Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Kary za książki oddane zbyt szybko
Biblioteka Narodowa Novendii ogłasza kary nie tylko za spóźnienia, ale i za zwrot woluminów „w stanie zdradzającym, że nie zostały przeczytane”. Powodem jest fala czytelników wypożyczających grube tomy wyłącznie dla prestiżu, nagrania jednej rolki na AllTube, i oddających je już następnego dnia nietkniętymi. „Książka to nie ozdoba,” oświadcza główny bibliotekarz „Zresztą, nawet ozdób nie traktuje się lekceważąco!”. Nowy regulamin przewiduje krótką rozmowę weryfikacyjną przy podejrzanie szybkim oddaniu książki, której niezaliczenie będzie skutkowało karą finansową. Pierwsi czytelnicy już protestują, że to za dużo pracy, na co bibliotekarz odpowiada, że książki są warte każdego poświęcenia.

Nagłówek

16 sierpnia 2026

Od Arthura – Your blood's gone bad (II) [AU]

Arthura od dzieciństwa uczono nie narzekać, toteż nie narzekał, choć prawdę mówiąc, obecny rok był najcięższy ze wszystkich: tyle spraw źle się układało, że nie było wiadomo, w co najpierw ręce włożyć.

Od Liliana do Ashera

TW: śmierć dziecka
— Mówią, że w obliczu śmierci całe życie przelatuje człowiekowi przed oczyma. Wierzysz w to?
— E tam, bzdura — Julian włożył do ust źdźbło trawy, przyłożył dłoń do czoła i utkwił wzrok w bezchmurnym niebie. — Nie wierzę i nie chcę wierzyć. Jakby się zastanowić, zawsze jesteśmy w obliczu śmierci. Nie zdążysz się obrócić, a już cię staranuje wóz na drodze. Nigdy nie wiesz, co czeka rogiem – może być koniec tęczy i krasnoludek z garncem złota, a równie dobrze cegła prosto w łeb.
— To przykre… — Lilian zmarszczył brwi. — Umierać, nie wiedząc, że się umiera.
— Ba! Wolałbym to, niż umierać, myśląc tylko o tym, że mnie kurewsko boli. I jedyne co móc zrobić, to patrzeć na własne, powykręcane kulasy.
— Brzmisz niestosownie wesoło, jak do tematyki, którą poruszamy.
— Takie życie. Żadne tam doniosłe sprawy; a śmierć jest częścią tego życia. Nie ma co jej poetyzować — mężczyzna położył się na trawie, zakrył twarz przedramieniem. — Zresztą. Gdybym miał się przejmować, musiałbym znaleźć inny sposób na zarabianie.
Lilian objął nogi ramionami, oparł podbródek o kolana. Faktycznie, Julian był akrobatą; ryzyko było częścią jego zawodu.
— Uważam, że nie masz racji — dodał po chwili namysłu. — Łatwo poetyzować przyjemne sprawy, są piękne z natury. Prawdziwą sztuką jest oswoić to, co w swoim jestestwie ma wpisane strach i brzydotę.
— Pańska wola. W takim razie życzę ci, żeby twoje oswajanie brzydoty nigdy nie wymknęło się za granicę tomiku poezji – w przeciwnym wypadku możesz się nieźle zdziwić, młody.

Od Annikki – Reportaż o Nieudanych Elementach

Jak zorganizować urodziny?
Wywiad z Annikki H., absolutnie nieprzygotowaną dziewczyną pierwszego roku związku z najwspanialszą istotą na świecie, która ma niedługo obchodzić tytułowe urodziny. W tej krótkiej rozmowie wyjawi nam, jak zamierza się nie stresować zaplanowaniem idealnego dnia dla swojej dziewczyny oraz wybraniem odpowiedniego prezentu.
Rozmawia: A. Hagluinyendë, jej rozsądek, który ma za zadanie przeprowadzić ją przez ten cały proces.

