Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Kary za książki oddane zbyt szybko
Biblioteka Narodowa Novendii ogłasza kary nie tylko za spóźnienia, ale i za zwrot woluminów „w stanie zdradzającym, że nie zostały przeczytane”. Powodem jest fala czytelników wypożyczających grube tomy wyłącznie dla prestiżu, nagrania jednej rolki na AllTube, i oddających je już następnego dnia nietkniętymi. „Książka to nie ozdoba,” oświadcza główny bibliotekarz „Zresztą, nawet ozdób nie traktuje się lekceważąco!”. Nowy regulamin przewiduje krótką rozmowę weryfikacyjną przy podejrzanie szybkim oddaniu książki, której niezaliczenie będzie skutkowało karą finansową. Pierwsi czytelnicy już protestują, że to za dużo pracy, na co bibliotekarz odpowiada, że książki są warte każdego poświęcenia.

Nagłówek

09 sierpnia 2026

Od Bashara – Ten zamek mógłby mieć dwóch panów (VII) [AU]

Minęło kilka dni od wieczoru, w którym Bashar opowiedział historię o panu podziemi i mężczyzna czuł, że coś się zmieniło. Dante bywał w bibliotece częściej, nie tylko po to, by obserwować z cienia, ale by po prostu być. Czasem przynosił Basharowi kielich wina, drobną przekąskę, czasem rzadką księgę, którą, jak twierdził, „przypadkiem znalazł”, albo jakieś opowieści, które jakoś tak mu się przypomniały. Nie rozmawiali wiele, ledwie tyle by opowiedzieć tę historię, lecz cisza między nimi nie była już ciężka i napięta. Stała się komfortowa.

08 sierpnia 2026

Od Dantego – Ten zamek mógłby mieć dwóch panów (VI) [AU]

Hrabia, tak jak podobni mu szlachcice, miewał swoje kaprysy, które niżsi statusem musieli znosić z grzeczną miną, choć w środku burzyły się wątpliwości bądź niedowierzanie w umysł zdolny wpaść na tak absurdalny pomysł. Na nieszczęście lekarza, był on jedyną osobą w zasięgu Dantego, na której hrabia mógł wyładować swój specyficzny humor i z tegoż przywileju wampir właśnie korzystał, prowadząc mężczyznę w sobie tylko znanym kierunku.
— Czy nie powinniśmy iść w stronę biblioteki? — odezwał się śmiertelnik.

07 sierpnia 2026

Od Janka do Sammy'ego

Od rana miał ręce pełne roboty i od rana był szczęśliwy.
Para buchała znad garów i niosła się nad trawnikiem razem z dymem z grilla i wonią przypiekanej cebuli, a Janek nakładał, podawał, dokładał, uśmiechał się i patrzył, jak ludzie odchodzą od stoiska z pełnymi talerzami, a potem wracają po więcej. Nic w tym nadzwyczajnego. Placki, trzy sałatki, dwa wielkie gary pierogów i bigos, co pyrkał od świtu – kuchnia prosta, taka, jakiej nauczyła go matka nie z książki, ale od ręki, od patrzenia. A jednak kiedy jakaś staruszka wyskrobała papierowy talerzyk do czysta i nieśmiało poprosiła o dokładkę, rozgrzewało go to mocniej niż para spod pokrywki. Tak samo dawniej matka nakładała pełne michy, a ojciec mawiał, że po tym, jak człowiek gotuje, poznasz, ile ma w sobie miejsca dla innych. Janek miał go dużo. Zawsze uważał, że tego mu akurat w życiu nie poskąpiono.
Festyn kręcił się wokół niego niczym jarmark z dawnych lat, przepadły na zawsze, żyjący już jedynie w jego pamięci, nigdzie więcej. Dzieciaki śmigały między stoiskami, piszcząc i ciągnąc rodziców za rękawy, a Janek słyszał je wszystkie – te drobne, prędkie serduszka, trzepoczące się niczym ptaki. Coś w nim przy dzieciach zawsze nadstawiało uszu, unosiło łeb. Ot, stara sprawa. Janek nakładał następny talerz i słuchał tego czegoś jednym uchem, tak jak słucha się tego starego psa, co poszczekuje zza płotu – bez obawy, że przeskoczy i ugryzie.

Od Merlina do Song Ana

Kolację podawano w niskiej, drewnianej świetlicy, pachnącej pastą do podłóg, starym drewnem i – co Merlin uznał za zły znak – czymś, co miało być chyba gulaszem, ale ktokolwiek go gotował, postanowił dać się ponieść artystycznej fantazji, nie mając jednocześnie umiejętności, by skutecznie tego dokonać. Na lekko obtłuczonych, ceramicznych talerzach lądowały kolejne porcje brunatnej masy z ziemniakami, a uczniowie obu szkół rozsiadali się przy długich stołach, głośni, rozgadani i wygłodniali po całym dniu w rozgrzanym autokarze.
Domek numer siedem trzymał się razem. Merlin, Hawthorn, John i Song An zajęli koniec jednego ze stołów, przy oknie, z którego widać było ciemniejące już zbocze i pierwsze gwiazdy nad koronami świerków. Guinevere i Bernadette siedziały gdzieś po drugiej stronie sali, z dziewczynami ze swojego domku, na tyle daleko, że nawet gdyby Merlin bardzo chciał, nie miałby jak ich zawołać.
Nie wiedział jeszcze, że później miał tego bardzo, ale to bardzo żałować.

Od Bashara – Ten zamek mógłby mieć dwóch panów (V) [AU]

Zamek hrabiego Selachiniusa był istnym labiryntem, i mimo upływających tygodni, oraz dosłownie paru miejsc, które Dante pokazał Basharowi wiedząc, że będą dla niego interesujące i to nimi się zajmie, lekarz regularnie gubił się, trafiając w końcu do kompletnie opuszczonych, nieznanych sobie części zamku. Tłumaczył to potem tym, że próbował skrócić sobie drogę, lecz roztargnienie i perspektywa kolejnych traktatów do przeczytania sprawiły, że wybrał złą odnogę i tym sposobem hrabia znajdował go w miejscach, w których jego gościa nie powinno być.

06 sierpnia 2026

Od Dantego – Ten zamek mógłby mieć dwóch panów (IV) [AU]

Dante przewrócił stronę. Przeczytał pierwsze zdanie. Zapomniał, o czym było pięć poprzednich. Wrócił do nich. Cmoknął niezadowolony, odrzucając książkę na bok.
Słyszał go. Gawędziarza. Słyszał jego serce głęboko w trzewiach zamku, bijące spokojnym tempem człowieka niespieszącego się nigdzie. Nie brzmiało tak wyraźną melodią, jak gdy stali obok siebie, lecz Dante wytężał swe zmysły, szukając tego trzepotania na tle martwej ciszy. Potrzebował jedynie przestać nasłuchiwać, by jego skupienie wróciło do książki, a dziwna obsesja ze śledzeniem lekarza została wzięta na wodzę. Widzieli się wystarczająco często wieczorami, gdy gawędziarz dopełniał swą część umowy, po cóż mu było szukać go teraz?

05 sierpnia 2026

Od Nikolaia - Rozdziobią nas kruki i zjedzą psy (II) [AU]

To był jeden z gorszych dni dla Nikolaia.

Od Yangcyna – Rozdziobią nas kruki i zjedzą psy (I) [AU]

To był jeden z lepszych dni dla Yangcyna.

Od Bashara – Ten zamek mógłby mieć dwóch panów (III) [AU]

Światło świec migotało niestrudzenie, rzucając długie, tańczące cienie na niekończące się rzędy regałów. Dla Bashara biblioteka stała się całym światem, jego wymarzoną krainą, istnym rajem, którego nie chciał opuszczać. Powietrze pachniało tu starym papierem, kurzem przemijających wieków, wyprawioną skórą i delikatną, organiczną wonią starego wosku. Każda księga była obietnicą, każda mapa drogowskazem, każdy zwój szeptem z przeszłości. Od dni, a może już tygodni, Bashartracił w tym miejscu poczucie czasu, pogrążał się w lekturze, jednocześnie swej pracy i obsesji.

04 sierpnia 2026

Od Dantego – Ten zamek mógłby mieć dwóch panów (II) [AU]

Las rozciągał się nieprzystępnym murem po horyzont – wyciągający kanciaste gałęzie na tle krwistego zachodu, gęstniejący zielenią prastarych drzew w niknącym świetle dnia. Zguba niejednego śmiertelnika z obcych stron, który pychą przedzierał się przez kolczaste krzewy, by potem z nadejściem nocy zobaczyć, jak każdy cień zmienia się na jego oczach w koszmar, jak każda kryjówska nabiera kłów i żółtych ślepi. Ci, którzy wykazali się śladami rozsądku, słuchali słów miejscowych o klątwach, potworach, zmorach, po czym nadkładali drogi wokół zamku przeczącemu ludzkiemu pojmowaniu. Większość z tych opowieści opierała się na kłamstwach, ale zniechęcała nieproszonych gości.
Wszystkich, oprócz jednego.

03 sierpnia 2026

Od Andrei do Azury

W idealnym świecie Andrea dostałaby zapewne nieco więcej czasu na zapoznanie się z aktami sprawy, jednak światu daleko było do ideału. Policjantka przywykła już do tego – do pracy z materiałem, który zastała, w czasie, który miała, z ludźmi, których dostała – toteż postanowiła wyciągnąć z sytuacji to, co tylko mogła, sprawnie dokonując triażu informacji zamieszczonych w zamkniętych już aktach, odsiewając to, co miało się jej przydać od szczegółów, w których mógł tkwić diabeł, ale może nie zamierzał wyskoczyć na nią akurat w tej chwili. Zgłoszenie zaginięcia, data sprzed ponad dwóch lat, kompletne fiasko poszukiwań, młody mężczyzna po prostu wyparował, pozostawiwszy po sobie zrozpaczoną rodzinę lecz żadnych poszlak ani śladów. Artysta, malarz, wszyscy go lubili, nikomu się nie naraził, spokojne życie, umiarkowane sukcesy, po prostu kolejny człowiek, który w każdej statystyce mieścił się blisko średniej. Lecz między linijkami kolejnych raportów z postępu śledztwa, wśród coraz odleglejszych od siebie dat, coraz krótszych wzmianek, Andrea czuła postępującą desperację rodziny, tę konającą nadzieję, frustrację funkcjonariuszy, aż w końcu sprawę definitywnie zamknięto z braku dowodów.

Od Bashara – Ten zamek mógłby mieć dwóch panów (I) [AU]

Las, gęsty i ciemny, pełen ciernistych gałęzi, niepokojącego trzeszczenia i odgłosów zwierząt, groźnych lecz niewidocznych, zdawał ciągnąć się w nieskończoność. Lecz gdy skończył się nagle, niczym ucięty nożem, rozciągający się za nim widok sprawiał, że nawet najodważniejsze serca zaczynały żałować, że las nie rośnie jeszcze trochę dalej.
Ponure zamczysko rozsiadło się na nieodległym wzgórzu, dominując krajobraz przytłaczającą czernią lodowatych murów. Strzeliste wieże przypominały kolce bestii, cała sylwetka warowni miała w sobie jakąś nienazwaną asymetrię właściwą czemuś, co nie powinno istnieć na tym świecie. Pojedyncze okna, wąskie niczym demoniczne ślepia, lśniły nienaturalną barwą. Samo niebo wydawało się przygasać i ciemnieć, otaczając posępne dachy gęstym kłębem zagniewanych chmur.
Bashar uważnym spojrzeniem ocenił krajobraz, poprawił spoczywający na ramionach plecak, chwycił mocniej swój kij podróżny i ruszył w stronę twierdzy, nie oglądając się za siebie.

02 sierpnia 2026

Od Seymoura - Wolven Force (III) [AU]

Windholme zbliżało się z każdą godziną. Nierozumiejący magii zapachów, niewrażliwy na ich subtelny język, Seymour tłumaczył sobie otaczający ich leśny spokój bliskością cywilizacji, nie zaś obecnością gargantuicznego drapieżnika, postrachu księżycowych nocy, podążającego teraz u jego boku w formie szczupłego młodzieńca. Odkąd Vi do niego dołączył, las mruczał łagodnie za dnia, cichł wieczorami, gdy jedynie szelest przysypiających drzew wypełniał miękką ciemność, a odległe wycie czegoś groźnego, łamiące się nagle gałązki, gwałtowne szelesty budzące go w środku nocy, zniknęły jak dawne, blaknące wspomnienie. U boku wielkiego wilka, Seymour zaczął spokojniej spać, podświadomie kojarząc ciepło i zapach sierści z bezpieczeństwem, wiedząc, że puchate uszy nasłuchiwały odgłosów nadciągającego zagrożenia, a mokry nos gotów był go trącać i budzić, gdyby owo zagrożenie wymagało jego interwencji.

01 sierpnia 2026

Od Terrella – Nocna zmiana (I)

TW: krew, zabijanie, szczątki ciała itp.
Kolejna noc na tej zjebanej stacji.

Od Vaerila — Jeszcze będą o tym śpiewać legendy [AU]

TW: śmierć, krew, gore, body horror, w sumie spodziewajcie się wszystkiego próba samobójcza.
— Zapowiada się największy ślub w historii tego królestwa.