Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Turysta chciał polać spaghetti ketchupem. Zwołano komisję
Spokojne popołudnie w Luminarii przerodziło się w głośne wydarzenie, gdy przyjezdny turysta ze Zjednoczonych Ziem Północnej Vespy poprosił kelnera o butelkę ketchupu, którym zamierzał polać zamówione spaghetti. Miejscowy restaurator, człowiek z natury łagodny, zareagował oburzeniem graniczącym z rozpaczą, powołując się na świętość przepisu i pamięć przodków. Turysta nie rozumiał problemu. W ciągu godziny nad sprawą pochylił się zaimprowizowany komitet miejscowych kucharzy, który po naradzie trwającej całą sjestę orzekł, że przepis jest nienaruszalny, lecz gościa „można ułaskawić z uwagi na niewiedzę”. Vespanin, szczerze zdumiony całym zamieszaniem, stwierdził tylko, że „u nas leje się to na wszystko”. Tej uwagi już nie skomentowano.

Nagłówek

02 marca 2026

like drawing blood

Azelan Bashkin
Азелан Башкин
Wiek: 29 lat
Data urodzenia: 23.09
Płeć: mężczyzna
Rasa: człowiek
Pochodzenie: Karymsk, Medwia
Zawód: aspirujący chirurg, aktualnie jednak zajmujący się obowiązkami tech­nika sali operacyjnej; instrumentariusz
Opis: Emshen, Yargachin, Rozpruwacz. Syn, który zawiódł i uzdrowiciel, który poświęcił wszystko, by nie dostać nic w zamian. Po przegranej walce z tajemni­czą chorobą, pochowaniu bliskich oraz kilku tygodniach w mieścinie, w której nie było dla niego dłużej miejsca, wraz z dwójką przygarniętych znajdź, zdecydo­wał się opuścić ojczystą ziemię w poszukiwaniu nowego, lepszego życia.
Aparycja
Osobowość
Historia
Relacje
Wątki
Indywidualne
Łapie w dłoń kolejny kubek czarnej kawy, w pełni przekonany, że kwaśny posmak kofeiny rozbudzi nie do końca wciąż obecny umysł. Upada ciężko na kanapę, która pod ciężarem dwumetrowego, niezgrabnego cielska, skrzeczy przeraźliwie, w czystej agonii, chcąc dać Bashkinowi do zrozumienia, że kolejnego takiego incydentu może nie wytrzymać. Poprawia się chwilę, nie będąc w stanie ułożyć się wygodnie na siedzisku stworzonym wyraźnie dla istot ciut mniejszych, ciut bliżej zbliżonych wzrostem do przyjętej normy, a gdy słyszy pod sobą kolejny zgrzyt rdzewiejących sprężyn, rezygnuje z dalszej walki, zwija chorągiewkę i udaje, że brak podparcia dla głowy wcale nie jest mu uciążliwy.
Zatrzymuje spojrzenie gdzieś pomiędzy piecykiem, a przejściem do pokoju dziennego – na starej pożółkłej tapecie, brudnej i odrapanej, być może wymienionej ostatnio pięciu właścicieli wstecz. Wzrok ma zimny, odległy, nieco pusty. Siwe tęczówki wydają się zupełnie pozbawione jakiejkolwiek emocji, a malujące się pod oczami cienie pogłębiają jedynie widoczny na twarzy obraz wycieńczenia.
Przez to, że nie sypia wiele, wydaje się znacznie starszy, niż w rzeczywistości jest. Dawno zauważył pierwsze bruzdy w okolicach prostego, niemałego nosa i nie do końca symetrycznych ust; niewielkie blizny na polikach i lewej skroni, po zadrapaniach, których nigdy do końca nie zdołał wyleczyć. Ostatni pobyt w Karymsku odbił się na jego ostrych rysach twarzy doskonale dostrzegalnym piętnem. Koniec końców malującą się w oczach beztroskę i pozostałe oznaki młodości pozostawił właśnie tam, wśród wysokich traw stepów i szarych, wyłożonych trumnami, ulic.
Słysząc donośne wycie Boohy, odwraca się w stronę okna, próbując dostrzec zza białych, koronkowych firanek przemykające przez podwórko znajome sylwetki. Promienie wiosennego słońca przebijają się przez grubą warstwę odrapanego szkła i materiał zasłony, lądując na jego krótko ostrzyżonych, lecz wiecznie nieułożonych, jasnych włosach; na ciemnych, grubych brwiach, kilkudniowym zaroście i zapadniętych polikach.
W białym świetle dnia wydaje się niezdrowo blady. Wyzuty z kolorów, zmizerniały, pozbawiony kształtów i sił. Wciąż nie zdołał dojść do siebie po wydarzeniach z odległych zakamarków Medwii, gdzie tygodnie pracy bez łatwego dostępu do wody i jedzenia pochłonęły większość mięśni, pochłonęły tkanki, pozostawiając po sobie jedynie wklęsły brzuch, odstające żebra i sterczące obojczyki. Wygląda beznadziejnie. Powtarza mu to Mavka i powtarza Spytko. Azelan jest jednak zbyt zajęty dbaniem o dom, Boohę i dwójkę swych pociech, by kiedykolwiek znaleźć chwilę dla własnej osoby. Być może zwyczajnie potrzebuje kogoś, kto zadba o niego tak, jak on dba o świat wokół siebie.
Podnosi się z miejsca, a pustą filiżankę po kawie odkłada na stół, gdy donośny śmiech dzieciaków przedziera się do środka i osiada grubą warstwą na drewnianych blatach oraz półeczkach, rozświetlając zakurzone kąty starego, ceglanego domku swą ciepłą, życzliwą energią. Mavka wbiega do kuchni i nim Azelan zdąży wydobyć z siebie jakiekolwiek słowo, dziewczynka rzuca się w jego stronę i zaciska drobne rączki na materiale spranych dżinsów, w geście powitania wtulając się w bashkinowe spodnie. Azelan kuca, pozwalając Mavce na właściwy uścisk, a gdy próg pokoju przekracza dźwigający dwa tornistry Spytko, posyła w jego stronę szeroki, czuły uśmiech – ostatnimi czasy młody Bashkin uśmiecha się znacznie więcej, niż zazwyczaj. I dobrze, w uśmiechu mu do twarzy.
Mavka kolejny raz komentuje, że powinien kupić sobie coś ładnego – porozciągane swetry i szare golfy, w których zazwyczaj chodzi, zakopać głęboko w szafie, lub całkowicie się ich pozbyć. Azelan jednak znacznie bardziej woli przeznaczyć zarobione pieniądze na ubrania dla dzieciaków. Bo tak jak czapki czy szaliki wydziergać jest w stanie sam, tak nigdy nie nauczył się na tyle dobrze robić na drutach, by zapełnić szafy Mavki i Spytka wełnianymi kamizelkami lub ciepłymi spodniami.
Uwagę dziewczynki puszcza jednak mimo uszu. Nieznana mu jest chęć posiadania i niepotrzebne dobra materialne. Już jakiś czas temu zdał sobie sprawę, że wszystko, czego potrzebuje – co uważał, że stracił, lecz znalazł w innych ludziach i w innym miejscu – ma na wyciągnięcie ręki. Dlatego dzisiaj po obiedzie wyjdą na wspólny spacer, jak najlepiej korzystając z wolnego dnia od pracy młodego Bashkina. Dlatego ułożą się na polanie nieopodal, ciesząc się słońcem oraz zaplatając sobie nawzajem z Mavką wianki z wysokich, brunatnych traw. Dlatego wrócą do domu z pokaźną wiązanką dzikich kwiatów, które następnie ulokują w kryształowym wazonie, a wazon – na stole w jadalni.
Azelan nigdy już nie pozwoli, by cokolwiek zagroziło jego skromnemu, małemu światu. Raz do tego dopuścił. Drugi raz nie popełni tego samego błędu.
by illrae
Postać stworzona przez: nowalijka
Ostatnia aktualizacja: 09.07.2026

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz