Eskorta prowadziła nas w milczeniu, zachowując luźny szyk, zaszczycając obojętnymi spojrzeniami. Słowem nie skomentowali wiszącej przy pasach broni, gestem nie kazali się jej pozbyć. Obojętność, tym nas traktowali. W ich postawach brakło napięcia, próżno szukać było strachu, agresji czy dumnej pewności siebie, nie było śladu pogardy, złośliwego rozbawienia naszym losem… Nic, po prostu nic, tylko ta milcząca obojętność i spokój. Nie byliśmy dla nich żadnym zagrożeniem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wystarczy złamać ich duszę. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wystarczy złamać ich duszę. Pokaż wszystkie posty
05 grudnia 2025
17 listopada 2024
Od Bashara – Pył
Najgorsza burza piaskowa nie czyniła tak straszliwych zniszczeń, jak te demony z północy, wgryzające się w tkankę pustyni na podobieństwo odstręczającego czerwia. Namnażali się i kłębili niczym robactwo, połyskując swoimi rdzawymi tarczami, i nie miało znaczenia, ilu z nich wykrwawiło się wśród wydm – z północy wciąż nadciągali nowi, gotowi zginąć za swą Imperatorkę i jej orła, aż barwa diun nie zmieni się z łagodnego złota w obrzydliwą czerwień. Kimże była kobieta, posyłająca kolejne legiony na śmierć, tak daleko od domu, od rodzin i bliskich, by zniknęły wśród bezlitosnych piasków? Czy obojętny był jej płacz wdów i sierot, czy była głucha na żałobne zawodzenie rodziców? Niczym okrutna bogini, przesuwała kolejne życia, na podobieństwo pionków na planszy, podległych każdemu jej kaprysowi. I wszystko to dla tych purpurowych złóż metalu, nieprzydatnych dla niczego innego, prócz siania płomienistego zniszczenia.
Śmierć i zniszczenie – to było jedyne, co przybywało do nas z północy. Wojna przeciw tym demonom była jedyną słuszną ścieżką, lecz, zlitujcie się przodkowie, ponieśliśmy tak sromotną klęskę.
16 listopada 2024
Od Bashara – Piasek
Przez wszystkie lata swego panowania, spędziłam w Komnatach Rady niezliczone godziny. Patrzyłam, jak sama Komnata się zmienia, tak samo, jak zmieniały się podległe mi ziemie. Niegdyś było to proste pomieszczenie, o posępnie kamiennych ścianach, zbyt duże dla umiejscowionego w środku stołu i otaczających go drewnianych krzeseł – na tyle duże, że mój głos, wysoki i dziewczęcy, niósł się echem, myląc moje własne słowa. Pamiętałam zimną posadzkę, twarde siedzenie i drzazgi, które właziły mi w palce.
Subskrybuj:
Posty (Atom)