29 listopada 2025

Od Nikolaia — Kamera [AU]

TW: krew
Gdyby ktoś mu kiedyś o tym opowiedział, w życiu by w to nie uwierzył. Widział to na własne oczy, ale i tak nie potrafił stwierdzić, czy to, co widzi, dzieje się naprawdę. A może tylko mu się śni?

Od Tristana – Kamera

Tristan wyszedł z biura z promieniującym na całą czaszkę bólem. Nie spał całą dobę, zaszyty w aktach nowej sprawy, próbując połączyć odległe od siebie kropki. Znów dostał grupę żółtodziobów do pomocy, które trzęsły się na sam dźwięk jego kroków, a gdy zadawał pytania, gubiły głos. Coś tam wiedziały, ale działali za wolno, zbyt ostrożnie, całe dochodzenie było praktycznie na jego barkach. Nic nowego. Nosił ten ciężar jak starą koszulę, przyzwyczajony do każdej poprutej nitki i zagięcia, znający doskonale jej fakturę. Westchnął, minął bramę, zmierzając do samochodu zaparkowanego na ulicy, bliżej kiosku z jego drugimi ulubionymi, tanimi papierosami, bo te najlepsze to były w jego osiedlowym. Kluczyk pojawił się w dłoni, zapiszczał, pojazd mrugnął do niego światłami. Tristan przeszedł na stronę kierowcy.
— Kurwa mać — warknął siarczyście, spostrzegający niechcianą niespodziankę.

28 listopada 2025

Od Dantego – Koń [AU]

Siedmiu ich nadjechało ze wschodniej doliny, wyplutych przez lodowatą paszczę zamieci rodzimej dla Niflheimu, uciekających przed wychładzającym zawodzeniem potępionych. Ich konie pruły przez śnieg, jakby innego życia nie zaznały, jedyne to spędzone na walce o każdy krok, każdą zmarźniętą trawę przysłoniętą śniegiem. Potężne rumaki prychały szronem, parskały chłodem, wyciągając szyje ku światłom osady. Wartownicy wrzasnęli na siebie, gotowi do zamknięcia wrót, niepewni do wytrzymania oporu. Trzon wierzchowców pędzących przez śnieżycę przypominał klingę wymierzoną w palisadę, z siłą bogów zdolną przepołowić ziemię.

Od Yangcyna – Intuicja

Stał niczym przemieniony w kamień. Uniósł brwi.

Od Nikolaia — Gniazdo [AU]

TW: krew
Noc rozświetliła setka gwiazd. Błyszczały one na niebie, tak odległe i tak bliskie jednocześnie. Nikolai wpatrywał się w nie zza ekranu (nie mógł przecież wyjść na zewnątrz). Gdy udało mu się odpowiednio ustawić kamery, doskonale widział rozgwieżdżony firmament. Stanowiło to przyjemną odskocznię od tych wszystkich przerażających anomalii. Kierował się prostą logiką: skoro nie widział niczego złego, nic złego się nie działo.

Od Andrei – Klucz

Klucz w zamku kliknął, Andrea otworzyła drzwi do pokoju konferencyjnego – jednego z tych większych, gdzie można było rozłożyć papiery na całym stole, prawie tak, jak na tych wszystkich serialach o stróżach prawa. Brakowało tylko smart tablicy, tabletów, holografów i generatorów podręcznej iluzji – zamiast tego pokój był wyposażony w starą, dobrą, intensywnie używaną tablicę korkową, szafkę ze stojącą na niej paprotką oraz szarą wykładzinę, usianą tu i tam plamami po kawie. Po samą kawę trzeba było udać się do pokoju socjalnego kawałek dalej i wywołać płynnego demona z trzewi antycznego ekspresu – Andrea i Tristan usiedli za stołem z kubkami, Arthur zaś uprzejmie podziękował, słysząc piekielny charkot wydobywający się ze zmęczonej życiem maszyny.

Od Bernarda – Zemsta [AU]

Problem z rockerboyami, muzykami, i innymi takimi typami był taki, że szybko się wypalali. Scena, gorąca jak świeży metal, duszna jak zaułek Pacifici, nie trzymała w swoich sidłach nikogo na długo. Albo rockerboyom samym udawało się uciec z objęć niewygodnej sławy, albo ich renoma robiła to za nich.
Bernard de la Vega był w takim razie perfekcyjnym przykładem swojej klasy. To muzyka wyciągnęła go ze slumsów, ale i muzyka zabrała mu wszystko sprzed nosa.

27 listopada 2025

Od Yangcyna – Cisza

— ...Yangcyn...! Podaj... Ya... Podaj swoje położenie!
— Jestem w budynku B, ale już idę do budynku D, odbiór. — Cisza. — Odbiór! Uch...
Zaklął pod nosem, schował krótkofalówkę z powrotem do wyznaczonej kieszeni. Złapał w obie ręce karabin, rozejrzał się dokładnie po otoczeniu.

Od Dantego – Obroża

Naszyjnik mienił się w lustrzanej ścianie sali balowej. Girlandy drobnych, diamentowych listków laurowych okalały szyję, a perły tak białe, że zdawały się świecić wewnętrznym blaskiem, dopełniały łagodnie całość, osadzone w drobnych łezkach. Sappho musnęła opuszkami tę największą, przylegającą do ciała idealnie między obojczykami, pogładziła jej fakturę gładką niczym jej własna skóra. Wpatrzona któryś już raz tego wieczora w zachwycające piękno biżuterii, nie zauważyła, jak z tłumu gości przyjęcia wyłania się postawna sylwetka, albo to po prostu on, swoim wampirzym zwyczajem, pojawił się znikąd. Poczuła pierś napierającą na jej plecy, dłonie przesuwające się po sukience błyszczącej się wszystkim odcieniami błękitu, palce zaciskające się na jej talii i półuśmiech muskający jej ucho.
— Moje marzenia wypełniły się wyłącznie tobą, lecz na żywo jesteś wciąż piękniejsza od nich wszystkich — wymruczał Bruno, krzyżując ich spojrzenia w zachwycającym odbiciu ich obojga.

Od Nikolaia — Słup [AU]

TW: śmierć zwierzęcia
Wstał późnym popołudniem. Mógłby spać nawet dłużej, ale obudził go głód. Nie potrafił wytrzymać ani chwili dłużej. Pustka w brzuchu okazała się tak męcząca, że Nikolai ostatecznie zmotywował się do wstania z łóżka i spaceru na stołówkę. Miał zamiar wypić do talerza jajecznicy duży kubek kawy. Liczył, że to postawi go wreszcie na nogi.

Od Isidoro – Intuicja

15 lutego, wieczór

Dotarłem.
Powinienem napisać coś bardziej wzniosłego, bardziej adekwatnego do tego momentu, ale gdy przekroczyłem próg zamku i stanąłem w głównym holu, jedyne, co potrafiłem pomyśleć, to właśnie to. Dotarłem. Jakbym zakończył nie tyle podróż ze Stellaire, ile wędrówkę trwającą znacznie dłużej, rozpoczętą być może wtedy, gdy po raz pierwszy pomyślałem: „Może ze mną naprawdę jest coś nie tak?”
Zimno tutaj jest nieludzkie – i używam tego określenia w najpełniejszym sensie, ponieważ, na zdrowy rozsądek, żaden człowiek nie powinien mieszkać w miejscu, gdzie powietrze rani płuca przy każdym wdechu, śnieg zalega warstwami tak grubymi, że automatyczne odśnieżarki (te same magiczno-mechaniczne hybrydy, które widziałem w Miedwogradzie) pracują bez przerwy, dzień i noc, żeby utrzymać chociaż główną drogę przejezdną. Samochód, którym odebrano mnie z dworca kolejowego w dolinie – ostatni odcinek podróży, ten najbardziej surrealistyczny, bo przez cały czas czułem, jak pojazd wznosił się serpentynami coraz wyżej, a powietrze za oknami gęstniało od wirujących płatków śniegu – zatrzymał się ostatecznie przed masywną bramą, kutą z litego metalu. Jedyne, o czym myślałem, to to, że gdybym dotknął jej gołą ręką, przymarzłaby aż do łokcia.

26 listopada 2025

Od Setha — Cisza

Znalezienie nowego lokum nie było specjalnie trudne, o ile mieszkańcy Stellaire byli trochę zaskoczeni, kiedy zwracał się do nich w kompletnie obcym języku, używając jednocześnie telepatii do pokonania barier językowych, to dość szybko przechodzili nad tym do porządku dziennego.

Od Dantego – Koń [AU]

Książę Bashar, następca tronu, oddany swemu ludowi szlachcic i wykazujący niezwykle dojrzałe spojrzenie na sprawy państwowe dziedzic władzy, miewałem czasem ochotę na zdjęcie swego diademu, choć to wcale nie znaczyło, że pozbawiony charakterystycznych insygni wyglądał na kogoś niższego stanem. Po prostu tyle wystarczyło, zamienić złoto na ciemny materiał płaszcza, zdobne siodło na prostą kulbakę, żeby wtopić się w tłum bez przyciągania nadmiernej uwagi, wtopić się i zapomnieć na chwilę o pismach czekających na odpowiedź, minsitrach domagających się rady, sporach potrzebujących mediatora, bo któż chciałby się na tym skupiać, gdy nikt nie doszukiwał się w nim księcia, a w podążającym obok paladynie nie widział lojalnego sługi zobowiązanego trzymać swój dystans.

Od Nikolaia — Masa [AU]

TW: śmierć zwierzęcia
Na tle ciemnej trawy można było dostrzec biały obiekt. Jego zarys kontrastował na mrocznej scenerii nocy. Nikolai w pierwszej chwili nie potrafił rozpoznać, na co właściwie patrzy. Usiadł przed ekranem i zaczął przybliżać obraz, aby ten się wyostrzył.

Od Bashara – ᠮᠣᠷᠢ (III)

Trzy dni po pogrzebie wspinam się na kurhan.
Niosę ze sobą bęben — ten sam, który trzymałam w dłoniach, gdy po raz pierwszy przekroczyłam próg Krainy Nieba jako młoda dziewczyna, przerażona i pełna nadziei zarazem. Jego skóra jest wytarta w miejscach, gdzie moje palce uderzały w nią przez dziesięciolecia, a rysunki na powierzchni zbladły od czasu, lecz wciąż rozpoznaję każdy symbol, każdą linię, jakby wyryte były również na mojej duszy.
Siadam dokładnie tam, gdzie ziemia wznosi się najwyżej – ponad nad miejscem, gdzie spoczywa jego ciało, owinięte w jedwabie, otoczone końmi i darami. Wiem, że jeśli będę wystarczająco blisko, jeśli tylko...
Zamykam oczy i zaczynam bić w bęben.