Przeszłość kurzyła się czasem szybciej niż regał stojący przy otwartym oknie od strony ulicy. Siedziała w zakamarkach mieszkania, skulona, dobrze schowana przed wzrokiem domowników, bo jej już nie zależało na lśnieniu w blasku dnia, by każdy o niej wygodnie pamiętał, jej nigdzie nie było spieszno. Jej czas nie obowiązywał, zeszły tydzień wydawał się częścią zeszłego miesiąca, z kolei zeszły miesiąc przypominał czasy tak odległe, jak dwa lata, a przecież dwa lata były całymi wiekami, które rozpoczęły się jeszcze za średniowiecza. Przeszłość, w dużym skrócie, była małą, atencyjną kurwą, a Dante, będąc samemu z gatunku atencyjnych kurew, z profesjonalną wprawą rozpoznawał to zachowanie. Znajdowała się dalej na spektrum, poza granicami charyzmatycznego przyciągania uwagi, z nieśmiało odwróconym wzrokiem mówiła „mną się nie przejmuj”, chowając znowu twarz między kartony ze starociami. No i się człowiek nie przejmował, aż nie otworzył tego jednego pudła, nie znalazł tego jednego zdjęcia, a wtedy wyskakiwała na niego, do żywego dotknięta ignorancją i z tegoż powodu też bardziej złośliwa, napastliwa.
Dante miał wrażenie, że kichnął całym grubym filcem kurzu, gdy wreszcie znalazł tę jedną różową torebkę szukaną od południa.

