Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Turysta chciał polać spaghetti ketchupem. Zwołano komisję
Spokojne popołudnie w Luminarii przerodziło się w głośne wydarzenie, gdy przyjezdny turysta ze Zjednoczonych Ziem Północnej Vespy poprosił kelnera o butelkę ketchupu, którym zamierzał polać zamówione spaghetti. Miejscowy restaurator, człowiek z natury łagodny, zareagował oburzeniem graniczącym z rozpaczą, powołując się na świętość przepisu i pamięć przodków. Turysta nie rozumiał problemu. W ciągu godziny nad sprawą pochylił się zaimprowizowany komitet miejscowych kucharzy, który po naradzie trwającej całą sjestę orzekł, że przepis jest nienaruszalny, lecz gościa „można ułaskawić z uwagi na niewiedzę”. Vespanin, szczerze zdumiony całym zamieszaniem, stwierdził tylko, że „u nas leje się to na wszystko”. Tej uwagi już nie skomentowano.

Nagłówek

22 września 2026

Od Azury — Szepty przeszłości (I)

Tamtej nocy nie spodziewałam się niczego szczególnego. Zwyczajne wyjście, jakich wiele, ze znajomymi z wytwórni, w której pracowałam. Były to osoby z pasją do tego, czym się zajmowały, gotowe poświęcić całe swoje życie muzyce. Wybierali koncerty na żywo jako formę spędzenia wolnego czasu, nawet jeśli w ramach pracy zarobkowej niemal ciągle w jakiś uczestniczyli. Coś ciągnęło tak ich, jak i mnie, do tych zatłoczonych sali pełnych istot, których uszy spragnione były melodii zdolnej nakarmić ich głodujące dusze.

21 września 2026

Od Alexa — Freaky femboy friday (IV) [AU]

— Piwo. 

Od Vaerila — Freaky femboy friday (III) [AU]

Vaeril raczej nie odmawia spotkań z przyjaciółmi. Szczególnie, gdy jeden z nich obiecuje zniżkę na alkohol. A z takich okazji należy korzystać bez zastanowienia. 

Od Liliana — Freaky femboy friday (II) [AU]

— Jesteś pewien, że dotarliśmy w dobre miejsce? — Lilian spojrzał oceniająco najpierw na chłopaka w brudnym kapeluszu, następnie na Vaerila. — Ten tutaj wygląda mi na socjopatę, a nie na dobrego “współgracza”. 

Od Nikolaia — Freaky femboy friday (I) [AU]

To był piękny piątkowy wieczór. Jeden z tych wieczorów, kiedy nic nie kusiło tak bardzo, jak długa kąpiel w rozgrzanej od pary łazience.

Od Eirika do Nivana

— Ty, bo zgubiłem rachubę... Który to już raz w tym tygodniu?
Odruchowo wbiłem podeszwę glana w miejsce, gdzie na moment z rzucanego przeze mnie cienia wychynął obrzydliwy, wężowy łeb demona. Niestety, nie zdążyłem trafić. Rozpłynął się, zlewając z bezsłonecznym plackiem u moich stóp. Zirytowany, wepchnąłem ręce w kieszenie jeansowej katany i splunąłem w miejsce, skąd Sag jeszcze przed chwilą dał znak życia.
Nie wiem jeszcze jak, ale przysięgam, kiedyś ukręcę mu tę durną łepetynę.
— Pfff, zero kultury. Nic dziwnego, że ta przemiła dama uciekła przed tobą z wrzaskiem — tym razem się nie pokazał. Jego głos jednak, jak zawsze, rozbrzmiał wyraźnie, uderzając tam, gdzie wiedział, że zaboli.

Od Seymoura – Dla Pluszaka (III)

Wszystko było w porządku. Pogadali, wyłożyli na stół każde przemilczenie i każde „nie chciałem cię obciążać”, obnażyli każdą pojedynczą, kurewsko niepotrzebną warstwę tajemnic i niedopowiedzeń, i teraz naprawdę było dobrze. Na tyle dobrze, że Seymour mógł znów siedzieć z nogami na stoliku i gitarą na kolanach, patrząc, jak rozwalony zaraz obok Vi rysuje coś na tablecie.
Tak sobie przynajmniej wmawiał.

20 września 2026

Od Song Ana do Merlina

Song An wręcz nie mógł nadziwić się geniuszowi Merlina. Z podziwem wpatrywał się przez chwilę w swojego przyjaciela. Wyjaśnienie, że leżąca na podłodze kukła tak naprawdę służyła za pomoc naukową, było wprost idealne!

19 września 2026

Od Daniela do Azelana

Daniel czuł, że każde kolejne słowo wypowiadane przez Azelana nie tyle do niego dociera, co raczej wbija się w niego, zostając pod skórą jak drzazga, której nie sposób wyjąć bez rozrywania przy tym całego ciała. Początkowo próbował jeszcze zachować resztki spokoju, próbował przypominać sobie, że Bashkin nigdy nie miał w sobie tej ostrożności, której Daniel tak desperacko od niego oczekiwał. Nie potrafił chodzić wokół innych na palcach. Nie umiał patrzeć na pęknięcia i udawać, że ich nie widzi. Od zawsze wchodził tam, gdzie inni zatrzymywali się przed drzwiami, od zawsze dotykał rzeczy, które powinny pozostać nietknięte, i wypowiadał słowa, o których inni bali się nawet pomyśleć. Daniel czuł, jak z każdym kolejnym słowem wypływającym z ust Azelana coś w nim zaczyna pękać, powoli przesuwając się poza granicę, za którą nie było już miejsca ani na rozsądek, ani cierpliwość. Poczuł jakże znajome napięcie pod żebrami, później gorąco pełznące po karku i ramionach, aż w końcu ta charakterystyczna pustka, która przychodziła do niego zawsze wtedy, gdy emocje stawały się zbyt duże, by pomieścić je w zwykłym ludzkim ciele. Nienawidził tej jakże brutalnej prostoty rozbrzmiewającej z ust przyjaciela, która kiedyś była dla Daniela czymś niemal zachwycającym, a teraz zdawała się przypominać brudne narzędzie chirurgiczne wbite prosto w jedną z licznych, ropiejących, otwartych ran. Bashkin mówił, nie rozumiejąc, że każde zdanie, każde wspomnienie i każda uwaga odsłaniają coś, co Daniel od lat próbował przykryć, zasypać i zostawić w spokoju. Był zmęczony ukrywaniem. Był zmęczony udawaniem. Ale jeszcze bardziej zmęczony był tym, że przy Azelanie wszystkie jego zabezpieczenia rozpadały się szybciej niż przy kimkolwiek innym.

Od Ashera do Dantego

Wieczorne powietrze uderzyło w nich grubą ścianą niepożądanego chłodu i unoszącego się wokół smrodu zgęstniałych w powiewie spalin. Noc okryła ulice przylegającą do ich ciał warstwą mroku; lepkim całunem niepewności i zmęczenia opadła na ulice Stellaire oraz ostatnich, przemierzających pogrążone w głębokim śnie chodniki, obywateli. Światło latarni, we mgle rozpraszające się trupio-białym blaskiem i refleksami, musnęło leniwie profil kiwającego się na własnych nogach najemnika, we fiołkowych oczach stanowiąc jednak jedyną, niemożliwą do podważenia przez tworzące się w umyśle omamy, wartość pewną – kotwicę w rozmazującym się w spojrzeniu świecie, latarnię morską wśród rozszalałych fal unoszącej się wokół ich sylwetek ciemności.

18 września 2026

Od Virgila do Seymoura

Norbert zawsze był człowiekiem do bólu poważnym, ale w tę powagę dało się wbić klin dyskusji albo żartów, które, choć śmieszyły bardziej zespół niż biednego managera, mogły bez obawy wybrzmieć. Nie tym razem. Vox milczał, a Norbert nie wyglądał wcale, jakby zamierzał zaraz kogoś udusić albo rozszarpać, wręcz przeciwnie – prezentował się niezwykle spokojnie i może właśnie dlatego tak groźnie, z każdym ruchem już rozplanowanym w głowie i pięcioma planami awaryjnymi na podorędziu.
— Sprawa numer jeden. — Wyciągnął ku wilkołakowi dłoń. — Virgil, daj mi swój telefon.

17 września 2026

Od Azury do Ignisa

To nie był dobry dzień.
Z wielu powodów trudno mi było dzisiaj nie błądzić myślami. Udawać, że nie różni się on od setki tysięcy przeżytych już przeze mnie dni… Czy to w ogóle było możliwe? Uśmiechać się tak, jak zawsze, wspierać otaczających mnie ludzi z tym samym zaangażowaniem, oddać się pracy, projektom, których termin oddania zbliżał się nieubłaganie…
Dziś głośniej, niż zwykle, słyszałam pieśń morza.
— Wszystko w porządku? — głos Avy dotarł do mnie jak spod wody, przytłumiony… A może to ja się topiłam. Przetarłam oczy nasadami dłoni, starając się odzyskać choć strzępki skupienia, które pozwoliłyby mi przeżyć do wieczora. Wizja powrotu do leśnej głuszy, domu, który razem stworzyliśmy, była z jednej strony pociągająca jak nigdy, z drugiej wypełniała moje płuca czymś gęstym, ciężkim, sprawiającym, że wzięcie każdego kolejnego oddechu zdawało się wymagać nadludzkiego wysiłku.

16 września 2026

Od Azury do Andrei

Poświęciłyśmy z funkcjonariuszką jeszcze chwilę na oglądaniu kilku kolejnych z ostatnich dzieł Caspera. Zapytana za każdym razem spokojnie tłumaczyłam, na co warto zwrócić uwagę na danym obrazie i dlaczego cała kolekcja jest tak niezwykle spójna, jednocześnie utrzymując różnorodność oraz indywidualność każdego z dzieł. Miło było usłyszeć, że artysta jest doceniany nie tylko wśród krytyków. Zobaczyć ten pełen zadumy wyraz na twarzy osoby, która na co dzień nie zajmuje się kontemplacją sztuki — za każdym razem cieszyło mnie to tak samo. Pokazywało, jak wielki wpływ sztuka może mieć na każdego, jeśli tylko jej na to pozwolić.

Od Bashara do Dantego

Drzwi trzasnęły, klatka schodowa rozbrzmiała echem pospiesznych, pozbawionych rytmu kroków, ucieczki byle dalej, byle szybciej, ale od siebie samego nie dało się uciec.

14 września 2026

Od Dantego do Bashara

Płynął w oceanie. To było jego pierwszą myślą, gdy poczuł objęcia ukochanego żywiołu, ale nie – on walczył. O każdy oddech, ruch, chwilę na powierzchni spędzoną na szukaniu punktu zaczepienia. Tylko że bezkres wody nigdy mu nie przeszkadzał, a widzenie wokół siebie głębi nie wywoływało strachu, lecz wyciszenie oraz spokój. Było się tylko jednym sercem w wielkiej pustce, sercem żywym i wciąż bijącym, tak małym, że i jego problemy zdawały się mniejsze, możliwe do przezwyciężenia.
Dante nie znał tych wód, gęstniejących wokół niego czarną tonią i budzącymi dreszcz podszeptami.