Z dziennika gwiazdowego. 9 października. Księżyc przybywający, Saturn stacjonarny w Rybach.Moje przodkinie prowadziły swoje dzienniki przez całe życie, każda innym charakterem pisma i każda z nieco odmiennymi priorytetami, lecz wszystkie z tą samą, niemal klasztorną skrupulatnością, która kazała im odnotowywać kolejno: datę, położenie ciał niebieskich, warunki atmosferyczne, treść snu i ewentualny znak, jak gdyby jasnowidzenie było dziedziną empiryczną, a nie, jak twierdzi większość moich kolegów z wydziału, zbiorem anegdot podatnych na błąd konfirmacji. Hypatia pisała, że jasnowidz, który niczego nie zapisuje, przypomina żeglarza, który nie prowadzi dziennika pokładowego – może i dopłynie tam gdzie pragnie, ale nigdy się nie dowie, jak to zrobił. Przyjmuję tę zasadę jako metodologiczny aksjomat, a skoro tak, zacznę od tego, co wiem na pewno, by dopiero potem przejść do tego, co mogę jedynie przypuszczać.Wiem na pewno, że spałem źle.Śniłem o mieście pod wodą. Nie o ruinach, bo pojęcie ruiny zakłada uprzednią integralność, która następnie uległa rozpadowi, tym przypadku zaś nic nie wskazywało na to, by jakikolwiek proces degradacji kiedykolwiek miał miejsce. To miasto było całe, nienaruszone, niezniszczone. Bloki kamienia, każdy o kubaturze porównywalnej z pałacem Serafina, piętrzyły się w głębinie jeden na drugim, porośnięte wodorostami emitującymi blade, zielonkawe światło, przywodzące na myśl bioluminescencję próchna w wilgotnym lesie. Próbowałem, z czystego przyzwyczajenia, policzyć ich krawędzie i oszacować miary kątów (liczenie od dzieciństwa porządkuje mi myśli skuteczniej niż jakakolwiek inna technika), lecz wyniki uparcie nie chciały się zgodzić: każdy kąt był wypukły, kiedy na niego patrzyłem, i wklęsły, kiedy odwracałem wzrok, co z punktu widzenia geometrii euklidesowej jest niemożliwą do pogodzenia sprzecznością.Z głębi dochodziło pulsowanie. Było ono powolne, rytmiczne, o okresie, który oszacowałbym na kilkanaście sekund. Nie odbierałem go jednakże słuchem – rezonowało ono w żebrach, w mostku i w opuszkach palców, analogicznie do drgań o częstotliwości niższej, niż możliwe są do odbierania narządem słuchu.Obudziłem się o czwartej cztery. Na nocnym stoliku, obok szklanki z wodą, którą zwykłem sobie zostawiać, leżała kartka wyrwana z mojego szkicownika, na niej zaś widniał rysunek istoty, której nie potrafię nazwać, i to nie dlatego, że brakuje mi słownictwa. Żadna znana mi kategoria taksonomiczna nie jest w stanie określić wszystkich jej części jednocześnie. Pod rysunkiem zaś widniały dwa wersy znaków. Nie przypominają one żadnego systemu pisma, z jakim kiedykolwiek miałem kontakt – ani sallandirskiego, ani senkawańskiego, ani żadnego z systemów pisma czy szyfrów, którymi posługiwała się Hypatia w swoich rozbudowanych marginaliach.Kreska jest definitywnie moja, nie mam co do tego żadnych wątpliwości, bo choć kreślone znaki są ze wszech miar egzotyczne, nietrudno mi poznać manieryzmy właściwe mnie samemu.Formułuję hipotezy, uszeregowane według malejącego prawdopodobieństwa a priori:
- Somnambulizm. Nie mam w anamnezie epizodów lunatyzmu, lecz brak precedensu nie stanowi dowodu niemożliwości.
- Pismo automatyczne, dobrze opisane w literaturze przedmiotu – umysł w fazie snu paradoksalnego przetwarza materiał wizualny, a ręka, pozbawiona nadzoru świadomości, go utrwala.
- Wizja.
Trzecią hipotezę dopisałem na końcu, choć gdybym był wobec siebie uczciwy, powinienem był zacząć właśnie od niej.
Gwiazdki
Strony + Newsy
newsy
1
2
3
4
Niebezpieczni przestępcy uciekli z więzienia na miotłach przemyconych w torcie
Novendyjska policja poszukuje trójki groźnych przestępców, którzy w miniony weekend zbiegli z zakładu karnego pod Stellaire w sposób tyleż zuchwały, co – zdaniem śledczych – „uwłaczający regulaminowi zakładu”. Miotły, na których dokonano ucieczki, przemycono do celi wewnątrz olbrzymiego tortu urodzinowego, dostarczonego przez pracownika usługi Lisek, dowożącej zakupy online. Co gorsza, jak ustalono, były to modele wyścigowe – szybkie, zwrotne i doskonale znane z nielegalnych wyścigów. „Od dawna mówiłem, że ta subkultura skończy się w więzieniu,” komentuje zmęczony rzecznik policji. „Nie sądziłem, że dosłownie z niego wystartuje. Jedyne dobre to to, że tort był wyśmienity.”
Książki grozy ożywają po zmroku. Miasto zaleca czytanie za dnia
Mieszkańcy kilku dzielnic Stellaire zgłaszają niepokojące zjawisko: z półek z literaturą grozy po zapadnięciu zmroku dobiegają szepty, czuć chłodne przeciągi i podejrzane odgłosy, których żadna książka wydawać nie powinna. Wydział Zjawisk Niewyjaśnionych potwierdza wzmożoną aktywność „na tle sezonowym” i przypomina, że zjawisko nasila się co roku pod koniec października. Księgarze donoszą, że dział grozy „sam się porządkuje”, a niektóre tytuły znajdują rano na zupełnie innych regałach. Sprzedaż horrorów, rzecz jasna, bije rekordy. „Radzimy kończyć lekturę przed zmrokiem,” apeluje urzędnik. „Przezorny zawsze ubezpieczony.”
Kruk terroryzuje dzielnicę jednym zdaniem. „Nigdy więcej”
Nad jedną z dzielnic Stellaire zapanował nastrój grozy za sprawą wielkiego, czarnego kruka, który obsiada framugi drzwi i na każde zadane mu pytanie odpowiada niezmiennie: „nigdy więcej”. Mieszkańcy, początkowo rozbawieni, popadli w przygnębienie, gdy okazało się, że ptak trafia z odpowiedziami niepokojąco celnie. Grupa studentów, która w przypływie odwagi zapytała, czy zda sesję, do dziś nie doszła do siebie. Straż Magiczna prosi, by kruka nie prowokować niepotrzebnymi pytaniami. Ptak pozostaje nieuchwytny.
