02 marca 2026

like drawing blood

Azelan Bashkin
Азелан Башкин
Wiek: 29 lat
Data urodzenia: 23.09
Płeć: mężczyzna
Rasa: człowiek
Pochodzenie: Karymsk, Medwia
Zawód: aspirujący chirurg, aktualnie je­dnak zajmujący się obowiązkami technika sali operacyjnej; instrumentariusz
Opis: Emshen, Yargachin, Rozpruwacz. Syn, który zawiódł i uzdrowiciel, który poświęcił wszystko, by nie dostać nic w zamian. Po przegranej walce z tajemniczą chorobą, pochowaniu bliskich oraz kilku tygodniach w mieścinie, w której nie było dla niego dłużej miejsca, wraz z dwójką przygarniętych znajdź, zdecydował się opuścić ojczystą ziemię w poszukiwaniu nowego, lepszego życia.
Aparycja
Osobowość
Historia
Relacje
Wątki
Indywidualne
Łapie w dłoń kolejny kubek czarnej kawy, w pełni przekonany, że kwaśny posmak kofeiny rozbudzi nie do końca wciąż obecny umysł. Upada ciężko na kanapę, która pod ciężarem dwumetrowego, niezgrabnego cielska, skrzeczy przeraźliwie, w czystej agonii, chcąc dać Bashkinowi do zrozumienia, że kolejnego takiego incydentu może nie wytrzymać. Poprawia się chwilę, nie będąc w stanie ułożyć się wygodnie na siedzisku stworzonym wyraźnie dla istot ciut mniejszych, ciut bliżej zbliżonych wzrostem do przyjętej normy, a gdy słyszy pod sobą kolejny zgrzyt rdzewiejących sprężyn, rezygnuje z dalszej walki, zwija chorągiewkę i udaje, że brak podparcia dla głowy wcale nie jest mu uciążliwy.
Zatrzymuje spojrzenie gdzieś pomiędzy piecykiem, a przejściem do pokoju dziennego – na starej pożółkłej tapecie, brudnej i odrapanej, być może wymienionej ostatnio pięciu właścicieli wstecz. Wzrok ma zimny, odległy, nieco pusty. Siwe tęczówki wydają się zupełnie pozbawione jakiejkolwiek emocji, a malujące się pod oczami cienie pogłębiają jedynie widoczny na twarzy obraz wycieńczenia.
Przez to, że nie sypia wiele, wydaje się znacznie starszy, niż w rzeczywistości jest. Dawno zauważył pierwsze bruzdy w okolicach prostego, niemałego nosa i nie do końca symetrycznych ust; niewielkie blizny na polikach i lewej skroni, po zadrapaniach, których nigdy do końca nie zdołał wyleczyć. Ostatni pobyt w Karymsku odbił się na jego ostrych rysach twarzy doskonale dostrzegalnym piętnem. Koniec końców malującą się w oczach beztroskę i pozostałe oznaki młodości pozostawił właśnie tam, wśród wysokich traw stepów i szarych, wyłożonych trumnami, ulic.
Słysząc donośne wycie Boohy, odwraca się w stronę okna, próbując dostrzec zza białych, koronkowych firanek przemykające przez podwórko znajome sylwetki. Promienie wiosennego słońca przebijają się przez grubą warstwę odrapanego szkła i materiał zasłony, lądując na jego krótko ostrzyżonych, lecz wiecznie nieułożonych, jasnych włosach; na ciemnych, grubych brwiach, kilkudniowym zaroście i zapadniętych polikach.
W białym świetle dnia wydaje się niezdrowo blady. Wyzuty z kolorów, zmizerniały, pozbawiony kształtów i sił. Wciąż nie zdołał dojść do siebie po wydarzeniach z odległych zakamarków Medwii, gdzie tygodnie pracy bez łatwego dostępu do wody i jedzenia pochłonęły większość mięśni, pochłonęły tkanki, pozostawiając po sobie jedynie wklęsły brzuch, odstające żebra i sterczące obojczyki. Wygląda beznadziejnie. Powtarza mu to Mavka i powtarza Spytko. Azelan jest jednak zbyt zajęty dbaniem o dom, Boohę i dwójkę swych pociech, by kiedykolwiek znaleźć chwilę dla własnej osoby. Być może zwyczajnie potrzebuje kogoś, kto zadba o niego tak, jak on dba o świat wokół siebie.
Podnosi się z miejsca, a pustą filiżankę po kawie odkłada na stół, gdy donośny śmiech dzieciaków przedziera się do środka i osiada grubą warstwą na drewnianych blatach oraz półeczkach, rozświetlając zakurzone kąty starego, ceglanego domku swą ciepłą, życzliwą energią. Mavka wbiega do kuchni i nim Azelan zdąży wydobyć z siebie jakiekolwiek słowo, dziewczynka rzuca się w jego stronę i zaciska drobne rączki na materiale spranych dżinsów, w geście powitania wtulając się w bashkinowe spodnie. Azelan kuca, pozwalając Mavce na właściwy uścisk, a gdy próg pokoju przekracza dźwigający dwa tornistry Spytko, posyła w jego stronę szeroki, czuły uśmiech – ostatnimi czasy młody Bashkin uśmiecha się znacznie więcej, niż zazwyczaj. I dobrze, w uśmiechu mu do twarzy.
Mavka kolejny raz komentuje, że powinien kupić sobie coś ładnego – porozciągane swetry i szare golfy, w których zazwyczaj chodzi, zakopać głęboko w szafie, lub całkowicie się ich pozbyć. Azelan jednak znacznie bardziej woli przeznaczyć zarobione pieniądze na ubrania dla dzieciaków. Bo tak jak czapki czy szaliki wydziergać jest w stanie sam, tak nigdy nie nauczył się na tyle dobrze robić na drutach, by zapełnić szafy Mavki i Spytka wełnianymi kamizelkami lub ciepłymi spodniami.
Uwagę dziewczynki puszcza jednak mimo uszu. Nieznana mu jest chęć posiadania i niepotrzebne dobra materialne. Już jakiś czas temu zdał sobie sprawę, że wszystko, czego potrzebuje – co uważał, że stracił, lecz znalazł w innych ludziach i w innym miejscu – ma na wyciągnięcie ręki. Dlatego dzisiaj po obiedzie wyjdą na wspólny spacer, jak najlepiej korzystając z wolnego dnia od pracy młodego Bashkina. Dlatego ułożą się na polanie nieopodal, ciesząc się słońcem oraz zaplatając sobie nawzajem z Mavką wianki z wysokich, brunatnych traw. Dlatego wrócą do domu z pokaźną wiązanką dzikich kwiatów, które następnie ulokują w kryształowym wazonie, a wazon – na stole w jadalni.
Azelan nigdy już nie pozwoli, by cokolwiek zagroziło jego skromnemu, małemu światu. Raz do tego dopuścił. Drugi raz nie popełni tego samego błędu.
Postać stworzona przez: nowalijka
Ostatnia aktualizacja: 15.07.2025

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz