Pomimo wręcz namacalnego chłodu trupiobladej skóry otaczającego kobietę i spojrzenia jakby pozbawionego blasku charakterystycznego dla istot żywych, ostatnia z funkcjonariuszy, która przyszła zebrać ode mnie zeznania, wydawała się niezwykle ciepłą osobą. Każde słowo wydobywające się z jej ust otulało mnie miękko niczym jeden z tych niesamowicie puszystych kocyków, w który aż chciało się wtulić, a spokojny ton kobiety stwarzał atmosferę zrozumienia i akceptacji dla wszystkiego, czym rozmówca zdecyduje się podzielić. Aż miało się ochotę opowiedzieć jej historię swojego życia…
Poprawiłam opadającą na oczy grzywkę, uśmiechnęłam się lekko, może trochę smutno, sama do siebie. To wszystko sprawiało, że kobieta wydawała mi się w pewien sposób znajoma, choć zdecydowanie nigdy wcześniej się nie spotkałyśmy.