Na kolację przyszli goście, których nikt nie zapraszał. Etykieta w rozsypce
W miarę zbliżania się najstraszniejszej nocy roku mieszkańcy Stellaire coraz częściej meldują o niecodziennych gościach przy rodzinnych stołach – krewnych i znajomych, którzy zjawiają się bez zapowiedzi, siadają w milczeniu i, co kłopotliwe, „nie wszyscy wciąż pozostają wśród żywych”. Dawny folklor nakazuje takich gości ugościć, nakarmić i pod żadnym pozorem nie wypytywać, ile zabawią. Problem w tym, że współczesna etykieta nie przewiduje, jak dokładnie obsłużyć kogoś, kto nie je od kilku pokoleń. „Dokładać czy nie dokładać? Oto jest pytanie,” wzdycha jedna z gospodyń. Poradniki savoir-vivre'u milczą. Najstarsi w rodzinie – znacząco.
Nagłówek
12 października 2026
Od Isidoro – Halloween
Od Hotaru – Halloween [AU]
Nosidło wrzyna mi się w ramię. Dwa wiadra, pełne po brzegi, kołyszą się w rytm kroków, a morska woda chlupie w nich ciemną irytacją, jakby chciała wrócić tam, skąd ją przemocą zabrałam. Mokry piasek kradnie całe ciepło z moich stóp, drętwieją mi z zimna, ale to dobrze. Dzięki temu nie czuję, jak obolałe są.
Jest jesień, ta późna, kiedy niebo nad Sumą robi się blade niczym rozwodniony tusz, a wiatr od morza pachnie solą i dymem z warzelni. Kolory wyciekają ze świata, słońce wstaje coraz później, coraz szybciej ucieka, coraz mniej światła daje, jak ten starzejący się robotnik, gasnący pod nadmiarem pracy. Wkrótce zima.
Akihime idzie przede mną. Zawsze to ona prowadzi, odkąd pamiętam, i zawsze narzuca zbyt szybkie tempo tak, żebym musiała podbiegać.
— No, ruszaj się — mówi ostro, nie odwraca nawet głowy. — Jak będziesz tak stała i się gapiła w morze, to przyjdzie przypływ i zabierze cię razem z wiadrami. Nikt nie zauważy różnicy.
Nie gapię się w morze. Patrzę na sosnę.
11 października 2026
Od Eirika — Halloween

Prowadzą mnie ciemnym korytarzem jakiegoś podziemnego, wykutego w kamieniu aresztu. To podłużne zadrapanie na policzku piecze niemiłosiernie, każdy ruch pokopanego ciała boli. Obym nie miał złamanego żebra. Jestem więcej, niż pewny, że pod ubraniem wykwitły mi już wszystkie możliwe odcienie czerwieni i fioletu. Skoro teraz jest tak cholernie źle, mogę się tylko domyślać, jak fatalnie będę się czuł jutro, gdy zejdzie wciąż napędzająca moje ciało adrenalina. Ciekawe, czy będę w ogóle w stanie ruszyć jakąś kończyną, czy raczej mnie stąd wywloką tak, jak teraz niemal wwlekali.
Oczywiście zakładając, że faktycznie tak szybko mnie wypuszczą.
Od Tristana – Halloween
Ultimate horror often paralyses memory in a merciful way
Ultimate horror often paralyses memory in a merciful way
Listy przychodziły do niego rzadko. Skrzynka służyła głównie za kosz na niechciane ulotki, gazetki reklamowe czy też zaproszenia na sąsiedzkie dyskoteki, bo ci, którzy naprawdę mieli powody, by się z nim kontaktować tradycyjnymi metodami, siedzieli w więzieniach o zaostrzonym rygorze i wypisywali na adres agencji rządowej z racji faktu, że do jego prywatnych danych nie mogli się dobrać. Korespondencję przyjmował zatem w pracy, domową skrzynkę opróżniał, gdy nie dało się już nic więcej do niej wepchnąć.
W końcu znów przyszedł ten upierdliwy moment i dla pewności Tristan przejrzał każdy świstek papieru, który poleciał mu pod nogi, każdą kopertę z nową promocją od operatora internetu. Zerknął na przeterminowane reklamy, określił wszystko jako typowego śmiecia, sprawę przepełnionej skrzynki rozwiązał. Lecz gdy sięgnął ostatniego listu, gdy przeczytał nazwisko na kopercie, znieruchomiał. Kciukiem przejechał po chwiejnym piśmie jak po wypukłej bliźnie wypalonego w jego pamięci piętna.
Niczyjego miana nie znał tak dobrze, jak tych, których zawiódł.
Od Merlina – Halloween
Merlin od trzech tygodni prowadził w Miejskiej Bibliotece coś, co sam nazywał dyskretnym azylem, a jego siostra Talia – ucieczką z domu na raty.
Nie było w tym nic osobistego. Merlin kochał swoją rodzinę – w ten specyficzny sposób, w jaki kocha się burzę, kiedy ogląda się ją zza szyby – ale esej z etyki magii o odpowiedzialności przywołującego wobec bytu przywołanego nie chciał napisać się sam, a pisanie czegokolwiek w domu Spellmanów przypominało rozwiązywanie krzyżówki w środku koncertu orkiestry dętej. Na dole Melpomena kłóciła się z Erato o łazienkę, na górze Euterpe ćwiczyła gamy, ze strychu znowu ciągnęło siarką, a Falkor od tygodnia budził cały dom koło północy, stając na parapecie i prychając na las za oknem, jakby las zamierzał dostać nóżek i gdzieś sobie pójść bez jego zgody. Mama twierdziła, że to pewnie lisy – zwierzaki szykowały się na zimę, może leśnicy wyłożyli te takie szczepionki na wściekliznę, albo może opryski na kleszcze i komary były, i to dlatego to wszystko. Merlin trochę się tym początkowo denerwował – w końcu Halloween za pasem, spooky season, strach wchodził łatwiej – jednak po dwóch takich rozrywkowych nocach marzył tylko o tym, żeby Falkor odpuścił i dał lichu z lasu po prostu zjeść Merlina. Może i zginie tragicznie, ale przynajmniej zginie wyspany.
10 października 2026
Od Nikolaia — Halloween
Bywały takie dni, kiedy Magiczne Różności Nikolai pozostawiał otwarte do późnych godzin nocnych.
Od Virgila – Ten trud miłości nigdy mych barków nie zmęczy
Gdy brat napisał mu, że przez roboty drogowe odcięło mu wodę w mieszkaniu i według wodociągów awaria mogła potrwać nawet dwa dni, Virgil nie wahał się, tylko ściągnął go ze wszystkimi najpotrzebniejszymi rzeczami do jego i Seymoura apartamentu. Na wieści o sytuacji Valeriusa były czarodziej sklął przez wiadomości pozbawiony rozumu zarząd budowy, po czym upewnił się, że młodszy z Moerisów wszystko ma i ewentualny przystanek w sklepie w drodze powrotnej do domu ze studia nie będzie potrzebny. Valerius podziękował, rozlokował się na przygotowanej przez Vi kanapie, rzucił plecak pod nogi, rozłożył jakieś papiery z kancelarii na stoliku i już, niczego mu nie brakowało. Starszy brat zostawił go ze swoim sprawami, zajmując samemu miejsce przy stole z laptopem, za plecami mając kuchnię, nie salon z ciekawskim wilkołakiem. Przypomniały mu się lata mieszkania pod jednym dachem z Valeriusem i próby ukrycia przed nim ekranu.
Virgil zostawił brata z jego papierami, ale najwyraźniej brat nie zamierzał zostawić go z jego stronami internetowymi.
08 października 2026
Od Eirika do Muunokhoi

Jeszcze raz, co mnie podkusiło, żeby się tam tego wieczoru przyczołgać?
Całe towarzystwo było już podpite, niektórzy, jak ich znałem, prawdopodobnie skorzystali również z innych towarów wyskokowych. Nic niespodziewanego, sam przecież także nie byłem niewiniątkiem pod tym względem. Mimo to, akurat tamtego dnia myśl o białym wyjątkowo mnie irytowała, przynosząc ze sobą natychmiast niechciane wspomnienia, które obiecałem sobie trzymać zakopane głęboko. Ciemne uliczki tamtego wyjętego spod prawa zaułka, popiskiwanie szczurów w śmietnikach, gorący oddech na moim karku…
Od Janka – Halloween
Mgła przyszła od rzeki wczesnym popołudniem, a do zmierzchu zdążyła połknąć pół Stellaire – latarnie, szyldy, wieżę ratusza, korony kasztanów na bulwarze, wszystko, co tylko w mieście było. Zostawiła jedynie okna. W nich bowiem paliły się świece, jedna przy drugiej – w słoikach, w szklankach, w barwnych kloszach kupionych na straganie przy cmentarnej bramie, i Janek, idąc przez park, miał wrażenie, że to wcale nie miasto, tylko jedna wielka, mokra łąka, nad którą harcują świetliki.
05 października 2026
Od Felixa do Nikolaia
Dzwonek nad drzwiami zadźwięczał. Felix wkroczył do sklepu krokiem luźnym, swobodnym, właściwym człowiekowi, który nigdzie się tego dnia nie spieszy i z tej przyczyny ma bardzo dobry humor. Starannie dobrana maska przypadkowego przechodnia, jednego z wielu klientów przybytku, skrywała bystre na co dzień spojrzenie i analityczny umysł, w okamgnieniu oceniający zebrane wokół przedmioty według tego, jak dałoby się ich użyć jeśli sprawy przybrałyby krytycznie zły obrót, szukał potencjalnych dróg ucieczki, gdyby przeciwnik postanowił nie przebierać w środkach. Felix nabrał głębiej oddechu. Drzewo sandałowe, wosk, zielony zapach ziół, szczypta magii i kryształu – gdyby kompozycję zamknąć we flakonie, nazywałaby się Magiczne Różności.
04 października 2026
Od Nivana do Eirika
Ciężkie westchnięcie opuściło usta Nivana, gdy został postawiony przed faktem dokonanym. Nie, żeby to była dla niego jakaś nowość, gdy rodzice postanowili zatrudnić kolejnych pracowników do firmy. Gorzej, że musiał ponownie rekrutować i wybierać spośród kandydatów, dokładnie wszystko analizując, co było męczące i czasochłonne. Czasami zdarzał się kandydat idealny, jeden na milion, ale może pojawić się jakiś sprzeciw ze strony rodziców i wszelkie starania mężczyzny szły na marne. Dlatego też przestał się angażować, bo to właściwie nie będzie jego pracownik, tylko firmy. Nivan tak właściwie pracował tu tylko w kwestii bezpieczeństwa ochrony danych osobowych. Nie interesowało go, czy tym razem zatrudniają modela, asystentkę, pomoc do rejestracji czy kogokolwiek innego. Jeśli nie dotyczyło to współpracownika Nivana, to po co miał się tym aż tak bardzo interesować? Dostał listę cech, które musi przejawiać kandydat, konkretne umiejętności i tyle. Nic ponadto nie będzie analizować. Już nie.
03 października 2026
Od Azelana do Daniela
Azelan wziął głęboki wdech. Ułożywszy na białym obrusie łokcie i schowawszy w otwartych dłoniach własną twarz, poczuł, jak ciepło alkoholu wciąż utrzymuje się w przełyku, jak rozpycha się po kończynach, przyjemnym gorącem owijając się wokół nerwów, wokół mięśni i umęczonych minionym dniem kości. Sprowadzona przez danielowych wujków atmosfera pijackiego rozbawienia i dziwnych, tworzonych ze wszystkimi wokół, zażyłości, wydawała się na dobre spocząć na wolnym krześle obok, cały czas wpijając się wzrokiem w sylwetkę Bashkina – rozdzierając go spojrzeniem i wżynając się pod skórę, zupełnie jakby tym jednym gestem zechciała na dobre zakorzenić w nim te, tak obce dla niego, rozkosze rodzinnego świętowania i czułości zżytej ze sobą krwią wspólnoty. Azelan wyjrzał leniwie zza rąk, jego spojrzenie zatrzymało się na nieznanym punkcie w przeciwległej ścianie. Kilka, podsuwanych mu pod nos kieliszków całkowicie wystarczyło, by umysł został zamroczony etanolem, a do krwi przedarły się niepożądane, alkoholowe toksyny. Świat wokół wirował, kolory zlewały się w jedną, rozmywającą się przed oczami plamę, a otaczająca go ściana dźwięków i rozmów zdawała się z wolna rozpadać, uginać pod własnym ciężarem, zmieniając się w jeden ciąg niezrozumiałych, ginących gdzieś sylab i zgliszcza zalegającego w tle szumu.
02 października 2026
Od Azury do Ignisa

Nie potrafiłam jednoznacznie powiedzieć, jakie emocje pozostawiła po sobie wizyta tego młodego mężczyzny. Spokój po możliwości wyrzucenia z siebie wszystkich wątpliwości, które mną tamtego dnia targały? Jeszcze większe zagubienie we wszystkim, co czułam, czego pragnęłam, obawach co do kontynuowania życia w sposób, jaki wiodłam do tej pory? Bo przecież niechybnie miał rację, a życie wśród ludzi bez budowania z nimi relacji kto wie, czy nie bolało bardziej, niż czerpanie z każdej wspólnej chwili… Aż do końca.
A jednak nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak po raz kolejny się tego podejmuję.
Od Merlina do Song Ana
Poranek przyniósł ze sobą coś, czego Merlin, szczerze mówiąc, wcale się nie spodziewał:
01 października 2026
Halloween
Do Halloween zostało jeszcze nieco czasu, prawda, ale dynie i szkielety już pojawiają się na sklepowych półkach, a w witrynach dyndają nietoperze i mknące na miotłach czarownice. Poza tym w tym roku event z okazji Halloween ma nową, nieco bardziej rozbudowaną formułę, która, mam nadzieję, przypadnie Wam do gustu <3 Z tej przyczyny event zaczniemy trochę wcześniej – niech cały październik będzie spooky 🎃
Opovember 2026 – Zapowiedź
Ahoj, nicponie!
Liście już opadają, herbata stygnie w kubku, a to znaczy tylko jedno: zbliża się Opovember! To już czwarta edycja naszego pisarskiego wydarzenia roku i znając poprzednie edycje, jestem już w bloczkach startowych, żeby przeczytać wszystkie Wasze opka! Mam nadzieję, że w tym roku też zaskoczycie mnie i siebie nawzajem.
Dla tych, którzy dołączyli do nas niedawno, krótkie wyjaśnienie: Opovember to połączenie dwóch popularnych wyzwań, czyli NaNoWriMo i Promptoberu. W pierwszym pisze się całą powieść w listopadzie, w drugim tworzy się codziennie przez cały październik na podstawie słów-kluczy. Na Rifcie bierzemy z obu to, co najlepsze: piszemy codziennie przez cały listopad, inspirując się podanymi hasłami. Słowa-klucze podaję Wam z wyprzedzeniem, więc macie czas na poumawianie się, zaplanowanie wspólnych serii i rozgrzanie pisarskich mięśni przed startem.
Pamiętajcie, że słowa mogą mieć wiele znaczeń, więc zanim zaczniecie myśleć o fabule, zastanówcie się, co jeszcze może się pod danym słowem kryć :> Czasem to drugie albo trzecie znaczenie prowadzi do najciekawszej historii.
A teraz zasady, które starzy wyjadacze znają, ale i tak warto je sobie przypomnieć.
Podsumowanie 2026.09
Protestuję te zmiany w ilości światła rano i wieczorem. Słońce powinno zachodzić najwcześniej o 21:00, inna godzina to absolutna zbrodnia. Na słońce niestety nie mam wpływu, na szczęście jednak Wy, razem ze swoimi opkami, śmieszkami na Discordzie i streamami gier sprawiacie, że wieczory nie są aż tak depresyjne <3 W tym miesiącu odpoczęliście trochę po AUgustowych przebojach i było ładnie pisane – pojawiły się nowe wątki, pojawiło się też nowe AU i nowe opowiadania indywidualne. Chociaż zaczyna się rok szkolny, do tego studenci walczą z USOSem, prowadzącymi i kampanią wrześniową, to ponownie – nic nie odciągnie Was od pisania i dzielnie walczycie z rzeczywistością <3 Jesteście po prostu niepokonani <3
30 września 2026
Od Seymoura do Virgila
Słowa wyszły z niego same, zgodnie z tym, jak szlifował je w sobie pod dyktando Norberta przez cały tydzień, i kosztowały go dokładnie tyle, ile sam przewidział, czyli wszystko, co jeszcze zostało mu w środku. Publiczność zareagowała tak, jak reaguje się na dwóch zakochanych facetów w telewizji – rozczulonym westchnieniem, energicznymi brawami i paroma piskami z tylnych rzędów, Seymour zaś siedział w samym środku tego hałasu ze swoją sceniczną maską, a lód w jego piersi pozostawał tak samo zimny i twardy.
29 września 2026
Od Ignisa do Azury
Nie odpowiedział od razu. Pytanie zaciążyło w ciszy galerii, zmieniło luźne spostrzeżenie o przedmiotach i przemijaniu w filozoficzny problem ludzi i ostatecznego pożegnania. Ignis nie był jednak kimś, kto uciekałby od trudnych tematów, dawał uładzone odpowiedzi, takie, których oczekiwał jego rozmówca. Dawał własne, zrodzone z głębi ognistego serca, wypełnionego po brzegi muzyką – czasem dokładnie przemyślane i finalne, czasem zaś wciąż będące bardziej azymutem, za którym by podążał, kierunkiem, w którym wydawało mu się, że powinien iść. Zawsze jednak były szczere.
27 września 2026
Od Muunokhoi do Eirika
Kto nie znał ciemności cudzego życia, ten nie mógł się nazywać znawcą jego światła.
25 września 2026
Od Dantego do Ignisa
— Kiedy ci wejdzie do tego rybiego łba, że nie jestem twoją lalką do przebieranek? — prychnął sadzą Zapałka, mimo swoich nieproszonych komentarzy ubrany w strój przygotowany przez niepodważalnie najlepszego krawca. Dante uśmiechnął się promiennie, jakże wkurwiająco, zamaszyście zdjął nogę z kolana, podniósł się z kanapy tak, jakby prawa grawitacji go na tych niebotycznie wysokich kozakach nie dotyczyły i podszedł do niewdzięcznika.
24 września 2026
Od Nikolaia do Felixa
Bez wyrzutów sumienia, całkowicie ignorując zrozpaczone protesty Kokosa, wyłączył telewizor rozkrzyczany na cały regulator. Miał serdecznie dość wiadomości. Głowa niemal pękała mu od wszelkich nieszczęść, o których od rana trąbili niewzruszeni prezenterzy. Tu kogoś pogryzł nieszczepiony smok, tam ktoś wypił miksturę kupioną w ciemnej alejce i wyrosły mu ośle uszy, a jeszcze gdzie indziej policja przeprowadziła obławę na spotkanie dwóch groźnych grup przestępczych.
23 września 2026
Od Andrei do Azury
O tej porze komisariat należał prawie wyłącznie do niej. Godzina przed pierwszą zmianą była najlepszą częścią doby – korytarze relatywnie puste, telefony raczej milczące, światło jarzeniówek sączyło się wraz z jednostajnym brzęczeniem, jeszcze nieprzytłumionym gwarem kilkudziesięciu spraw biegnących i domagających się uwagi naraz. Wydział kryminalny o świcie przypominał coś wyjętego z normalnego czasu i przestrzeni, przestrzeń liminalną, która w jednych wywoływała niewyjaśnony niepokój, w Andrei zaś przeciwnie – poczucie, że wszystko jest ułożone, spokojne, że można pochylić się nad aktami sprawy. Ten ciasny open space z biurkami dostawianymi latami wedle potrzeby, nie zaś planu, tak że żadne nie pasowało do sąsiedniego, był jej znany równie dobrze, co własny dom i widniejące na ścianach ślady po dzieciakach zagospodarowujących przestrzeń, która w końcu należała tylko do nich. Te komisariatowe fotele, powycierane na podłokietnikach do gołej pianki, kupione w poprzedniej epoce, a na parapecie paproć, którą ktoś uparcie przelewał, aż pożółkła z nadmiaru troski. Na ścianie oprawione zdjęcie z czyjegoś odejścia na emeryturę, wyblakłe tak, że twarze przypominały niedoprane plamy po kawie. Andrea lubiła to miejsce dokładnie za tę zużytą brzydotę, za iście muzealne elementy mieszające się z nowoczesnością i z tym, co dział administracyjny uważał za niezbędne ku zwiększeniu produktywności.
22 września 2026
Od Azury — Szepty przeszłości (I)

Tamtej nocy nie spodziewałam się niczego szczególnego. Zwyczajne wyjście, jakich wiele, ze znajomymi z wytwórni, w której pracowałam. Były to osoby z pasją do tego, czym się zajmowały, gotowe poświęcić całe swoje życie muzyce. Wybierali koncerty na żywo jako formę spędzenia wolnego czasu, nawet jeśli w ramach pracy zarobkowej niemal ciągle w jakiś uczestniczyli. Coś ciągnęło tak ich, jak i mnie, do tych zatłoczonych sali pełnych istot, których uszy spragnione były melodii zdolnej nakarmić ich głodujące dusze.
21 września 2026
Od Vaerila — Freaky femboy friday (III) [AU]
Vaeril raczej nie odmawia spotkań z przyjaciółmi. Szczególnie, gdy jeden z nich obiecuje zniżkę na alkohol. A z takich okazji należy korzystać bez zastanowienia.
Od Liliana — Freaky femboy friday (II) [AU]
— Jesteś pewien, że dotarliśmy w dobre miejsce? — Lilian spojrzał oceniająco najpierw na chłopaka w brudnym kapeluszu, następnie na Vaerila. — Ten tutaj wygląda mi na socjopatę, a nie na dobrego “współgracza”.
Od Nikolaia — Freaky femboy friday (I) [AU]
To był piękny piątkowy wieczór. Jeden z tych wieczorów, kiedy nic nie kusiło tak bardzo, jak długa kąpiel w rozgrzanej od pary łazience.
Od Eirika do Nivana

— Ty, bo zgubiłem rachubę... Który to już raz w tym tygodniu?
Odruchowo wbiłem podeszwę glana w miejsce, gdzie na moment z rzucanego przeze mnie cienia wychynął obrzydliwy, wężowy łeb demona. Niestety, nie zdążyłem trafić. Rozpłynął się, zlewając z bezsłonecznym plackiem u moich stóp. Zirytowany, wepchnąłem ręce w kieszenie jeansowej katany i splunąłem w miejsce, skąd Sag jeszcze przed chwilą dał znak życia.
Nie wiem jeszcze jak, ale przysięgam, kiedyś ukręcę mu tę durną łepetynę.
— Pfff, zero kultury. Nic dziwnego, że ta przemiła dama uciekła przed tobą z wrzaskiem — tym razem się nie pokazał. Jego głos jednak, jak zawsze, rozbrzmiał wyraźnie, uderzając tam, gdzie wiedział, że zaboli.
Od Seymoura – Dla Pluszaka (III)
Wszystko było w porządku. Pogadali, wyłożyli na stół każde przemilczenie i każde „nie chciałem cię obciążać”, obnażyli każdą pojedynczą, kurewsko niepotrzebną warstwę tajemnic i niedopowiedzeń, i teraz naprawdę było dobrze. Na tyle dobrze, że Seymour mógł znów siedzieć z nogami na stoliku i gitarą na kolanach, patrząc, jak rozwalony zaraz obok Vi rysuje coś na tablecie.
Tak sobie przynajmniej wmawiał.
20 września 2026
Od Song Ana do Merlina

Song An wręcz nie mógł nadziwić się geniuszowi Merlina. Z podziwem wpatrywał się przez chwilę w swojego przyjaciela. Wyjaśnienie, że leżąca na podłodze kukła tak naprawdę służyła za pomoc naukową, było wprost idealne!
19 września 2026
Od Daniela do Azelana
Daniel czuł, że każde kolejne słowo wypowiadane przez Azelana nie tyle do niego dociera, co raczej wbija się w niego, zostając pod skórą jak drzazga, której nie sposób wyjąć bez rozrywania przy tym całego ciała. Początkowo próbował jeszcze zachować resztki spokoju, próbował przypominać sobie, że Bashkin nigdy nie miał w sobie tej ostrożności, której Daniel tak desperacko od niego oczekiwał. Nie potrafił chodzić wokół innych na palcach. Nie umiał patrzeć na pęknięcia i udawać, że ich nie widzi. Od zawsze wchodził tam, gdzie inni zatrzymywali się przed drzwiami, od zawsze dotykał rzeczy, które powinny pozostać nietknięte, i wypowiadał słowa, o których inni bali się nawet pomyśleć. Daniel czuł, jak z każdym kolejnym słowem wypływającym z ust Azelana coś w nim zaczyna pękać, powoli przesuwając się poza granicę, za którą nie było już miejsca ani na rozsądek, ani cierpliwość. Poczuł jakże znajome napięcie pod żebrami, później gorąco pełznące po karku i ramionach, aż w końcu ta charakterystyczna pustka, która przychodziła do niego zawsze wtedy, gdy emocje stawały się zbyt duże, by pomieścić je w zwykłym ludzkim ciele. Nienawidził tej jakże brutalnej prostoty rozbrzmiewającej z ust przyjaciela, która kiedyś była dla Daniela czymś niemal zachwycającym, a teraz zdawała się przypominać brudne narzędzie chirurgiczne wbite prosto w jedną z licznych, ropiejących, otwartych ran. Bashkin mówił, nie rozumiejąc, że każde zdanie, każde wspomnienie i każda uwaga odsłaniają coś, co Daniel od lat próbował przykryć, zasypać i zostawić w spokoju. Był zmęczony ukrywaniem. Był zmęczony udawaniem. Ale jeszcze bardziej zmęczony był tym, że przy Azelanie wszystkie jego zabezpieczenia rozpadały się szybciej niż przy kimkolwiek innym.
Od Ashera do Dantego

Wieczorne powietrze uderzyło w nich grubą ścianą niepożądanego chłodu i unoszącego się wokół smrodu zgęstniałych w powiewie spalin. Noc okryła ulice przylegającą do ich ciał warstwą mroku; lepkim całunem niepewności i zmęczenia opadła na ulice Stellaire oraz ostatnich, przemierzających pogrążone w głębokim śnie chodniki, obywateli. Światło latarni, we mgle rozpraszające się trupio-białym blaskiem i refleksami, musnęło leniwie profil kiwającego się na własnych nogach najemnika, we fiołkowych oczach stanowiąc jednak jedyną, niemożliwą do podważenia przez tworzące się w umyśle omamy, wartość pewną – kotwicę w rozmazującym się w spojrzeniu świecie, latarnię morską wśród rozszalałych fal unoszącej się wokół ich sylwetek ciemności.
18 września 2026
Od Virgila do Seymoura
Norbert zawsze był człowiekiem do bólu poważnym, ale w tę powagę dało się wbić klin dyskusji albo żartów, które, choć śmieszyły bardziej zespół niż biednego managera, mogły bez obawy wybrzmieć. Nie tym razem. Vox milczał, a Norbert nie wyglądał wcale, jakby zamierzał zaraz kogoś udusić albo rozszarpać, wręcz przeciwnie – prezentował się niezwykle spokojnie i może właśnie dlatego tak groźnie, z każdym ruchem już rozplanowanym w głowie i pięcioma planami awaryjnymi na podorędziu.
— Sprawa numer jeden. — Wyciągnął ku wilkołakowi dłoń. — Virgil, daj mi swój telefon.
17 września 2026
Od Azury do Ignisa

To nie był dobry dzień.
Z wielu powodów trudno mi było dzisiaj nie błądzić myślami. Udawać, że nie różni się on od setki tysięcy przeżytych już przeze mnie dni… Czy to w ogóle było możliwe? Uśmiechać się tak, jak zawsze, wspierać otaczających mnie ludzi z tym samym zaangażowaniem, oddać się pracy, projektom, których termin oddania zbliżał się nieubłaganie…
Dziś głośniej, niż zwykle, słyszałam pieśń morza.
— Wszystko w porządku? — głos Avy dotarł do mnie jak spod wody, przytłumiony… A może to ja się topiłam. Przetarłam oczy nasadami dłoni, starając się odzyskać choć strzępki skupienia, które pozwoliłyby mi przeżyć do wieczora. Wizja powrotu do leśnej głuszy, domu, który razem stworzyliśmy, była z jednej strony pociągająca jak nigdy, z drugiej wypełniała moje płuca czymś gęstym, ciężkim, sprawiającym, że wzięcie każdego kolejnego oddechu zdawało się wymagać nadludzkiego wysiłku.
16 września 2026
Od Azury do Andrei

Poświęciłyśmy z funkcjonariuszką jeszcze chwilę na oglądaniu kilku kolejnych z ostatnich dzieł Caspera. Zapytana za każdym razem spokojnie tłumaczyłam, na co warto zwrócić uwagę na danym obrazie i dlaczego cała kolekcja jest tak niezwykle spójna, jednocześnie utrzymując różnorodność oraz indywidualność każdego z dzieł. Miło było usłyszeć, że artysta jest doceniany nie tylko wśród krytyków. Zobaczyć ten pełen zadumy wyraz na twarzy osoby, która na co dzień nie zajmuje się kontemplacją sztuki — za każdym razem cieszyło mnie to tak samo. Pokazywało, jak wielki wpływ sztuka może mieć na każdego, jeśli tylko jej na to pozwolić.
Od Bashara do Dantego
Drzwi trzasnęły, klatka schodowa rozbrzmiała echem pospiesznych, pozbawionych rytmu kroków, ucieczki byle dalej, byle szybciej, ale od siebie samego nie dało się uciec.
14 września 2026
Od Dantego do Bashara
Płynął w oceanie. To było jego pierwszą myślą, gdy poczuł objęcia ukochanego żywiołu, ale nie – on walczył. O każdy oddech, ruch, chwilę na powierzchni spędzoną na szukaniu punktu zaczepienia. Tylko że bezkres wody nigdy mu nie przeszkadzał, a widzenie wokół siebie głębi nie wywoływało strachu, lecz wyciszenie oraz spokój. Było się tylko jednym sercem w wielkiej pustce, sercem żywym i wciąż bijącym, tak małym, że i jego problemy zdawały się mniejsze, możliwe do przezwyciężenia.
Dante nie znał tych wód, gęstniejących wokół niego czarną tonią i budzącymi dreszcz podszeptami.
13 września 2026
Od Ignisa do Azury
Trzeci dzień i nic.
Ignis wiedział, czego sobie życzy, wiedział, dokąd ta melodia ma zmierzać, niemal czuł jej kształt pod palcami, a mimo to z głośników wciąż wydobywało się coś wybrakowanego. Coś się zgubiło, próbowali to razem znaleźć, ale Ignis miał wrażenie, że im dłużej szukają, im więcej zmieniają, tym bardziej odchodzą od pierwotnego pomysłu i piosenka, zamiast ewoluować, mutuje w coś, co przestawało należeć do nich. Raam raz po raz przekładał rytm, jak kucharz ratujący potrawę kolejną szczyptą przyprawy, aż danie robi się niejadalne. Ioannis poprawiał na klawiszach tę samą frazę raz za razem, jak szkic poprawiany tak długo, aż papier zaczyna się przecierać. Arieth przestawiał akordy niczym figury na szachownicy, ruch po ruchu, a mat wciąż mu się wymykał. Seymour rozbierał kawałek na części i składał go z powrotem, dokręcając każdą śrubkę, jak mechanizm, który wciąż uparcie nie chce działać. Kawałek nie był zły, nie był jednak idealny i nikt nie mógł z czystym sumieniem powiedzieć tego, na co wszyscy czekali – że tak, to już jest to.
10 września 2026
Od Dantego – Rocznica III (II)
Nie spieszyli się z powrotem do domu. Noc była ciepła, piękna i taka dobra dla nich, przywoływała wspomnienia późnych spacerów odbytych po długich dyżurach i przymiarkach, spacerów, gdy oczy się kleiły, ale serca wciąż czegoś chciały, tej chwili dłużej w swoich objęciach, chwili uśmiechu i beztroskiej bliskości nie ponaglanej przez rytm dnia. Parsknięcia i czułe szepty wymienili na ciszę swoich głosów i miarowy rytm kroków, a dłonie trzymali tak naturalnie złączone, jakby stworzono ich w ten sposób – dopasowanych do kształtów tego drugiego, by pokonać wszelką przestrzeń ich dzielącą.
09 września 2026
Od Muunokhoi – Rozpierdol Ognistego Konia (II)
Muunokhoi zerknęła na adres zapisany na pomiętej kartce, porównała go z tabliczką zawieszoną na ścianie budynku. To tutaj, studio Vox Metalliki, kimkolwiek byli.
Od Ignisa – Rozpierdol Ognistego Konia (I)
Wolne popołudnie u Ignisa zdarzało się rzadko, a jeśli już, to najczęściej oznaczało ono niczym nieskrępowane wylegiwanie się na poduchach w domu lub na kanapie w studiu i przesłuchiwanie wszystkich nowych płyt, które genashi zamówił i tylko czekał, aż się do nich dobierze. Nie inaczej miało być tamtego dnia, lecz niedawna rozmowa z Ariethem o prozdrowotnych wpływach owego mitycznego dotykania trawy sprawiła, że Ignis zmienił zdanie i postanowił połączyć jedno z drugim, mianowicie muzykę ze spacerem. Pogoda była cudownie sprzyjająca – słońce szczerzyło się z doskonale bezchmurnego nieba, zalewając świat miłym żarem. Ludzie przemykali cieniem, oblegali kurtyny wodne i wodzili wzrokiem za reklamami lodów, Ignis zaś parł środkiem skwierczącej patelni w którą zamienił się chodnik, raźnym krokiem zmierzając w stronę największego okolicznego skupiska trawy, czyli parku.
08 września 2026
AUgust 2026 – Podsumowanie
Wow, znowu się wydarzyło! AUgust 2026 dobiegł końca, a Wy po raz kolejny udowodniliście, że żadna siła – ani praca, ani obowiązki, ani spiskująca przeciwko Wam rzeczywistość – nie oderwie Was od klawiatur, gdy tylko pojawia się okazja do zabawy (z) ulubionymi postaciami w nowych realiach. Uniwersa jak zwykle wybraliście różnorodne: od gotyckich zamczysk, przez wikińskie sagi i kowbojskie rewolwery, aż po greckich bogów spiskujących przeciwko przeznaczeniu. Cieszę się ogromnie, że mamy mnóstwo historii pisanych przez Was wspólnie, a także że pojawiły się AU, których wcześniej na blogu nie było <3 Wasza kreatywność naprawdę nie zna granic.
A teraz pora na moją ulubioną część, czyli statystyki:
07 września 2026
Od Felixa do Nikolaia
Noc za miastem była czarna i cicha niczym konfesjonał. Rosario Ferrante czekał w niej już od godziny, wytężając całą wolę, by jego twarz pozostawała maską chłodnej obojętności.
Od Isidoro – The truth is often what we make of it (II) [AU]
Buteleczka rozprysła się, a cisza, która po tym zapadła, przypomnała ciszę rozciągniętą nad pobojowiskiem, gdy kurz dopiero opadał, a serce nie wierzyło jeszcze, że to już koniec.
Od Eliasa - The truth is often what we make of it (I) [AU]
— Witam na Alderaanie, panie Arden. Mam nadzieję, że podróż przebiegła bez większych zakłóceń. Nazywam się Hela Madas i będę pana główną opiekunką i przewodniczką podczas pańskiego pobytu w Domu Uzdrowienia Umysłu.
06 września 2026
Od Nikandros – Hang 'Em High [AU]
Postęp. Wielkie, tłuste jak roczny Angus słowo, na którego dźwięk ojcowi ciekła ślina, a matczyne oczy błyszczały dziko, jak ślepia krwiożerczej bestii w środku nocy.
Postęp. Oleisty, z wielokolorową poświatą na tafli. Postęp miał ciężki, duszący zapach ropy i smak trucizny.
Od Nikolaia — Rozdziobią nas kruki i zjedzą psy (VI) [AU]
W pierwszej chwili idea opuszczenia bezpiecznej kryjówki i udania się w podróż absolutnie nie przypadła mu do gustu. Czuł się bezpiecznie w znajomych czterech ścianach. Otaczając się toną niezbędnych rzeczy, które od lat sam gromadził i pieczołowicie układał na półce, był gotów przetrwać wszystko. Jak więc miał porzucić to wszystko? Ot tak? Wydawało mu się to doprawdy absurdalne.
04 września 2026
Od Yangcyna – Rozdziobią nas kruki i zjedzą psy (V) [AU]
Zmierzył wzrokiem zbudowany naprędce fort z koców i szpargałów. Nikolai porównał go do czasów, gdy za dzieciaka budował coś takiego z dziadkiem. Yangcyn przyjrzał się wszystkiemu z góry na dół, z lewej do prawej. Chwilę później spojrzał na własną dłoń.
Od Yangcyna – Rozdziobią nas kruki i zjedzą psy (III) [AU]
Yangcyn nigdy nie będzie w stanie stwierdzić, co w katastrofach było gorsze – niemal rozrywający bębenki w uszach huk, trzaski i cała chmara innych kakofonicznych dźwięków, czy głucha cisza, jak gdyby powietrze stanęło w miejscu i nie przepuszczało ani śpiewu ptaków, ani szumu aut czy liści drzew; niczego. Wielka fala po pewnie jeszcze większym wybuchu przeszyła najprawdopodobniej całe Stellaire, a potem zmroziło miasto, włącznie z setkami osób, które już nigdy nie wydadzą z siebie żadnego, choćby najcichszego dźwięku.
03 września 2026
Od Andrei do Azury
Technicy wciąż mielili plik ze zdjęciem, wyłuskując szczegóły z metadanych, dokładną lokalizację, a eksperci wróżyli z pikseli, aż dało się ustalić, na których dokładnie kamieniach brukowych stały stopy pani Wells w momencie wykonywania zdjęcia. Zdjęcie i praca nad nim było jednak kolejnym punktem w kolejce, a że należało do zamkniętej już sprawy, ustępowało priorytetem sprawom ważniejszym, bardziej naglącym, świeższym, gdzie każda godzina była na wagę złota. W toku swej służby Andrea wyzbyła się już frustracji z tego powodu, a przynajmniej nie dawała tego po sobie poznać, bo serce policjantki chciało materiału dowodowego natychmiast, umysł zaś cierpliwie tłumaczył, że życie to nie film, żarna policyjnej machiny mielą powoli i nie ma na to rady. Jedynym, co mogła w takiej sytuacji zrobić, to porządnie wczytać się w akta, które przed rozmową z panią Wells zdążyła tylko pobieżnie przejrzeć. Fakty były na papierze, teraz zaś musiały znaleźć się w jej głowie, co do jednego, ze wszystkimi szczegółami. Analizy, wykresy i zestawienia pomagały, ale najsprawniejszym narzędziem znajdującym luki w zeznaniach, dostrzegającym umykające poszlaki i przeczuwającym, czym kierowała się ta druga strona, nadal pozostawał ludzki mózg.
Od Merlina do Song Ana
Były w życiu Merlina takie momenty, w których czas zdawał się na ułamek sekundy zwolnić, dając mu jedną, jedyną szansę na podjęcie słusznej decyzji. Merlin zwykle i tak podejmował złą – ale, jak się miało zaraz okazać, nie tym razem.
02 września 2026
Od Ignisa do Liliana
Próby skończyły się późnym popołudniem, zabierając ze sobą oficjalną część dnia. Rozpiski, ustalenia, skrupulatne wykonywanie norbertowych planów, przygotowanie do tego, by fani dostali wszystko, po co do nich przyszli, i jeszcze więcej – wyciągnęło to z nich siły i energię, pozostawiło jednak nie pustkę, a poczucie dobrze wykonanego obowiązku i spokój, jaki pojawiał się, gdy własnymi rękami dopięło się wszystko na ostatni guzik. Ignis cieszył się, że rano podjął decyzję o tym, co robić i gdzie iść wieczorem, bo gdy odłożył gitarę i odetchnął po ostatnim kawałku, myśl o wałęsaniu się po bharackich uliczkach w poszukiwaniu muzyki sprawiła, że zmęczenie odeszło w niepamięć. Zdrętwiałe od stania nogi nabrały werwy, znużone ciągłym skupieniem myśli pobiegły z większą energią, a błysk w oku wrócił, bo choć Ignis kochał muzykę, kochał również różnorodność.
01 września 2026
Podsumowanie 2026.08
Wow, sierpień minął, jak z bicza strzelił. Dopiero co było rozpoczęcie eventu i fale upałów, a tu już coraz wcześniej ciemno i ostatnie dni na dopisanie opowiadań dziejących się w wybranym AU. Tak, AUgust został przedłużony do 06.09, więc mam nadzieję, że uda się Wam jeszcze coś napisać (a jeśli rzeczywistość naprawdę przyciśnie, to możemy przedłużyć jeszcze tydzień, tylko jak zwykle – dajcie znać!).
To już miesiąc, odkąd mamy nowy szablon! Nie wiem, czy już się przyzwyczailiście, czy nie, ale ja nadal patrzę na stronę główną bloga jak typowy stary na swojego passata. Jakby tego było mało, Nowalijka dzielnie nakodziła dla nas Fotogramy, a małe ptaszki ćwierkają, że na tym nie koniec <3
31 sierpnia 2026
Od Vaerila — Ulica Długa [AU]

Oczywiście, że jakiś idiota znowu źle zaparkował na Długiej, więc ruch tramwajowy został całkowicie wstrzymany na pobliskiej Basztowej.
Od Dantego – Pieśń o Skrzydlatej Zgubie i Próżnym Pawiu (V) [AU]
Wrzawa, i huk, i ryzyka śpiew – ziemia drżała od pełnego brawury galopu. Szaleństwo ryło w śniegu, a dzikość miotała się w siodłach, przebrana za sześciu wojów upitych trunkiem mocniejszym od miodu, otumanionych kadzidłem silniejszym od fajki wieszcza, bo cóż było rozkoszniejszego dla ludzi miecza od zapachu wrogiej krwi? Splamiona potworną posoką włócznia stanowiła irytująco niewystarczający przedsmak walki, pobudzająca niczym pierwsza pieszczota nocy i pchająca kompanię byle prędzej do osady, gdzie czekała ich wyrocznia z pomysłami, jak stwora najlepiej zgładzić.
30 sierpnia 2026
Od Aiolyt - Nic nie jest prawdą, wszystko jest dozwolone. [AU]
TW: przemoc, śmierć rodziny, śmierć postaci.
Dachy budynków przesuwały się pod jeno nogami z ogromną prędkością. Każdy skok wyciskał z płuc resztki powietrza po to, by nakarmić je namiastką nowego tlenu na ledwo sekundę. Oddech zaczął piec już jakiś czas temu. Aiolyt nie wiedziało czy cierpią bardziej jeno nogi czy płuca.
— Tam jest!
Od Bashara – Pieśń o Skrzydlatej Zgubie i Próżnym Pawiu (IV) [AU]
Nikt w grodzie nie pamiętał, skąd przyszedł.
29 sierpnia 2026
Od Dantego – Pieśń o Skrzydlatej Zgubie i Próżnym Pawiu (III) [AU]
Nim słońce rozgościło się na dobre nad bladym widnokręgiem, drużyna z siedmiu osobistości się składająca wyruszyła wierzchem na jarlowe ziemie pogrzebane pod grubym śniegiem. Cel mieli jeden – bestii zamieszkałej pod ziemią nadać imię, żeby ostrza właściwymi truciznami nasmarować, a szczęki pułapki dopasować pod naturę stwora, bo wbrew aurze gwałtowności, którą roztaczał wokół siebie najgłośniejszy z tych wojów, kompania to była zgrana, metodycznie pracująca. Kosmate wierzchowce pruły zatem przez zaspy, od domostwa do domostwa, od spichlerza do spichlerza, jeźdźcy zaś rozpytywali o nocne hałasy, o widziane zapadliny, o tego męża, co wyciągać go spod gruzów trzeba było, aż dotarły ich zwierzęta na odległe pola, gdzie kamień na kamieniu nie pozostał, tylko ta osunięta ziemia obnażająca ślad potwora.
28 sierpnia 2026
Od Bashara – Pieśń o Skrzydlatej Zgubie i Próżnym Pawiu (II) [AU]
Jarl odprowadził go wzrokiem aż do ławy, nie pozwalając, by choć cień myśli przedostał się na twarz. Patrzył, jak złotowłosy woj zasiada wśród innych, rozpychając się łokciami z taką pewnością, jakby ławę tę zbudowano wyłącznie dla niego, jakby cała izba była jego łupem już zdobytym, a nie dachem łaskawie nad jego głowę rozciągniętym. Jarl znał ten rodzaj ludzi. Widywał ich tylu, że zlewali się w jedną sylwetkę – zbyt głośną, jasną, zbyt pewną siebie, tak niezachwianie przekonaną, że świat ugnie się pod natarczywością ich uśmiechu. I widywał, co po takich zostawało: zerwane przyjaźnie, dzieci nieznające swoich ojców, krew na klepisku i pieśni, których nikt nie chciał śpiewać.
27 sierpnia 2026
Od Dantego – Kwiaty i granat (XIII) [AU]
Oddech, drżący i szybki, należał do kogoś innego. Do kogoś, kim był jeszcze chwilę temu, zanim Seymour nazwał po imieniu każdą z jego ułomności i zmusił go do spojrzenia im we wypaczoną poczuciem winy twarz. Należał do boga, który, zdobywszy wreszcie władzę nad własnym życiem, nie zamierzał zginać kolana przed agresorem rzucającym oskarżeniami na jednym tchu, bez pomyślunku ani chęci podjęcia dyskusji pozwalającej odeprzeć atak, inaczej jego argumenty musiałyby liczyć się ze stępieniem. Oddech ten napierał na pierś władcy Podziemia na podobieństwo magmowych wyziewów, pędzących z serca ziemi do jaskini, gdzie wylewały się niekontrolowaną fontanną na wiekowy bazalt. Słuszny gniew formował niczym z gliny wyrok na księżycu, co nierozważnie opuścił niebo, a zaciśnięte pięści rozgniatały pod zbielałymi knykciami niesprawiedliwe, lodowate spojrzenie szafiru.
26 sierpnia 2026
Od Nikolaia do Alexa

Niektóre dni już pierwszymi promieniami wschodzącego słońca zwiastowały, że wydarzy się coś niezwykłego.
Od Dantego – Kwiaty i granat (Interludium II) [AU]
Aby zawalczyć z przeznaczeniem, Sappho potrzebowała sprzymierzonych pionków.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
