25 kwietnia 2026

“Come little bees; the flowers are getting your breakfast ready.”

Bonifacy Fairwyn
Wiek: 42
Data urodzenia: 13.08
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek, czarodziej
Pochodzenie: Novendia
Zawód: Czarodziej-rzemieślnik i zaklinacz przedmiotów, zajmuje się głównie wytwórstwem i naprawą magicznych narzędzi, ale w rzeczywistości zrobi i naprawi wszystko, co tylko jest na miarę jego możliwości.
Opis: Brzęczenie pszczół w ogródku, słońce przelewające się przez liście drzew, parujący kubek herbaty na werandzie, kurz na drewnianych półkach i stary kocur z małym kociątkiem. Coś nadzwyczaj zwyczajnego i tak nieistotnie urzekającego.
W tytule: Bass, Florence. Nature Stories for Young Readers: Animal Life. D.C. Heath & Co, 1895, p. 105.

Są ziemniaki, jest melasa, a melasa to okrasa

Owca

owce.na.manowce
Cześć, jestem Owca i żyję na Manowcach. Lubię jabłecznik na ciepło ze śmietaną i lodami, czarną herbatę z cytryną i miodem, i zapach powietrza późnym, słonecznym popołudniem. Gram w gierki, moje ulubione na ten moment to Disco Elysium, Ace Attorney, Skyrim i ta halloweenowa gierka z Google Doodle z 2022 roku. Rzadko oglądam filmy i seriale, ale Ghibli i Over the Garden Wall nadal rewatchuję regularnie. A, i nie wiem, czy to ważne, ale nad moim łóżkiem wisi oprawiony fanart Słowackiewicza.

Preferencje pisarskie

Wracam do pisania po w sumie paru ładnych latach, więc jedyne, o co prosiłabym to o odrobinę wyrozumiałości, bo czuję, że piszę, jakbym uczyła się wszystkiego od nowa. Czas oczekiwania na mój odpis może się dłużyć. Składanie zdań niestety nie przychodzi mi już tak łatwo, ale za to ja też jestem cierpliwa i spokojnie poczekam, jeśli ktoś potrzebuje więcej czasu. Piszę z trzeciej osoby czasu przeszłego i preferuję raczej krótsze opowiadania, około 500 słów. Długie mnie przytłaczają, ale tylko jeśli to ja mam napisać coś długiego, więc wcale się nie pogniewam, jeśli moi współautorzy lubią dać się ponieść. Nie przeszkadza mi sterowanie moją postacią i ja też nie widzę problemu w sterowaniu cudzą, choć często czuję się w tym niepewnie. Można wtedy przygotować się na tonę pytań z mojej strony, a w razie czego jestem zawsze gotowa wszystko poprawić, choćbym miała całe opowiadanie napisać od nowa. Jeśli oczywiście ktoś preferuje, aby nie sterować jego postacią, z tym też dam sobie radę. Lubię też wcześniej przegadać pomysł na wątek, ale nie oznacza to, że koniecznie musimy się go sztywno trzymać, jeśli coś po drodze wyjdzie inaczej. Najważniejsze to, żeby były pomysły i żebyśmy się dobrze bawili. :)

Postaci

Bonifacy Fairwyn - Brzęczenie pszczół w ogródku, słońce przelewające się przez liście drzew, parujący kubek herbaty na werandzie, kurz na drewnianych półkach i stary kocur z małym kociątkiem. Coś nadzwyczaj zwyczajnego i tak nieistotnie urzekającego.

20 kwietnia 2026

Od Hotaru – Rok żurawi

Telefon Hotaru najczęściej milczał i jedyną informacją o tym, że świat czegoś od tancerki potrzebował, było to subtelne miganie diody, dyskretnie sygnalizującej, że w skrzynce znajdują się jakieś nieprzeczytane wiadomości. Jednak tamtego dnia telefon wyjątkowo dostał z powrotem swój głos, gotów by bezzwłocznie poinformować swoją właścicielkę o nowych wiadomościach, mimo to Hotaru co i rusz zerkała w jego stronę, jakby gdzieś w jej sercu tkwiło przekonanie, że samymi swoimi myślami nagnie rzeczywistość i sprawi, że nowa wiadomość po prostu się pojawi.
Światełko czajnika zgasło chwilę temu, a wyświetlacz właśnie pokazał odpowiednią temperaturę. Hotaru skończyła odmierzać listki zielonej herbaty, przesypała je do imbryczka, następnie zaś sięgnęła po czajnik i tysiąckrotnie powtarzanym ruchem zalała herbatę. Zamknęła porcelanową przykrywkę i już miała sięgnąć po tackę, by imbryczek wraz z kubkiem przenieść do pokoju, gdy wtem telefon postanowił się odezwać. Głośne ping-ping! rozbrzmiało w spokojnej ciszy mieszkania, Hotaru aż podskoczyła, natychmiast złapała telefon, spojrzała na wyświetlacz. Wzrok uchwycił tak wyczekiwaną wiadomość, kobieta w okamgnieniu wybiegła z kuchni, kapcie tylko stuknęły w przedpokoju, zamek w drzwiach zachrobotał i już jej nie było.
Herbata naciągnęła za mocno, obracając się w gorzki napar, lecz dla Hotaru nie miało to znaczenia, gdy otwierała swoją wielce niezbędną paczkę i mogła w końcu przystąpić do pracy. Zaszeleściło, pstryknęła folia, na kuchennym stoliku pojawiły się barwne słoiczki z farbami, pojawiły się bambusowe pędzelki, oraz…

18 kwietnia 2026

Auranthium 2026.04

W tym miesiącu obchodziliśmy Dzień Czekolady – święto wszystkich, którzy wiedzą, że życie jest zbyt krótkie by odmawiać sobie małych przyjemności! Redakcja Auranthium z radością dedykuje ten numer miłośnikom gorzkiej, mlecznej i białej, koneserom ganache i pralin, oraz tym, którzy z uporem maniaka twierdzą, że jedna kostka wystarczy. Znamy Was, kłamczuchy!
Czy zastanawialiście się kiedyś, skąd pochodzi ta niepojęta władza, jaką czekolada sprawuje nad ludzkością? W czasach, gdy świat pędzi do przodu i trudno zatrzymać się choćby na chwilę, czekolada ma tę szczególną moc, że zmusza nas do zwolnienia. Nie da się odpowiednio docenić czekolady, pałaszując ją w biegu. Dobra tabliczka wymaga chwili przerwy, zatrzymania się i spokojnego siedzenia. W epoce, która każe nam bez przerwy gdzieś się spieszyć i być produktywnym, a do tego uważać na kalorie, czekolada pozostaje niewzruszonym bastionem dziecięcego szczęścia. Zdecydowanie zasługuje na swój dzień!
W tym numerze przeczytacie:
  • Miłość o smaku czekolady – słodka historia o tym, jak gorąca rywalizacja utemperuje nawet najtwardsze serca.
  • O fizyce czekolady – przemiany fazowe i proces krystalizacji wytłumaczone w najsłodszy możliwy sposób.
  • Przewodnik po rodzajach czekolady – kiedy określenie „ta taka dobra, co babcia zawsze daje” to trochę za mało.
  • Przepis na zniknięcie – zagadka kryminalna z czekoladą w tle.
  • Pierwszy kęs – bo pierwsze spotkanie z czekoladą to coś, co się pamięta.
  • Jaką pralinką jesteś? – doskonale opracowany, naukowo poprawny test osobowości.
  • Krzyżówka – bo nie tylko czekolada jest dobra na pamięć i koncentrację.

10 kwietnia 2026

Od Bashara – Rocznica III (I)

Oczywiście, że im bliżej było tej specjalnej daty, tym bardziej Dante nie potrafił usiedzieć na miejscu, Bashar zaś uśmiechał się z rozczuleniem na niezobowiązujące pytania rzucane w przypadkowych momentach, mające na celu wybadać grunt i zmusić demona, by uchylił rąbka tajemnicy. Demon rzecz jasna do niczego zmusić się nie dał i odpowiadał niewinnymi uśmiechami, oględnymi słowami i zdaniami przeradzającymi się w długie wypowiedzi radośnie omijające sedno sprawy, z wirtuozerią doświadczonego mówcy wymanewrowując syrena jak mu się tylko podobało.
Kolacja w przeddzień rocznicy była kolejnym momentem, gdy Dante próbował wyciągnąć z Bashara jakieś poszlaki, a jego spojrzenie utkwiło w sylwetce lekarza, szukając na jego twarzy jakichkolwiek wskazówek. Ten jadł jednak niespiesznie, i jeśli czuł na sobie wzrok Dantego, dawał temu wyraz jedynie kącikiem ust.

06 kwietnia 2026

Od Hotaru do Annikki

Sauna miała dla niej coś z charakteru kulis – tę samą duchotę, zapach drewna, to samo poczucie, że za chwilę coś się wydarzy. Hotaru znała kulisy doskonale, były jej naturalnym środowiskiem. Wiedziała, jak w nich stać, wyciszyć się, odciąć od rzeczywistego świata, by na scenę wyjść już kimś innym. Tylko że teraz nie było nikogo innego, nie było maski, za którą można było się skryć, nie było stroju, który by ją osłaniał i na scenę sauny wychodziła kompletnie naga.

