Turysta chciał polać spaghetti ketchupem. Zwołano komisję
Spokojne popołudnie w Luminarii przerodziło się w głośne wydarzenie, gdy przyjezdny turysta ze Zjednoczonych Ziem Północnej Vespy poprosił kelnera o butelkę ketchupu, którym zamierzał polać zamówione spaghetti. Miejscowy restaurator, człowiek z natury łagodny, zareagował oburzeniem graniczącym z rozpaczą, powołując się na świętość przepisu i pamięć przodków. Turysta nie rozumiał problemu. W ciągu godziny nad sprawą pochylił się zaimprowizowany komitet miejscowych kucharzy, który po naradzie trwającej całą sjestę orzekł, że przepis jest nienaruszalny, lecz gościa „można ułaskawić z uwagi na niewiedzę”. Vespanin, szczerze zdumiony całym zamieszaniem, stwierdził tylko, że „u nas leje się to na wszystko”. Tej uwagi już nie skomentowano.
Mistrzostwa w targowaniu rozstrzygnięte! Zwycięzca wynegocjował brak nagrody
Doroczny turniej kupieckiego targowania na głównym bazarze Al-Iskahaty, w którym chodzi o zbicie ceny wyznaczonego towaru bez użycia magii i gróźb, wyłonił mistrza tak biegłego, że komisja do dziś nie doszła do siebie. Po rundach, w których faworyci wywalczali dywany za pół ceny i wielbłądy za jedną trzecią, w finale zwycięzca zwrócił swój talent przeciwko nagrodzie głównej – sakiewce złota od cechu kupieckiego. Dowodząc kolejno, że złoto jest cięższe, niż się wydaje, sakiewka nosi ślady użycia, a przyjęcie zapłaty „ujmowałoby randze turnieju”, zbił wartość wygranej do zera i opuścił arenę z pustymi rękami oraz miną triumfatora. „Tu nie chodzi o pieniądze,” oświadczył. „Tu chodzi o przesłanie.”
Inscenizacja eposu ruszyła! Zakończy się za jedenaście dni
Ambitna trupa z Rajendrapury podjęła się rzeczy dotąd nieosiągalnej: wystawienia Bharatamahakavyi – najdłuższego dzieła literackiego, jakie kiedykolwiek powstało – w całości, słowo po słowie, bez skracania. Przedstawienie, rozpoczęte w zeszłym tygodniu, potrwa według harmonogramu jedenaście dni, grane na zmiany. Widzowie kupują bilety na wybrane doby niczym na wielodniowy festiwal. Najwytrwalsi zamierzają obejrzeć wszystko od początku do końca, wyposażeni w koce, prowiant i determinację. „To nie spektakl, to duchowe doświadczenie,” przyznaje reżyser. Krytycy chwalą rozmach, choć zauważają, że recenzję będą mogli napisać dopiero w przyszłym miesiącu, i to jeśli dotrwają.
Baśń, w której niedźwiedź jest czarnym charakterem. Naród w szoku
Uznana medwiedańska autorka baśni wywołała skandal literacki, publikując zbiór, w którym niedźwiedź – tradycyjnie postać dobra, pomocna i niemal święta – po raz pierwszy występuje jako antagonista. Wśród czytelników zawrzało: część uznała to za świeże i odważne, część za niedopuszczalne targnięcie się na tradycyjne wartości kraju. Rada miejska Miedwogradu otrzymała nawet pismo z prośbą o „ochronę wizerunku niedźwiedzia”, które grzecznie odłożono ad acta. Sama autorka broni się mówiąc, że „nawet niedźwiedź ma prawo raz na tysiąc baśni mieć gorszy dzień”. Nakład, rzecz jasna, wyprzedano w całości. Nic nie sprzedaje się tak, jak dobry skandal.
Hello, to ja *jumpscare warning* Keiem! Jako administrator sprawuję pieczę nad tym magicznym miejscem, jakim jest Riftreach (razem ze wspaniałą ChaosHead <3); ponieważ pomagam przy kreacji i rozwoju tego świata, możecie do mnie kierować wszystkie pytania, jakie się nasuną na myśl! Uniwersum jest rozbudowane, ale dalej mogą się znajdować kwestie niejasne, a nawet jeśli wydaje się coś niezrozumiałe, mimo że teoretycznie powinno być i głupio o to pytać, pytajcie! Jestem adminem właśnie dla Was! Tak samo wygląda kwestia z pomysłami, propozycjami, sugestiami, czymkolwiek. Jeśli chcielibyście wprowadzić do bloga jakąś rasę, lokację itp., ale nie czujecie się z tym pewnie, nie stresujcie się tylko piszcie – mogę nawet pomóc z całym projektem, jeśli ktoś ma pomysł, ale nie chce go rozpisywać.
Opływający bogactwem i wiedzą transplantolog, który już od pierwszego spotkania wydaje się być kimś z wyższej półki. Może czasem wyjść na irytującego, może zrobić „out of body experience”, ale nie jest wcale złym bogiem. Cóż, ciężko o to, jak się jest prawnym opiekunem zgrai dzieci...
Błogosławiony przez niejakiego Władcę Powietrza genashi, który wiedzie spokojne życie. Z pozoru lekki emos, ale skrywający przeciwną stronę. Można z nim pójść na spacer, na lody. Nawet na karaoke! Jak się przebrnie przez jego nieśmiałe pierwsze wrażenie, to można odkryć naprawdę dobrego towarzysza.
Jasnowidzący wariat. Wygląd licealisty, zachowanie gimnazjalisty, pamięć przedszkolaka, na dodatek istota pochodzenia boskiego. Z chęcią poświęci czyjś wolny czas, żeby zagadać na śmierć i powykłócać się o bzdety, doceni jednak każdego, kto postanowi wysłuchać jego muzyki.
Praktycznie dosłowne ucieleśnienie chaosu. Yonki to dzieciak, którego nie da się przewidzieć (nawet wielka moc Cheoryeona ma z tym problem), ale zapewniam, jest dobrym szkrabem, tylko ma trochę inne postrzeganie świata. Z chęcią wyciągnie dopiero co poznaną osobę na szaloną przygodę!
Wannabe model, wannabe policjant, wannabe, wannabe... Cynk to dobry demon, który po prostu chce korzystać z życia, bardzo dba o swój wygląd i wcale, nigdy, ale to przenigdy nie ma demonicznych chęci ani nawet myśli! Nic, jest czysty jak krew! To znaczy, łza!
Cyborg, złodziej, którego niedawno wypluł jakiś dziki portal... to znaczy, zwyczajny obywatel Novendii, nierobiący nic złego. Na atak odpowiada atakiem, cios jego metalowych pięści boli jak cholera, ale ładnie poproszony chętnie wyskoczy na wspólne piwko. Raczej.
Biolog, młody geniusz, pragnący poszerzać swoją wiedzę, a jeszcze bardziej żyć jak normalna osoba. Z chęcią się z kimś zaprzyjaźni, trzeba jednak przebić się przez jego barierę w postaci wymigiwania się od większości spotkań towarzyskich. Ale to dobry dzieciak. Tylko nie wolno go dotykać.
Prokurator? Policjant? Dziennikarz? Pracownik biura? Ochroniarz? Nie, to najlepszy prywatny detektyw w całym Stellaire! Przyjmie każdą sprawę, czy to zagubiony szczeniak, czy krwawa zbrodnia, w dodatku rozwiąże w trymiga, wręcz idealnie! Sekret? Wszystko jest w przeszłości.
OPCJE
Fantasy, akcja, humor. Gdy wybieram filmy i seriale do oglądania, zawsze się kręcę wokół tych trzech kategorii. Tak samo jest z pisaniem opowiadań. Tworzę postacie w magicznych światach, żeby tę magię wykorzystywać, próbuję zarzucić jakąś akcją lub problemami w stronę swoich dzieci, żeby miały jakieś zajęcie i się trochę pomęczyły, bo życie się nie patyczkuje i obsypuje ścieżki całymi różami, razem z kolcami. Oczywiście nie mam złego zwyczaju robić tego z cudzymi postaciami, więc ich rodzice mogą spokojnie spać <3 W filmach i serialach, które obejrzałam, przewinęło się sporo wątków romantycznych, więc sama też mogę (a nawet chciałabym) coś takiego spróbować, aczkolwiek na razie brak chętnych. Ach, no i humor. Może powinnam go w pierwszej kolejności wymienić, ponieważ wciskam komedię wszędzie, nawet w niektóre poważne momenty. Nie mogę obiecać na mały paluszek, że wszystkich ona rozbawi, ale ciężko mi z tego zrezygnować. To chyba jakaś klątwa.
Sterowanie moją postacią: nie licząc ważnych, istotnych decyzji oraz tej samej kategorii akcji, zezwalam na wszystko. Można na spokojnie pisać dialogi, nie trzeba pytać o reakcję na każde zdanie, każdą czynność – dopóki wszystko ma sens i trzyma się karty postaci, nic nikogo nie nawiedzi w nocy huhu. Podobnie chciałabym w drugą stronę, czyli móc tak samo pokierować czyjąś postacią. Jeśli coś odnośnie zachowania moich dziwnych dzieci jest niepewne, zawsze można skonsultować. A jeśli ja popełniłam jakąś gafę, wystarczy zwrócić uwagę i wszystko poprawię tak, żeby nie pozostał ślad.
W wątkach można ze mną na spokojnie przedyskutować fabułę, ale lubię też wpadać w wir akcji, miło zaskakiwać siebie, innych i być zaskakiwana. Pojedyncze opowiadanie zajmuje u mnie średnio 1000 słów; czasami się trochę rozpiszę, staram się jednak nie zatruć nikogo tasiemcem. Najczęściej długością dostosowuję się do drugiej strony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz