— Spójrzcie! — Lilian wskazał palcem na majaczący pod stertą kamieni chromatyczny oktaedr, którego błękitna łuna wyraźnie odznaczała się na tle czerwonych traw, niczym dryfująca na morzu, plastikowa boja. Przyspieszył kroku. Gdy tylko jego kolana zderzyły się z zimną powierzchnią białych głazów, przysiadł przy hologramie i wyciągając do przodu rękę, sięgnął dłonią po lewitujący skrawek zapisanych w chromie informacji. Spojrzenie bruneta uciekło na chwilę w stronę reszty drużyny, zupełnie jakby próbował się upewnić, że ci wciąż trzymają się jego boku bez głupich prób zgubienia swego towarzysza w tym nieznanym im, pozbawionym jakiejkolwiek namiastki bezpieczeństwa, miejscu. — Dziennik ekspedycji.
Gwiazdki
Strony + Newsy
newsy
1
2
3
4
Medwia: Mężczyzna pokłócił się z niedźwiedziem o borowika
Mieszkaniec wsi pod Miedwogradem trafił na izbę przyjęć z licznymi zadrapaniami i, jak sam to ujął, „nadszarpniętą dumą”. W czwartek rano, podczas grzybobrania, mężczyzna natknął się na wyjątkowo okazałego borowika, którego w tej samej chwili upatrzył sobie niedźwiedź. Postanowił bronić znaleziska, powołując się na zasadę „kto pierwszy, ten lepszy”. Niedźwiedź tego argumentu nie uznał. „Godło kraju czy nie godło, ja go zobaczyłem pierwszy” – upiera się poszkodowany, który mimo obrażeń nie zamierza rezygnować z grzybobrania. Leśnicy przypominają, że jesienią niedźwiedzie intensywnie gromadzą zapasy przed zimą i nie są skłonne do negocjacji.
Novendia: Chciał zgrabić liście jednym zaklęciem. Zerwał dachy z trzech domów
Jesienne porządki na przedmieściach Stellaire zakończyły się interwencją straży miejskiej i trzech ekip dekarskich. Mieszkaniec jednej z dzielnic willowych, zmęczony codziennym grabieniem, postanowił uporać się z liśćmi za pomocą zaklęcia wiatru. Jak tłumaczył później funkcjonariuszom, moc czaru dobrał „na oko”. Liście rzeczywiście zniknęły – razem z dachówkami z okolicznych domów, parasolem ogrodowym i niewielkim psem sąsiadów, który po kilku godzinach wrócił o własnych siłach, wyraźnie urażony. Mężczyzna otrzymał mandat oraz rachunek za naprawy. „Następnym razem wezmę grabie” – zapewnia. Straż miejska przypomina, że zaklęcia pogodowe w granicach miasta wymagają zezwolenia.
Mulyaranga: Dinozaur zjadł jej dokumenty podatkowe. Urząd skarbowy prosi o zdjęcie sprawcy
Mieszkanka Tetanurii poinformowała urząd skarbowy, że nie złoży rocznej deklaracji w terminie, ponieważ komplet dokumentów zjadł jej domowy dinozaur. Urzędnicy, przyzwyczajeni do specyfiki lokalnej fauny, nie kwestionowali tej wersji wydarzeń. Poprosili jedynie o zdjęcie zwierzęcia oraz, w miarę możliwości, o „zwrot niestrawionych fragmentów”. „Zazwyczaj tak nie robi. Chyba papiery pachniały czymś ważnym” – tłumaczy właścicielka, która całą sprawę, jak niemal wszystko w Mulyarangii, załatwiła przez wideorozmowę. Termin przesunięto o miesiąc. Dinozaur czuje się dobrze, choć według właścicielki „od tamtej pory podejrzanie interesuje się segregatorami”.
Sallandira: Kopał w ogródku w poszukiwaniu skarbu. Wykopał współlokatora
Mieszkaniec przedmieść Al-Iskahaty, zainspirowany opowieściami o grobowcach ukrytych pod czerwonym piaskiem, w wolny weekend przekopał własny ogródek. Skarbu nie znalazł. Natrafił za to na kamienną płytę, spod której wydostał się pomniejszy strażnik grobowy – istota, która po utracie grobowca uznała dom mężczyzny za nowy, powierzony jej teren. Strażnik nie przejawia wrogich zamiarów, ale też nie zamierza się wyprowadzić. „Pilnuje lodówki lepiej niż ja. Odkąd jest, nikt nie podjada” – przyznaje gospodarz. Sprawą zajęli się kapłani z pobliskiej świątyni, którzy zapowiadają, że rozpatrzą ją „w stosownym czasie”.
Nagłówek
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clair Obscur AU. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clair Obscur AU. Pokaż wszystkie posty
07 września 2025
Od Seymoura – Tomorrow comes (I)
Piasek mający być obietnicą nowego początku, nadziei, ich siły i pragnienia, by skończyć okrucieństwo Malarki, przesiąkł gorącym szkarłatem, echem krzyku i umierającej nadziei. W uszach Seymoura wciąż dźwięczał nieludzki głos Nevronów, metaliczny zgrzyt ich broni, pancerzy, przerażający rytm brutalnych ataków, przecinających ciało ekspedycji, jakby uniformy nie oblekały żywych i czujących istot, tylko nienazwaną, pozbawioną duszy materię. I ten jeden mężczyzna o posiwiałych włosach, z dłońmi opartymi o ozdobną laskę, z płaszczem okrywającym ramiona i spojrzeniem – zimnym, obojętnym, nieludzkim w obliczu rzeźni – ten obraz miał na zawsze wryć się w pamięć Seymoura. Umknął gommage, jakimś cudem wciąż żył, lecz jego wyborem nie było pomóc ekspedycji, podzielić się swą wiedzą, pomóc wśród niebezpieczeństw kontynentu, tylko… zrobić coś zgoła odmiennego, niemożliwego do objęcia umysłem. Nevrony zdawały się nie zwracać na niego uwagi, ich strumień omywał nieznajomego, by zatopić ekspedycję w śmierci i cierpieniu, a on po prostu stał niewzruszony pośród rzezi, jakby przyglądał się dziełu sztuki, nie agonii ludzi, przybyłych tu z sercami pełnymi nadziei.
25 sierpnia 2025
Od Virgila – When one falls, we continue (II)
Bitewny pył opadł na ziemie wraz z ciężkim cielskiem potwora, zostawiając ich nagle w dziwnej, drżącej wciąż napięciem ciszy, pełnej obawy, czy to na pewno koniec niebezpieczeństwa. Lecz Nevron się nie podnosił, Virgil wciąż słyszał swój oddech, czuł bicie niezmiennie pracującego serca, a wysoka trawa łagodnie falowała na wietrze, niosąc im kojący szum. Była w tym ulga i zmęczenie, chęć ruszenia dalej i wydarcia się na okrutność Malarki, obwarowanej z każdej strony śmiercią, bo ile jeszcze nierównych walk mieli stoczyć, nim koszmar łaskawie się zakończy? Vi odetchnął głęboko powietrzem polany wydającym się niezwykle lekkim po odgonieniu świeżego widma zagłady. Tyle razy pójdzie w bój, ile będzie trzeba, by odnaleźć Seymoura.
21 sierpnia 2025
Od Bashara – Life keeps forcing cruel choices (II)
Miłość, w swej najczystszej formie, była aktem tworzenia.
Od Dantego – Life keeps forcing cruel choices (I)
Ziemia zadrżała, zatrzęsła się i pękła z mrożącym krew w żyłach hukiem, gdy stabilny grunt zmienił się w otwarte arterie chropowatych skał. Tnące głęboko okruchy, zmieszane z gliną, przesunęły się w nowopowstałych jamach, pył i odłamki podłoża wystrzeliły w twarz Dantego. Podrażnione oczy zapiekły koszmarnie, lecz nie miał czasu, by je otrzeć – pęknięcia otoczyły go z lewej i prawej, teren pod jego nogami zaczął się zapadać. Skoczył desperacko na najbliższy stabilny fragment. Stopa oparła się niefortunnie o kruszący się kamień. W jednej sekundzie mięśnie stężały w przypływie grozy. W następnej pancerne rękawice chwyciły krawędź. Dante podciągnął się, przewalił nieskładnie na plecy, potem brzuch. Płuca zajadle walczyły o każdy możliwy oddech, łokcie zadygotały, gdy się na nich podparł. Spojrzał przed siebie, przełykając własną krew.
Od Theo – When one falls, we continue (I)
Kwiaty były pięknym organem roślinnym. Mieniły się wieloma barwami, jedne bardziej matowe, inne lśniące niemal niczym klejnoty. Przyciągały zapylaczy zarówno swym pięknem, jak i urzekającym zapachem. Kiedy już doszło do zapłodnienia, następowała przemiana kwiatów w owoce z nasionami, które dzięki zoochorii rozprzestrzeniały się i w ten sposób poszerzały zasięg gatunku. W pierwszych etapach powstawania owocu płatki odpadały, sypiąc się z drzew niczym kolorowe, nieroztapiające się śnieżynki.
04 sierpnia 2025
03 sierpnia 2025
02 sierpnia 2025
Od Janka - Dla tych, którzy przyjdą po nas (II)
Otaczający ich las mienił się szmaragdowym blaskiem, śpiewał łagodną melodią, lśniąc nierzeczywistą zielenią, delikatną i baśniową, niczym z jakiegoś dobrego snu. Ich mała grupa przypominała niewielką łupinkę dryfującą wśród falujących liści, niespiesznie zmierzającą ku czekającej ich przygodzie. Janek kochał las. Lecz ten nie napawał go radością, a jego bezsprzeczne piękno, ten melodyjny dźwięk wydawany przez kołyszące się liście i kwiaty, sprawiał, że zamiast uśmiechu, na jego twarzy pojawiał się napięty grymas. Każdy dźwięk, każde poruszenie, mogło być zapowiedzią nadciągającego zagrożenia, śmiertelnie niebezpiecznego Nevrona, czekającego tylko na to, by dokończyć dzieło rozpoczęte na plaży. Mimo to Janek starał się nie narzekać. Narzekanie zatruwało serca i myśli, sprawiając, że najmniejszy problem urastał do rangi czegoś, czego nie dało się przeskoczyć, to zaś było ostatnim, czego potrzebowali.
Szedł na końcu ich małego pochodu, w duchu biorąc na siebie odpowiedzialność za tę trójkę. Andrea, twarda i skupiona, wciąż służyła temu, co wpajano w Akademii, jakby wzrok nauczycieli nadal oceniał każdy jej ruch. Tristan, pełen gniewu, nienawiści i chęci zemsty, z ręką na mieczu, gotów do walki z każdym cieniem, zdawał się zdolny do zaatakowania wszystkiego, co tylko pojawiłoby się na ich drodze. I Undine, ich nieoczekiwana sojuszniczka, ta biedna dusza, która musiała przeżyć śmierć swoich towarzyszy, by stać się ich kompasem. Janek czuł do niej mieszankę podziwu i współczucia. Tyle czasu sama w tym dzikim miejscu… To musiało złamać nawet najsilniejszego ducha – cud, że wciąż potrafiła się uśmiechać.
01 sierpnia 2025
Od Andrei - Dla tych, którzy przyjdą po nas (I)
Poranek w dniu wyprawy spowijało kruche, szare światło, zdające się pochłaniać wszystkie dźwięki, tłumiące barwy i blask, niczym nadmiar wody rozmywający akwarelę. W ich małym domu cisza zdawała się przemienić w fizyczny, namacalny ciężar, niewidzialną obecność, z którą mała Lise, swoją nieustanną, radosną paplaniną, desperacko próbowała walczyć.
— A potem kot pani Dubois, wiesz, ten puszysty, biały? Znowu utknął na dachu! Możesz w to uwierzyć? — szczebiotała. — Wydawałoby się, że za drugim razem już się nauczy, ale nie! Timothy tak się zmartwił, a ja musiałam przynieść drabinę i nie wiadomo było, kto się bardziej tym wszystkim denerwuje: Timothy, czy ten biedny kot! I kiedy przyniosłam już tę drabinę, to wtedy…
Subskrybuj:
Posty (Atom)