Od Bashara do Dantego

Wracali w milczeniu.
Bashar siedział nieruchomo, z dłońmi złożonymi na kolanach, niczym dowódca powracający z bitwy, zwycięskiej lecz nie bezstratnej, ważnej lecz nie ostatecznej. Myślał, analizował, rozkładając na czynniki pierwsze każde słowo, gest, każdy fałszywy uśmiech, którym obdarzył ich starszy Latini. Demon pozwalał, by nocne miasto przesuwało się za szybą taksówki jak w kalejdoskopie, jakby świat był jedynie mało zajmującą sztuką teatralną, na którą wraz z Dantem nie zwracali większej uwagi.
Syren siedział zwrócony ku oknu, różowe szkiełka odbijały rozmyte smugi świateł, a dłonie leżały zbyt spokojnie, zbyt nieruchomo jak na kogoś, w kim ocean nigdy nie zamierał. Zdawał się spętany ciszą i własnymi myślami, tymi zdradzieckimi, trującymi mackami, wypełzającymi z ciemnej i głębokiej otchłani, pozostawionej długo samej sobie, niezbadanej i groźnej. Brak drugiego rodzica był faktem, źródłem bólu, które na podobieństwo niezaleczonej rany zatruwało po cichu resztę organizmu, kładąc się cieniem na wszystkich relacjach, wyborach, wybuchało dojmującym cierpieniem w rozmowach z matką, wykrzywiało jego własny obraz w jego oczach. Teraz Dante stanął oko w oko z tym, co w tej bezdennej otchłani mieszkało, wbił włócznię w cielsko przeciwnika, ten zaś odpowiedział okrutnym, niszczącym kontratakiem.

04 kwietnia 2026

Od Annikki do Hotaru

Od tamtego występu Hotaru przed dziećmi wydarzyło się równocześnie wszystko i nic – spotykały się na kawę, rozmawiały przez telefon, pisały w wolnych chwilach, Annikki odbierała czasem Hotaru z teatru, a Hotaru zjawiała się pod jej biurem, by podmienić dokumenty w jej dłoni na kanapkę. Życie toczyło się swoim wcześniejszym rytmem, jednak muśniętym jakąś nową barwą, niczym stonowany obraz wyróżniający się intensywną żółcią słońca. Wiedziało się, że ciemna zieleń jest przeznaczona dla drzew, że granat wije się rzecznymi meandrami i że cienie kładą się fioletem na ściętą trawę, jednak skąd miało się mieć pojęcie, jak radosny kolor w rogu zmieni cały krajobraz? Hotaru była najpiękniejszą z ciepłych barw, jaką Annikki mogła sobie wymarzyć.

01 kwietnia 2026

Podsumowanie 2026.03

W końcu wiosna za oknem! Przychodzi dość niemrawo, to prawda, ale w powietrzu już czuć zapach budzącej się do życia zieleni, a forsycje zaczynają kwitnąć! No, przynajmniej u mnie <3 W każdym razie - marzec upłynął nam szybko, pojawiły się nowe opeczka, nowe postaci i życie idzie do przodu. Poza tym oprócz tradycyjnego podsumowania mam dla Was porcję związanych z wiosną zmian. Nie zwracajcie uwagi na datę - wiadomo, podsumowania pojawiają się zawsze pierwszego dnia miesiąca i wprowadzone z dniem dzisiejszym zmiany są w pełni na powaznie! Ale zanim o zmianach, to zapraszam do statystyk <3

30 marca 2026

Znalezienie dowodów to kwestia czasu

Jehan De Veen
Wiek: 41 lat. Nie, 34. Nie, nie, 38. Ach, na każdej wizytówce co innego jest napisane. Najczęściej podaje pierwszą liczbę, więc tego na razie się trzymajmy.
Data urodzenia: 25 kwietnia... ta, tu też co papier, to inny rok.
Płeć: mężczyzna
Rasa: elf, osobliwość
Pochodzenie: Novendia
Zawód: prywatny detektyw, który ze względu na charakter swojej pracy nie będzie się ograniczał do jednej wizytówki czy identyfikatora
Opis: „Mogę się zabrać za wszystko: zgubiony pies, zdradzająca druga połówka, kombinujący w biurze podwładny, co tylko przyjdzie do głowy! Coś cennego zostało skradzione, ktoś zaginął, kogoś zamordowano – rozwiążę każdą sprawę. Nawet taką, którą policja nie umie lub nie chce się zająć.”

26 marca 2026

Od Dantego do Bashara

Kryształowy żyrandol wisiał nad nim niczym katowskie ostrze lśniące zbyt pięknie bezlitosną krawędzią. Kruchy, misternie wykuty z kruszcu czystszego od myśli młodej duszy, nie wydawał się zdolny do takiej brutalności, a jednak Dante czuł wyraźnie, jak ten spada i gładko łamie jego kark. Pozłacana sztukateria ciągnąca się wzdłuż ścian trzymała go w miejscu, by nie miał gdzie uciec, na podobieństwo zaciśniętej obroży dusząc rzędami fantazyjnych gzymsów, każdy inny od poprzedniego. Smoki rozwierające paszcze, syreny wywijające ogonami, anioły i demony przyciskające do swych barków skrzydła – drwiąco patrzyły na niego pustymi oczami, pozostawiając go bez szansy na protest, gdy swym przytłaczającym bogactwem pchały go na kolana i zdzierały z nich skórę na pastelowej posadzce. Mógł przeglądać się w niej jak w nierzeczywistym lustrze, szukać godzinami skazy, lecz jedyną rysę w asymetrycznym wzorze stanowiła jego własna twarz. Faliste obramowania luster rzucały wyzwanie znanej harmonii twardych ram, a on był ich obserwatorem, więźniem i skazańcem, kochającym bezmiar oceanu i dławiącym się bezmiarem sali balowej w domu Ettore Latiniego.

24 marca 2026

Od Sorena - Kasztanowe ludziki (II)

Soren od pewnego czasu zdawał się żyć w stanie, nad którym zdecydowanie nie miał najmniejszej kontroli. Było to raczej trwanie, pewien osobliwy emocjonalny letarg, który, ku niezadowoleniu jego agenta, nie pozwalał mu skupić się na niczym wokół niego. Każda z jego myśli przeciągała się aż do przesady, zdając się przy tym niemal bezkształtna, bardziej jak mgła, widmo migoczące gdzieś w kącie pokoju. Każdy jego dzień przypominał poprzedni, a jednocześnie wydawał się bardziej pusty od poprzedniego, jakby ktoś systematycznie usuwał z jego życia jakąkolwiek wartość, pozostawiając jedynie tę niemożliwą do zniesienia pustkę.

Od Vaeril'a - Kasztanowe ludziki (I)

Liście złociły drzewa. Brak przymrozków sprawił, że trzymały się one jeszcze całkiem dobrze. Chociaż była już późna jesień, pogoda wciąż dopisywała: wiatr nie wiał, deszcz nie padał, a słońce przyjemnie przygrzewało. Wprost idealne warunki na spacer.

19 marca 2026

Od Tristana do Arthura

Tristan wzdrygnął się mimowolnie, zaklął, słysząc ten komputerowy, domyślnie ustawiony dźwięk przychodzącego połączenia. Telefon wibrował na blacie stołu kawałek od jego dłoni, a zanim agent zdążył podnieść wzrok, już doskonale wiedział, kto go znów napastował o północy. Nazwa nie była potrzebna, cyfry numeru zdążyły wypalić się w jego pamięci niczym oparzenie w upierdliwym miejscu na dłoni – wciąż bolące i odznaczające się aż nadto na tle zdrowej skóry. Bezlitośnie mocno dla spracowanego urządzenia kliknął zieloną słuchawkę.
— Czy ty się, kurwa, nauczysz wreszcie używać swojego telefonu? — fuknął, marszcząc brwi i wbijając gniewne spojrzenie w rozrzucone wokół niego papiery, jakby mógł na odległość dosięgnąć nim Arthura.

16 marca 2026

Od Janka do Sammy'ego

— …i teraz uważaj – furgonetka praktycznie zwisa z wiaduktu, normalnie trzyma się na resztkach barierki, a kierowca jest jak „Bóg Raoun już się zbliii-żaaa, już puka do mych drzwiii” i speedrunuje rachunek sumienia. I wtedy wkraczamy my, cali na czarno. Ale z odblaskami! — Tarik wyszczerzył zęby w uśmiechu, wrócił do żywej gestykulacji. — Janek jak zwykle jest pierwszy do roboty. Łapie tę furgonetkę za kuper i jak nie zacznie ciągnąć!
— I co, wyciągnął ją?
— No gdzie! — wykrzyknął, kompletnie zagłuszając „Prawie” wypowiedziane przez Gulma. — Tu potrzeba czegoś więcej, niż mięśnie! Tu potrzeba potężnego sprzętu! — głos gnoma przeszedł w sugestywne mruczenie, gdy pochylił się w stronę siedzącej obok pielęgniarki. — I prawdziwego mężczyzny, który potrafi go obsługiwać.