A. Hagluinyendë: Może zacznijmy od czegoś prostego. Dlaczego te urodziny są dla ciebie ważne?
Annikki H.: Hotaru jest dla mnie ważna, a w novendyjskiej kulturze przyjęło się, że urodziny są dniem specjalnym dla danej osoby i pamięć o nich to wyraz bliskości z kimś. Wspomnianą pamięć można okazać poprzez: 1) złożenie życzeń 2) podarowanie prezentu 3) zorganizowanie aktywności niezwiązanej z codzienną rutyną, by podkreślić wyjątkowość dnia. Osobiście uważam to za coś bardzo miłego i ciepłego w naszej kulturze, ponieważ z definicji jest to świętowanie kolejnego roku obecności kogoś na tym świecie razem z nami. Gdyby urodziny miały zostać opisane jednym zdaniem, podałabym to: „cieszę się, że tu jesteś”. A ja cieszę się bardzo, że Hotaru tutaj jest.
A. Hagluinyendë: Właśnie, Hotaru. Co sądzisz, że chciałaby ona zrobić w swoje urodziny?
Annikki H.: Jest to podchwytliwe pytanie z tego względu, że wiele osób planując urodziny oraz prezenty dla innych robi to z dobrymi intencjami, ale podświadomie nakłada na te zamiary własne pragnienia. Przed ostatecznym podjęciem każdej decyzji dotyczącej czyichś urodzin należy zrobić krok w tył i zadać sobie pytanie: czy jest to coś, co ktoś chciałby dostać, czy to my byśmy chcieli to dostać? Nie będę wspominać już tutaj o tych, co mają swój własny obraz kogoś i tego, co dana osoba by chciała, ponieważ jest to kolejny temat do rozpakowania. Wracając do pytania – co Hotaru chciałabym zrobić w swoje urodziny? Otóż nic. Hotaru urodziła się w kulturze, gdzie urodziny nie są szczególnie świętowane i choć przywykła do obchodzenia czyichś urodzin, niezbyt obchodzi własne. Jednak poprzez bycie ze mną w związku doświadcza pomieszania się kultur i prawdopodobnie spodziewa się, że ja bym chciała uczcić ten dzień, co jest może pewnym samolubstwem, ale wątpię, że to pragnienie jej wadzi. Należy zadać inne pytanie: co chciałaby Hotaru zrobić w swoje urodziny po przyjęciu novendyjskich standardów świętowania?
A. Hagluinyendë: Zgadza się, pytanie było niedoprecyzowane. Opowiedz zatem, co wyobrażasz sobie, że Hotaru chciałaby zrobić w swoje urodziny wedle novendyjskich standardów.
Annikki H.: Co ciekawe, odpowiedź ta będzie zbliżona z tą poprzednią. Hotaru nie przepada za byciem w centrum uwagi, dlatego zrobienie czegoś pompatycznego, hałaśliwego i przyciągającego zainteresowanie dostarczyłoby jej więcej stresu niż przyjemności. Myślę, że wolałaby ona spędzić ten dzień na podobieństwo swoich wolnych od pracy dni – robiąc coś dla innych i coś trochę dla siebie. Poświęcić nieco więcej czasu przed lustrem, porozkoszować się jedzeniem, przejść się może nieznanymi ścieżkami i podrzucić pani z trzeciego piętra świeży chleb z piekarni.
A. Hagluinyendë: Brzmi to rozsądnie. Zatem zaplanujemy coś spokojnego. Co z kwestią prezentu?
Annikki H.: Już ją rozwiązałam. Nie mogę przecież przepuścić okazji zobaczenia na jej policzkach tego uroczego rumieńca związanego z przyjęciem prezentu. Zamówiłam go wczoraj i zaczęłam jego opisywanie, ponieważ zostanie on dany z kartką moich przemyśleń. Oczywiście, wciąż jest szansa, że jej się nie spodoba i będzie udawać zadowolony uśmiech, ale wierzę bardzo głęboko, że do takiej tragedii nie doprowadzę.
A. Hagluinyendë: Wygląda na to, że jesteś jednak przygotowana. Czy tak też się czujesz?
Annikki H.: Jak rozpiszę do końca plan, jest na to szansa.
A. Hagluinyendë: Jak w takim razie ten plan ma wyglądać?
Annikki H.: A więc zaczniemy od kawiarni…

Od Dantego – Ten zamek mógłby mieć dwóch panów (XIV) [AU]

— Miałeś odpoczywać — odezwał się karcąco hrabia, stając w progu swej komnaty.
Bashar uniósł głowę znad pożółkłych stron, uśmiechnął się słabo, lecz zrobił to całym sobą – oczami, prostującymi się lekko ramionami, delikatnymi zmarszczkami na twarzy – i gdyby mógł, Dante wiedział, że podszedłby do niego sam. Choroba odbiła się ciężkim echem na jego ciele, a energia wracała bardzo powoli, wolniej, niż lekarz by sobie tego życzył. Przy jego boku czuwał jednak wampir samodzielnie dla niego gotujący, dbający o wszelkie wygody, zdolny wyłapać w biciu serca nieprawidłowości. Od kiedy zaraza uspokoiła się w mieście, a pojedyncze osoby potrzebowały dawek leku, Dante nie wahał się i przeniósł Bashara do zamku, prosto do królewskiego łoża hrabiego, by móc roztoczyć nad nim odpowiednią troskę.

15 sierpnia 2026

Od Dantego – Mój wymarzony barista (VI) [AU]

Pożyczona od pięknego baristy książka przyniosła Dantemu więcej intensywnych emocjonalnie wieczorów niż jakikolwiek serial. Czytał na głos zawiłe znaczenia kwiatów, a jego ton wchodził bezproblemowo na wyższe decybele, im bardziej nienawistny okazywał się opis skomponowanych wcześniej bukietów. Jako kwiaciarz pozbawiony tej wiedzy poczuł się zwyczajnie głupio i jeśli ktoś potrafił doprowadzić go do przyznania się do takich uczuć, był wart spędzenia każdej godziny na nauce mającej zaowocować przyniesieniem kwiatów idealnych. Ile jednak Dante się opluł winem przy czytaniu, to było jego żałosne brzemię do dźwigania.
Zazwyczaj nie mówiło się swojemu obiektowi westchnień, że się go nienawidzi, ale przecież każdy dałby się zwieść uroczym, pomarańczowym liliom.

Od Bashara – Ten zamek mógłby mieć dwóch panów (XIII) [AU]

Gorączka przyszła trzeciego dnia. Bashar obudził się zlany potem, z głową ciężką, jak wypełnioną ołowiem i gardłem tak suchym, jakby połknął piach. Wiedział, co to oznacza. Palcami zbadał znamiona – rozrosły się, stwardniały, znacząc skórę nieuchronnym.
Nie miał czasu na chorobę.

14 sierpnia 2026

Od Bashara – Mój wymarzony barista (V) [AU]

Tydzień minął zbyt szybko, by Bashar mógł zapomnieć o incydencie z tablicą. Grace chichotała za każdym razem, gdy przechodziła obok niej z tacą, a on starał się nie myśleć o tym, jak satysfakcjonująco wyglądała mina Dantego na końcu ich krótkiej dyskusji na temat designu i niemodnych rzeczy.
Kiedy dzwoneczek zadźwięczał charakterystycznie w kolejny poniedziałek, Bashar akurat uzupełniał zapas serwetek pod ladą. Wyprostował się powoli, przygotowując mentalnie na to, co miało nadejść.

Od Tristana – H(e)arty Brithday

Tristan nie był dziennym bywalcem komisariatu, swoje główne biuro miał jednak w budynku agencji, jednak poziom zadowolenia przełożonych z procentu rozwiązanych spraw przez niego oraz aspirantkę Aragonés-Spellman znacząco wpłynął na ilość śledztw przypisywanych ich dwójce w ramach zgodnej pracy między Biurem Śledczym a policją. Wizerunek dobrze wyglądał dzięki temu. Wzięli niedobrego chłopca i posadzili go w ławce ze wzorową dziewczynką i patrzcie, jak nagle liczba zażaleń od świadków spadła. Tristan klął na ten teatrzyk, równocześnie ceniąc sobie pracę z Andreą i jej nienawidząc. Gdyby Ceartas choć na chwilę się przymknął z tym, jaka ona była doskonała, może agent mógłby podchodzić do tego inaczej. Już oglądanie makabrycznych wizji Marhalta z policjantką w roli głównej było łatwiejsze do zniesienia.
Niemniej jednak swój nowy przydział w parze z aspirantką dostał kilka dni temu, zaczęli wspólne poszukiwania i mieli zająć się tego dnia przejrzeniem – na jego nieszczęście razem z wybitnym panem Hartem – dokumentów, które do nich napłynęły. Uzbrojony w szatańską kawę przelewającą się w dwóch kubkach oraz teczkę wepchniętą pod pachę, Tristan przeszedł korytarzem komisariatu i dotarł do właściwych drzwi. Wszedł bez pukania.

Od Dantego – Ten zamek mógłby mieć dwóch panów (XII) [AU]

Oglądał każdy jego ruch, każdy postawiony za bramą miasta krok, przez który Dante wstrzymywał oddech. Czytał z ruchu jego warg, a słowa wybrzmiewały w myślach tym rzeczowym, spokojnym głosem, którym katował się bez opamiętania, bo głos ten, jeszcze tak niedawno będący największym pragnieniem, teraz stanowił największe przypomnienie, co stracił. Przestał spać w swej komnacie. Przestał jeść przy wystawnym stole. Czasami miał wrażenie, że przestał oddychać, a jedyną rzeczą trzymającą go przy życiu było wpatrywanie się w zaklęte lustro, aż powieki mu same opadały, tylko po to, by się unieść po płytkim, pozbawionym wypoczynku śnie i ślęczeć dalej przed niemym obrazem rzeczywistości. Zastygł jak gargulec na murze w swym fotelu, zmieniając tylko butelki alkoholu w ręku.

13 sierpnia 2026

Od Dantego – Mój wymarzony barista (IV) [AU]

Alkohol, muzyka, światła – jego świat. Jego idealna utopia, w której wszystko było wykurwiście zajebiste. Doskonałe, świetne i cudowne, pozbawione jakichkolwiek błędów, nad którymi zbyt długo się zastanawiano. Jak ktoś oferował kolejkę, to się piło; jak chciał tańczyć, to się tańczyło. Wystarczył jeden oddech, żeby się zgodzić i popłynąć z nurtem barowej zabawy, bez robienia sobie wyrzutów sumienia o coś głupiego, co się powiedziało albo zrobiło przed kimś, kto ci się podobał. Tutaj wszystko miało proste zasady, po pierwsze zasad nie było, po drugie trzeba było się dobrze bawić. A to Dante potrafił zapewnić sobie i innym z oddaniem godnym patrioty stającego do hymnu narodowego. Ten właśnie zaczynał lecieć z głośników – ABBA wołała Lay All Your Love On Me, a Dante świecił swą klatą, całą do kochania.

Od Tristana – Not one path leads to greatness, but a myriad of them (IV) [AU]

Oślepiający przepych Empyrii powitał go kłamstwem.

Od Nikolaia — Stalowa bestia (I) [AU]

Słońce chyliło się horyzontowi. Rzucało ostatnie złociste promienie na rozgrzaną dniem prerię. Sucha trawa kołysała się na zachodnim wietrze, unosząc w powietrzu migoczące drobinki kurzu. Dzikie ptactwo poderwało się nagle do lotu z krzykiem przedzierającym wieczorną ciszę. Zostały zbudzone i przepłoszone ze swojej kryjówki  przez tętent zbliżającego się konia.

Od Bashara – Ten zamek mógłby mieć dwóch panów (XI) [AU]

Krucha relacja, zachowawcze wypowiedzi i ostrożnie ważone słowa odchodziły powoli w niepamięć, gdy kolejne tygodnie wspólnej pracy, rozmów, spędzania razem czasu, poruszania tematów, których nie poruszało się z każdym, tworzyło mosty nad przepaścią dzielącą wampira i człowieka, hrabiego i wędrowca. Tak jak na samym początku Bashar napotykał same zamknięte drzwi, tak teraz nie było przejścia, które by się przed nim nie otwierało, hrabia zaś nie czekał już na to, aż jego gość zawędruje w jakąś część zamczyska, lecz aktywnie prowadził go tam, gdzie było coś, co pragnął mu pokazać.
Tak było i tamtego wieczora, gdy hrabia szedł sprężystym krokiem przez korytarze swego zamku, zwalniając ledwie tyle, by Bashar za nim nadążył i obdarzając swego ulubionego gawędziarza enigmatycznym, pełnym samozadowolenia uśmiechem.

12 sierpnia 2026

Od Bashara – Mój wymarzony barista (III) [AU]

Bashar natknął się na feralne recenzje czystym przypadkiem – a raczej to Grace podsunęła mu pod nos ekran telefonu, twierdząc, że to „coś, co koniecznie musi zobaczyć, w interesie firmy”. Im dłużej czytał, tym bardziej jego usta zaciskały się w wąską, pozbawioną rozbawienia kreskę, a palce wbijały się w obudowę urządzenia, jakby to ono ponosiło winę za wyświetlane słowa.
— „Pozwolę mu na zrobienie mi czegokolwiek tymi dłońmi” — przeczytał na głos, płasko, beznamiętnie, brwi ściągnęły się w chłodnej naganie. — To nie jest recenzja kawiarni, Grace. To jest napastowanie w formie pisemnej.

Od Dantego – Ten zamek mógłby mieć dwóch panów (X) [AU]

Sesja rozmów w laboratorium przeciągnęła się jak zwykle do późnych godzin, a raczej wczesnych, bo brakowało wpadnięcia w jeszcze jeden rozdział traktatu, żeby słońce przyłapało ich na pracy. Dante, ze względu na swe wampirze korzenie, potrzebował mniej wypoczynku od przeciętnego człowieka, co Bashar często wykorzystywał na swą niekorzyść, ciągnąc temat, zadając dodatkowe pytanie i w rezultacie prawie zasypiając na stole. Już niejednokrotnie hrabia przyłapał swego gościa przy ziewaniu nad księgami, przez co skutecznie nauczył się wychwytywać te bezwiednie sygnały mówiące o tym, że niedługo lekarz będzie ledwo widział na oczy. Dłoń przeczesująca zbyt wiele razy włosy, spojrzenie zatrzymujące się na Dantem nieco za długo, słowa płynące trochę wolniej, choć nigdy bez sensu. To było najtrudniejszą nauką o Basharze, zrozumienie uciszanych przez niego myśli, gdy poświęcał się sprawie.