12 lipca 2026

When nothing goes right... go left.

Nivan Dixon
Wiek: 26 lat
Data urodzenia: 28.07
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Szaman
Pochodzenie: Novendia
Zawód: Specjalista ds. bezpieczeństwa ochrony danych osobowych
Opis: Nivan jest spokojnym, urokliwym mężczyzną. Zawsze uśmiechnięty wyciągnie pomocną dłoń do drugiej osoby i wesprze dobrym słowem. Nie potrafi przejść obojętnie, gdy komuś dzieje się krzywda. Często najpierw robi, potem myśli, co nie należy do najbardziej przemyślanych działań w sytuacji, gdy ktoś może dźgnąć go nożem, ale to nieistotne. Trudno zobaczyć go zdenerwowanego, nawet gdy dana sprawa jest naprawdę skomplikowana i może doprowadzić do utraty dobrego wizerunku. Jednak jego to nie interesuje, najważniejsze jest, żeby każda strona była zadowolona. No, gorzej bywa z jego pamięcią, bo pamięć złotej rybki ma to do siebie, że nic nie pamięta.

Oh sh*t! It's been a deer!

Jeleniowa

yelonek.
Hej, cześć, siemanko!
Kłaniam się nisko wszystkim zgromadzonym, którym zachciało się czytać te wypociny. Proszę tylko się odsunąć, aby nie oberwać z rogów! 
Coś o mnie? Hmm... trochę trudne się wylosowało, ale postaram się co nieco nakreślić swoją osobę. Jestem fanką oglądania seriali, filmów i przede wszystkim anime. W wolnym czasie szukam nowych anime do oglądania, a jak nic fajnego nie znajduję, to robię rewatch swoich faworytów. Mangi też mam, spokojna Wasza głowa, ale raczej mało czytam, bo zabiegany człowiek ze mnie. 
Gram w różnego rodzaju gry, te w coopie też, nawet gry typu horror się znajdą. Czy je lubię? To już inna sprawa ja się ich po prostu boje, okej?

Preferencje pisarskie

Lubię akcję, lubię dramaty, nie omieszkam od dziwnych, nietuzinkowych wyzwań i pomysłów, trochę cierpienia, smuty też wchodzą w grę. Zazwyczaj staram się dogadać, co do fabuły, żeby wiedzieć, w jakim kierunku iść, ale też jestem w stanie napisać coś na spontanie. Jestem bardzo elastyczna pod kątem pisania!
Zwykle piszę długie opowiadania, ale nie ograniczam się również do tych krótszych; dostosowuję się do drugiej strony! Samo pisanie... idzie mi szybko, gdy mam nadmiar weny lub złapię flow z drugim autorem. Jednak miewam pewne przestoje, gdzie nie umiem się zebrać na odpis, o czym zawsze informuję. c:
Pisanie traktuje jako miłą odskocznię, więc proszę nie mieć mi za złe, gdy odpiszę tego samego dnia. Jednak totalnie nie naciskam na drugą stronę, bo wiem, że wena bywa zdradliwa i zawsze grzecznie czekam na odpis! Pozwalam na sterowanie moimi postaciami, a w razie wątpliwości zawsze można podbić na pv i spytać, nie gryzę!  

Postaci

Nivan Dixon — kulturalny, miły i przekochany facet. Chociaż z początku jest cichy i niewiele mówi, to jak zaufa drugiej stronie, to staje się niemiłosierną gadułą. Ugotuje, posprząta, a nawet i przyniesie dobre jedzenie do pracy albo do domu, gdy jest się chorym. Można nim sterować, a do wątków też każdego przyjmie i wysłucha, a jak będzie potrzeba, to nawet i zgani.

Od Sammy'ego do Janka

Strach. Nie ten znajomy, pełznący, zaciskający szpony na sercu, gdy ojciec patrzył pozbawionym emocji wzrokiem, ani ten, gdy cudze życie uciekało spomiędzy palców. Ten uderzył z opóźnieniem, znienacka, i zamiast mobilizować do działania, sparaliżował go od środka, ogłuszając zmysły.
Ktoś dotknął go w ramię, próbował odsunąć, ale ani drgnął. Wciąż tkwił skulony nad dziewczyną, z dłońmi przyklejonymi do krwawiącego boku. Nastolatka całkiem odleciała, jej skóra okropnie poszarzała i pomimo że praktycznie tonęła pod ciężką kurtką, była lodowata i drżała. Ale oddychała. Sammy jedynie rzęził.

