Nie zapamiętasz jego twarzy na długo, ponieważ niczym specjalnym się nie wyróżnia. Kompletnie przeciętny, o beznamiętnej mine, zmęczonych zielonych oczach. Pomyślisz więc, że elf jak każdy inny — z typowymi dla tej rasy długimi, spiczastymi uszami, wyłaniającymi się spod brązowych, kręconych włosów.
Taki ot. Najzwyklejszy student o niewyróżniającej się niczym urodzie. Niewysoki i drobny, jakby nie jadł przynajmniej od kilku dni. Delikatny i kruchy, porzucony samemu sobie w tym nieprzychylnym świecie. Blady, a z jego jasną cerą kontrastują liczne piegi — pokrywające gęsto nie tylko policzki i nos, lecz także ramiona i szyję. Uśmiecha się rzadko, a już szczególnie rzadko uśmiecha szczerze. Lecz gdy już mu się to zdarzy, zauważysz niewielkie dołeczki, przeznaczone tylko oczom zaufanym.
Nie uraczy Cię przelotnym spojrzeniem ani nie zabawi rozmową. Gdy jednak w końcu łaskawie się odezwie, odkryjesz, że jego głos jest niezwykle przyjemny dla ucha — spokojny i kojący, a zarazem nietypowo stanowczy. Zapadnie Ci w pamięci jedynie wtedy, gdy podzieli się z Tobą niemiłą uwagą lub swoją irytacją. Wtedy nie da o sobie zapomnieć.
Im dłużej się przyglądasz, to zastanawiasz się, dlaczego się tak ubrał. Odpowie niechętnie, wymijająco. Tę za dużą bluzę ma po bracie, to jedna z nielicznych pamiątek po nim. Jest szorstka w dotyku, już dawno przestała być miękka, a wielokrotne pranie wybarwiło jej czarny kolor na szary, kompletnie nijaki. Wygląda na znoszoną, bo… jest znoszona. Spodnie? Kupione rok temu na przecenie, nie zwracaj uwagi na przetarcia na kolanach. Wciąż są dobre, choć bez paska w tali nie dałoby się ich nosić. A plecak? Już wysłużony od noszenia ciężkich książek i zakupów. Suwak często się zacina, ale wciąż działa, wymieni się go w przyszłym miesiącu po wypłacie.
A więc pracuje? Tak, nocami stoi za barem. Tam jednak wygląda zupełnie inaczej, nie poznałxbyś go. Wciśnięto go w obcisły, brokatowy uniform. I cóż, trzeba przyznać, że wygląda w nim naprawdę dobrze. Ma też makijaż — powieki pokryte neonowym cieniem i starannie narysowany eyeliner podkreślający oczy. Wyjątkowo nawet uraczy uprzejmym uśmiechem, licząc, że dzięki niemu uda się zdobyć większy napiwek. Lubi tę odważniejszą wersję siebie, choć nigdy się do tego nie przyzna. Lubi dobrze wyglądać. Lubi przyciągać spojrzenia, ale tylko wtedy, gdy czuje się pewny siebie. Gdy może pokazać się światu i przynajmniej na chwilę choć odrobinę zachwycić.
Ale zdążyłxś już zauważyć, że na co dzień jest zupełnie inny. Jakby brakowało mu przynajmniej połowy tego uroku. Bo ilekroć spogląda w lustro, nie widzi wyłącznie siebie. Widzi swojego brata. To samo spojrzenie, rysy twarzy, kolor włosów — niemal idealna kopia, tyle, że drobniejsza, niższa. Bardziej niedoskonała. Nieważne, jak bardzo będzie się starał, już zawsze będzie żyć w jego cieniu. Żałosny i wybrakowany.
Czuje, jakby ktoś dawno temu podciął mu skrzydła. Brutalnie, bez najmniejszego ostrzeżenia. Marzenia, które niegdyś dawały mu energię do działania, teraz powracają w jego głowie niczym dudniące echo, od którego nie da sę uwolnić. Są niczym duszący cień pozbawiający oddechu, przypominający o nieprzemijającym poczuciu niespełnienia i własnej niedoskonałości.
Ale Vaeril nigdy się do tego nie przyzna. Nauczył się sprawiać pozory. Oh, wspaniale sprawia pozory. Wystarczy przecież zagryźć zęby, uśmiechnąć się dumnie i udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. W końcu, po co tracić czas na użalanie się nad sobą, skoro można działać? Nienawidzi bierności. Musi mieć kontrolę. Jej brak sprawia, że grunt usuwa mu się spod nóg.
Niegdyś został porzucony. Dawne zaufanie — szczere i ciepłe, zostało zdeptane i wbite w ziemię. Przestał więc widzieć powody, aby znów kogokolwiek obdarzyć równie zażyłym uczuciem. Pokazać się z innej strony. Pokazać strach i niedoskonałość. Nie chce, lub bardziej boi się, znowu zostać zranionym. Strach przed ponownym porzuceniem uniemożliwia mu nawiązywanie trwałych relacji, nawet jeśli w głębi serca pragnie tego najbardziej na całym świecie. W obawie przed kolejnym skrzywdzeniem wierzy, że może liczyć tylko i wyłącznie na siebie. Że może ufać wyłącznie sobie. Na swoje jednak nieszczęście, jego zbyt naiwna natura sprawia, że przywiązuje się szbciej, niżby tego pragnął (chociaż dla własnego dobra udaje, że wcale tak nie jest).
Ten brak zaufania sprawia, że elf przede wszystkim ceni sobie szczerość. Brzydzi się wszelakim kłamstwem. Sam też stawia na prawdę prawdę i dzieli się nią nieważne, jak bolesna czy krzywdząca by ona była. Tego wymaga również od innych. Dodatkowo Vaeril cechuje się mocnym poczuciem sprawiedliwości. Reaguje, gdy uważa coś za niesłuszne. Głośno wyraża swoje zdanie i nie jest chętny na najmniejsze ugody, jeśli się z czymś nie zgadza. Pozostaje uparty i dumny bez względu na okoliczności.
Jego trudny charakter objawia się w tym, że często, nawet bez takiego wcześniejszego zamiaru, popada w mniejsze lub większe konflikty. Nie gryzie się w język. Szybko daje poznać jego ciętą naturę. Bywa wybuchowy — często najpierw mówi, a dopiero później myśli. Słowa są jego bronią i nie waha się z niej korzystać. Rzuca celne komentarze i bez trudu wyłapuje szczegóły, które umykają innym. Problem w tym, że niemal zawsze przychodzi refleksja. I zawsze zbyt późno. Najczęściej dopiero wtedy, gdy wraca do pokoju i odtwarza w myślach każdą rozmowę. Wtedy dochodzi do wniosku, że lepiej byłoby po prostu nic nie mówić, niż później przez całe noce nie móc zasnąć, dręcząc się własnym zachowaniem.
Mimo tego, że jego warunki życia nie są najlepsze, a on sam nie ma grosza przy duszy, nigdy nie daje poznać po sobie bezradności. Niezależnie od swojej sytuacji materialnej czy innych kryzysowych sytuacji, pozostaje dumny. Porzucony i pozbawiony jakiejkolwiek wiedzy o swoim pochodzeniu, musiał sam zbudować własną tożsamość na strzępkach posisadanych informacji. Uparcie chce przy tym wierzyć, że nie jest taki jak inni. Że los wciąż ma dla niego coś dobrego. Że musi tylko o to zawalczyć, a każda kolejna porażka to tylko próba od losu, złośliwa jego ironia, którą musi znieść z godnością.
Vaeril zdecydowanie nie należy do osób, które łatwo się poddają. We wszystkich swoich działaniach dąży do perfekcji. Nie lubi porzucać jednego zadania dla drugiego i jest przekonany, że jeśli coś ma zostać zrobione dobrze, najlepiej zrobić to samemu. Ceni ład i porządek. Lubi też działać zgodnie z planem, a każda niespodziewana komplikacja sprawia, że pogrąża się stresie i nie ma najmniejszego pojęcia, co ze sobą robić. Szczególnie, że w trudnych chwilach może liczyć wyłącznie na siebie.
W głębi serca jednak sam wierzy, że nie jest złą osobą. Zachowuje dystans, ponieważ boi się odrzucenia. Nie chce przeżywać tego samego kolejny raz. Nie zniósłby tego. Przyzwyczaił się więc do samotności. Dlatego powtarza sobie, że nikogo nie potrzebuje. Że jest ponad innymi, ponad wszystkimi problemami. Bo jeśli ma ma podjąć walkę, to zawalczy o siebie samego. Choćby sam przeciwko całemu światu.
Vaeril nigdy nie skupiał się na rozwijaniu swoich magicznych zdolności, choć w szkole powtarzano mu, że posiada do tego pewien potencjał. Derek jednakże wieloktotnie radził mu, aby to sobie darował, że nie jest mu to po prostu do niczego potrzebne. Przekonany słowami starszego brata Vaeril, przestał przykładać się więc do nauki magii. Opanował jedynie podstawy leczenia ran — dla własnej wygody i korzyści. Nie jest oczywiście cudotwórcą, bowiem radzi sobie tylko z tymi pomniejszymi obrażeniami: siniakami, otarciami czy innymi zadrapaniami. Jeśli więc skaleczysz się nożem w palca i poprosisz go o pomoc, może łaskawie się zgodzi jej udzielić.
Pustka. Ciemność. Rozmazane twarze.
To jedyne, co Vaeril pamięta z dzieciństwa. Nic więcej, nic mniej. Tylko niewyraźne obrazy, rozmywające się pomimo usilnych prób przywołania odległych wspomnień. Żadnych konkretnych szczegółów, imion, ciepłych rodzinnych uśmiechów.
Od zawsze tylko on i brat. Razem na dobre i złe. Odkąd pamięta, wychowywał go Derek. Nikogo innego w ich życiu nie było.
Derek jednak nigdy nie chciał rozmawiać o przeszłości ich rodziny. Wymijająco odpowiadał na nurtujące Vaerila pytania. Unikał tego tematu. Mówił, że ma swoje powody. Powtarzał, że rozmowa o przeszłości nie ma sensu. Młody elf dorastał więc braku poczucia własnej tożsamości. Nie wiedział niczego o rodzicach, dalszych krewnych czy po prostu swoich przodkach. Był tylko on i Derek. I zdaniem brata, nikogo więcej do szczęścia nie potrzebowali. Vaeril sam w końcu zaczął w to wierzyć.
W Dereku widział swojego idola. Bezpieczną ostoję i swoje największe wsparcie. Wiedział, że cokolwiek by się nie wydarzyło, zawsze może na niego liczyć. Vaeril podziwiał go. Pragnął być taki, jak on. Tak idealny, wspaniały i niezwykły. Derek był jego bohaterem, w którego wpatrywał się jak w obrazek.
Wkrótce jednak pozbawiony trosk dziecięcy świat Vaerila zaczął się rozpadać. Powoli, kawałek po kawałku. Zaczął dorastać i wszystko to, co do tej pory wydawało mu się być poukładane i proste, traciło swój sens. Wszystko się skomplikowało.
Najpierw zauważył zmianę w relacji z bratem. Derek zaczął się odsuwać. Z początku mniej przebywał w ich wspólnym mieszkaniu. Unikał rozmów. Wracał późną nocą i wychodził rano, tłumacząc, że ma wiele obowiązków w nowej pracy. Tak więc to, co miało być początkiem poprawy jakości ich życia, stało się upadkiem braterskiej relacji. Kontakt między rodzeństwem stawał się coraz bardziej sporadyczny.
Wkrótce Vaeril przeprowadził się do bursy. Wyprowadził się z rodzinnego mieszkania bez świadomości, że już nigdy nie będzie dane mu tam wrócić. Od tamtego nigdzie na długo nie zagrzał miejsca. Żadne miejsce nie stało się więcej dla niego domem.
Ostatecznie Derek całkowicie zerwał z nim kontakt. Do osiągnięcia przez Vaerila pełnoletności jeszcze wspierał go finansowo, lecz gdy ten rozpoczął studia, również i to się skończyło. Od tamtej pory elf mógł liczyć wyłącznie na siebie.
Nie rozumiał jednak, dlaczego został sam. Dlaczego brat go porzucił. Pragnął poznać prawdę, lecz nie miał pojęcia, od czego właściwie zacząć jej szukać. Z czasem zaczął doszukiwać się winy w sobie. Doszedł do wniosku, że musiał być dla Dereka ciężarem. Wtedy złożył sobie obietnicę, że już nigdy nie stanie się ciężarem dla nikogo.
Przywykł do samotności. Do tego, że jedyną osobą, która go nie skrzywdzi, jest on sam.
- Derek Iversen — tak wiele niewypowiedzianych słów, chaotycznych myśli, nierozwiązanych tajemnic i rosnącego z dnia na dzień bólu rozłąki. Starszy brat, genialny czarodziej, jedyna bliska osoba w życiu Vaerila. Dawniej byli niemal nierozłączni, choć teraz rodzeństwo ma ze sobą dość napięte stosunki. Od kiedy Derek wyjechał do pracy, niemal całkowicie zerwał kontakt z młodszym bratem. Niewiele opowiada o swojej aktualnej sytuacji życiowej, odzywa się sporadycznie (głównie od święta) i nawet trochę nie interesuje się tym, jak radzi sobie Vaeril. W tym momencie są sobie prawie obcy.
- Dylan i Gaspar — byli współlokatorzy Vaerila. Dzielili wspólnie zawrotne 10 metrów kwadratowych. Na tak ograniczonej przestrzeni trudno o jakąkolwiek prywatność. Młodzi mężczyźni starali się, jak molgi, aby nie wchodzić sobie w drogę, ale nie zawsze było to możliwe. Vaerila denerwował ciągły bałagan i nienawidził też, gdy ktoś ruszał jego rzeczy, więc raz na jakiś czas pomiędzy współlokatorami dochodziło do awantur. Ostatecznie nie wytrzymał i zmienił pokój, ale wciąż utrzymuje kontakt z dawnymi znajomymi. Wychodzą czasem razem do klubów lub na urbexy.
- Sammy — kiedy Vaeril uznał, że nadszedł czas, aby zmienić swoje życie na lepsze, zaczął od wymiany współlokatorów w akademiku; traf chciał, że padło na pokój zamieszkiwany przez Sammego i tak rozpoczęła się ich przyjaźń. Z początku bywało różnie, ale im więcej ze sobą rozmawiali, tym więcej wspólnych tematów znajdowali. Wkrótce nawiązali nić porozumienia i zaczęli wspierać się w swojej własnej, pozbawionej pieniędzy niedoli.
- Mieszka w akademiku, gdzie dzieli pokój z Sammy'm. Nie mają tam jednak wybitnych warunków do życia. Pokój jest mały, lodówka ledwo mieści cokolwiek, często brakuje ciepłej wody. Nie wspominając już o całonocnym hałasie na korytarzu i za oknem. Vaeril nie ma jednak wyjścia — nie stać go na wynajęcie czegokolwiek innego. Zagryza więc zęby i stara się po prostu przetrwać.
- Kierunek studiów wybrał ze względu na swoje literackie zainteresowania. Od dziecka książki były jego najlepszymi przyjaciółmi. Gdy był bardzo mały, miał pewne problemy z czytaniem i pisaniem, więc podczas wielogodzinnych sesji czytelniczych nadrobiał swoje braki. Z czasem odkrywał piękno ksiązek. Dzięki nim przeżywał wiele przygód i poznawał uczucia, których nie mógł doświadczyć w prawdziwym życiu. Dzisiaj marzy, aby zostać sławnym pisarzem. Pisze nawet swoje teksty, ale jeszcze nie ma odwagi, aby ich opublikować. Uważa, że wciąż są zbyt niedoskonałe i zbyt kiepskie, więc chowa je przed wzrokiem innych.
- Vaeril UWIELBIA koty. Warunki bytowe nie pozwalają mu jednak na przygarnięcie jednego. Na ten moment swoją miłość przelewa na bezpańskie zwierzaki, które spotyka na ulicy. Działa też jako wolontariusz w pobliskiej fundacji zajmującej się porzuconymi kociętami.
- Nigdy się do tego nie przyzna, ale kocha robótki ręczne. Ma smykałkę do szydełkowania i haftowania, a spod jego rąk wychodzą naprawdę niezłe cudeńka.
- Prowadzi typowe studenckie życie — nie stroni od alkoholu, nawet pomimo tego, że ma bardzo słabą głowę.
- Z niewyjaśnionych przyczyn boi się wody. Unika większych zbiorników wodnych i zarzeka się też, że nigdy nie wszedłby na pokład statku.
- Ma nerwice natręctw, ale odmawia terapii. Uważa, że świetnie sobie radzi bez pomocy specjalistów. W stresujących sytuacjach nieświadomie mocno zagryza zęby i „strzela” palcami. Nienawidzi jakichkolwiek zmian w swoich planach. Najdrobniejszy niewypał wybija go z rytmu.
- Jedyną pamiątką, jaką Vaeril zachował po swoich rodzicach, jest srebrny medalik z rodzinnym herbem. Nie rozstaje się z nim, wierząc, że błyskotka przynosi mu szczęście. Szczególnie na kolokwiach.
- Ubolewa, że w akademiku nie ma piekarnika. Gdy jeszcze mieszkał z bratem, często przygotowywał dla Dereka posiłki. Nigdy nie byli specjalnie bogaci, więc aby chociaż trochę zaoszczędzić, Vaeril nauczył się piec. Teraz tęskni za smakiem własnoręcznych wypieków.
- Pali od czasu do czasu. Zaczął jeszcze w liceum, kiedy nie potrafił zrozumieć zachowania swojego brata. Wyrobił w ten sposób swego rodzaju mechanizm obronny — sposób, by zwrócić na siebie uwagę. W młodym wieku popadł więc w uzależnienie, z którego udało mu się wyjść dopiero podczas studiów. Mimo to co jakiś czas, głównie w sytuacjach stresowych, wraca do dawnego nawyku i niemal odruchowo sięga po papierosy.
- Ma pewne ukryte, dość nietypowe hobby. Zwiedza opuszczone budynki. Na co dzień jest prostym studentem, a jego życie jest do bólu nudne i ułożone, każdy dzień dokładnie taki sam. Urbexy dały mu szansę na ucieczkę. Ucieczkę od wszystkiego, co go przytłaczało. Eksploracja opuszczonych miejsc to dla niego skupienie się tylko na tym, co jest tu i teraz. Nie musi wtedy myśleć o przyszłości, nie musi się niczym martwić, bo nic oprócz starych i obdartych ścian w takich chwilach nie istnieje. Urbexy to dla niego taki uzależniający dreszczyk niepewności, czegoś kompletnie nieznanego. Wbrew pozorom Vaeril lubi się tak czuć. Lubi to kontrolowane zagrożenie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz