Piana ciekła z pysków koni myśliwych. Strzelane raz po raz batami, poganianie wściekłymi wrzaskami ludzi, wydawały się nie znać już żadnego innego tempa poza tym szaleńczym i gwałtownym, zmuszającym je prawie do łamania sobie nóg na nierównym terenie. W normalnych warunkach nigdy nie dogoniłyby pożądanej przez ludzi zwierzyny – dociążone cielskami myśliwych oraz ich kulbakami, pozbawione szczególnej gracji i nienaturalnej szybkości ściganej istoty, zgubiłyby go po pierwszym przeskoczonym pniu. Ale złoty jednorożec opadał z sił. Nie mógł dłużej ignorować strzały wbitej w łopatkę.