29 czerwca 2026

Od Dantego do Ashera

— Pierdol — wycedził obezwładniony mężczyzna przez zęby tak zaciśnięte, aż Dante przysiągłby, że dosłyszał kruszejący kość zgrzyt — się.

Od Dantego do Mishki

Z pokoju przesłuchań wyszli, bez wątpienia, z tarczą, w dumę ubrani jak w drugą skórę, z lekką peleryną krnąbrności przerzuconą przez ramię. Choć próbowano ich poniżyć, próbowano sprowadzić na ziemię i zmusić do uległości, ani Mishka, ani Dante na takie sponiewieranie nie pozwolili z jednego bardzo prostego powodu – pojęcie uległości w ogóle należało znać, żeby się poddać natrętnym policjantom. Ich wątpliwa znajomość słownika nie grała akurat tutaj roli.

Od Song Ana do Merlina

Wszyscy odetchnęli z ulgą, kiedy autobus wreszcie się zatrzymał.
— Czy jesteśmy już na miejscu? — zapytał z nadzieją Song An.
— Nie, przecież ledwo wyjechaliśmy z miasta — odparła Guinevere z cichym, niemal niesłyszalnym westchnieniem.
Może nie osiągnęli jeszcze celu swojej podróży, ale wciąż znajdowali się w całkiem nowej dla Song Ana okolicy. Jak wspaniale! Boski sługa dokładnie rozejrzał się więc radośnie po placu. Jako pierwszą dostrzegł pobliską restaurację, po której od razu było widać, że lepsze czasy miała dawno za sobą. Młodzieniec przyglądał się jej intensywnie przez krótką chwilę. Zastanawiał się, jakie posiłki mógłby zamówić w tym niezwykłym miejscu. Miał nawet ochotę zapytać kogoś, czy dołączy do niego, aby zaspokoić ciekawość, ale szybko po minach towarzyszy dostrzegł, że przez najbliższy czas raczej woleliby nie patrzeć na żadne jedzenie. Jak najbardziej ich rozumiał. Wprawdzie nieprzyjemny zapach wciąż nieubłaganie unosił się z wnętrza autobusu, przynosząc ze sobą wszystkie traumatyzujące wspomnienia minionej drogi.

28 czerwca 2026

Od Seymoura do Virgila

Struna westchnęła pod opuszką i zaraz ucichła. Seymour nie miał pojęcia, co właściwie chciał na niej zagrać. Palce same wędrowały po gryfie z nawyku, jakby ciało próbowało udawać, że to zwyczajny wieczór, że zaraz Vi klapnie przy nim z dwoma butelkami, zaśmieje się, wtuli w jego bok i wszystko będzie dobrze. Nic nie było dobrze. Drzwi sypialni pozostały uchylone jak nigdy, bo przecież jeśli szli spać, to razem, żaden nie zostawał, by dokończyć swoje rzeczy. Seymour miał wrażenie, że te drzwi są niczym paszcza jakiegoś potwora, uchylona i ziejąca, dysząca gorącem, gotowa, by po prostu go pochłonąć.
Pociągnął łyk piwa.

Od Eliasa do Isidoro

Elias utkwił wzrok w porzuconej mapie i ołówku. Cisza otoczyła ich nie nagle, ale stopniowo – sączyła się powoli aż wypełniła przestrzeń między nimi. Kątem oka widział nawołującą z korytarzy ciemność, czekającą cierpliwie na ich kolejny ruch. Ot kolejne miejsce do odkrycia, kolejna tajemnica do rozwiązania, kolejna przygoda do przeżycia.

Od Annikki do Hotaru

Zapadająca w teatrze ciemność uciszyła nieskończone wciąż rozmowy. Ostatni szmer i ostatnie odkaszlnięcie, ostatni śmiech i ostatnie westchnienie, nim kurtyna z naturalną lekkością oraz zupełnie bezszelestnie rozsunęła się na boki. Samotna na scenie aktorka nie czekała na nich – nerwowym krokiem już przemierzała swoją komnatę, z wyrazem najszczerszego zmartwienia przypatrując się słońcu chowającym się za oknem. Widownia zdawała się wręcz nieproszonym obserwatorem jej rozpaczy, ale żadna ze stron nie mogła nic na to poradzić, tak jak młoda panienka nie mogła wstrzymać słońca mającego wyznaczyć możliwy kres jej miłości.
Komnata zmieniła się w salę balową przystrojoną od podłogi po sufit w szlachetne złoto, lecz jako tło dla załamanej panienki przypominało raczej tanią próbę zakrycia nadchodzącego rozlewu krwi. Bo oto z tłumu dworzan i dworzanek tańczących w zniewalającej harmonii wychynęły dwie postacie, dwie kobiety z szablą przypasaną do boku, o marsowej minie godnej postawionych naprzeciw sobie generałów wojennych. Obnażyły ostrza, mimo wirującej między nimi panienki, z szalejem w oczach ubranym w honory, gotując się do ataku…
Miłosny dramat rozgrywał się z przodu sceny, ale Annikki patrzyła tylko na tę jedną dworzankę o egzotycznych rysach.

Od Merlina do Song Ana

— Proszę pani, bo John właśnie wymiotuje pod siedzeniem!
Były w życiu Merlina zdania, których wolałby nigdy w życiu nie usłyszeć, a to akurat lokowało się w ścisłej czołówce: gdzieś pomiędzy „Przygotowany na sprawdzian z alchemii?” a „Jak ci idzie z rozprawką?”.
Przez jedną krótką, litościwą sekundę nic się nie działo. Cały autokar zamarł, jakby licząc, że jeśli nikt się nie poruszy, problem sam się jakoś weźmie i rozwiąże. A potem dotarł do nich zapach.

27 czerwca 2026

Od Dantego do Ignisa

Byli najgłośniejsi w całym barze. Ich żyły zdawały się pulsować żywą energią, której, tak im się zdawało, nie zaznał nikt inny na tym świecie. Mieli za sobą kilka butelek płynnego złota oraz wieczór spędzony na robieniu tego, co wszyscy kochali – dostali zastrzyk mieszanki czyniącej ich niepowstrzymanymi, niezniszczalnymi i zupełnie wstawionymi.
— Morda, skurwysyny! — zawołał Dante, ku uciesze brygady chwiejąc się więcej niż trochę przy wstawaniu z krzesła. — Chcę coś powiedzieć i macie słuchać!
— Rybcia spełni nasze trzy życzenia w zamian za koncert? — zaczepił go Raam.
— Wszystkie trzy dupy ci zaraz obiję — odpyskował mu odważnie. — Toast!

Od Undine do Tristana

Deszcz dogonił ich, ledwie wyjechali z parkingu. Z początku pojedyncze krople, potem coraz gęstsze, rozbijały się o boczną szybę, a pęd auta i wiatr odpychały je w bok i w górę, krzywymi, niespodziewanymi ścieżkami, wbrew temu, dokąd przyzywała je ziemia. Undine patrzyła na nie przez chwilę, splótłszy dłonie na kolanach. Dobrze skierowany podmuch potrafił pchnąć kroplę pod górę, wykręcić na moment jej drogę, posłać ją tam, gdzie sama nigdy by nie popłynęła, lecz tylko na moment. Gdy wiatr ustawał, woda i tak osuwała się w dół, do tej samej szczeliny, w której szyba spotykała się z ramą – cierpliwa, nieubłagana, pewna swego. Woda zawsze znajdowała pęknięcie. Wystarczyło poczekać.
Wnętrze auta było terytorium agenta tak samo jak jego biuro, naznaczone nim w każdym calu – zapach tanich papierosów wgryziony w tapicerkę, zwietrzała kawa w kubku wciśniętym w uchwyt, porządek człowieka, który ma bardzo jasną listę rzeczy ważnych i kompletnie nieistotnych. Na desce rozdzielczej ani jednego pyłku. Undine zarejestrowała to, dopasowała do obserwacji z komisariatu, i odłożyła do osobnej szufladki – detale były haczykami, a ona przyszła łowić.

Od Song Ana do Merlina

Song An czuł, że raczej nie minie wiele czasu, a przyjaciele Merlina staną się także jego przyjaciółmi. Przypomniał sobie, że wcześniej zdarzało się mu już o nich słyszeć, bowiem młody czarodziej chętnie opowiadał o swoich bliskich znajomych z klasy. Wspominał o nich niejednokrotnie, dzieląc się z bogiem sługą coraz to ciekawszymi historiami ze szkoły. Song An miał więc wrażenie, że nawet jeśli pierwszy raz w swoim życiu spotkał Hawthorna, Guinevere i Bernadette, to tak naprawdę zna już ich od wieków.
Przywitał się jednak z nimi bardzo serdecznie, a następnie od razu przeszedł do przyjacielskiej rozmowy. Zaprezentował im przy okazji z dumą swoją naftową lampę. I chociaż wszyscy na początku zdawali się być nią naprawdę zaskoczeni, ostatecznie po krótkich wyjaśnieniach zaaprobowali jego zamiennik latarki. W końcu lampa nie wymaga prądu, nie psuje się. Przedmiot niemal idealny! Song An nie mógł się doczekać, aż nadejdzie chwila, aby wreszcie z niej skorzystać i na własne oczy podziwiać jej wspaniałość!
Nie zdążył jednak omówić wszystkich licznych zalet lampy naftowej ani pochwalić się swoim pozostałym genialnym zaopatrzeniem, ponieważ nauczycielki zaczęły nawoływać do zajęcia miejsc w autobusie. Song An rozejrzał się wokół. Zauważył, że ich grupka niestety była nieparzysta. Prowadziło to małe problemy logistyczne, jak usiąść, aby całą drogę spędzić w jak najlepszym układzie.

26 czerwca 2026

Od Virgila do Seymoura

— Seymour, nie żartuj — wykrztusił szybko, z bólem w zmęczonej od płaczu klatce piersiowej, jakby dzięki temu mógł sprawić, że czas magicznie się cofnie, a on wyprzedzi wypadki swoim łamiącym się głosem. Ale czas był chłodnym narzędziem w rękach jego błędów, ostrzącym się z każdą mijającą minutą od spotkania z Eneaszem, aż w końcu trafił prosto w Seymoura.
Seymour. Jego Seymour. Chłopiec o nieco zbyt smutnych oczach, o nieco zbyt słabym uśmiechu, o nieco zbyt popękanym sercu, który na nowo nauczył się śmiać przy nim, kochać bez strachu, teraz pytał go, czy na pewno to wszystko było tym, czego chciał. I choć po poznaniu prawdy o ostatnich wypadkach miał całe prawo do wątpienia w Virgila, jego pytanie wciąż zabrzmiało jak uderzenie otwartą dłonią w twarz. Nie przez Seymoura – przez Eneasza, który po raz kolejny udowadniał Vi, jak bezużyteczną osobą był.

Od Merlina do Song Ana

Merlin nigdy do końca nie rozumiał, czemu Song An za każdym razem czuł potrzebę podkreślania akurat tego faktu, bo przecież to było oczywiste – wszyscy tu byli śmiertelnikami, takie zielone szkoły organizowano raczej dla śmiertelników niż dla kogokolwiek innego – ale zdążył się już do tego przyzwyczaić.
Jego przyjaciele najwyraźniej byli innego zdania.
Bo trzeba było w tym miejscu zaznaczyć, że skoro Merlin opowiadał Song Anowi o swoich przyjaciołach ze szkoły, to siłą rzeczy opowiadał też przyjaciołom o Song Anie – o tym, jak się spotkali po raz pierwszy, kiedy Falkor uciekł na drzewo i nie chciał z niego zejść, i o tym, jak próbowali upiec przysmaki dla Falkora, a potem od wypieków przeszło do rozmów o magii. No i oczywiście, że opowiedział im ich ostatnią, najbardziej epicką przygodę, jak razem sprzątali las, spotkali gadające drzewo, koboldy i jak znaleźli smoczek zagrzebany pod wielką, kamienną żabą. I o ile Bernadette słuchała tych historii z zachwytem, a Guinevere z grzecznym powątpiewaniem, o tyle Hawthorn najwyraźniej do dzisiejszego ranka nie był do końca przekonany, czy ten cały Song An w ogóle jest prawdziwy.

25 czerwca 2026

Od Tristana do Undine

Tobias ze zgarbionymi ramionami i poczuciem niezrozumienia bijącym wyraźnie z jego młodzieńczej, pełnej zgubnej nadziei twarzy szukał właściwej teczki w regale po przeciwległej stronie pomieszczenia, tymczasem Elise cichcem opuściła własne stanowisko, by zabrać z paszczy drukarki kopię spisanego przez nią raportu o zabezpieczonych śladach biologicznych. Tristan niby przypadkowym gestem sięgnął po paczkę papierosów leżącą na jego biurku, zaraz na prawo od Navarry, dzięki czemu znalazł się przy niej wystarczająco blisko, żeby reszta usłyszała szemranie, a kapłanka fizycznie poczuła niechęć w jego cichych słowach:
— Tak ci nagle zależy na potencjalnych ofiarach jak na swoich pupilkach w więzieniu?
— Każdy ma wartość, której nie należy lekceważyć — odpowiedziała mu spokojnie.
Ten spokój doprowadzał go do kurwicy.

23 czerwca 2026

Od Daniela do Azelana

Nabożeństwo zdawało się nie mieć końca. Daniel odnosił wręcz absurdalne wrażenie, że czas przestał płynąć i zamiast tego zgęstniał, przyklejając się do wszystkiego, czego tylko dotykał. Osiadał na drewnianych ławkach, na wypolerowanych poręczach ambon, na ramionach ludzi siedzących obok nich i na samych ich ciałach, czyniąc każdy ruch odrobinę cięższym, wolniejszym, bardziej męczącym. Świątynia była przepełniona ciepłem rodzinnego tłumu i jednocześnie nieznośnym chłodem płynącym z drewnianych ścian, które zdawały się przechowywać w sobie pamięć wszystkich modlitw i wszystkich rozpaczy, jakie kiedykolwiek przez nie przeszły.

22 czerwca 2026

Od Song Ana do Merlina

Wszystko działo się tak szybko, że zdezorientowany Song An właściwie nie potrafił nadążyć za pędzącym biegiem wydarzeń. Zdawało się jednak, o dziwo, że wreszcie jakiekolwiek ze starań poszło po ich myśli. A przynajmniej w teorii.