— Powinniśmy wracać — nalegał Sammy, kiedy las zaczął pogrążać się w mroku. — Obiecałem ojcu, że wrócę przed zmrokiem.
Riftreach
Gwiazdki
Strony + Newsy
newsy
1
2
3
4
Niebezpieczni przestępcy uciekli z więzienia na miotłach przemyconych w torcie
Novendyjska policja poszukuje trójki groźnych przestępców, którzy w miniony weekend zbiegli z zakładu karnego pod Stellaire w sposób tyleż zuchwały, co – zdaniem śledczych – „uwłaczający regulaminowi zakładu”. Miotły, na których dokonano ucieczki, przemycono do celi wewnątrz olbrzymiego tortu urodzinowego, dostarczonego przez pracownika usługi Lisek, dowożącej zakupy online. Co gorsza, jak ustalono, były to modele wyścigowe – szybkie, zwrotne i doskonale znane z nielegalnych wyścigów. „Od dawna mówiłem, że ta subkultura skończy się w więzieniu,” komentuje zmęczony rzecznik policji. „Nie sądziłem, że dosłownie z niego wystartuje. Jedyne dobre to to, że tort był wyśmienity.”
Książki grozy ożywają po zmroku. Miasto zaleca czytanie za dnia
Mieszkańcy kilku dzielnic Stellaire zgłaszają niepokojące zjawisko: z półek z literaturą grozy po zapadnięciu zmroku dobiegają szepty, czuć chłodne przeciągi i podejrzane odgłosy, których żadna książka wydawać nie powinna. Wydział Zjawisk Niewyjaśnionych potwierdza wzmożoną aktywność „na tle sezonowym” i przypomina, że zjawisko nasila się co roku pod koniec października. Księgarze donoszą, że dział grozy „sam się porządkuje”, a niektóre tytuły znajdują rano na zupełnie innych regałach. Sprzedaż horrorów, rzecz jasna, bije rekordy. „Radzimy kończyć lekturę przed zmrokiem,” apeluje urzędnik. „Przezorny zawsze ubezpieczony.”
Kruk terroryzuje dzielnicę jednym zdaniem. „Nigdy więcej”
Nad jedną z dzielnic Stellaire zapanował nastrój grozy za sprawą wielkiego, czarnego kruka, który obsiada framugi drzwi i na każde zadane mu pytanie odpowiada niezmiennie: „nigdy więcej”. Mieszkańcy, początkowo rozbawieni, popadli w przygnębienie, gdy okazało się, że ptak trafia z odpowiedziami niepokojąco celnie. Grupa studentów, która w przypływie odwagi zapytała, czy zda sesję, do dziś nie doszła do siebie. Straż Magiczna prosi, by kruka nie prowokować niepotrzebnymi pytaniami. Ptak pozostaje nieuchwytny.
Na kolację przyszli goście, których nikt nie zapraszał. Etykieta w rozsypce
W miarę zbliżania się najstraszniejszej nocy roku mieszkańcy Stellaire coraz częściej meldują o niecodziennych gościach przy rodzinnych stołach – krewnych i znajomych, którzy zjawiają się bez zapowiedzi, siadają w milczeniu i, co kłopotliwe, „nie wszyscy wciąż pozostają wśród żywych”. Dawny folklor nakazuje takich gości ugościć, nakarmić i pod żadnym pozorem nie wypytywać, ile zabawią. Problem w tym, że współczesna etykieta nie przewiduje, jak dokładnie obsłużyć kogoś, kto nie je od kilku pokoleń. „Dokładać czy nie dokładać? Oto jest pytanie,” wzdycha jedna z gospodyń. Poradniki savoir-vivre'u milczą. Najstarsi w rodzinie – znacząco.
Nagłówek
30 października 2026
Od Nivana - Halloween, This house kinda likes you... (II)

Nivan nie był ogromnym fanem wszelkiego rodzaju wydarzeń paranormalnych. Jeśli tylko cokolwiek takiego widział, to niemalże od razu zawracał i gnał przed siebie. Nie chciał mieć z tym nic wspólnego. Wiedział, że w każdej historii jest ziarnko prawdy. Nie lubił słuchać takich historii, podcastów, a jeszcze bardziej: brać w czymś takim udział. To nie były jego klimaty. Jednak w momencie, gdy Eirik przyjął taką propozycję za pieniądze, to… miałby go zostawić samego sobie? To było absurdalnie nieodpowiedzialne. Eirik sam w sobie jest nieodpowiedzialny, a puszczanie go samego do czegoś takiego zwiastowało jedynie kłopoty.
Od Eirika - Halloween, This house kinda likes you... (I)

— Nie świruj, dobra?
