Kyanthos Hypnides
Φαντασός
Wiek: ∞
Data urodzenia: 12 grudnia
Płeć: mężczyzna
Rasa: bóstwo snów surrealistycznych i marzeń sennych, mieszające w wizjach i przepowiedniach, ożywiające przedmioty martwe
Pochodzenie: Wielkie Imperium Anthiseii
Zawód: agent Federalnego Biura Inwestygacyjnego z wydziału analizy kryminalnej
Opis: Czarnoskrzydła istota przemyka po ciemnym nieboskłonie, niosąc za sobą sny. Choć wydaje się tak nierealny, jak marzenia senne, którymi kieruje, to osiadł w tym świecie najprawdziwiej, jak tylko może. Z krwawiącym sercem, niczym u śmiertelnika, które oddał dawno temu, czekając aż znowu zostanie rozdarte przez siły potężniejsze, niż on sam.
Cytat: The Song of Achilles by Madeline Miller
♫
Data urodzenia: 12 grudnia
Płeć: mężczyzna
Rasa: bóstwo snów surrealistycznych i marzeń sennych, mieszające w wizjach i przepowiedniach, ożywiające przedmioty martwe
Pochodzenie: Wielkie Imperium Anthiseii
Zawód: agent Federalnego Biura Inwestygacyjnego z wydziału analizy kryminalnej
Opis: Czarnoskrzydła istota przemyka po ciemnym nieboskłonie, niosąc za sobą sny. Choć wydaje się tak nierealny, jak marzenia senne, którymi kieruje, to osiadł w tym świecie najprawdziwiej, jak tylko może. Z krwawiącym sercem, niczym u śmiertelnika, które oddał dawno temu, czekając aż znowu zostanie rozdarte przez siły potężniejsze, niż on sam.
Cytat: The Song of Achilles by Madeline Miller
Aparycja
Osobowość
Umiejętności
Historia
Relacje
Ciekawostki
Wątki
Powiadają, że ten uśmiech jest w stanie rozświetlić nawet najbardziej ponury dzień. Jakby samo słońce prześwitywało przez ciemne chmury, a przecież Kyanthos nigdy ze słońcem nawet nie był powiązany. Mimo to, ludzie ciągną do niego jak ćmy do światła. Do tego przyjemnego, uśmiechniętego człowieka, który przy każdej sposobności pomoże starszej sąsiadce, czy pójdzie napić się ze swoją najlepszą przyjaciółką przy akompaniamencie intensywnych rozmów i śmiechów.
Niektórzy jednak twierdzą, że jego oczy są smutne. Skrywające głęboko cierpienie, którego świat nie jest w stanie dosięgnąć. Niczym strzeżony skarb, schowany, ukryty przed innymi, najcenniejszy podarunek, ogrodzony cierniami. Maska, której wszyscy wolą nie zdejmować, ponieważ Kyanthos to, co chowa pod idealnym wizerunkiem, traktuje jako rdzeń całej swojej ludzkiej natury, którą przyswoił.
Doskonale wie, dlaczego wybrał akurat tę formę. Nieco zakrzywiony nos, bledsza cera, niż rdzenni mieszkańcy anthiseiańskiej krainy, te niebieskie oczy, przypominające pola niezapominajek, które rosły za wzgórzem. Dlaczego nie zmienił jej przez mijające wieki i przywiązał się do tego ciała, którego używał, aby nikt go nie rozpoznał. Dziś, choć mniej z intencją ukrywania się, ma nadzieję, że w końcu te znajome oczy, których poszukuje od tak dawna, popatrzą na niego i ujrzy w nich rozpoznanie. I choć na dużo liczy, jest tego w pełni świadomy, to od zawsze przepełniała go nadzieja.
Nauczył się pewniej stąpać po tej ziemi. Schować czarne skrzydła, które prostuje w świetle księżyca. Iść tak, jakby jeszcze miał siły. Ciężko go nie zauważyć w tłumie, wyróżniając się jasnymi włosami i wzrostem. Dobrze utrzymaną sylwetką, żeby nadążyć w porannych spacerach i w pracy. I czekać. Czekać, aż niezmiennie, od wieków, ujrzy w tłumie znajomą twarz, która pozna go na nowo. Niezmieniego.
Niektórzy jednak twierdzą, że jego oczy są smutne. Skrywające głęboko cierpienie, którego świat nie jest w stanie dosięgnąć. Niczym strzeżony skarb, schowany, ukryty przed innymi, najcenniejszy podarunek, ogrodzony cierniami. Maska, której wszyscy wolą nie zdejmować, ponieważ Kyanthos to, co chowa pod idealnym wizerunkiem, traktuje jako rdzeń całej swojej ludzkiej natury, którą przyswoił.
Doskonale wie, dlaczego wybrał akurat tę formę. Nieco zakrzywiony nos, bledsza cera, niż rdzenni mieszkańcy anthiseiańskiej krainy, te niebieskie oczy, przypominające pola niezapominajek, które rosły za wzgórzem. Dlaczego nie zmienił jej przez mijające wieki i przywiązał się do tego ciała, którego używał, aby nikt go nie rozpoznał. Dziś, choć mniej z intencją ukrywania się, ma nadzieję, że w końcu te znajome oczy, których poszukuje od tak dawna, popatrzą na niego i ujrzy w nich rozpoznanie. I choć na dużo liczy, jest tego w pełni świadomy, to od zawsze przepełniała go nadzieja.
Nauczył się pewniej stąpać po tej ziemi. Schować czarne skrzydła, które prostuje w świetle księżyca. Iść tak, jakby jeszcze miał siły. Ciężko go nie zauważyć w tłumie, wyróżniając się jasnymi włosami i wzrostem. Dobrze utrzymaną sylwetką, żeby nadążyć w porannych spacerach i w pracy. I czekać. Czekać, aż niezmiennie, od wieków, ujrzy w tłumie znajomą twarz, która pozna go na nowo. Niezmieniego.
Żyje tęsknotą. Wspomnieniami, które trzyma głęboko w sobie. Zbiera niczym kolekcje swoich rupieci w zaciszu mieszkania. I wie, że tylko to ostatecznie może mu pozostać w życiu. Te zapisane czarnym tuszem kartki papieru, odkąd tylko mógł. Ten stos dzienników, które prowadzi już od tak dawna. I ten najcenniejszy naszyjnik, który nosi blisko serca, bo pewne rzeczy mają swój początek i koniec. Swój termin. Kiedyś odejdą i pozostawią go samego.
Przez mijające lata się zmienił. Musiał, bo w swojej boskiej upartości postanowił osiąść pomiędzy zwyczajnymi ludźmi. Ojciec do dzisiaj nazywa to kapryśną zachcianką. Bracia raczej określają to jako trauma. Desperacka próba bycia jak najbliżej tego, co utracił. Kyanthos nie określa tego w żaden sposób. Wie, że płynąca w nim boska krew dalej wrze tym, co boskie. Tą głęboko osadzoną mściwością, stawianiem siebie na piedestale, próżnością gotową pozbawić kogoś życia, bo tacy byli bogowie. Okrutni.
Czym jest jednak boska siła, kiedy czasy, w których palono mu ofiary na przystrojonych ołtarzach dawno minęły? Kiedy wiara w potężne bóstwa zmieniała się i stopniowo zanikała, aż zostali pomnikami w muzeach, ciekawymi wspominkami, literaturą dla uczących się potomków. Kiedy cały świat stał się nie do poznania.
Życie, tak długie, nauczyło go pokory. Pokory, która została zesłana na jego barki, aby nosił ją po wieczność, trudząc się dobrowolnie podjętymi sprawami śmiertelników. Czas jest najpotężniejszą z sił, której Kyanthos nie był w stanie pokonać.
Cechował go jednak pogodny uśmiech, muśnięty słońcem. Otwartość, której tak często brakowało jego pobratymcom. Wpojona mu przez matkę odpowiedzialność za tych, nad którymi miał roztaczać opiekę. Być może dlatego oddał serce jedynemu mężczyźnie całkowicie i w pełni. Wyrwał je i podarował, niczym ofiarę na ołtarzu.
Dzisiaj pozostaje taki sam, tylko w trochę zmienionej formie. Chętnie stanowi za oparcie, ale kiedy liczysz się z tym, że Kyanthos jest jak ocean. Wielki i potężny, w upalny dzień niosący chłodną, przyjemną bryzę, jednak gdy podniesie się wiatr, staje się żywiołem nie do pokonania. Ciepły dla bliskich, niczym płomień, ale tak łatwo rozniecić z niego pożar, pochłaniający wszelkie życie. Uparty, bo choćby miał przeciwstawić się samemu losowi, który narzuca tok wydarzeń każdemu żyjącemu stworzeniu, to Kyanthos zrobi wszystko według własnych przekonań.
Kiedyś, przed wiekami, powiedziano mu, że ukarano go za egoizm. Za nieustępliwość, choć przestrzegany przed nią wielokrotnie, dalej brnęła żywym strumieniem nieprzerwanie wraz z nim. Jednak czy można winić go za to, że dla tego, co najważniejsze, poświęcił całą przyszłość? Nie tylko swoją, ale w tej ślepej wierze, że mu się uda, karą było poświęcenie tego życia, o które tak niestrudzenie walczył. Obrazy wspomnień przemykają mu przed oczami niczym żywe do dnia dzisiejszego, jak sny, które płyną przez umysły wszystkich, kierowane do krainy jego ojca, osadzające się pośród tego świata żywe.
I patrzy na ten świat. Inny, niż jego pamięć dosięga. Tak brutalnie pozbawiony iskry. Sunąc w tłumie i niosąc miłe słowo, ale z ogromnym smutkiem, który czasem wylewa się z niego falami, aż dostrzega to zmartwienie w oczach innych i odwraca się, bo bogu nie przystoi płakać nad tym, co przemija. Czyta o Achillesie, który również wierząc w ocalenie miłości, z rozdartą duszą pozostał bez niej i świat nagle stał się zimny, srogi i ponury.
A potem wychodzi na ulicę, w drodze do pracy i nieco zbyt zmierzwioną fryzurą z roztargnienia porannym śniadaniem, podnosi spojrzenie i widzi na nowo żyjącą nadzieję. Biegnie do niej i chwyta ją za rękę, podążając ślepo, choć wie za każdym razem, jak to się skończy. Chwyta się chwili, bo tylko chwila mu pozostała.
BONUS
I miss my wife
me one millisecond no wife:
Przez mijające lata się zmienił. Musiał, bo w swojej boskiej upartości postanowił osiąść pomiędzy zwyczajnymi ludźmi. Ojciec do dzisiaj nazywa to kapryśną zachcianką. Bracia raczej określają to jako trauma. Desperacka próba bycia jak najbliżej tego, co utracił. Kyanthos nie określa tego w żaden sposób. Wie, że płynąca w nim boska krew dalej wrze tym, co boskie. Tą głęboko osadzoną mściwością, stawianiem siebie na piedestale, próżnością gotową pozbawić kogoś życia, bo tacy byli bogowie. Okrutni.
Czym jest jednak boska siła, kiedy czasy, w których palono mu ofiary na przystrojonych ołtarzach dawno minęły? Kiedy wiara w potężne bóstwa zmieniała się i stopniowo zanikała, aż zostali pomnikami w muzeach, ciekawymi wspominkami, literaturą dla uczących się potomków. Kiedy cały świat stał się nie do poznania.
Życie, tak długie, nauczyło go pokory. Pokory, która została zesłana na jego barki, aby nosił ją po wieczność, trudząc się dobrowolnie podjętymi sprawami śmiertelników. Czas jest najpotężniejszą z sił, której Kyanthos nie był w stanie pokonać.
Cechował go jednak pogodny uśmiech, muśnięty słońcem. Otwartość, której tak często brakowało jego pobratymcom. Wpojona mu przez matkę odpowiedzialność za tych, nad którymi miał roztaczać opiekę. Być może dlatego oddał serce jedynemu mężczyźnie całkowicie i w pełni. Wyrwał je i podarował, niczym ofiarę na ołtarzu.
Dzisiaj pozostaje taki sam, tylko w trochę zmienionej formie. Chętnie stanowi za oparcie, ale kiedy liczysz się z tym, że Kyanthos jest jak ocean. Wielki i potężny, w upalny dzień niosący chłodną, przyjemną bryzę, jednak gdy podniesie się wiatr, staje się żywiołem nie do pokonania. Ciepły dla bliskich, niczym płomień, ale tak łatwo rozniecić z niego pożar, pochłaniający wszelkie życie. Uparty, bo choćby miał przeciwstawić się samemu losowi, który narzuca tok wydarzeń każdemu żyjącemu stworzeniu, to Kyanthos zrobi wszystko według własnych przekonań.
Kiedyś, przed wiekami, powiedziano mu, że ukarano go za egoizm. Za nieustępliwość, choć przestrzegany przed nią wielokrotnie, dalej brnęła żywym strumieniem nieprzerwanie wraz z nim. Jednak czy można winić go za to, że dla tego, co najważniejsze, poświęcił całą przyszłość? Nie tylko swoją, ale w tej ślepej wierze, że mu się uda, karą było poświęcenie tego życia, o które tak niestrudzenie walczył. Obrazy wspomnień przemykają mu przed oczami niczym żywe do dnia dzisiejszego, jak sny, które płyną przez umysły wszystkich, kierowane do krainy jego ojca, osadzające się pośród tego świata żywe.
I patrzy na ten świat. Inny, niż jego pamięć dosięga. Tak brutalnie pozbawiony iskry. Sunąc w tłumie i niosąc miłe słowo, ale z ogromnym smutkiem, który czasem wylewa się z niego falami, aż dostrzega to zmartwienie w oczach innych i odwraca się, bo bogu nie przystoi płakać nad tym, co przemija. Czyta o Achillesie, który również wierząc w ocalenie miłości, z rozdartą duszą pozostał bez niej i świat nagle stał się zimny, srogi i ponury.
A potem wychodzi na ulicę, w drodze do pracy i nieco zbyt zmierzwioną fryzurą z roztargnienia porannym śniadaniem, podnosi spojrzenie i widzi na nowo żyjącą nadzieję. Biegnie do niej i chwyta ją za rękę, podążając ślepo, choć wie za każdym razem, jak to się skończy. Chwyta się chwili, bo tylko chwila mu pozostała.
- Posiada zdolność zmiennokształtności. Obecna forma, którą przybrał to jego ulubiona postać, ale jako bóg wygląda nieco (lub może bardziej niż nieco) inaczej. Ten wygląd jest po prostu zbliżony do tego, co mogą zaakceptować śmiertelnicy. Naturalnie wolniej się męczy i jego zdolność regeneracji jest również podwyższona, choć w tej formie znacznie łatwiej go zranić. Ma też drugi powód, dla którego utrzymuje tę formę nieustannie, lecz nikomu się do tego nie przyznaje.
- Jest w stanie stać się niewidzialny, aby bezpiecznie przemykać między niespodziewającymi się niczego śmiertelnikami. Czasem lepiej nie niepokoić ludzi swoją obecnością.
- Apollo go za to nienawidził, ale zdarzyło się nie raz, że Kyanthos dzięki swoim umiejętnościom manipulował wizjami i widzeniem przez wieszczki przepowiedni, nakładając fałszywą formę na objawienia lub po prostu zmieniając ich treść tak, aby nie były do końca prawdziwe. Kiedyś nawet za jego sprawką po jednej z wieszczek słuch zaginął, a Apollo wydawał się wtedy naprawdę na niego wściekły...
- Nie potrafi najlepiej gotować, ale naprawdę dobrze wychodzą mu keftedes. Jest z nich osobiście bardzo dumny i zawsze proponuje je zrobić przy każdym możliwym spotkaniu, ale jakoś nigdy nie miał okazji podzielić się nimi z nikim więcej, niż ze swoją sąsiadką oraz przyjaciółką z pracy.
- Pomimo wyzbycia się boskiej natury, boska natura nie wyzbyła się jego. Nie utracił niczego, co określało go bogiem, choć starych czasów, to dalej istotą boską. Zsyła sny, prowadzi i kieruje w stronę bramy swojego ojca, ich władcy, niczym opiekun. Wznosi się na swoich czarnych skrzydłach i uśmiecha się przy każdym powiewie wiatru, kiedy to jego płuca może wypełnić trochę większa ulga. Można ptaka zamknąć w klatce, ale nigdy nie oduczyć go latania. Potrafi namieszać wraz ze swoim równie psotnym bratem, przez którego ludzie wstają z krzykiem, a potem razem uciekają przed Morfeuszem, który gani ich za mało śmieszne żarty, choć z drgnięciem kącika ust. I choć ten świat się zmienił tak bardzo od tego, którego pamiętają, to niezłomnie pracują pod osłoną nocy. Naprawdę położy do spania każdego lepiej, niż jakakolwiek forma melatoniny.
Hymn do Phantasosa [21]
Phantasosa odwiecznego, skrzydlatego, zacznijcie Muzy opiewać,
słodkośpiewne córki Kronidy, pieśni znawczynie!
Potęga z oblicza niebiańskiego boga spływa na ziemię,
czarnymi skrzydłami po niebie przemyka szlakiem gwieździstym i senność roztacza
na śpiących w swych domach, a przepowiedni słowa przeinacza,
z jego czarnych piór płynących, i szepcze do ucha,
gdy w chacie przycupnąwszy majestatycznym swym ciałem,
w szatę odziany skromną boski Phantasosie,
losów w wodzie szemrzącej słowami prawdziwymi ukrywszy w znakach,
śpiesznie pomykasz wraz ze swymi braćmi po nocy,
przyszłości kroki znaczący, wieczorny, i cześć mu wielką oddają kraje,
kiedy opieką otacza i śle najwspanielsze widy
z niebios, a znak to dla ludzi śmiertelnych, znak nieomylny.
Synu Hypnosa, co w miłosnym uścisku z piękną Pasitheą się złączył,
po czym brzemienna wydała na świat trójkę boskich posłańców,
którzy wśród bogów wieczystych sny na ziemię posyłają.
Bądź podrowiony, boski Phantasosie, marzeń sennych władco,
czarnoskrzydły, łaskawy; od ciebie zacząwszy, o trudach
mężów boskich zaśpiewam, bo czyny ich sławią pieśniarze,
Muz czciciele, gdy słowa powabne z ust im popłyną.
(na podstawie hymnu homeryckiego "Hymn do Selene [32]")
Wasza miłość, gorejąca niczym żar południa, przetrwa wieki, aż do samego końca. Nigdy się nie rozpadnie, bowiem niemożliwe jest rozdzielać kochanków, którzy powierzyli swoje serca wzajemnie. Potężna jest miłość boga do tego śmiertelnika, lecz żywot śmiertelnika krótkim jest wobec życia boga.
Niechaj cierpi każdą jego śmierć.
Niechaj patrzy, jak jego miłość więdnie z każdym dniem, nieuchronnie zbliżając się ku śmierci, aby odrodzić się na nowo, zapomnieć i zakochać się ponownie.
Niechaj ból cierpienia rozerwie jego serce, rozdziera umysł i sprowadza obłęd w tym nieustannym cyklu.
Zsyłam tę klątwę na ciebie i twojego kochanka. Na każdego, kogo miłujesz. Będziesz patrzyć, jak odchodzą i odradzają się od nowa, aby to samo przeżyć za każdym razem. Nie uciekniesz od tej klątwy, choćby za sprawą innej, potężnej siły.
Ale to tylko mit.
Prawda?
Istnieje legenda, opowiadająca o bogu, którego los pokarał za uczucie do śmiertelnika. O bogini, tak głęboko zazdrosnej o ich miłość, że zesłała klątwę na nich, a potem zniknęła wraz z rozpadającym się starym porządkiem. Po narodzinach nowego świata, bogowie, którzy zdołali przetrwać, narodzili się na nowo, lecz ona (bogini) przepadła w odmętach mroku chaosu. Jednak klątwa rzucona w nienawiści dalej żywa istnieje do dnia dzisiejszego. I nie sposób jest ją cofnąć.
Pomimo upływających wieków i pokoleń, dalej rozbrzmiewają jej słowa o wiecznym utrapieniu i samotności. Bólu i konieczności patrzenia, jak śmierć rozdziela kochanków ponownie. Za każdym razem. Bez litości. Jak uczucie gaśnie wraz ze światłem w oczach ukochanego wybranka najmłodszego syna Pana Snów.
Od wieków klątwa każe mu znosić cierpienie straty. Od wieków szuka rozwiązania, jak ją zrzucić z barków swoich i bliskich jego sercu, którym przepowiedziane jest umrzeć w każdym następnym żywocie. […]
Pożółkły fragment z dziennika, κύκλος: 6
Fragment z dziennika, κύκλος: 39
Fragment z dziennika, κύκλος: 13
Fragment z dziennika, κύκλος: 34
Fragment z dziennika, κύκλος: 35
Fragment z dziennika, cykl 41
Fragment z dziennika, κύκλος: 17
Fragment z dziennika, κύκλος: 37
Fragment z dziennika, κύκλος: 24
Fragment z dziennika, κύκλος: 10
Fragment z dziennika, κύκλος: 29
Niechaj cierpi każdą jego śmierć.
Niechaj patrzy, jak jego miłość więdnie z każdym dniem, nieuchronnie zbliżając się ku śmierci, aby odrodzić się na nowo, zapomnieć i zakochać się ponownie.
Niechaj ból cierpienia rozerwie jego serce, rozdziera umysł i sprowadza obłęd w tym nieustannym cyklu.
Zsyłam tę klątwę na ciebie i twojego kochanka. Na każdego, kogo miłujesz. Będziesz patrzyć, jak odchodzą i odradzają się od nowa, aby to samo przeżyć za każdym razem. Nie uciekniesz od tej klątwy, choćby za sprawą innej, potężnej siły.
Prawda?
Pomimo upływających wieków i pokoleń, dalej rozbrzmiewają jej słowa o wiecznym utrapieniu i samotności. Bólu i konieczności patrzenia, jak śmierć rozdziela kochanków ponownie. Za każdym razem. Bez litości. Jak uczucie gaśnie wraz ze światłem w oczach ukochanego wybranka najmłodszego syna Pana Snów.
Od wieków klątwa każe mu znosić cierpienie straty. Od wieków szuka rozwiązania, jak ją zrzucić z barków swoich i bliskich jego sercu, którym przepowiedziane jest umrzeć w każdym następnym żywocie. […]
Pożółkły fragment z dziennika, κύκλος: 6
Wiem, że nie mogę umrzeć, ale i tak próbowałem. Śmierć odrzuca mnie jak wyrzutka. Pytałem Thanatosa, czy jest jakiś sposób, ale tylko popatrzył na mnie smutno. Naprawdę chciałbym w końcu odpocząć. Jestem tym zmęczony. Zmęczony ciągłą tęsknotą i cierpieniem. Zmęczony tym bólem. Patrzeniem, jak po raz kolejny odchodzi. Wyrywa mi serce i choć nie mogę zaznać śmierci, to czuję wewnętrzną agonię. Rozdziera mnie powoli, kawałek po kawałku.
Nie słyszę już swojego krzyku. Moje gardło jest zdarte. Oczy pieką od zaschniętych łez. Na podłodze jest pełno boskiej krwi. Nie mam pojęcia, ile tak spędziłem, ale znalazł mnie mój brat. Wyglądał na zmartwionego.
Może moim jedynym wyjściem jest zasnąć. Wykorzystać dar, który otrzymałem od tego świata. Być może zadziała.
Fragment z dziennika, κύκλος: 39
Wpatruję się w jego rzeźbę godzinami. Nie jest idealna. Nie chodzi o to, że jest z marmuru, zimna… martwa… Nie ma w sobie tego błysku. Tego światła. Rysy, choć tak dobrze oddane, nie są jego twarzą. Te oczy nie są ciepłe.
Oh, gdybym tylko miał zdolności Apolla i jego muzę.
Podeszła do mnie adiunktka muzeum. Bardzo uprzejma kobieta. Usiadła obok i spojrzała na rzeźbę z błyskiem w oku. Powiedziała, że cudem jest przetrwanie tej niesamowitej statuy i to jeszcze w tak nienaruszonym stanie. Jakby faktycznie bogowie nad nią czuwali. Zaczęła opowiadać, zafascynowana. Chętnie z nią zamieniłem parę słów, widząc jej podekscytowanie. To była naprawdę miła rozmowa, choć zapytała mnie na koniec, czemu tak często tutaj przychodzę. Za każdym razem w to samo miejsce. Za każdym razem przy nim.
Odpowiedziałem jej, że odczuwam pewnego rodzaju bliskość z tym, co było kiedyś. Co zostało utracone. Co nie wróci, ale pozostało nam. Pokiwała głową, jakby rozumiała moje słowa, choć doskonale wiedziałem, że nie do końca tak jest.
Żadna rzeźba z marmuru mi ciebie nie zwróci. Żaden kamień nie jest w stanie zastąpić ciebie. To prawda jednak, że tylko to mi pozostało. Tęskne wpatrywanie się w twój wizerunek, jakbyś miał zaraz otrząsnąć się z tego marmuru i ruszyć na kolejną bitwę. Ponownie się do mnie uśmiechnąć.
Bardzo tęsknię. To aż boli. Nie martw się jednak, naprawdę sobie dobrze radzę.
Fragment z dziennika, κύκλος: 13
Dlaczego. Dlaczego to robisz? DLACZEGO ZAWSZE ODCHODZISZ!? DLACZEGO MNIE ZOSTAWIASZ!?
ODPOWIEDZ!
Odpowiedz… Nika… proszę…
tekst zamazany przez mokre plamy
Fragment z dziennika, κύκλος: 34
Pamiętasz drzewo, które razem zasadziliśmy, gdy wyjechaliśmy na wakacje? Pojechałem je zobaczyć i jest naprawdę piękne. Wyrosło na potężne i zdrowe, a minęło już tyle lat. Gdy po raz kolejny się spotkamy, muszę cię koniecznie do niego zabrać. Pewnie nie będziesz wiedział o co mi chodzi i popatrzysz na mnie jak na wariata, ale wiem, że ostatecznie i tak się uśmiechniesz. Będziesz pełen podziwu dla tej wytrwałej rośliny. Jestem ciekaw, jak będzie wyglądać za kolejne dwadzieścia lat.
Fragment z dziennika, κύκλος: 35
Pamiętasz drzewo, które razem zasadziliśmy… Ono… zniknęło. Pojechałem tam na wzgórze zobaczyć je po latach i… nie było go. Sam pień. Ścięty. Martwy.
Poszedłem zapytać, co się stało. Okoliczni mieszkańcy powiedzieli, że wszystkie rosnące drzewa na tym wzgórzu usunięto, ponieważ ma być wybudowany hotel.
Na tym wzgórzu. Tu, gdzie rosło drzewo. Tu, gdzie po raz kolejny się poznaliśmy. JEBANY HOTEL??
Ja… nie wiem, jak mam ci to opisać, Nika. Gniew, który poczułem… Jestem bogiem. Próżnym. Mściwym. Okrutnym. Znającym swoją siłę. Kiedy ich znalazłem, straciłem opanowanie. Posłałem ich do czeluści Tartaru. Oby w nim zgnili, a ich dusze nigdy nie zaznały pokoju.
Nie żałuję tego, co zrobiłem, ale czuję… pustkę. Tak jakbym znowu stracił cząstkę ciebie. To drzewo było czymś ważnym. Dla mnie i dla ciebie. A ktoś po raz kolejny mi to wszystko odbiera. Ten świat… powinien przestać istnieć.
Fragment z dziennika, cykl 41
Kupiłem psa. Wiem, nie spodziewałeś się pewnie tego, ale jestem pewny, że pokochałbyś go całym sercem. Co prawda jest to łobuz i szałaput, pogryzł mi już trzecią parę kapci, ale gdy kładziemy się razem na kanapie, oglądając kolejny odcinek Miliarderów, to czuję, że mam obok siebie przyjaciela. Nie jestem tak całkiem sam.
Oczywiście przyszło mi parę obowiązków. Poranne wstawanie, pilnowanie ilości karmy, trenowanie, aby nie gonił okolicznych wiewiórek, kaczek, szczurów, sikał do butów, kwiatków, ogródka sąsiadki, na dywan, zjadał śmieci, ściągał ze stołu, obślinił moje spodnie do pracy, nauczył się zostawać sam w domu i nie uciekał przed absolutnie każdym prysznicem, kiedy wrócił cały unorany w błocie i nawet nie chcę myśleć w czym jeszcze.
Ale naprawdę go kocham. I myślę, że on też docenia mnie za to, że ma dach nad głową. W końcu dostaje żarcie, zabawki i możliwość spania na łóżku, musi mnie kochać.
Chciałbym, żebyś go poznał. Polubiłbyś go. Może pokochał, jak ja? On na pewno by cię pokochał. Zwierzęta od zawsze cię lubiły. Może kiedyś będziecie mieli szansę się poznać.
Fragment z dziennika, κύκλος: 17
Wiem, że nie powinienem tego nigdy robić… ale tym razem musiałem. Było źle, Nika. Bardzo źle. Morfi dalej kręci się gdzieś w okolicy i pilnuje mnie jak sęp. Ciągle mi wciska jakieś niedobre jedzenie, mimo że wcale tego nie potrzebuję. Jestem cholernym bogiem!
Gdybyś się o tym dowiedział, byłbyś zły. To znaczy, gdybyś się tak naprawdę dowiedział, nie że… Eh. O czym ja w ogóle piszę.
Potrzebowałem spróbować. Sprawdzić, czy będzie lepiej. Morfeusz twierdzi, że to kiepski pomysł i w gruncie rzeczy wiem, że taki jest, ale teraz zupełnie mnie to nie obchodzi.
Śmiertelnicy zawsze tworzyli dla swoich zmarłych groby. Wszelkiego rodzaju. Pomyślałem, że może to mi jakoś pomoże… że może jakaś forma cielesności ukoi ból, bo miałbym cię… tak jakby, obok. To nie jest nic wielkiego. Żaden monument czy pomnik, który stoi na twoją cześć w naszym wspólnym domu, krainie, skąd pochodziliśmy. Nawet nie jest tam, gdzie wszyscy chowają zmarłych. Wiem, że gdybyś mógł wybrać, to chciałbyś mieć grób w miejscu, które miało dla ciebie znaczenie.
Pozostawianie jakichkolwiek fizycznych śladów po tobie dla oczu innych nigdy nie powinno się wydarzyć, ale być może ten jeden raz. Gdy skończyłem, to było takie uczucie, jakby coś… coś spadło ze mnie. Upadłem na kolana i rozpłakałem się.
Nie wiem, czy to pomogło. Mam wrażenie, że znowu ogarnia mnie ciemność, ale jeśli chociaż przez chwilę poczułem się, jakbym miał cię bliżej… to warto było. Jesteś wart wszystkiego, co mógłbym zrobić.
Fragment z dziennika, κύκλος: 37
Hej. Dawno nie pisałem.
Przepraszam.
Nie mogłem się zebrać, bo były twoje urodziny i jakoś tak… prezent czekał już na stole w salonie… dalej go nie zdjąłem…
Nie wiem, co mam pisać. Tamten dzień miał być jednym z najlepszych dni w twoim życiu i nagle…
Może nie nagle. Spodziewałem się tego, ale mimo to…
Kazałem się wszystkim wynosić. Ikelos próbował jeszcze coś zdziałać, ale chyba w końcu zrozumiał, że nie chcę nikogo widzieć. Potrzebuję pobyć sam. Utopić się w tym swoim żałosnym cierpieniu.
Te ludzkie… wymysły są naprawdę ciekawe. Powinni żałować, że ich marne, śmiertelne ciała nie są w stanie przetrwać narkotyków zmieszanych z alkoholem. Padają szybciej niż muchy. Zanim jeszcze zdąży być fajnie. Nawet jeśli moje ciało potrafi się zregenerować szybciej, to pozwalam aby cierpiało. Żeby odczuwało ból.
Zasługuję na to wszystko. Na spazmy, porannego kaca, wiszenie nad toaletą, na co noc inną osobę, która zapewni mi spełnienie.
Brzydziłbyś się mną. I miałbyś rację. Ja się sobą brzydzę. Brzydzę się tym, kim jestem. Kim się stałem. Co zrobiłem. I co robię.
To nie ty powinieneś umierać. To mnie powinna spotkać ta kara.
Tak bardzo… przepraszam cię, Nika. Συγγνώμη, Νικάσιος.
Fragment z dziennika, κύκλος: 24
Nie mogłem oderwać wzroku od ciebie. To musiało wyglądać naprawdę dziwnie, ale za każdym razem, gdy podnosiłem je znad kubka lub talerza, padał na ciebie.
Wyglądałeś na takiego szczęśliwego. Pozbawionego troski, którą cię obarczam. Patrzyłeś na niego tak samo, jak patrzyłeś na mnie. Nie będę ci tego odbierał. To byłoby niesprawiedliwe.
Wiesz, że bym o ciebie walczył. Z każdym, kto stanąłby mi na drodze do tego, aby mi ciebie odebrać. Morfi jednak powiedział, że mam odpuścić. Być może ma rację… Być może powinienem dać ci odejść również w ten sposób. Jeśli to miałoby zapewnić ci w końcu normalne życie lub uniknięcie tragicznego losu, jestem w stanie dla ciebie stanąć obok i po prostu być.
Fragment z dziennika, κύκλος: 10
Ojciec chyba każe mnie za to, że nie spałniam swojego boskiego obowiązku. Albo to świat. Sam nie wiem. Nie mogę spać w nocy. Słyszę te wszystkie głosy, te szepty, nie dają mi zamknąć oczu, nawet pomyśleć w ciszy. Czy naprawdę muszę to robić?
Ten świat nie potrzebuje mnie jako boga. Nie chcę nim być. Nie mogę się zrzec tego, kim jestem, ale chciałem odnaleźć spokój w tej nowej formie, tymczasem świat odrzuca mój wybór. Dawno nie wyciągałem skrzydeł. Dawno nie wzbiłem się w powietrze tak, jak kiedyś. Część mnie za tym tęskni, a część buntuje się przed ponownym rzuceniem się w wir obowiązków, które mi przyrzeczono.
Ikelos się ucieszy. Na swój wyjątkowy sposób. Wszyscy się ucieszą. Prócz mnie. No może trochę… Jeśli to oznacza, że głosy znikną, jestem w stanie do tego wrócić.
Fragment z dziennika, κύκλος: 29
Widziałem cię dzisiaj na mieście, jak szedłeś z przyjaciółmi do baru. Zaczęło wtedy mocno padać, więc zabraliście się razem, a ja…
Starałem się z całych sił nie iść za tobą. Nie mogę. Nie powinienem za tobą podążać. Muszę być wytrwały, bo może w ten sposób przełamię tę klątwę. Może nigdy nie powinniśmy się spotkać, poznać siebie wzajemnie, zakochać się…
Moje serce wyrywa się w twoim kierunku. To brutalne. Nieludzkie trzymać je z dala od ciebie. Staram się naprawdę o tobie zapomnieć, ale to jest niemożliwe. To tak jakby kazali mi zapomnieć jak to jest czuć promienie słońca na skórze. Powiew rześkiego wiatru w upalny dzień. Jakby kazali mi zapomnieć oddychać.
- Nikasios Karras | φίλτατος - Tęsknisz za nim. Nie rozstajesz się z nim nawet wtedy, kiedy ciepła, muśnięta słońcem twarz nie posyła ci żadnego uśmiechu. Tulisz do siebie jego martwe ciało, niczym Achilles odmawiający oddania Patroklosa spokojnej śmierci, ponieważ nic i nikt nie jest w stanie wydrzeć ci go z twoich ramion. Nawet pomimo tego, że ciągle ci umyka. Nieustannie za nim gonisz, szukasz, czepiając się każdej możliwości, aby tylko być, istnieć obok niego, spotkać się, przytulić, ucałować kochane oblicze ponownie. Ten ból rozdarł twoje serce tyle razy, że nie jesteś już w stanie zliczyć. Nie znasz życia bez niego. Ciągle ci towarzyszy. Nawet wtedy, kiedy ponownie widzisz światło w ukochanych oczach. Błagasz go, aby został, nie opuszczał cię, jeszcze tylko trochę. Jeszcze tylko chwilę. Twój najpiękniejszy kwiat. Najsłodszy owoc. Tylko po to, aby znowu żałość i gniew przeszyła twoje ciało, kiedy zniknie, aby krzyczeć dopóki twoje gardło nie zedrze się; aby kolejne palące łzy spłynęły po twoich policzkach; aby ścisnąć w dłoni ten maleńki, cenny przedmiot, który ci po nim pozostał i przytulić go do serca w niemym pożegnaniu, bo gdybyś tylko mógł, to powędrowałbyś za nim do krainy umarłych, aby spędzić u jego boku całą długą wieczność.
- Hypnos | Ὕπνος - Ojciec ostrzegał cię od zawsze przed wieloma rzeczami. Pamiętasz jego smutek, kiedy zapadł pamiętny na tobie wyrok, rezygnację, kiedy twoja matka wypominała mu brak reakcji, ciszę, która zapadła, gdy zniknęła. Nie umiesz sam określić tego, co wobec niego czujesz, a co dla twoich braci wydaje się naturalne. On po prostu dla ciebie zawsze był. Do dzisiaj upomina cię i posiada nadzieję, że zrezygnujesz z tego pałętania się po ludzkim świecie, ale nie słuchasz go, bo być może w pewnych aspektach jesteście do siebie podobni i nie chodzi tutaj o boskie pochodzenie czy wyrastające z pleców, ogromne skrzydła.
- Pasithea | Πασιθέα - Kiedy zniknęła, zabolało cię. Pamiętasz do dziś, jak nerwowo szukałeś najmniejszego znaku, że jeszcze gdzieś jest, ale ona przepadła wraz z innymi, nigdy nie powracając. Los zabrał ci już tak wiele i nie oszczędził również ukochanej matki, która odgarniała ręką tę niesforną grzywkę i obierała słodkie owoce, siedząc na ganku w cieple słońca i obserwując swoich trzech synów, którzy długo po jej "śmierci" nosili żałobę. Jako ostatni zrezygnowałeś z poszukiwań, ale nie zapomnisz miny ojca, który nigdy ponownie się nie uśmiechnął i od tamtego czasu nie wspomniał o niej ani razu. Czasem obwiniasz się za to, że byłeś złym synem, nie poświęcając jej więcej czasu, ale nie jesteś w stanie cofnąć swoich decyzji, choć tak bardzo tego pragniesz.
- Morpheus i Phobetor/Ikelos | Μορφεύς και Φοβήτωρ - Gdyby nie oni, pozostałbyś sam na tym świecie. Gdyby nie ty, świat pochłonąłby chaos, jeśli zostaliby bez twojej pomocnej obecności. Dopełniacie się, jak trzy różne siły, które niwelują swoje działanie wzajemnie, nawet wtedy, kiedy się ze sobą ścierają. Pierwszy sen jest jak twój ojciec, nawet trochę go przypomina, gdy kręci z rezygnacją głową po kolejnym, mało dyskretnym pouczeniu, kiedy widzi, jak pochłania cię kolejna żałoba. Drugi jest trochę jak ty, ale spokojniejszy i bez ciągnących się za nim konsekwencji. Wszyscy macie uśmiech swojej matki i jej pełne opieki dłonie, kiedy roztaczacie nad wszystkimi swoje siły.
- Thanatos | Θάνατος - nie pamiętasz ile już razy widziałeś jego smutne spojrzenie i kręcenie głową, kiedy pytałeś nieustannie o to samo, o tę jedną, konkretną duszę. Czasem masz wrażenie, że jesteś bardziej podobny do niego, niż do własnego ojca, a może to tylko kwestia zrozumienia, które od niego płynie. Czasem wzlatujesz za nim w powietrze i obserwujesz, jak subtelnie trzyma za rękę każdego, kogo prowadzi. Jest dla ciebie właściwie drugim ojcem.
- Kolekcjonuje w mieszkaniu różne rupiecie, chociaż można to określić bardziej zbieraniem i zapominaniem o ich istnieniu. Niektóre z nich mają naprawdę dużą wartość. Pieniężną i tę sentymentalną dla Kyanthosa.
- Hoduje w ogrodzie drzewko pomarańczowe. Na zimę zanosi je do domu, wiosną ustawia w ogródku. Bardzo o nie dba i nie zliczy, ile razy już walczył, aby mu się nic nie stało. Od robaków zaczynając, poprzez pogodę i kończąc na swojej własnej nieuwadzie, kiedy prawie je złamał. Ono również ma dla niego dużą wartość sentymentalną. Obecnie czeka aż po raz pierwszy zakwitnie. Nie posiada jakiejś szczególnej ręki do roślin, ale lubi kiedy w mieszkaniu jest zielono.
- Jego pies nazywa się Snowflake i jest rasy samojed. Został się ostatni z miotu do adopcji, a Kyanthos znał właścicielkę hodowli, która mu zaproponowała do tworzystwa kogoś, przy kim się będzie w stanie uśmiechnąć. Podziałało. Chociaż Snowy pierwszej nocy zdemolował mu prawie całe mieszkanie i wymaga regularnych kąpieli, za którymi niezbyt przepada. Wywalczył sobie natomiast spanie na łóżku z właścicielem i Kyanthos nie miał już potem serca go wyganiać. Codziennie z rana idą biegać do parku, a Kyanthos musi pilnować, żeby Snowflake w swojej niezmiernej energii nie poszedł gonić wszystkiego, co ucieka.
- Do wszystkiego co może dodaje oliwę. Po prostu bardzo ją lubi. Wszelkie rodzaje oliwy. Tak mu zostało… od dawna.
- Praktycznie nie rozstaje się ze swoim naszyjnikiem, który ma wbudowany prawdziwy szafir. Często chowa go pod koszulkę, ale ma on dla niego duże znaczenie. To pamiątka po kimś ważnym w jego życiu.
- Posiadacz mieszkania w kamienicy wraz z ogrodem na tyłach. Bardzo mu zależało na dosyć przyjemnym miejscu, niedaleko parku i niezbyt blisko samego centrum.
https://fotogram.com/
@trito_óneiros
Snowy is happy to see you! | 🏛☀️🍷 | struggling inconsistent mess of life and dog
Posts (52)
Followers (2k)
Following (231)
I would know him in death, at the end of the world
tags: No Achive Warnings Apply, M/M, Slow Burn, Angst with a (Possibly) Happy Ending, Hurt/No Comfort, Major Character Death(s), Mortal/Immortal, Reincarnation, Star-Crossed Lovers, Greek Tragedy-Inspired, Phrophecies Fates and Everlasting Samoyeds, Men Crying, The Gods Are Assholes, Doomed Yaoi, No Beta We Die Like All of Amphoreus, More Tags to Be Added
Postać stworzona przez: Różowy batman Ostatnia aktualizacja: 06.03.2026
Obraz w nagłówku by Sergei Tutunov, Forget-me-not (1958)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz