Praca lekarza nie składała się jedynie z przyjmowania pacjentów. A przynajmniej nie było tak w przypadku Bashara – doktor Karim dzielił swój czas pomiędzy pacjentów, studentów, a także grupę badawczą, której był niewielką częścią. Jeśli komuś wydawało się, że praca lekarza jest łatwa i wygodna, a do tego lekarze opływają w luksusy, zarabiając krocie, chyba nigdy nie widział na oczy prawdziwego lekarza.
Studenci potrafili dać mu w kość, bo chociaż do szpitala nie wpuszczali przecież tych praktycznie nieopierzonych licealistów, a żeby chociaż iść zmierzyć ciśnienie pacjentowi, student musiał nie dać się zniszczyć całej garści egzaminów, to jednak nadal były to dzieciaki, których doświadczenie w większej mierze brało się z oglądania seriali medycznych, niż czegokolwiek innego. Ich podejście do pacjenta pozostawiało wiele do życzenia, nie łączyli podstawowych faktów i najczęściej wpatrywali się w Bashara tymi wielkimi, lekko przerażonymi oczami. Zaś doktor Karim, znany przecież ze swej anielskiej cierpliwości, skrupulatnie tłumaczył biednym podlotkom, że wożenie się po szpitalu ze stetoskopem przewieszonym przez szyję nie jest szczytem lekarskiej mody.