Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Turysta chciał polać spaghetti ketchupem. Zwołano komisję
Spokojne popołudnie w Luminarii przerodziło się w głośne wydarzenie, gdy przyjezdny turysta ze Zjednoczonych Ziem Północnej Vespy poprosił kelnera o butelkę ketchupu, którym zamierzał polać zamówione spaghetti. Miejscowy restaurator, człowiek z natury łagodny, zareagował oburzeniem graniczącym z rozpaczą, powołując się na świętość przepisu i pamięć przodków. Turysta nie rozumiał problemu. W ciągu godziny nad sprawą pochylił się zaimprowizowany komitet miejscowych kucharzy, który po naradzie trwającej całą sjestę orzekł, że przepis jest nienaruszalny, lecz gościa „można ułaskawić z uwagi na niewiedzę”. Vespanin, szczerze zdumiony całym zamieszaniem, stwierdził tylko, że „u nas leje się to na wszystko”. Tej uwagi już nie skomentowano.

Nagłówek

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clair Obscur AU. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clair Obscur AU. Pokaż wszystkie posty

07 września 2025

Od Ashera – Tomorrow comes (II)

— Spójrzcie! — Lilian wskazał palcem na majaczący pod stertą kamieni chromatyczny oktaedr, którego błękitna łuna wyraźnie odznaczała się na tle czerwonych traw, niczym dryfująca na morzu, plastikowa boja. Przyspieszył kroku. Gdy tylko jego kolana zderzyły się z zimną powierzchnią białych głazów, przysiadł przy hologramie i wyciągając do przodu rękę, sięgnął dłonią po lewitujący skrawek zapisanych w chromie informacji. Spojrzenie bruneta uciekło na chwilę w stronę reszty drużyny, zupełnie jakby próbował się upewnić, że ci wciąż trzymają się jego boku bez głupich prób zgubienia swego towarzysza w tym nieznanym im, pozbawionym jakiejkolwiek namiastki bezpieczeństwa, miejscu. — Dziennik ekspedycji.

Od Seymoura – Tomorrow comes (I)

Piasek mający być obietnicą nowego początku, nadziei, ich siły i pragnienia, by skończyć okrucieństwo Malarki, przesiąkł gorącym szkarłatem, echem krzyku i umierającej nadziei. W uszach Seymoura wciąż dźwięczał nieludzki głos Nevronów, metaliczny zgrzyt ich broni, pancerzy, przerażający rytm brutalnych ataków, przecinających ciało ekspedycji, jakby uniformy nie oblekały żywych i czujących istot, tylko nienazwaną, pozbawioną duszy materię. I ten jeden mężczyzna o posiwiałych włosach, z dłońmi opartymi o ozdobną laskę, z płaszczem okrywającym ramiona i spojrzeniem – zimnym, obojętnym, nieludzkim w obliczu rzeźni – ten obraz miał na zawsze wryć się w pamięć Seymoura. Umknął gommage, jakimś cudem wciąż żył, lecz jego wyborem nie było pomóc ekspedycji, podzielić się swą wiedzą, pomóc wśród niebezpieczeństw kontynentu, tylko… zrobić coś zgoła odmiennego, niemożliwego do objęcia umysłem. Nevrony zdawały się nie zwracać na niego uwagi, ich strumień omywał nieznajomego, by zatopić ekspedycję w śmierci i cierpieniu, a on po prostu stał niewzruszony pośród rzezi, jakby przyglądał się dziełu sztuki, nie agonii ludzi, przybyłych tu z sercami pełnymi nadziei.

25 sierpnia 2025

Od Virgila – When one falls, we continue (II)

Bitewny pył opadł na ziemie wraz z ciężkim cielskiem potwora, zostawiając ich nagle w dziwnej, drżącej wciąż napięciem ciszy, pełnej obawy, czy to na pewno koniec niebezpieczeństwa. Lecz Nevron się nie podnosił, Virgil wciąż słyszał swój oddech, czuł bicie niezmiennie pracującego serca, a wysoka trawa łagodnie falowała na wietrze, niosąc im kojący szum. Była w tym ulga i zmęczenie, chęć ruszenia dalej i wydarcia się na okrutność Malarki, obwarowanej z każdej strony śmiercią, bo ile jeszcze nierównych walk mieli stoczyć, nim koszmar łaskawie się zakończy? Vi odetchnął głęboko powietrzem polany wydającym się niezwykle lekkim po odgonieniu świeżego widma zagłady. Tyle razy pójdzie w bój, ile będzie trzeba, by odnaleźć Seymoura.

21 sierpnia 2025

Od Bashara – Life keeps forcing cruel choices (II)

Miłość, w swej najczystszej formie, była aktem tworzenia.

Od Dantego – Life keeps forcing cruel choices (I)

Ziemia zadrżała, zatrzęsła się i pękła z mrożącym krew w żyłach hukiem, gdy stabilny grunt zmienił się w otwarte arterie chropowatych skał. Tnące głęboko okruchy, zmieszane z gliną, przesunęły się w nowopowstałych jamach, pył i odłamki podłoża wystrzeliły w twarz Dantego. Podrażnione oczy zapiekły koszmarnie, lecz nie miał czasu, by je otrzeć – pęknięcia otoczyły go z lewej i prawej, teren pod jego nogami zaczął się zapadać. Skoczył desperacko na najbliższy stabilny fragment. Stopa oparła się niefortunnie o kruszący się kamień. W jednej sekundzie mięśnie stężały w przypływie grozy. W następnej pancerne rękawice chwyciły krawędź. Dante podciągnął się, przewalił nieskładnie na plecy, potem brzuch. Płuca zajadle walczyły o każdy możliwy oddech, łokcie zadygotały, gdy się na nich podparł. Spojrzał przed siebie, przełykając własną krew.

Od Theo – When one falls, we continue (I)

Kwiaty były pięknym organem roślinnym. Mieniły się wieloma barwami, jedne bardziej matowe, inne lśniące niemal niczym klejnoty. Przyciągały zapylaczy zarówno swym pięknem, jak i urzekającym zapachem. Kiedy już doszło do zapłodnienia, następowała przemiana kwiatów w owoce z nasionami, które dzięki zoochorii rozprzestrzeniały się i w ten sposób poszerzały zasięg gatunku. W pierwszych etapach powstawania owocu płatki odpadały, sypiąc się z drzew niczym kolorowe, nieroztapiające się śnieżynki.

03 sierpnia 2025

Od Tristana – Dla tych, którzy przyjdą po nas (III)

Potwory noszą najmilsze maski.

02 sierpnia 2025

Od Janka - Dla tych, którzy przyjdą po nas (II)

Otaczający ich las mienił się szmaragdowym blaskiem, śpiewał łagodną melodią, lśniąc nierzeczywistą zielenią, delikatną i baśniową, niczym z jakiegoś dobrego snu. Ich mała grupa przypominała niewielką łupinkę dryfującą wśród falujących liści, niespiesznie zmierzającą ku czekającej ich przygodzie. Janek kochał las. Lecz ten nie napawał go radością, a jego bezsprzeczne piękno, ten melodyjny dźwięk wydawany przez kołyszące się liście i kwiaty, sprawiał, że zamiast uśmiechu, na jego twarzy pojawiał się napięty grymas. Każdy dźwięk, każde poruszenie, mogło być zapowiedzią nadciągającego zagrożenia, śmiertelnie niebezpiecznego Nevrona, czekającego tylko na to, by dokończyć dzieło rozpoczęte na plaży. Mimo to Janek starał się nie narzekać. Narzekanie zatruwało serca i myśli, sprawiając, że najmniejszy problem urastał do rangi czegoś, czego nie dało się przeskoczyć, to zaś było ostatnim, czego potrzebowali.
Szedł na końcu ich małego pochodu, w duchu biorąc na siebie odpowiedzialność za tę trójkę. Andrea, twarda i skupiona, wciąż służyła temu, co wpajano w Akademii, jakby wzrok nauczycieli nadal oceniał każdy jej ruch. Tristan, pełen gniewu, nienawiści i chęci zemsty, z ręką na mieczu, gotów do walki z każdym cieniem, zdawał się zdolny do zaatakowania wszystkiego, co tylko pojawiłoby się na ich drodze. I Undine, ich nieoczekiwana sojuszniczka, ta biedna dusza, która musiała przeżyć śmierć swoich towarzyszy, by stać się ich kompasem. Janek czuł do niej mieszankę podziwu i współczucia. Tyle czasu sama w tym dzikim miejscu… To musiało złamać nawet najsilniejszego ducha – cud, że wciąż potrafiła się uśmiechać.

01 sierpnia 2025

Od Andrei - Dla tych, którzy przyjdą po nas (I)

Poranek w dniu wyprawy spowijało kruche, szare światło, zdające się pochłaniać wszystkie dźwięki, tłumiące barwy i blask, niczym nadmiar wody rozmywający akwarelę. W ich małym domu cisza zdawała się przemienić w fizyczny, namacalny ciężar, niewidzialną obecność, z którą mała Lise, swoją nieustanną, radosną paplaniną, desperacko próbowała walczyć.
— A potem kot pani Dubois, wiesz, ten puszysty, biały? Znowu utknął na dachu! Możesz w to uwierzyć? — szczebiotała. — Wydawałoby się, że za drugim razem już się nauczy, ale nie! Timothy tak się zmartwił, a ja musiałam przynieść drabinę i nie wiadomo było, kto się bardziej tym wszystkim denerwuje: Timothy, czy ten biedny kot! I kiedy przyniosłam już tę drabinę, to wtedy…