Wóz strażacki za nic miał gniewną czerwień sygnalizacji. Gnał przez miasto, płosząc inne pojazdy ogłuszającym wyciem, oślepiając błyskającymi światłami, zmuszając miasto, by zamarło, cofnęło się i ustąpiło. Pruł przed siebie, niepomny na przepisy, przecinał skrzyżowania, byle do przodu, byle szybciej, byle dotrzeć na miejsce. Tarik zakręcił kierownicą, pasy wbiły się w pierś Janka, gdy wóz, nie zwalniając, pokonał ciasny zakręt, pojechał kawałek pod prąd, zniknął w kolejnej ulicy.
— …trzyosiowa cysterna, Helix Thaumaturgics, wywróciła się i zjechała częściowo z drogi, blokując dwa pasy ruchu. — Gulm czytał z tableta głosem doświadczonego reportera terenowego. — Samochód osobowy, zderzenie czołowe z cysterną, kierowca i pasażerka przytomni przy zgłoszeniu. Motocyklista, wraz z pojazdem wyrzucony poza drogę, brak kontaktu.
— Kierowca cysterny?
— Przytomny — odparł Gulm. — Ale niezdolny wyjść o własnych siłach. Pewnie zakleszczony.