11 lipca 2026

Od Vaerila do Sorena

Mimo późnej godziny na obskurnym korytarzu i w wielu przylegających do niego pokojach akademickich wciąż intensywnie świeciły się rażące w oczy świetlówki. Zza białych, obdartych z farby drzwi słychać było podekscytowane głosy, śmiech i wtórującą im głośną muzykę. Noc tutaj wcale nie oznaczała końca dnia — wręcz przeciwnie, wraz z nadejściem wieczora budziła się do życia cała studencka brać. Szczególnie w czasie weekendu. Nocne imprezy to wśród studentów najpopularniejszy sposób na odreagowanie minionego tygodnia spędzonego będąc przykutym do niewygodnej ławki w dusznej uniwersyteckiej auli. Wieczorne spotkanie w gronie przyjaciół z puszką piwa w ręku i papierosem w ustach dawało nadzieję na przetrwanie nieuchronnie zbliżającej się sesji. W dobrym towarzystwie żadne kolokwium ani żaden egzamin nie budził najmniejszej grozy.

Od Azury do Andrei

Ciemne chmury przesłaniające tego dnia niebo zdecydowanie zniechęcały do bezcelowych spacerów ulicami miasta. Sytuacji nie poprawiał fakt, że pierwszy raz od wielu dni dość intensywnie spadały z nich krople deszczu, prawdopodobnie tylko jeszcze bardziej psując humor większości mieszkańców. Siedząc nieco bezczynnie w galerii, słyszałam, jak woda z ekscytacją pędzi na spotkanie z glebą, po drodze obijając się o napotykane budynki i przedmioty. Nie zatrzymywałam jej, nie próbowałam odpowiadać na jej pociągające wołanie. Zamiast tego z umiarkowanym zaciekawieniem, przez szklane drzwi wejściowe, śledziłam wzrokiem coraz mniej liczne, zakapturzone postaci, starające się pospiesznie ukryć przed nagłym oberwaniem chmury. Aparat z wyciągniętą kartą pamięci leżał na ladzie przede mną, laptop obok niego już dawno się wygasił. Gdzieś na skraju pola widzenia mignęła mi kolorowa parasolka, jednak nawet jej barwa, w ogólnej szarości bezsłonecznego dnia, zdawała się nie tak intensywna.

07 lipca 2026

Od Janka do Sammy'ego

Świetlica pachniała skwarkami po porannej jajecznicy, mokrym płótnem rękawic schnących na kaloryferze i kwiatem ylang-ylang, ponoć zawartym w płynie do płukania firanek. Obcemu nie powiedziałoby to nic, lecz dla Janka właśnie tak pachniał dom. Znał ten wielki stół, poznaczony obwódkami po kubkach, znał zblakłe, dziecięce rysunki dekorujące ściany, znał kanapę z jedną zapadniętą poduszką, w której nigdy nie naprawił sprężyn, bo Ylva lubiła siadać właśnie na niej i na żadnej innej.
Na ekranie trwały właśnie Mistrzostwa Świata i cała ekipa zebrała się wokół, każdy na swój sposób. Ylva, na swoim ulubionym miejscu, podwinęła nogi pod siebie, grzejąc dłonie o kubek z rumiankiem. Elowen siedziała po turecku zaraz obok, z tabletem na kolanach, więcej patrząc w tabelę wyników niż na sam wyścig. Vlad rozłożył się w najdalszym fotelu udając, że więcej uwagi poświęca tomikowi poezji, niż trwającemu właśnie wyścigowi. Gulm siedział wyprostowany, z rękami splecionymi na piersi, śledząc każdy zakręt tak, jakby czytał raport z przebiegu bitwy. Kapitan Arnbjǫrg przysiadła na poręczy, na wpół obecna, na wpół zajęta czymś we własnej głowie. A Janek, jak zwykle, słuchał jednym uchem, strugając scyzorykiem kawałek lipowego drewna – jeszcze nie wiedział, co z niego wyjdzie, ale dziwnie mu było, tak siedzieć i niczego nie mieć w garści.

06 lipca 2026

To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia

Azura Wells
Wiek: 478 lat
Data urodzenia: 30.06
Płeć: kobieta
Rasa: Imuga
Pochodzenie: Tenjitsu, Senkawa
Zawód: właścicielka od lat dobrze prosperującej, choć niewielkiej, galerii sztuki, umiejscowionej poza ścisłym centrum Stellaire; od czasu do czasu wystawia swoje fotografie, na czym dodatkowo zarabia
Opis: Delikatna, nieśmiała i ze wszech miar wrażliwa istotka, która potrafiłaby się zaprzyjaźnić prawdopodobnie z każdym... gdyby tylko jeszcze tego chciała. Zafascynowana sztuką i wszystkim, co istoty ją tworzące potrafią za jej pomocą przekazać - sama dość intensywnie zajmuje się fotografią, a swoją codzienność wypełnia muzyką, mając nadzieję zapełnić jakoś, odczuwaną od lat, bolesną ciszę wwiercającą się w uszy, potęgującą trawiącą ją pustkę. Chwilowo nieco zmaga się z problemem życia istoty długowiecznej, starając się nieskutecznie odcinać od życia ludzi w jej otoczeniu. Ocean stale ją wzywa, a jednak wciąż tkwi w świecie, do którego przecież, jak sama twierdzi, zupełnie nie pasuje. Któż by jednak zrozumiał motywy kierujące imugą, która utknęła gdzieś w swojej przeszłości i od lat nie potrafi się z niej wygrzebać…

And that's why...

Indi Creator 

thatswhyy

Discord: thatswhyy

Witam Misie Kolorowe ;3 Cóż o mnie? Jestem fanką #1 Psa Czarusia i to chyba przede wszystkim ;P Ogólnie gryzące pieski są fajne, a jeszcze fajniejsze jest obserwowanie, jak stopniowo gryźć przestają. Kocham dobre historie. I dobre jedzenie - jak czasem coś tam mi wyjdzie, to nie omieszkam podesłać fot ^^

Jakiś czas temu wróciłam do oglądania anime (robię to w sumie hurtowo, nie trzymam się jednego gatunku, chętnie coś polecę zainteresowanym), sporo czytam (ten sam case, co z animcami, choć tutaj zdecydowanie przeważa jednak fantastyka), od czasu do czasu ogrywam jakieś popularne RPG (totalnie nie jestem znawcą mechanik, gram dla historii). Generalnie, jak już wspominałam, bardzo lubię dobre opowieści, niezależnie od tego, w jakiej formie są opowiedziane. Fascynują mnie możliwości wykorzystania przeróżnych motywów do opisania emocji, jakie przeżywa bohater proszę po przeczytaniu tego nie spodziewać się w mojej pożal się boże twórczości nie wiadomo czego: to, że lubię je w historiach innych nie znaczy, że sama umiem je stosować, wybaczcie :D.

Ach, no i mimo, że moi podopieczni gryzą, to ja nie, także śmiało można pytać o wszystko :>

Preferencje pisarskie

Piszę w przerwach od życiowego zabiegania oraz jak wena przyciśnie, ale wychodzi, że ma to miejsce raczej dość często. Jak często konkretnie? Bywa różnie, jeśli akurat mam dobry pomysł w głowie i czas, potrafię odpisać tego samego dnia, innym razem może zejść mi nawet miesiąc, jeśli życie mnie przetyra. Generalnie staram się pozostawać w kontakcie i dawać znać, jak wygląda sytuacja. Raczej nie zdarza mi się porzucać wątku na długo bez ostrzeżenia (w sumie nawet z ostrzeżeniem dawno mi się nie zdarzyło).

Na blogach PBP piszę od dawna, choć miałam kilkuletnią przerwę. Teraz jednak od roku produkuję opowiadania mocno regularnie i obecnie dobrze mi z taką intensywnością. Czasem oczywiście zdarzy się bezwenowy przestój, ale mam nadzieję, że nie będzie się to działo zbyt często.

Tematyka wątków odpowiada mi w zasadzie każda, o ile coś przypasuje mi do konkretnej postaci. Codzienne życie, walki, kontemplacja sztuki, szalone rejsy morskie? Myślę, że wszystko da się ogarnąć. Zależnie od postaci skupiam się również w opisach na innych sprawach - raz są to bogate monologi wewnętrzne i grube rozkminy, przy innej więcej będzie wartko płynącej akcji. W końcu każde z moich "dzieci" trochę inaczej patrzy na świat, co staram się odwzorować w prowadzonej narracji :D

Długość odpisów nie ma dla mnie znaczenia, tak samo cenię krótkie, ale pełne treści (nie zawsze jest to równe z ilością akcji!) jak i te długie, które pozwalają mocniej zagłębić się w historię. Sama również piszę różnej długości opowiadania, starając się zawsze dopasować pod tym względem do współwątkowicza (czyli na bardzo długie opowiadanie nie odpiszę bardzo krótkim tekstem, chyba że trafi się sytuacja losowa - ale wtedy uprzedzę).

Zdarzało mi się kiedyś pisać okazjonalnie RP na discordach, obecnie nie szukam tego typu atrakcji, choć jeśli przydarzają się sezonowo w ramach bloga, na którym jestem, to czasem dam się namówić ;)

Postaci

Azura Wells - wrażliwa imuga, trochę przetyrana życiem istoty długowiecznej. Lubi wodę, fotografię i muzykę. Chętnie spróbowałabym znaleźć dla niej wątek, w którym mogłaby się z czasem raz jeszcze trochę otworzyć na świat i być może w końcu ruszyć naprzód - nie tyle zapomniawszy o tym, co było, ale pozwalając sobie żyć dalej. I zamiast wyłącznie z żalem, to z uśmiechem na ustach, wspominając te wszystkie dobre i szczęśliwe życia bliskich, których utraciła, bo nie było im dane być istotami długowiecznymi. Można nią śmiało sterować w ramach wątku, trzymając się jej osobowości.

05 lipca 2026

Od Sorena do Vaerila

Stellaire miało w sobie coś, czego Soren nie potrafił odnaleźć w żadnym innym mieście. Za dnia olśniewało swoim pięknem, idealnie skrojonymi sylwetkami sunącymi po wybiegach, błyskiem fleszy odbijającym się od szklanych fasad i precyzyjnie wyreżyserowanym chaosem, który dla postronnych wydawał się czymś niemożliwym do pojęcia, jednak dla ludzi z branży był po prostu codziennością. Dopiero noc zdejmowała z niego tę starannie dopracowaną maskę. Kiedy ostatni pokaz w końcu dobiegł końca, gdy projektanci odetchnęli z ulgą, modele rzucili w kąt niewygodne buty, a fotografowie zamknęli obiektywy w futerałach, miasto zdawało się rozluźniać ramiona i wypuszczać z płuc długo wstrzymywany oddech. W powietrzu unosił się zapach rozgrzanego od słońca asfaltu, kwiatów rosnących przy szerokich bulwarach i perfum. Nad ulicami wisiały girlandy świateł, odbijające się w mokrym bruku, a ludzie śmiali się głośniej niż zwykle, jakby wszyscy zgodnie uznali, że skoro przez tydzień żyli w nieustannym napięciu, teraz mają pełne prawo pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa.

Od Vaerila do Sammy'ego

Z natury bywał pamiętliwy. Od zawsze miał świetną pamięć, a wszelkie urazy trzymał w sobie długo. Raz skrzywdzony, nie wybaczał łatwo. Nie zapomniał niczego, żadnego szczegółu. Nawet te najmniejsze przewinienia potrafił rozpamiętywać w nieskończoność, cierpliwie czekając tylko na okazję, aby z satysfakcją odebrać swoje zasłużone zadośćuczynienie.

Od Mishki do Bonifacego

Smukłe, zielone paluszki złapały za odrapaną rączkę drewnianych, starych drzwi, z charakterystycznym dla nich, dochodzącym spod starych desek, trzeszczeniem sprawnie zamykając je w żeliwnym uścisku rdzewiejących z wolna zawiasów. Zeskoczyła z betonowych stopni, lądując podeszwą znoszonych bucików wśród wysokich, otaczających jej domostwo traw i ruszyła w stronę rozpadającej się furteczki, przy okazji żegnając się z przysypiającym na płocie Brokułem, którego czerwony grzebień poruszył się leciutko w rytm jej głosu, kolorowe piórka zaszeleściły pod letnim wiatrem, a dzwonki drgnęły wraz z żółtym, ostrym dziobem. Okupująca padok Lenka ryknęła w stronę zielonej dziewczyny, swe czarne, rozległe łaty wygrzewając w promieniach porannego słońca, Nerwus i Kawka podkłusowali pod deski ogrodzenia, wesołym rżeniem odprowadzając przemierzającą podwórko farmerkę pod samą, oddzielającą ich od reszty sąsiedztwa, bramę. Krzesimir zaplątał się gdzieś wokół jej nóg, a brzęczenie okupujących czerwone pelargonie pszczół rozniosło się przyjemnie po okolicy, serce Mishki wypełniając słodkim miodem niedzielnego, cichego poranka, ciepłem goszczącego się wśród drzew lata i beztroską życia wśród kolorowych ogrodów – obrastających ściany chat róż, wysokich, wyglądających znad chruśniaków malw i rosnących kępami goździków.

04 lipca 2026

Od Dantego do Bashara
Interludium

TW: depresja poporodowa, wspomniane samookaleczanie
W dużym domu zamknięty jest sekret.
U góry schodów, za przeszklonymi drzwiami gabinetu, leży on nienagannie ułożony w szufladce zamkniętej na kluczyk nieadekwatnie mały w porównaniu do krzywd mogących wylać się z wnętrza, jeśli zamek by pękł. Krzywd zdolnych pogrzebać wspomniane w tymże sekrecie osoby oraz zrujnować fundamenty pieczołowicie budowanego świata przypominającego nie do końca szczęście, lecz również nie będącego jego brakiem. Ale czyż nie to właśnie stanowi już wystarczającego dowodu wpływu sekretu na delikatny balans, który kosztował niejedno wyrzeczenie, obrazę, kompromis? Czyż nie jest to potwierdzeniem, iż sekret, choć zamknięty, zatrzaśnięty w swoim więzieniu (więżącym sekret czy oferującym tylko złudzenie?), zdołał wypłynąć zgnilizną spomiędzy szpar i wsiąknąć w umysły wszystkich zaangażowanych? Pleśniowy nalot naznaczył sobą podejmowane decyzje, kładąc się ziemistym, mdławo-słodkim zapachem w kątach mających uchodzić za bezpieczny dom, a podejmowane próby wytępienia grzyba zakończyły się poczuciem, że jakaś jego część wciąż pozostała. Utkwiona w szparach między uszami i w przestrzeni za żebrami, niesiona w każde miejsce, w każdą rozmowę, jak cień rzucany przez światło wszelakie. Nieodłączony, mający imię, cień.
W dużym domu zamknięte są listy.
Spisane dobrym piórem oraz żalem. Nakreślone schludnym pismem oraz miłością. Na papierze pomarszczonym tylko w paru miejscach. Pozbawione kopert, znaczków, adresu. Nagie niczym naga dusza, która spisała te słowa. Nigdy nie spoczęły w dłoniach swojego adresata, lecz może nigdy jemu nie były przeznaczone. Może ich celem zawsze było znaleźć się w tej szufladce jako przypomnienie o przewrotności życia, a także serca.
Oceń ją, jeśli musisz, lecz powiedz mi w następstwie tego – co było największym jej grzechem? Miłość, czy marzenie o miłości?

03 lipca 2026

Od Sammy'ego do Janka

— Dobrze chłop gada, co nie, Sammy?
Katniss szturchnęła go. Znowu wpadł na Janka, a trochę piwa wylało mu się na koszulę. W odwecie kopnął wilkołaczkę pod stołem, na co ta syknęła, udając wielce obrażoną.

Od Yuliyi do Aioloyt

Yuliya uniosła leniwie niebieskie powieki. Ciemne, szafirowe rzęsy zatrzepotały lekko wokół turkusowych tęczówek, jasne czarownicy piegi zamigotały w świetle przedzierającego się do pomieszczenia dnia, a dłoń, wokół której wciąż tkwiły rozedrgane palce Aiolyt, poruszyła się lekko, jakby dając znać, iż sen i omiatające go wizje dobiegły wreszcie upragnionego końca. Dziewczyna podniosła się lekko z poduszki, wolną ręką przetarła zaspane oczy. Między jej brwiami pojawiła się delikatna, lecz brzydka i zupełnie do aparycji księżniczki niepasująca, zmarszczka.

02 lipca 2026

Od Merlina do Song Ana

Cały autobus zamilkł.
Merlin zdążył się już w życiu nauczyć, że taka cisza – ta gęsta, nagła, w której nawet silnik zdaje się na moment milknąć – nigdy nie zwiastuje niczego dobrego. To była cisza tuż przed tym, jak coś się dzieje. A potem coś się zaczęło dziać.
Przez długą, okropną chwilę nauczycielka w ogóle się nie odzywała. Siedziała wyprostowana, wpatrzona przed siebie tym szklistym wzrokiem człowieka, do którego z opóźnieniem dociera coś naprawdę potwornego, a Merlin niemal widział, jak w jej głowie, jeden po drugim, wskakują na miejsce wszystkie elementy układanki. Że rano było ich o jednego więcej. Że ktoś siedział razem z Johnem. Że tego kogoś od dłuższego czasu już nikt nie widział. I ona jest za to odpowiedzialna.
A potem poderwała się z fotela tak gwałtownie, że dźwięknęła głową w półkę na bagaże, dłonie wylądowały na policzkach, jak w tym memicznym obrazie i krzyknęła na cały autokar tak, że zadrżały szyby:
— KEEEVIN!