Telefon Hotaru najczęściej milczał i jedyną informacją o tym, że świat czegoś od tancerki potrzebował, było to subtelne miganie diody, dyskretnie sygnalizującej, że w skrzynce znajdują się jakieś nieprzeczytane wiadomości. Jednak tamtego dnia telefon wyjątkowo dostał z powrotem swój głos, gotów by bezzwłocznie poinformować swoją właścicielkę o nowych wiadomościach, mimo to Hotaru co i rusz zerkała w jego stronę, jakby gdzieś w jej sercu tkwiło przekonanie, że samymi swoimi myślami nagnie rzeczywistość i sprawi, że nowa wiadomość po prostu się pojawi.
Światełko czajnika zgasło chwilę temu, a wyświetlacz właśnie pokazał odpowiednią temperaturę. Hotaru skończyła odmierzać listki zielonej herbaty, przesypała je do imbryczka, następnie zaś sięgnęła po czajnik i tysiąckrotnie powtarzanym ruchem zalała herbatę. Zamknęła porcelanową przykrywkę i już miała sięgnąć po tackę, by imbryczek wraz z kubkiem przenieść do pokoju, gdy wtem telefon postanowił się odezwać. Głośne ping-ping! rozbrzmiało w spokojnej ciszy mieszkania, Hotaru aż podskoczyła, natychmiast złapała telefon, spojrzała na wyświetlacz. Wzrok uchwycił tak wyczekiwaną wiadomość, kobieta w okamgnieniu wybiegła z kuchni, kapcie tylko stuknęły w przedpokoju, zamek w drzwiach zachrobotał i już jej nie było.
Herbata naciągnęła za mocno, obracając się w gorzki napar, lecz dla Hotaru nie miało to znaczenia, gdy otwierała swoją wielce niezbędną paczkę i mogła w końcu przystąpić do pracy. Zaszeleściło, pstryknęła folia, na kuchennym stoliku pojawiły się barwne słoiczki z farbami, pojawiły się bambusowe pędzelki, oraz…

