Stellaire lśniło tysiącem świateł. Girlandy przecinały ulice niczym złote rzeki spływające z nieba, witryny sklepowe prześcigały się w pomysłowych dekoracjach, a z głośników płynęły kolędy, mieszając się z gwarem przechodniów i śmiechem dzieci. Bashar lubił to miasto, miało w sobie wszystkie elementy, które odpowiadały mu w rozległej, kosmopolitycznej stolicy, lecz w grudniu Stellaire nabierało zupełnie innego charakteru – jakby ktoś rozsypał nad nim garść magicznego pyłu, sprawiając, że nawet najbardziej ponure zaułki wydawały się przytulne, ciepłe, pełne obietnicy czegoś więcej.
— Patrz! — Dante pociągnął go rękę, wskazując na wystawę z poruszającymi się mechanicznymi elfami, których drobne młoteczki uderzały w miniaturowe kowadełka, wykuwając nieistniejące zabawki. — To nowe, w zeszłym roku tego nie było.