— Nie podoba mi się, że tak zaczynasz tę rozmowę — Nivan rzucił mi jedno z tych spojrzeń znad kubka z poranną kawą. Jasno pytające ,,coś znowu nawymyślał?”. Potarłem tatuaż na karku, śmiejąc się nerwowo.
— Znalazłeś niezłą żyłę złota, co się czaisz? — Sag w kociej postaci przysiadł na stole przed czerwonowłosym. Mężczyzna, widząc to, zmarszczył brwi i mało delikatnie strącił go na podłogę. — Ej! Szacunku trochę!
28 października 2026
Auranthium 2026.10
Auranthium 2026.10
W tym miesiącu obchodzimy Dzień Odpoczynku dla Zszarganych Nerwów – święto, które przypada 28 października i które mało kto ma zapisane w kalendarzu. Nie upamiętnia żadnej bitwy ani koronacji, nie wymaga procesji, kadzidła ani odświętnego stroju. Chodzi w nim tylko o jedno – by choć na jeden dzień odłożyć na bok to, co nas ciśnie i nie pozwala normalnie spać.
A powodów do szargania nerwów jesień ma w Auranthii pod dostatkiem – terminy, kolejki w szpitalach, rejestracje na zajęcia na studia, gość z wiertarką w piwnicy i manager, któremu ewidentnie odbiło.
Łucznik, który nie zdejmuje cięciwy na noc, rano zastaje łuk wygiętym, a cięciwę rozciągniętą. Z nerwami jest podobnie – nawet te stalowe potrzebują chwili luzu, żeby następnego dnia znów do czegoś się nadawały. Odpoczynek nie jest nagrodą za dobrze wykonaną pracę ani lenistwem, które trzeba potem odpokutować – jest konserwacją, tak samo potrzebną, jak naoliwienie zawiasów czy naostrzenie noża.
Dlatego w tym numerze zapraszamy Was do mulyarańskiego lasu, w którym grupa vespańskich menedżerów uczy się patrzeć na drzewa. Sprawdzimy, które napary i kadzidła naprawdę koją nerwy, a które tylko obiecują, zajrzymy też w to, co język mówi o naszych skołatanych nerwach. Na koniec czeka w stu procentach prawdziwy i naukowo przygotowany horoskop oraz gra – bez punktów ujemnych, bez limitu czasu i bez presji.
Zróbcie sobie herbatę, usiądźcie wygodnie i przez chwilę niech nikt niczego od Was nie chce. Lecimy z odpoczynkiem.
Redakcja Auranthium
26 października 2026
Od Constancii – Halloween To an anomalous species of terror I found him a bounden slave.
TW: body horror
Spisuję tę oto notatkę, bądź wpis w dzienniku, bo pokazać jej nikomu nie zamierzam, by nie zapomnieć o tym, co mnie spotkało. Piszę również, by to, co się wydarzyło, stało się bardziej mi zrozumiałe, choć wątpię, że to nastąpi. Nie mogę dłużej zwlekać, z każdą sekundą tracę z pamięci kolejne fragmenty. Bogini Niam mi świadkiem, że nie uczyniłam nic, co byłoby sprzeciwieniem się przeciwko Bogom. Czymże zawiniłam, kogo mam przekląć, za to co mi się przydarzyło?
25 października 2026
Od Nikandros – Halloween
The violin is a mistress
The violin is a mistress
Zaczęło się od dwóch rzewnych dźwięków.
Trudno było to nazwać melodią – co to są, dwa dźwięki? Ot, interwał. Trójdźwięk, czy tetrachord (tetra-, cztery, piękna, równa połowa skali) potrafiły krótko i zwięźle nakreślić charakter utworu. Natomiast dwa dźwięki ujmowały w sobie jedynie informację, ile dźwięków między nimi brakowało, jaką energią wypełniona była dziura między nimi.
A te dwa dźwięki miały między sobą przepaść.
23 października 2026
Od Bashara - Gabinet cudów
Kluczyk leżał na serwetce obok kubka, mały i mosiężny, z główką wygiętą w heraldyczną lilię, przewiązany wąską purpurową wstążką – taką samą, jaką trzy lata temu Bashar przewiązał pudełko z biżuterią. Położył klucz, zanim syren wyszedł spod prysznica, po czym wrócił do patelni i do udawania, że nie ma z tym nic wspólnego.
Od Ignisa - Karp w bańce
Myśl przyszła w najmniej odpowiednim momencie – w środku kłótni o to, czy do refrenu pasuje bardziej gitara, czy drugi wokal. Seymour już trzeci raz grał to samo przejście, Raam domagał się „jebnięcia większej ilości perkusji”, Ioannis cierpliwie wierzył, że wszystko się ułoży, Arieth zaś proponował logiczne rozwiązania.
— Kurwa — powiedział Ignis, prostując się na jakimś stołku, z kieszeni wyciągniętych spodni wyleciał mu jego nieśmiertelny, przepalony zeszyt. — Urodziny Karpia.
22 października 2026
Od Lucille — Halloween

Czy tam zawsze były schody?
Zatrzymałam się w pół kroku, zauważając to kątem oka. Korytarz, do tej pory, mogłabym przysiąc, ślepo zakończony, teraz otwierał się ziejącym ciemnością przejściem do dalszych części piwnic biegnących pod moim blokiem. Dalszych części… piwnic… Przecież tam już nie było budynku? Czy jednak faktycznie byłam tak kiepska jeśli chodzi o orientację w przestrzeni, jak zarzucał mi Minki, i źle sobie zobrazowałam, gdzie co leży, nie mając żadnego punktu odniesienia w tej podziemnej przestrzeni bez okien?
18 października 2026
Od Song Ana — Halloween
Świat zaskakiwał Song Ana na każdym kroku. Wielki i niezbadany, każdego dnia otwierał przed nim wrota do kolejnych, pieczołowicie skrywanych tajemnic.
Choć bywały i takie sekrety, na których rozwiązanie czekanie trwało zdecydowanie zbyt długo.
Od Daniela - Halloween
Daniel obudził się wraz z chwilą, gdy coś ciężkiego poruszyło materac u jego stóp, i przez pierwsze kilka sekund, zanim jeszcze odzyskał pełną świadomość, usiłował wmówić sobie, że był to jedynie niespokojny ruch własnego ciała, jeden z tych drobnych sennych kaprysów, których tak często przecież doświadczał. Leżał nieruchomo, z zamkniętymi oczami, wsłuchany w jednostajny dźwięk deszczu spływającego po szybach, a chłód, który przenikał przez cienki materiał piżamy, zdawał się narastać z każdą chwilą, jak gdyby w ciągu kilku godzin temperatura w jego sypialni obniżyła się drastycznie. Właśnie ten zapach zwrócił jego uwagę jako pierwszy: ostra, niemal metaliczna woń środków do dezynfekcji, zmieszana z wilgotną ziemią, rozgniecionymi liśćmi oraz słodyczą tak nieprzyjemną, że Danielowi przypomniały się stare, zaniedbane prosektoria. Otworzył oczy i przez kilka sekund patrzył na sufit, usiłując zrozumieć, dlaczego zapach ten wydaje mu się tak wyraźny, aż wreszcie, kierowany nie tyle strachem, ile nieprzyjemnym przeczuciem, odwrócił głowę w stronę końca łóżka.
Od Muunokhoi – Halloween
Nature does her best to waken an impossible hope
Nature does her best to waken an impossible hope
Z imieniem przodków na ustach zostawiam za sobą życie i stawiam czoło rozkładowi.
15 października 2026
Od Annikki – Halloween
It was a house without kindness, never meant to be lived in
It was a house without kindness, never meant to be lived in
Oddycham, choć każdy oddech zalega mi w płucach za długo, zostawiając w gardle suchy zaduch przepełnionego pomieszczenia. Czuję, ale tylko niemoc, gdy sięgam instynktowną myślą koniuszków palców oraz stóp. Pamięć mnie zawodzi, jest w niej tylko chłód, chłód, mrok, więcej chłodu i niepewności, i coś twardego, co teraz czuję pod sobą i nad sobą. Otwieram z trudem oczy, ale jest tak, jakbym wcale nie poruszyła powiekami, zagrzebana w ciężki kożuch ciemności.
Zanim zdołam unieść rękę, już wiem. Nie da się wiecznie uciekać od własnego pogrzebu.
Od Dantego – Halloween
Po ciemku, po ciemku łkasz, Bezradność twych łez rozumiem
Po ciemku, po ciemku łkasz, Bezradność twych łez rozumiem
Nie był pewien, czy wpierw ją poczuł, czy zobaczył. Naraz ciemna, głucha noc zgęstniała wokół niego chłodem, choć nie był to ten zwyczajowy, rześki mróz późnej pory, co rozjaśniał nieco myśli w podlanej szczodrze alkoholem głowie, ale nierzeczywista, zalegająca gulą w żołądku emocja pierwotna, wiedząca, że coś jest nie tak. Naraz czas zwolnił, jak gdyby przycupnął w nienaturalnie milczących, wygiętych gałęziach albo zasiadł na ławce i machnął dłonią, by się nim nie przejmować, naraz gwiazdy przygasły i latarnie zamrugały, umarły, przebudziły się nieśmiało bladym światłem, a w kącie jego oka znalazła się ona.
Subskrybuj:
Posty (Atom)