nie zasługuje na szczęście, niezależnie od tego, jak długo będzie starał się odpokutować własnym spokojem, życzliwością, namiastką dobrego serca wyciąganego na otwartej dłoni do każdego, kto zechce posłuchać. Nie jest w stanie nie postrzegać się przez pryzmat tego, kim zmuszony był się stać, robi więc jedyną rzecz, którą może: nie postrzega się wcale. Odwraca wzrok od własnego odbicia. Związuje włosy w kitkę. Wychodzi z domu, do pracy, jak gdyby w jego sercu nie szalał huragan wyrzutów i wątpliwości. W końcu zawsze był dobry w wybieraniu odpowiedniej maski.
- Z racji własnej rasy potrafi zmieniać się w dość sporego lwa o jasnej sierści i równie jasnej grzywie, jednak nie robi tego często. W zasadzie sięga po tę zdolność głównie gdy najzwyczajniej w świecie nie ma ochoty z kimś rozmawiać; stanięcie oko w oko z wielkim kotem, którego głowa jest mniej więcej na wysokości twojej klatki piersiowej, z zasady kończy większość niechcianych konwersacji.
- Bardzo dobrze radzi sobie w kuchni, jak przystało na kucharza i właściciela restauracji. Podobno ma niespotykany dryg do łącznia ze sobą składników w ciekawych (dziwnych) kombinacjach, tak, żeby wynik był nie tylko zaskakujący, ale i po prostu smaczny.
- Ma dobre oko i cela, a większość broni palnej potrafi nie tylko obsługiwać, ale i rozebrać, wyczyścić i na powrót złożyć bez najmniejszego zająknięcia. Nie jest to zdolność którą lubi się chwalić, a jeszcze mniej lubi być zmuszony do wykorzystania jej w praktyce.
- Umie i lubi szydełkować, choć wciąż najlepiej wychodzą mu proste szaliki.
Nie byłby pierwszą osobą skrzywdzoną przez miłość swojej własnej rodziny, ani nawet pierwszym mężczyzną cierpiącym z rąk jego ojca. Z rąk jego podwładnych, ludzi w ciemnych garniturach, z pistoletami schowanymi w kaburach i zatkniętymi za paski spodni, tylko po to, by w mgnieniu oka mogły powrócić na swoje miejsce w ich dłoniach, oprzeć spusty na wyczekujących palcach swoich właścicieli niczym domagające się pieszczot koty. On sam też trzymał w dłoniach broń, wsuniętą w nie ręką ojca, obdarzony jego zimnym, kalkulującym spojrzeniem. On też patrzył ponad lufą na ofiarę, której kształt za bardzo przypominał mu drugą istotę rozumną; on też pociągnął za spust, uciszając na zawsze przerażenie w oczach osoby, którą jego rodzina uznała za zbędną. Niepotrzebną. Niewygodną. I tylko przez chwilę, przez ułamek sekundy między jednym uderzeniem serca a drugim, zastanawiał się, czy i on stanie kiedyś na miejscu skazańca, uznany za niewygodnego.
Nie byłby pierwszą osobą skrzywdzoną przez miłość własnej rodziny. Nie byłby ostatnią. Nie byłby nawet tą cierpiącą najmocniej. A jednak ból ciągnie się za nim niczym widmo nawiedzające jego sny. Wspomnienia przycupnęły nad jego poduszką niczym gargulce na dachu kościoła. Gdzieś po drodze uczynił z siebie mauzoleum tego, co mogłoby być, świątynię ku czci przeszłości, która nie miała miejsca, i przyszłości, o której może jedynie marzyć.
- Kyanthos Hypnides | Φαντασός, φίλτατος - jesteś przy nim niewiele więcej niż Ikarem mknącym ku słońcu, czującym szczypiący ból stopionego wosku skraplającego mu ramiona niczym spadające gwiazdy; Ikarem o złamanych skrzydłach, oślepionym blaskiem, przejętym na wskroś palącym żarem, a mimo to niestrudzenie pnącym się wyżej, bliżej, byle dalej od miażdżącej siły przyciągania starającej się rozdzielić to, co powinno być nierozdzielone. Choćby ostatnie pióro opadło w odmęty morza, będziesz szybował, niesiony pewną niejasną potrzebą, przekonaniem, że twoje miejsce jest nie w dole, na ziemi, a przy nim, gdziekolwiek by się nie znalazł. Patrzysz na niego i pamiętasz, niewyraźnie, jak przez mgłę, kolumny z jasnego kamienia, blask księżyca w pełni na wysokim letnim niebie, wazon niezapominajek ustawiony w oknie. Jakże mogliby się mylić poeci mówiący o dwóch połówkach jednej duszy, o ludziach stworzonych z tej samej gwiazdy, gdy twoje własne serce bije w tym samym rytmie?
- Akakios Karras | Ακάκιος Καρράς, ojciec - dzielisz z nim tak wiele, a jednocześnie jakby zupełnie nic, i gdybyś tylko mógł, wyrzekłbyś się go dokładnie tak, jak on wyrzekł się ciebie, tamtego ciemnego styczniowego wieczora, gdy po raz pierwszy usłyszał z twoich ust nie. I być może właśnie to wtedy zrobiłeś: wyrzekłeś się. Może nie jego samego; masz w sobie zbyt wiele z jego rysów twarzy, zbyt wiele gestów, ten nieświadomy sposób, w który układasz wszystkie swoje kończyny, dopóki nie zaczniesz świadomie zwracać uwagi na to, jak idealnym jesteś jego odbiciem. Nie, ojciec zapuścił w tobie korzenie zbyt głęboko, byś był w stanie wyplenić go jednym prostym gestem, wyrwać niczym chwast. Ale wszystko to, co sobą wymbolizował - tego jesteś w stanie się pozbyć. Pamiętasz ciężar broni w twoich dłoniach, odrzut wystrzału, duszący zapach prochu, metaliczną woń świeżej krwi, kwaśny smród przerażenia. Strach w cudzych oczach prześladuje cię niczym ogar, który zwęszył ofiarę, twarz bezimiennego mężczyzny, który nie wrócił do domu na kolację, masz wyrytą pod powiekami za każdym razem, gdy kładziesz się spać. I przy zdrowych zmysłach trzyma cię tylko nikła świadomość, że nigdy więcej nie będziesz musiał stać w tej ciemnej, wilgotnej piwnicy, zastanawiając się, czy twarz ojca zastygłaby w tym samym wyrazie zaskoczenia, gdybyś to w niego wycelofał lufę. Przymknął prawe oko. Pociągnął za spust.
- Elpis Karras | Ελπίς Καρράς, matka - tęsknisz za nią. Tęsknisz bardziej, niż kiedykolwiek sądziłeś że możesz za kimkolwiek tęsknić, i gdybyś tylko mógł, zamieniłbyś się z nią miejscami bez chwili zastanowienia. Nic, co ją spotkało, nie było sprawiedliwe, i być może obwinianie się także nie jest sprawiedliwe - wobec ciebie samego równie mocno co wobec niej. A jednak za każdym razem, gdy pozwalasz sobie myśleć o niej o kilka sekund zbyt długo, z tyłu twojej głowy odzywa się ten paskudny, uparty głosik, mówiący ci, że może gdyby nie ty, dalej by żyła.
- Kastor Karras | Κάστωρ Καρράς, młodszy brat - za nim również tęsknisz, choć mniej samolubnie, w ten dziwny, przenikający do szpiku kości sposób właściwy tylko rodzeństwu. Wiesz, że nie jest w niebezpieczeństwie, że ojciec nie podniesie na niego ręki, szczególnie teraz, gdy własną pychą pozbawił się następcy i musi zadowolić się odpadkami pod postacią drugiego dziecka. Wiesz też jednak, że Kastor w ciszy będzie znosił apodyktyczność i tyranię rodzica, tylko dlatego, że nie wie, jak się przeciwstawić, zbyt przerażony wizją tego, co spotkało samego ciebie. Gdybyś mógł, wyrwałbyś sobie serce z piersi i oferował je jako cenę za jego wolność, ale nawet wtedy macki rodziny ciągnęłyby się za nim aż do śmierci. Oplotły was obu tak ciasno jeszcze za dziecka, że nie sposób znaleźć wyjście z labiryntu Karrasów bez natykania się na Minotaura zamieszkującego jego ciemne zakamarki.
- Pausanias Triantos | Παυσανίας Τριάντος - mały śmieć, który wepchnął się na miejsce twojej matki jakby miał do czegokolwiek prawo.
- Hephaestion Amyntos | Ηφαιστίων Αμύντος - pierwszy rumieniec na nastoletnich policzkach, pierwsze szybsze kołatanie serca w twojej piersi, gdy on zdejmował koszulkę, a ty nie wiedziałeś, gdzie podziać oczy i co zrobić z rękoma. Pierwszy powiernik. Pierwszy kochanek. Pierwszy przyjaciel. A potem, dużo później, pierwsze łzy wylane nad świeżym grobem, pierwsza kłótnia z ojcem, na tyle głośna, że Kastor schował się w kącie z mokrymi oczami i dłońmi przyciśniętymi do uszu, na tyle ostra, że matka musiała rozdzielać was siłą zanim pozabijacie się w ślepej wściekłości. Czasami wciąż masz jej to za złe; czasami chciałbyś, żeby ojciec ukrócił wtedy twoje cierpienie. Chociaż tyle mógł dla ciebie zrobić po tym, jak wydał wyrok na mężczyznę, którego kochałeś.
- Leonnatos Lynkos | Λεοννάτος Λύνκος - nigdy nie widziałeś w nim tego, czego on sam doszukiwał się w tobie od momentu w którym pierwszy raz się spotkaliście: zdrajcy, uzurpatora, niewiernego zasadom gówniarza któremu wszystko uchodziło na sucho, choć blizny na twoich rękach opowiadają zupełnie inną historię. Ślepo oddany twojemu ojcu, stawiający samego siebie nad tobą w każdej możliwej sytuacji, opływający w swoją starczą wiedzę, choć przecież różniło was zaledwie kilka miesięcy. Gdybyś obejrzał się tamtego wieczoru, gdy po raz ostatni przekraczałeś próg rodzinnej posiadłości, z pewnością urzaĺbyś w jego oczach tę samą pogardę, którą raczył się przez wszystkie te lata gdy byliście na siebie skazani.
- Aristonos Pellaeos | Αρίστωνος Πελλαίος - wychowanek twojej rodziny, która tak usilnie starała się go złamać, aż ostatecznie była zmuszona przyznać się do porażki. Nigdy nie wypleniono z niego tej miękkiej, spokojnej natury, delikatnego współczucia, które przejawiało się nawet w sposobie w jaki z pewną niechęcią podnosił na ciebie głos tylko wtedy, gdy absolutnie na to zasługiwałeś. Wiele byś dał by zrobił to ponownie.
- Lysimakkos Pellaeos | Λυσίμακκος Πελλαίος - nienawidziłeś go jako dziecko. Starszego, silniejszego, wysoko postawionego, obdarzonego zaufaniem twojego ojca. Kiedy miałeś osiem lat, zdawał się być wszystkim tym, czym ty nie byłeś w stanie zostać, mieć wszystko to, czego tak rozpaczliwie pragnąłeś. Kiedy miałeś lat osiemnaście, wiedziałeś już, że nigdy nie powinieneś był chcieć żadnej z tych rzeczy. Nikt nie powinien. Ale Lysimakkos - wciąż starszy, silniejszy, mądrzejszy - wybaczył ci, gdy ty nie umiałeś wybaczyć sam sobie. Smutek wyzierający z jego oczu w tamtej chwili prześladuje cię do dzisiaj, w te samotne, ciemne wieczory, gdy wszystkie ściany mieszkania zdają się naciskać na ciebie z niemożliwą do przezwyciężenia siłą.
- Perdikkas Orestios | Περδίκκας Ορέστιος - nie patrzył na ciebie tak często jak na twojego brata, a gdy już spoglądał w twoim kierunku, robił to z pewną wyuczoną obojętnością, jakby bardzo starał się nie dać niczego po sobie poznać.
- Peucestas Mezos | Πουκέστας Μέζος - odlegle pamiętasz jego ciepły uśmiech, starty mu z twarzy zbyt szybko; jego roześmiane oczy, wypełnione gasnącym szybko światłem; jego dłonie o długich palcach muzyka. Powinien był pozostać przy karierze pianisty - zawsze miał do tego talent, wiesz to aż za dobrze, wciąż jesteś w stanie z pamięci zagrać kilka prostych utworów, których zdążył nauczyć cię, gdy we wspólnej dziecięcej niewinności byliście przekonani, że będziecie przyjaciółmi aż do końca życia.
- Peithoeon Eordaios | Πειθοέων Εορδαίος - gdybyś mógł, rozerwałbyś go na strzępy, nawet dziś, po tylu latach. Masz krew na rękach i ciężkie sumienie, ale jakaś część ciebie wie, że nawet gdyby jego śmierć spędzałaby ci sen z powiek, to byłaby tego warta.
- Ma trzy wygojone dziurki w lewym i dwie w prawym uchu, ale regularnie nosi tylko jeden kolczyk w lewym - długi, dość ozdobny, rzekomo wykonany ze szczerego złota i sporego szafiru, będący pamiątką po matce; nie jest pewny, gdzie podział się drugi. Poza tym ma też przekłute oba sutki (w nich też nosi kolczyki).
- Używa perfum pachnących kwiatem pomarańczy i goździkiem.
- Jest właścicielem dużego mieszkania w luksusowym wieżowcu, jednym z tych, które oferują mieszkańcom prywatną siłownię i basen. A Nikasios chętnie z nich korzysta.
- Kilka lat temu otrzymał propozycję kręcenia programu kulinarnego typu reality tv z nim samym w roli głównej. Odmówił.
- Jego popisowe danie to łosoś w orzechowym sosie winegret, choć sam paradoksalnie nie przepada za rybami - lubi je przyrządzać, ale z reguły niespecjalnie mu smakują. To samo można powiedzieć o wszelkiego rodzaju owocach morza.
- Jak wielu profesjonalnych kucharzy ma swego rodzaju awersję do gotowania w domu i robi to praktycznie tylko gdy próbuje komuś zaimponować.
- Ma alergię na papugi.
- Lubi czytać bestselerystykę, niezależnie od konkretnego rodzaju książki - przeczyta cokolwiek wpadnie mu w ręce, czy to biografię dawno zmarłego artysty, czy romansidło którego tytuł brzmi jak kolejna wariacja na temat "Coś Czegoś i Czegoś". Jeśli spodoba mu się okładka, istnieje duża szansa, że kupi pozycję bez czytania opisu, bo, jak sam twierdzi, lubi kiedy książka zaskakuje go swoją treścią.
- Nigdy nie mógł pochwalić się dużą rodziną; poza rodzicami i bratem jedynym krewnym, z którym miał aktywny kontakt, był Leonnatos, jego daleki kuzyn od strony ojca. Tak naprawdę jednak większość swoich kompanów zawsze traktował bardziej jak braci niż ochroniarzy.
- W czasie wolnym lubi odwiedzać lokalne muzea; od zawsze przejawiał pewną fascynację historią, w szczególności historią innych, niedostępnych już odłamków. Być może jest to efekt świadomości, że właśnie z jednego z takich odłamków pochodzili jego przodkowie.
I would know him in death, at the end of the world
tags: No Achive Warnings Apply, M/M, Slow Burn, Angst with a (Possibly) Happy Ending, Hurt/No Comfort, Major Character Death(s), Mortal/Immortal, Reincarnation, Star-Crossed Lovers, Greek Tragedy-Inspired, Phrophecies Fates and Everlasting Samoyeds, Men Crying, The Gods Are Assholes, Doomed Yaoi, No Beta We Die Like All of Amphoreus, More Tags to Be Added
Postać stworzona przez: munsztuczek Ostatnia aktualizacja: 23.07.2026

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz