Technicy wciąż mielili plik ze zdjęciem, wyłuskując szczegóły z metadanych, dokładną lokalizację, a eksperci wróżyli z pikseli, aż dało się ustalić, na których dokładnie kamieniach brukowych stały stopy pani Wells w momencie wykonywania zdjęcia. Zdjęcie i praca nad nim było jednak kolejnym punktem w kolejce, a że należało do zamkniętej już sprawy, ustępowało priorytetem sprawom ważniejszym, bardziej naglącym, świeższym, gdzie każda godzina była na wagę złota. W toku swej służby Andrea wyzbyła się już frustracji z tego powodu, a przynajmniej nie dawała tego po sobie poznać, bo serce policjantki chciało materiału dowodowego natychmiast, umysł zaś cierpliwie tłumaczył, że życie to nie film, żarna policyjnej machiny mielą powoli i nie ma na to rady. Jedynym, co mogła w takiej sytuacji zrobić, to porządnie wczytać się w akta, które przed rozmową z panią Wells zdążyła tylko pobieżnie przejrzeć. Fakty były na papierze, teraz zaś musiały znaleźć się w jej głowie, co do jednego, ze wszystkimi szczegółami. Analizy, wykresy i zestawienia pomagały, ale najsprawniejszym narzędziem znajdującym luki w zeznaniach, dostrzegającym umykające poszlaki i przeczuwającym, czym kierowała się ta druga strona, nadal pozostawał ludzki mózg.