Jehan De Veen
Wiek: 41 lat. Nie, 34. Nie, nie, 38. Ach, na każdej wizytówce co innego jest napisane. Najczęściej podaje pierwszą liczbę, więc tego na razie się trzymajmy.
Data urodzenia: 25 kwietnia... ta, tu też co papier, to inny rok.
Płeć: mężczyzna
Rasa: elf, osobliwość
Pochodzenie: Novendia
Zawód: prywatny detektyw, który ze względu na charakter swojej pracy nie będzie się ograniczał do jednej wizytówki czy identyfikatora
Opis: „Mogę się zabrać za wszystko: zgubiony pies, zdradzająca druga połówka, kombinujący w biurze podwładny, co tylko przyjdzie do głowy! Coś cennego zostało skradzione, ktoś zaginął, kogoś zamordowano – rozwiążę każdą sprawę. Nawet taką, którą policja nie umie lub nie chce się zająć.”
Data urodzenia: 25 kwietnia... ta, tu też co papier, to inny rok.
Płeć: mężczyzna
Rasa: elf, osobliwość
Pochodzenie: Novendia
Zawód: prywatny detektyw, który ze względu na charakter swojej pracy nie będzie się ograniczał do jednej wizytówki czy identyfikatora
Opis: „Mogę się zabrać za wszystko: zgubiony pies, zdradzająca druga połówka, kombinujący w biurze podwładny, co tylko przyjdzie do głowy! Coś cennego zostało skradzione, ktoś zaginął, kogoś zamordowano – rozwiążę każdą sprawę. Nawet taką, którą policja nie umie lub nie chce się zająć.”
Aparycja
Osobowość
Umiejętności
Historia
Relacje
Inne
Wątki
Indywidualne
Eventy
Wielu stara się iść z prądem czasu. Przechadzając się miastem, dostrzeżemy, że większość osób prezentuje się pospolicie, współcześnie. I wtedy na chodniku pojawia się on. Mężczyzna o stosunkowo młodych rysach twarzy, lecz wyglądający, jakby dopiero wyszedł ze zdjęcia wywołanego w sepii. Idzie sprawnym krokiem, za nim powiewa beżowy płaszcz, przykrywający kraciastą, zapinaną koszulę. Włożona jest ona starannie w podtrzymywane przez skórzany pasek długie, szerokie spodnie, których końce z każdym krokiem ślizgają się po skórzanych półbutach ze zwężonymi noskami. Lewy nadgarstek zdobi staromodny zegarek i bransoletka z muliny, za spiczastymi uszami zaś pochyla się brązowa fedora. Cały jego ubiór jest w ziemistych kolorach, nie da się znaleźć żadnego jaskrawego elementu niezależnie od tego, jak bardzo człowiek wytęży wzrok. Starsi członkowie społeczeństwa oglądają się za nim, bardzo dobrze rozpoznając modę. Mężczyzna prezentuje się zupełnie jak ktoś, kto przeniósł się tutaj z przeszłości. A mimo to nie wydaje się wcale zagubiony. Dobrze wie, dokąd zmierza.
Jehan nie jest kimś, kto z twarzy i sylwetki znacząco się wyróżnia na tle innych mieszkańców Stellaire. Przeciętnego wzrostu, mierzący około 177 centymetrów, szczupły, o w miarę jasnej karnacji. Szersze, trójkątne brwi, pełniejsze usta, bardzo prosty nos. Spiczaste uszy nie są tak długie, jak u większości elfów, ale nie odbiera im to uroku. Krótkie, czarne włosy mogą zakryć tylko połowę czoła; najczęściej rozczesane są na boki lub postawione nieco do góry. Czasami na nosie goszczą okulary z ciemniejszymi szkłami, lecz dość często można dostrzec to sprytne spojrzenie bursztynowych oczu, bacznie obserwujących całe otoczenie. A jeśli ktoś ma równie spostrzegawczy wzrok, zauważy, że lewe oko, choć też brązowe, jest nieco ciemniejsze, jego źrenica zaś nie reaguje na zmianę natężenia światła. Ale to tylko szczegół; kto by zawracał sobie głowę sztuczną gałką? Zwłaszcza kiedy jest ona na tyle dobrze przymocowana, że ruchami nie odstaje niemal wcale od tej prawdziwej.
Może i jego ciało nie rzuca się w oczy, ale trudno nie zwrócić uwagi na styl ubioru. Jak opisano wcześniej, Jehan wygląda, jak gdyby nigdy w życiu nie widział komputera, a najnowszym dla niego modelem telefonu był ten na korbkę. Oczywiście to nieprawda i jak każdy inny obywatel Novendii posiada komórkę... co prawda, z klapką, ale ma. I jeszcze doczepił sobie do niej dwa breloczki! Jeden jest ręcznie wykonany z muliny, drugi to malutka figurka pingwina. Mimo to nie da się ukryć, że przypomina kogoś, kto utknął w przeszłości. Koszule z większym kołnierzem, szerokie spodnie, długie płaszcze lub krótkie kurtki, nierzadko jeszcze dorzuci fedorę – każdy z tych elementów zalatuje starą modą. Aż nasuwa się pytanie, czy gra właśnie w jakimś historycznym filmie?
O dziwo da się go zobaczyć w normalnych ubraniach, a nawet takich charakterystycznych dla konkretnego zawodu. Kitel doktora, kamizelka robotnika, marynarka pracownika biura i inne tego typu myki są wynikiem bycia prywatnym detektywem, który dla uzyskania jak najlepszych dowodów wślizgnie się wszędzie.
Od samego początku budzi wrażenie kogoś, kto, mimo ekscentrycznego ubioru, dobrze wie, gdzie jest i co ma zrobić. Uśmiech pojawia się na ustach zawsze w odpowiednim momencie, nigdy za wcześnie, nigdy za późno, do tego za każdym razem pasuje do sytuacji: firmowy w biurze, pogodny przy zagadywaniu, współczujący, gdy jest świadkiem czegoś przykrego. Machnie niezgrabnie ręką i zażartuje, by rozluźnić atmosferę, poprawi swój kołnierz, by pokazać, że świadomie się ubiera w to, co na sobie nosi. Zagadany z chęcią odpowie, sam też rozpocznie małą pogawędkę, by umilić sklepikarzowi dzień. Pomoże z drobiazgiem, kucnie z wyciągniętą ręką przed ulicznym kotem. Znający go seniorzy i osoby w średnim wieku wychwalą jego serdeczność.
Wszystko, co mówi, wydaje się takie pewne, przemyślane, jak gdyby od lat był gotowy z tą wypowiedzią na tę właśnie sytuację. Szczególnie się to ujawnia, gdy próbuje od kogoś wydobyć odpowiednie informacje. Ta niezwykła pewność siebie w jego głosie idealnie miesza ze sobą prawdę i fałsz; innym nie przechodzi nawet przez myśl, że być może część jego słów to naprędce wymyślone kłamstwo, mające na celu zbić rozmówcę z tropu lub wkupić się w jego łaski. Można nie zauważyć, kiedy mu się wyłożyło na talerz to, czego najbardziej potrzebuje. Uśmiechnie się ładnie, zboczy na inny temat jak gdyby nigdy nic, a w głowie już kreśli skomplikowaną mapę myśli.
Dobrze wie, jak przyglądać się drugiej osobie, żeby coś wyciągnąć z jej zachowania i wyglądu, a jednocześnie nie zostać tak szybko przyłapanym. Sposób upięcia włosów, dbałość o swoją cerę, ledwo zauważalne gesty – dla innych to drobiazgi, dla niego cenne detale. Sam z łatwością narzuca płachtę na to, czego nie chce ujawnić, a z drugiej strony przed nim trudno cokolwiek schować. Spróbujemy go zaskoczyć, lecz on już nas rozgryzł parę kroków wcześniej, a jeśli nie, to idealnie zareaguje na sytuację, jak gdyby rzeczywiście był przygotowany. To ktoś, kto umie zachować zimną krew nawet w przypadku poważnego zagrożenia. Zresztą, niewiele rzeczy już go może wziąć znienacka.
Jehan to nie tylko książkowy przykład porządnego detektywa. To też detektyw, który, niezwiązany przez policyjne ramy i społeczne oczekiwania, może sobie pozwolić na użycie specyficznych kart w talii. Gdy na drodze do celu stoi kłoda nie do ominięcia, nie obiera innej ścieżki, tylko po prostu sam ją usuwa. Ze swoją determinacją, sprytem i nutą antagonizmu zawsze znajdzie sposób.
A mimo to gdzieś tam w głębi kryje się pewna delikatność i wrażliwość, które, choć wydają się być już dawno stracone, okazjonalnie wyglądają ostrożnie na wierzch. Jednocześnie czekają na moment, kiedy Jehan wreszcie zdejmie tę ciężką, porysowaną z wielu stron zbroję i da miękkiemu ciału odpocząć.
Zwykłe umiejętności
To naturalne, że osoba w danym zawodzie będzie posiadać charakterystyczne dla niego umiejętności, a Jehan nie stanowi tu żadnego wyjątku. W rozmowach z klientami jest pewny siebie nie tylko dlatego, żeby zdobyć ich zaufanie. Dedukcja, spostrzegawczość, analiza, interpretacja, we wszystkim, co potrzebne detektywowi, spisuje się wzorowo. Łatwo dostrzega drobne ślady, które niekompetentni policjanci równie łatwo pomijają. „Och, ale to tylko prywatny detektyw, jak przyjdzie kogoś złapać, to klapa!” – nic bardziej mylnego! Nawet jeśli na takiego nie wygląda, bez większego problemu wyręczyłby gliniarzy nie tylko w szukaniu zbira, lecz także dorwaniu go. Przez, ile, na pewno ponad dwadzieścia lat regularnie trenował; co prawda największą inspiracją byli dla niego walczący więźniowie, ale dzięki determinacji opanował nie tyle, co jakąś wymyślną sztukę walki, a stare, dobre tajniki tak zwanej napierdalanki i kilka cwanych sztuczek, w niejednym sporcie niedozwolonych.

Zanurzając się pod przykrywką w różnych środowiskach, gotowy jest na przyjęcie głównej roli w samodzielnie pisanym i egzekwowanym przedstawieniu. Odpowiednie ubrania to za mało, on wyciąga na wierzch nabyte w dawnych czasach umiejętności gry aktorskiej. Dla zbicia jakichkolwiek podejrzeń przyjmie każdą maskę: czy to naiwny czyściciel butów szefa, wścibski dziennikarz, zmęczony nocnymi zmianami ochroniarz, czy nabuzowany gangus. Dziwne, że jeszcze żadna agencja go nie wypatrzyła. To znaczy niedziwne, skoro tak dobrze udaje, że wszyscy biorą jego zachowanie za naturalne.
Z umiejętności niezwiązanych z pracą, pomijając te wykształcone w życiu na własną rękę i wyuczone w szkole, może się pochwalić podstawowym majsterkowaniem, z którego już nieczęsto korzysta, a także sztuką robienia różnych rzeczy z muliny. Tak, bransoletkę i breloczek przy komórce sam wykonał. Ogólnie w którejś szufladzie swojego biurka trzyma multum mulinowych badziewi. Zabawa nią działa dla niego uspokajająco.
Zdolności nadnaturalne
Nie cieszy się jeszcze szczególną renomą w świecie, ludzie poza dzielnicą, w której mieszka, nie kojarzą go zbytnio, już nie wspominając o bilbordach czy kontraktach z różnymi markami. Mimo to jak już ktoś znajdzie jego malutki biznes, skorzysta z usługi, nawet jeśli z początku pojawi się ta niepewność, dystans, to ostatecznie w głowie zagości przede wszystkim myśl: facet jest serio dobry w swoim fachu. Potrafi w kilka dni, ba, niekiedy kilka godzin rozwiązać sprawę, jakby od początku wiedział, gdzie szukać odpowiedzi. Jak gdyby sam pojawił się na miejscu zdarzenia w momencie całego zajścia. Cóż, w sekrecie dokładnie to robi.
Jehan potrafi podróżować do przeszłości. Staje w danym punkcie, skupia się na chwilę i wtedy wykonuje skok do wybranego momentu. Wystarczy, że pozna datę oraz lokalizację, a będzie mógł z pierwszego rzędu obejrzeć całe zdarzenie.
Choć znika z teraźniejszości, nie pojawia się tak całkiem w przeszłości. Ponieważ wszystko już się wydarzyło, nie może w żaden sposób wpłynąć na otoczenie, a nikt z tamtych osób nie rejestruje jego obecności. Nie jest w stanie zatem zapobiec zbrodni. Za to może wszystko dokładnie obejrzeć, prześledzić, sprawdzić, co dokładnie stało się ze sprawcą, gdzie się udał, gdzie ukrył dowody i tak dalej. Niezwykle przydatna zdolność w jego fachu, nieprawdaż? Niech gliniarzom w pięty pójdzie, że nie chcą u siebie kogoś takiego, jak on! Chociaż... nawet gdyby na kolanach błagali Jehana o dołączenie do policji, ten przenigdy by się na to nie zgodził.
Jak daleko w tył może się udać? Tego jeszcze dokładnie nie sprawdzał, ponieważ nie interesują go aż tak stare dzieje. Gdyby mógł brać aktywny udział w wydarzeniach z przeszłości, wtedy z chęcią przetestowałby granice, ale tak to nie czuje potrzeby. Z drugiej strony zbadał zależność między czasem a przestrzenią i odkrył, że jego skoki wstecz nie obejmują zmiany położenia. Co to znaczy – nie może ze swojego biura skoczyć do innej dzielnicy Stellaire godzinę wstecz. Musi albo wpierw udać się do punktu docelowego, a potem wykonać skok, albo na odwrót. Przynajmniej jeśli zastosuje drugą metodę i potem wróci do teraźniejszości, z perspektywy pozostałych osób wykona coś na wzór teleportacji, a to już jest ciekawa cecha zdolności. Szkoda, że w miejscu, w którym najchętniej by z niej skorzystał, akurat jego moc była przyblokowana...
— Bo ty nic nie rozumiesz!
Uderzył pustą filiżanką o blat stołu, przy którym siedział, pobieżnie sprawdził, czy przypadkiem jej nie uszkodził. Widząc, że naczynie wciąż dobrze się trzymało, posłał mordercze spojrzenie zajmującej krzesło po drugiej stronie, niewiele starszej od niego dziewczynie.
— Nie możesz tak po prostu pójść na komendę i powiedzieć, co widziałaś! — ciągnął dalej. — Chcesz postawić krzyżyk nad głową ojca?!
— Nie zniosę faktu, że dopuścił się do takiego czynu! — odkrzyknęła mu dziewczyna. — Przecież on to zrobił swojemu szefowi, do tego dla pieniędzy!
— Zrobił to dla nas, żebyśmy wreszcie mieli godne życie! — Postukał palcem w obrus.
W odpowiedzi tamta wywróciła oczami. Skrzyżowała ręce na piersi, westchnęła ciężko, przy okazji zdmuchując kosmyk grzywki na moment z czoła.
— Życie z pieniędzy zdobytych krwawymi dłońmi nigdy nie będzie godne.
Słysząc te słowa, Jehan wykonał głęboki wdech, a następnie powiedział:
— To nie są czasy, żeby zastanawiać się, czy te pieniądze są dobre, czy nie. Dzięki nim będziesz mogła wyjść za mąż...
— A mi na tym nie zależy! — Machnęła ręką, zadarła do góry podbródek.
— Czyli chcesz skończyć na ulicy, tak?
Wstał gwałtownie, podparł się rękami na stole. Dziewczyna zrobiła to samo, zrównała z nim spojrzenie.
— Jako córka mordercy i tak jestem skazana na biedę, więc mogę chociaż zrobić dobry uczynek dla społeczeństwa — powiedziała, głos miała pełen powagi.
— Jak śmiesz! — wrzasnął.
— Cisza tam! — usłyszeli wtem oboje.
Po pokoju rozległo się walenie pięścią w ścianę. Dwójka speszyła się momentalnie, chórem przeprosiła zdenerwowanego sąsiada. W tym samym czasie usiedli z powrotem na krzesłach. Między nimi zapadła cisza. Jehan odchrząknął cicho.
— Wybacz, za bardzo się wczułem — rzucił niezręcznie, drapiąc się palcem w skroń.
Na te słowa dziewczyna zaśmiała się cicho.
— Na pewno nie chcesz też zostać aktorem? — zapytała. — Przysięgam, że z każdą naszą próbą stajesz się coraz lepszy.
— Nie no, co ty, jeszcze zabiorę ci światło i co wtedy?
Oboje zaczęli się śmiać.
Jak zawsze dzień przed kręceniem Jehan pomagał siostrze powtarzać kwestie. Hanna doceniała jego starania i poświęcenie, on zaś świetnie się bawił. Od początku myślał, że aby dać aktorce dobre środowisko do ćwiczeń, powinien się postarać, więc specjalnie się wczuwał w przydzielone mu role, niezależnie od tego, czy czytał wypowiedzi pobocznej postaci, czy zmartwionej matki. Jedyny minus był taki, że niestety nie mieli w pełni prywatności.
— Musimy chyba znaleźć sobie jakieś inne miejsce na odgrywanie ról — oznajmił. — Jeszcze sąsiedzi pomyślą, że się naprawdę kłócimy.
— Na pewno nie pomyślą — odparła spokojnie Hanna, uśmiechając się pogodnie. — Przecież wiedzą, że gram w filmach.
Jehan pokiwał głową, w duchu niezbyt przekonany, ale na ten moment zaakceptował odpowiedź.
Spojrzał na swoje notatki, przewrócił kartkę. Zmierzył wzrokiem kwestie. Nie zapisał wszystkiego, a tylko parę scen, które Hanna chciała przećwiczyć. Popatrzył na urwany dialog.
— Ach, wciągająca jest ta rozmowa, muszę przyznać. Co się potem dzieje?
Popatrzył na nią, oczy błyszczały z zaciekawienia. Pamiętał, że czasami Hanna nie zdradzała szczegółów, bo chciała, żeby niektóre rzeczy wyszły dopiero po premierze filmu, ale musiał wiedzieć, co było potem.
— A potem ją zabiłeś.
Klęczał na podłodze, oddychał płytko, nierówno. Skute dłonie drżały gorzej niż od zimna, palce ledwo trzymały rączkę wyciętego z kartonu noża. „Ostrze” skierowane było w klatkę piersiową leżącej przed nią kobiety, w pełni świadomej, przyglądającej mu się dokładnie, jak gdyby czekała na jego następny ruch. Nie mógł nic zrobić. Nie był w stanie. Nie znał tej osoby, pierwszy raz ją widział, ale przed oczami miał zupełnie inny widok.
Widok, który śmiertelnie go przerażał.
Skrzywił się, obrywając czymś płaskim w tył głowy. Zgarbił się nieco.
— No, pokaż, jak ją zabiłeś — burknął stojący nad nim mężczyzna. — Dźgnąłeś ją w tors osiem razy. Zacząłeś od płuc czy brzucha?
Jehan pokręcił głową, opuścił powoli dłonie z tekturowym nożem.
— To nie ja — wybełkotał bardzo cicho.
Mężczyzna jednak usłyszał te słowa. Westchnął.
— Jak nie ty, jak ty — jęknął. — Teraz już nie ma sensu gadać głupot.
— To naprawdę nie ja. — Pociągnął nosem, z oczu popłynęły łzy. — To nie ja, przysięgam, że nie zabiłem...!
Przerwał, kopnięty mocno w ramię. Upadł na bok, wypuszczając z rąk rekwizyt; próbował się podnieść, ale znowu oberwał, tym razem w brzuch. Zachłysnął się powietrzem, przycisnął dłonie do bolącego miejsca, podkulił nogi.
To naprawdę nie był on. Poprawiał się znacząco w grze aktorskiej, ale nie potrafiłby w prawdziwym świecie udawać mordercy. Zresztą, to nie miało absolutnie żadnego sensu. Czemu miałby kogokolwiek zabić?
Czemu miałby zabić własną siostrę?
Kobieta nadal leżała na podłodze, niewzruszona na to, co się działo tuż obok niej. Pod żadnym względem nie przypominała Hanny, różniła się od niej kompletnie. Lecz Jehan ją widział. O wszystkim dowiedział się, gdy policja już była na miejscu, a mimo to widział jej ciało. Zimne, nieruchome, skąpane w rozległej kałuży własnej krwi. Sama wizja sprawiała, że żołądek podchodził mu do gardła, nie było więc opcji, że mógłby być sprawcą.
Ale nikt mu nie wierzył.
Nikt nie wierzył od początku do samego końca.
Absolutnie nikt.
Rodzina
- Maria Kogai – matka, pracowała w zakładzie włókienniczym. Niespełniona piosenkarka, której nigdy nie udało się zyskać popularności. Kochała męża i dzieci, zawsze chciała dla nich jak najlepiej. Niespodziewanie zachorowała na gruźlicę, zarażona od współpracownicy, która mimo pierwszych objawów wciąż chodziła do pracy. Zmarła, gdy Jehan miał siedemnaście lat.
- Laon Kogai – ojciec, nauczyciel historii. Syn odziedziczył po rodzicu swoją zdolność, ojciec nawet go zabierał na wspólne wycieczki do przeszłości, jednocześnie starając się go nauczyć, że najcenniejsza jest teraźniejszość. Po zachorowaniu żony Laon wkładał wszystko w opiekę nad nią, co niestety poskutkowało tym, że sam niedługo potem do niej dołączył.
- Hanna Kogai – starsza o sześć lat siostra, była prosperującą aktorką. Przejęła małą księgarnię po babci, która wtedy postanowiła wyprowadzić się na drugi koniec kraju. Po śmierci rodziców rodzeństwo było w zasadzie zdane na siebie, ale nie narzekali szczególnie na trudy. Hanna bardzo dbała o Jehana, zawsze znajdywała dla niego czas. Jehan z kolei pomagał jej w obowiązkach domowych, a także uczeniu się kwestii do filmów. Tak się oboje mocno wczuwali, że w pewnym momencie sąsiad musiał ich uciszać. Hanna zginęła, brutalnie zamordowana.
- Paola Chester – babka od strony matki. Wnuki nie widywały jej często, ale kobieta przesyłała im pieniądze i prezenty. Urwała kontakt po tym, jak Hanna zginęła. Jako długowieczna elfka najprawdopodobniej nadal gdzieś żyje, ze swoimi umiejętnościami Jehan pewnie znalazłby ją bez większego problemu, ale nie ma na to najmniejszej ochoty.
- Anrai De Veen – niekoniecznie celebryta, ale trochę znany w novendyjskiej części policyjnego świata technik kryminalistyczny, dzięki któremu udało się rozwiązać różne ciężkie sprawy, w tym rozpracować pewną mafię. Jehan twierdzi, że jest jego dalekim kuzynem.
Inni
- Eleanore Johansson – poczciwa staruszka, która ileś lat temu wynajęła Jehanowi mieszkanie. Kobiecina martwiła się, że nikt go nie weźmie ze względu na staromodny wystrój i brak najnowszego sprzętu, ale wtedy z nieba spadł jej właśnie detektyw De Veen. Bardzo go polubiła, w którymś momencie obniżyła mu czynsz, a w dodatku co pewien czas odwiedza go, najczęściej przynosząc domowe jedzenie.
- Margaret i Gustave Locker – starsze małżeństwo prowadzące małą kawiarnię. Wśród klientów goszczą głównie swoich rówieśników ze względu na wystrój i atmosferę miejsca. Jehan uwielbia tam siedzieć i popijać kawę przy gazecie. Już dawno zdążył otrzymać tytuł stałego klienta, często więc dostaje ciastko w gratisie. Z państwem Locker zawsze może porozmawiać na dowolny temat.
- Albert Campbell – zegarmistrz samotnie zajmujący się swoim sklepem. Zawsze ugości Jehana filiżanką herbaty, szczególnie po tym, jak detektyw pomógł mu ze znalezieniem złodzieja, który kiedyś go okradł. Podczas każdej wizyty Jehan musi się z nim sprzeczać, ponieważ chce zapłacić pełną kwotę za dobrą usługę, podczas gdy Albert usilnie próbuje wcisnąć mu dużą zniżkę.
- Jane Lopez – właścicielka i sprzedawczyni sklepu osiedlowego. Jehan regularnie robi u niej zakupy, wciąż nie będąc w pełni przyzwyczajonym do wielkich supermarketów. Z panią Jane można porozmawiać na dowolny temat, sama daje zniżki, a czasem nawet dorzuca gratisy. Ma mądrego syna, który niestety uczy się na policjanta.
- Stanisław Jarocki – mechanik, któremu Jehan oddaje samochód do naprawy i przeglądów. Bardzo gadatliwy i towarzyski mężczyzna, niezwykle lubiący zajmować się furą detektywa. „Takich aut już się nie widuje w świecie, a to właśnie one są najlepsze”, mawia. Ha, nawet swojemu synowi, Jarosławowi, nie pozwala tykać samochodu! Jehan po stokroć mu dziękuje za naprawy, zwłaszcza mając na uwadze, że dzisiaj niełatwo o części zamienne. Tyle dobrego, że maszyna naprawdę jest niemal nie do zdarcia.
- Gertruda Hildebrand – sąsiadka spod czwórki, właścicielka urodziwego psiego seniora, Pimpusia. Plotkara, ale towarzyska, bardzo wychwalająca Jehana odkąd ten pomógł jej znaleźć czworonoga, który pewnego dnia zaginął. Dzięki niej co najmniej połowa osiedla wie o poczciwym, inteligentnym, a do tego dobrze wyglądającym panu detektywie, który rozwiąże każdą sprawę.
- Christopher Carter – krawiec, według Jehana najlepszy w mieście. Ci młodsi już nie potrafią uszyć takich krojów, jakie on preferuje. Ostatnio detektyw zamówił u niego szyty na miarę garnitur, lecz zbyt mocno go ceni, by często w nim chodzić. Pan Carter bardzo lubi jego styl ubioru.
- Edward Palchak – jego żona, Helene, przyszła do prywatnego detektywa, martwiąc się o niewytłumaczone wyjścia mężczyzny. Obawy sięgały różnych punktów, ale okazało się, że Edward po prostu ostatnimi czasy bardzo polubił łowienie ryb, tylko bał się przyznać ze względu na strach Helene. Jehanowi udało się z nim zakolegować, dzięki czemu został członkiem klubu wędkarskiego. Okazjonalnie można ich przyłapać razem na rybach.
- Simon Linville – dawna, hm, w zasadzie przelotna znajomość. Poznali się w trudniejszych dla siebie czasach i, znalazłszy między sobą pewne podobieństwa, postanowili nawzajem się wspierać. Dzisiaj po Simonie pozostały tylko wspomnienia, zarówno dobre, jak również bolesne, będące akurat tymi ostatnimi.
Ciekawostki
- Trzyma przy sobie kilka różnych wizytówek, które wyciąga zależnie od potrzeby, plus identyfikator detektywa lub prokuratora (co akurat zgarnie z szuflady biurka). Próbując zdobyć podstawowe informacje, nie musi od razu podawać prawdziwego nazwiska ani zawodu. Z kolei w kieszeni chowa parę kajdanek. Nie pytać, skąd je ma.
- Nienawidzi papierosów. Po prostu nienawidzi. Zawsze na ich widok staje się dość spięty i defensywny. Sprawa wygląda podobnie z samym zapachem dymu papierosowego, aczkolwiek tutaj już umie w miarę to ukryć.
- Spoglądając w lewo, bardziej obraca głowę, niż gdy patrzy w prawo. Jest w tym sens, skoro ma sztuczne oko.
- Jako dobry detektyw Jehan musi mieć oczy dookoła głowy. I przy okazji w całej dzielnicy, w której działa, dlatego razem z zaprzyjaźnionymi seniorami i osobami w wieku średnim założył na aplikacji do czatowania specjalną grupę o nazwie MPD – Monitoring Pana Detektywa.
- Spożywa dwa większe posiłki dziennie, od czasu do czasu urozmaicając sobie dietę drobnymi smakołykami w formie kawałka dobrego ciasta. Dodatkowo co drugi piątek pije jedną szklaneczkę whiskey.
- Lubuje się w kryminałach oraz filmach detektywistycznych. Wśród tych drugich preferuje starsze produkcje, ale nie krytykuje nowszych. Chyba że chodzi o niekompetencję policji.
- Kocha urocze zwierzaki, a w szczególności pingwiny. Na ich widok nie potrafi powstrzymać promiennego uśmiechu. Nie pytać o jego pingwinową kolekcję.
- Nosi ze sobą rewolwer z tłumikiem, który wyciąga w ostateczności. Zabawkowy. Ale o tym nie muszą od razu wiedzieć ci, do których zacznie celować. A już tym bardziej nikt nie musi wiedzieć o prawdziwym koledze, skrzętnie schowanym w małej walizeczce pod łóżkiem.
- Z muzyki najlepiej mu się słucha tych starych utworów, które w swych latach popularności puszczało się na gramofonie. Przy okazji można dodać, że zbiera winyle, choć zaczął niedawno i jeszcze nie ma ich wiele. Za to udało mu się zgarnąć sporo kaset, które walają się po aucie.
- Tak, ma własny samochód. Udało mu się dopaść po satysfakcjonującej cenie starą dobrą Wołgę GAZ-24. Tak, auto jeździ. Nawet da się nim driftować! Oczywiście fura posiada gadżety takie jak jamnik kiwający głową, koraliki na siedzeniach, zwisający z lusterka, pozostawiony przez poprzedniego właściciela sznureczek modlitewny (akompaniujący pluszowemu pingwinowemu breloczkowi) czy bursztynowa gałka biegów z metalowym samochodzikiem.
- Dokarmia okoliczne koty. Chodzą takie trzy, w stałym miejscu zostawia im miskę z jedzeniem.
- Zegarek i bransoletka na lewym nadgarstku zasłaniają podłużną bliznę.
- Żaden z niego artysta, ale dla poprawy skupienia, często też z nudów, mając dostęp do ołówka czy długopisu i jakiegokolwiek kawałka papieru bazgroli małe pingwiny. Kwiatki może mu wyjdą krzywe, ale pingwiny zawsze będą miały swój pingwini urok.
- Nad prawym obojczykiem widnieją dwie charakterystyczne kropki, jak gdyby po ukłuciu. Na co dzień jednak ich nie widać, kołnierz koszuli załatwia sprawę.
- Ogarnia wszystko współczesne, co jakkolwiek jest lub może być powiązane z jego zawodem. W przypadku reszty jest boomerem.
Mieszkanie i biuro
Okolica nie budzi szczególnych odczuć. Małe, zwyczajne skupisko kilku szarych, wciąż cierpliwie czekających na renowację bloków, stary plac zabaw, dwa sklepy osiedlowe i jakimś cudem nadal funkcjonujący kiosk. Nic konkretnego, nic niesamowitego. Blisko jest przystanek autobusowy i ulica stanowiąca szybką drogę do centrum. Kiedy ktoś jednak postanowi przejść się między blokami, dostrzeże, że przy pewnej klatce schodowej przytwierdzona jest niemała tabliczka z napisem: „Prywatny Detektyw Jehan De Veen, 6/3”. Jeśli zgodnie ze wskazówką wejdzie na pierwsze piętro, natrafi po lewej na ciemne drzwi z mosiężną wizytówką, podającą niemal tę samą informację.
To tutaj właśnie znajduje się biuro Jehana.
Wystarczy otworzyć drzwi, od wewnętrznej strony obite skórą, i zajrzeć do środka, by od razu pomyśleć sobie: ale tu zalatuje starocią. Miodowa boazeria, skrzypiąca drewniana podłoga, okryte szklanymi, wzorzystymi kloszami lampy, meble o fikuśnych nóżkach i wykończeniach – witamy w przeszłości! Całe wnętrze wygląda, jakby co najmniej pięćdziesiąt lat temu zatrzymało się w czasie i tak trwa aż po dziś dzień. Brąze drewna to zdecydowanie dominujące kolory, wzbogacone o głównie beżowe oraz zielone detale.
Przytłumiony świetlnie przedpokój jest prosty, wąski, acz swego rodzaju przytulny. Pod jedną ścianą stoi szafka z flakonem uschniętego bukietu z klasycznej mieszanki pszenicy, żyta i owsa. Nad nią wisi lustro w falowanej ramie, przeciwną ścianę zaś zdobi pejzaż jakiegoś niszowego artysty. Obraz znajduje się pomiędzy dwoma przejściami. Dalsze prowadzi do sypialni, aczkolwiek drzwi są zwykle zamknięte, więc osoba z zewnątrz nie ma okazji jej zobaczyć. Bliżej z kolei są drzwi harmonijkowe, na co dzień odsunięte, dające wgląd do wąskiej kuchni. Charakteryzuje się ona brązowymi szafkami z jasnymi blatami, starą kuchenką gazową, niewielką lodówką i stolikiem ze wsuniętymi pod niego dwoma taboretami. Nie to jednak przykuwa uwagę wchodzących, a otwarte drzwi po przeciwnej stronie od kuchni, zapraszające do najważniejszego pomieszczenia – gabinetu detektywistycznego.
Jeśli ktoś ogląda stare kryminały i filmy noir, szybko przyrówna do nich biuro. Typowa dla całego mieszkania dominacja brązów w połączeniu z czernią kanap otaczających stolik kawowy ze szklanym wierzchem nadaje pomieszczeniu nastroju pełnego nostalgii zmieszanej z tajemnicą. Dwie boczne ściany są skryte za regałami i meblościankami. Swymi gładkimi, lśniącymi powierzchniami odbijają one promienie słoneczne wpadające przez częściowo zasłonięte drewnianymi żaluzjami okna. Kawałek przed parapetem stoi masywne biurko z dużym, skórzanym fotelem. Poza papierami i kubkiem z długopisami na blacie zauważyć można również stojaczek na wizytówki, najbardziej oklepaną w takich miejscach, pozłacaną lampkę na sznureczek z zielonym kloszem, a także monitor komputera z klawiaturą i myszką na kabel. Sprzęt odstaje od reszty wystroju, aczkolwiek nie jest bardzo nowoczesny. I tak więcej uwagi kradną zadbane starocie w formie dekorującej którąś półkę maszyny do pisania czy gramofonu. Nie można również zapomnieć o małym sejfie sąsiadującym z kaloryferem, przechowującym niektóre dokumenty i trochę pieniędzy, oraz tablicy na kółkach stanowiącej płótno pod zbiory poszlak.

Naprzeciwko wejścia do mieszkania jest mała łazienka. Wciśnięto do niej skromną umywalkę, toaletę, wannę, a nawet pralkę i zawieszoną nad nią szafkę. Żółte kafelki z brązowymi kwiatkami, sięgające do połowy białych ścian, nadają pomieszczeniu ciepłej aury, pasującej do całej reszty mieszkania. Znaleźć tu można typowe kosmetyki, choć większość, wyraźniej wskazująca na dbałość o cerę, jest schowana w szafce, niewidoczna dla gości. A, i papier toaletowy w pingwiny. Pachnący.
Drugie drzwi po lewej prowadzą do sypialni. Nie jest ona duża, ale zdecydowanie wystarcza jednej osobie. Pojedyncze łóżko wsunięte jest bokiem do prawej ściany, w ciągu dnia ładnie pościelone, ze starannie poukładanymmi pluszowymi pingwinami. Po jego przeciwnej stronie stoi całkiem spora, choć niezapchana szafa, wyglądem pasująca do meblościanki w biurze, oraz duże lustro na drewnianych nóżkach. Czego nie widać, to skrzętnie schowane pod łóżkiem kartonowe pudła i dwie skórzane walizki. Nie licząc tej większej pustej, we wszystkim znajdują się rzeczy, których Jehan nie wyciąga na co dzień, a które raczej nie powinny znajdować się na widoku.
Trapi Cię jakaś sprawa? Ktoś bliski zaginął lub coś niedobrego knuje? A może policja, zamiast pracować nad Twoją pracą, to mówi, że nie ma czasu i oddzwoni? Przyjdź do prywatnego detektywa Jehana De Veena! On weźmie wszystko, czy to zagubiony pupilek, czy tajemnicze morderstwo. Dla niego żadna sprawa nie jest trywialna, każdą trzeba z równym poświęceniem rozwiązać! Detektyw De Veen załatwi problem w trymiga – to on steruje czasem, nie czas nim! Skorzystaj już dziś! Dla najdzielniejszych klientów upominki.
[Odgłosy maszynopisu.]
[Odgłosy maszynopisu.]


Postać stworzona przez:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz