Od tamtego występu Hotaru przed dziećmi wydarzyło się równocześnie wszystko i nic – spotykały się na kawę, rozmawiały przez telefon, pisały w wolnych chwilach, Annikki odbierała czasem Hotaru z teatru, a Hotaru zjawiała się pod jej biurem, by podmienić dokumenty w jej dłoni na kanapkę. Życie toczyło się swoim wcześniejszym rytmem, jednak muśniętym jakąś nową barwą, niczym stonowany obraz wyróżniający się intensywną żółcią słońca. Wiedziało się, że ciemna zieleń jest przeznaczona dla drzew, że granat wije się rzecznymi meandrami i że cienie kładą się fioletem na ściętą trawę, jednak skąd miało się mieć pojęcie, jak radosny kolor w rogu zmieni cały krajobraz? Hotaru była najpiękniejszą z ciepłych barw, jaką Annikki mogła sobie wymarzyć.
Starała się na chłodno analizować, co dokładnie to znaczyło, lecz ilekroć myślała o tancerce, jej serce trzepotało w rytmie skrzydeł, a wspomnienie uśmiechu, którym została obdarzona po tamtym tańcu Hotaru z Hikaru, wabiło i rozpraszało jej logiczne myśli jak światło witrażowej lampki. Przekonywała siebie, że tancerka bardzo szczodrze obdarzała ją swoją przyjaźnią i z pewnością miała wiele innych przyjaciół oraz przyjaciółki, o których dbała z podobną troską. Tylko że wizja tych relacji zaskakująco mocno jej się nie podobała, jakby żuła za długo liść mięty, aż zrobił się on mdły na języku. Nie to, że Hotaru nie mogła mieć innych znajomości. Annikki zwyczajnie bardzo doceniała możliwość, że ich przyjaźń funkcjonowała w odmienny sposób od tych znajomości.
Hotaru wciąż przetrawiała w swoim tempie pierwszy występ z Hikaru od lat, Annikki zaś cieszyła się jej szczęściem, gdy los zakpił z ich spaceru w normalny dzień do spacerów, to znaczy sobotę. Akurat się złożyło, zupełnym przypadkiem, że to były Walentynki i akurat tak im się trafiło wpaść na konkurs dla par, który wygrały jako nie para i teraz miały jechać razem do spa na weekend.
Ćma dosłownie latała po swoim mieszkaniu jak owad zagubiony pod abażurem, pakując się do niewielkiej walizki, dotąd stojącej z tyłu szafy i zapomnianej. Nie omieszkała doedukować się w temacie takich wycieczek, toteż ekran laptopa świecił artykułami o rzeczach potrzebnych do zabrania za sobą i odpowiedniej etykiecie.
Wtem telefon zadźwięczał przychodzącą wiadomością i Annikki w okamgnieniu zawisła nad stołem, uśmiechnęła się mimowolnie, widząc, że to Hotaru pytała ją znów o wyjazd.
Artykuły faktycznie wspominały o kostiumach kąpielowych, ale wypadło jej to nieco z głowy, gdy zaczęła wyobrażać sobie Hotaru w tak skąpym odzieniu, a nie zastanawiać się, co sama powinnam włożyć.
Wpisała pospiesznie bikini na listę brakujących rzeczy i zniknęła zaraz za drzwiami łazienki, tłukąc się między ciasnymi ścianami w próbie zgarnięcia za jednym zamachem szczoteczki, kremu do twarzy, ściereczki do okularów, małego flakonika z perfumami… Zarzuciła sobie jeszcze szlafrok na ramię i podfrunęła z powrotem do walizki. Spojrzała na dostępne w niej miejsce, a potem na trzymane rzeczy. Znów na walizkę, na rzeczy. Coś jej w kalkulacjach się nie zgadzało. A przecież nie spakowała wcale tak dużo książek, tylko trzy w miękkiej oprawie, jedną w twardej oraz dwa notesy odpowiednio podzielone tematycznie, by zapisywać w nich przemyślenia z lektury, były więc niezbędne do zabrania. Gdyby nie brała szlafroka, to może nie musiałaby z żadnej książki rezygnować…
Wróciła się po telefon.
Przecież to było logiczne, że spa będzie miało szlafroki dla gości. Annikki przytaknęła, choć Hotaru nie mogła tego zobaczyć. Poleciała już do łazienki z myślą odłożenia pluszowego szlafroka w sowy na miejsce, gdy znienacka zakradła się do jej głowy myśl, że w wyniku niespodziewanego strajku wszystkich pralni w okolicy obsługa nie mogła wyprać odzienia dla nowych gości na czas. Albo spa okaże się o średnim poziomie prestiżu, bądź wręcz niskim, przez co goście mogą liczyć co najwyżej na kostkę mydła i własną pościel. Będą z Hotaru zmuszone chodzić wszędzie w samych ręcznikach, które nie mają żadnego fizycznego zabezpieczenia w postaci paska zawiązanego na biodrach.
Annikki podniosła z powrotem telefon.
Trzy kropki wystukiwanej odpowiedzi pojawiły się na chwilę, zniknęły na minutę i powróciły.
Niecałe dwie godziny autobusem z centrum Stellaire wystarczyły, aby znaleźć się na malowniczych polach, gdzie kwitł rzepak, a kukurydza uginała się przez wiosenne powiewy wiatru. Pomiędzy zaś uprawami, w cieniu odległego od głównej drogi lasu, rozsiadł się kilkupiętrowy ośrodek o białych ścianach przeciętych w połowie równą linią żywopłotu. Wydawać by się mogło, że postęp budownictwa posadzony tak pośrodku niczego będzie mocniej rzucał się w oczy, a raczej wręcz je raził swoją odmiennością w stosunku do ceglanych gospodarstw, lecz pretensjonalnym Annikki by go nie nazwała. Ktokolwiek spa projektował, zrozumiał w pełni zamysł nowoczesnego miejsca wypoczynku połączonego ze spokojnym krajobrazem okolicy.
Pani z recepcji okazała się niezwykle miłą, a przy tym rozgadaną osobą, która nie mogła powstrzymać swojego zachwytu ich romantycznym wyjazdem wygranym w jeszcze bardziej romantycznych okolicznościach. Annikki porzuciła próby przerwania jej wywodu, gdy kobieta wstukiwała dane w komputer, Hotaru też odwróciła głowę, z wielkim zainteresowaniem przyglądając się ciepłemu wnętrzu. Usłyszawszy pytanie, ile od momentu ich poznania się do zostania oficjalnie parą minęło czasu, ćma uznała, że wystarczy tych uprzejmości, chwyciła bez słowa klucz do pokoju i pomaszerowała do windy, słysząc terkotanie kółek walizki Hotaru za sobą.
— Wiesz… — odezwała się cicho tancerka, gdy wjeżdżały na drugie piętro. Miała spuszczony wzrok, zaś jej palce bawiły się kosmykiem włosów. — Okoliczności, w jakich otrzymałyśmy ten wyjazd były… nietypowe… Ale sądzę, że przyda mi się taki odpoczynek. Oraz będzie mi miło… — ślad delikatnego rumieńca wkradł się na policzki Hotaru, niczym płatki wiśni muśnięte różem na końcach — dzielić go z tobą.
Serce Annikki podskoczyło wraz z zatrzymującą się windą, z dwóch przyczyn właściwie, jak zdołała wywnioskować. Pierwsza, ta ważniejsza: Hotaru chciała z nią spędzić czas. Tak jakby wcześniej tego nie robiła, lecz każda taka deklaracja zaskakiwała i cieszyła wróżkę niezmiernie. Druga, ta bardziej niepokojąca: przed przyjazdem do spa nie przyszła jej do głowy myśl, że Hotaru mogła nie chcieć z nią pojechać. Założyła, że obie z pewnością przyjmą voucher i lęk wątpliwości nie nadszedł, a nawet w momencie się jego pojawienia został pokonany paroma prostymi słowami z windy.
— Też jestem bardzo zadowolona z faktu, że jesteśmy tutaj razem — odparła po chwili, posyłając tancerce lekki, nieśmiały uśmiech, a gdy ta odpowiedziała tym samym, ćmowe skrzydła zatrzepotały mocniej.
Dźwięk ich kroków oraz ciągniętych walizek został skutecznie pochłonięty przez puchaty dywan w pustym korytarzu. Co kilka drzwi stały stoliki z porcelanowymi wazonami oraz słoiczkami z zapachowymi patyczkami, przez co wszędzie pachniało różą i jaśminem. Annikki śledziła uważnie wzrokiem rosnące numery pokoi.
— To chyba tutaj — mruknęła, przystanąwszy przy drzwiach z numerem 222. Przekręciła klucz w zamku, otworzyła je dla Hotaru, lecz w momencie przejścia tancerki rączki ich walizek niefortunnie zaklinowały się o siebie.
— Och, przepraszam…
— Nie, to ja…
— Może wejdź pierwsza…
— Ja poczekam…
Po kilku kolejnych nieskładnych przeprosinach i próbach wyminięcia się we framudze Annikki zdołała przepuścić Hotaru. Będąc tę chwilę dłużej w niewielkim przedsionku, gdy zamykała za nimi drzwi, nie pojęła od razu, dlaczego tancerka zatrzymała się tak gwałtownie, spoglądając w głąb pomieszczenia. Wystarczyło jej jednak jedno zerknięcie, by wszystko stało się jasne.
Różowe serduszka z papieru rozrzucone po komodzie, czerwone girlandy pod sufitem, dwa kieliszki i wino czekające na niewielkim stoliku, a pośrodku tego romantycznego chaosu wielkie łóżko okryte burgundem, w którym tonęły płatki róż i siedziały dwa ręcznikowe łabędzie złączone dziobami. Całość wyglądała na przerysowaną, wyolbrzymioną i stworzoną dla świeżo upieczonego małżeństwa.
— Bardzo… — Hotaru splotła przed sobą dłonie — ładny wystrój.
— Estetyczny — dodała Annikki.
Tancerka zrobiła nieśmiały krok, ćma niezręcznie uciekła na bok, stawiając walizkę pod ścianą. Swoją torebkę odłożyła na komodę z ostrożnością, z jaką podaje się wężom myszy, jakby papierowe serduszka miały zaraz ożyć i rzucić się na nią. Równocześnie wsłuchiwała się w najmniejszy ruch Hotaru – jak klika coś pospiesznie w telefonie i go chowa z powrotem do kieszeni, jak robi kolejne trzy kroki, jak przysiada na łóżku, przez co materac odezwał się łagodnie pod nią. Sama czuła się jak mysz, która zostanie zaraz zjedzona przez własne pragnienie i napięcie wijące się w powietrzu swym łuskowatym cielskiem. A może tylko ona je czuła? Może tylko dla niej najcichszy oddech Hotaru w tym pokoju pełnym czerwieni i różu stanowił bodziec aktywujący prymitywną potrzebę walki bądź ucieczki? W tym zaś przypadku – potrzebę zbliżenia się do tancerki bądź umknięcia w najdalszy kąt?
— Wolisz prawą czy lewą stronę?
Pierzaste czułki drgnęły, gdy ramiona się mocniej spięły. Annikki spojrzała instynktownie w paszczę łakomej bliskości bestii, naprężonej pomiędzy nią a drugą kobietą i zobaczyła Hotaru na brzegu łóżka, spoglądającą na nią tuż nad łebkami łabędzi.
— Mogę spać na podłodze — zaproponowała prędko.
Tancerka się uśmiechnęła w lekkim rozbawieniu i Annikki już wiedziała, że przegrała dyskusję.
— Nie jesteśmy w spa po to, żebyś wstawała obolała po nocy — zauważyła Hotaru. — Wolałabym wiedzieć, że jest ci wygodnie.
Ćma westchnęła, zerknęła raz jeszcze na łabędzie oraz ich wygięte w serce szyje, w końcu usiadła naprzeciw Hotaru. Złapała płatek róży palcami i pozwoliła mu sfrunąć na podłogę.
— W takim razie mogę spać tutaj, po lewej.
Odpowiedź spotkała się z zadowoleniem tancerki, chociaż Annikki już podjęła próby przeanalizowania swoich odczuć związanych ze spaniem pod jedną kołdrą z Hotaru i stwierdziła błąd systemu operacyjnego swojego umysłu.
Otworzone walizki spoczęły obok siebie w miejscu, gdzie nie stanowiły ryzyka potknięcia się o nie i zostało ich dwójce przygotowanie się na pierwszą sesję atrakcji oferowaną przez spa. Hotaru, wypytawszy o wszystkie książki dostrzeżone w ćmowym bagażu, skusiła się na zerknięcie do szafy i wybadanie, czy faktycznie dodatkowe odzienie były obecne, czy jednak panował strajk w pralniach.
— Popatrz, a my się martwiłyśmy, że nie będzie szlafroków — powiedziała, wyciągając ze środka dwa białe, pluszowe szlafroki i jeden, który przypominał bardziej koc. — A mają nawet takie duże.
Annikki oceniła pospiesznie rozmiary, zauważyła dwie duże kieszenie rozmieszczone w symetrycznej odległości, lecz dziwnie ułożone, bo żadna osoba, owinąwszy się tym szlafrokiem, nie mogłaby swobodnie wsadzić dłoni do dwóch, a wyłącznie do jednej, będącej gdzieś na wysokości brzucha. Zwróciła też uwagę na cztery rękawy, dwa normalnej wielkości i jeden zaskakująco szeroki.
— To szlafrok dla par — odparła rzeczowo.
Urocza czerwień bardzo szybko wstąpiła na twarz Hotaru.
Miały wciąż nieco czasu do udania się na zaplanowaną serię zabiegów pielęgnacyjnych, więc Hotaru zaproponowała udanie się na basen i spędzenie godziny na przyjemnym, spokojnym pływaniu bądź wylegiwaniu się w wodzie.
— Ja tak właściwie to za bardzo nie pływam — przyznała Annikki, jakże w porę, gdy już szły na basen. Rozproszyła się innymi, ciekawymi tematami związanymi z pływaniem z Hotaru i zapomniała wspomnieć o tym małym szczególe.
— Naprawdę?
— Ja po prostu… dryfuję. Skrzydła stanowią zbyt duży opór dla wody, żeby to było przyjemne. Więc sobie leżę w wodzie.
Hotaru uśmiechnęła się ciepło.
— Możemy sobie poleżeć w wodzie. Albo posiedzieć w jacuzzi.
— Jacuzzi brzmi dobrze — powiedziała, zanim pomyślała, co nie często jej się zdarzało. Bowiem gdyby zatrzymała się na moment i wzięła pod uwagę łatwo dostępne w internecie wymiary przeciętnego jacuzzi, po czym spróbowała przy pomocy przestrzennego myślenia wsadzić do niego dwójkę kobiet o przeciętnym wzroście i budowie, zrozumiałaby w lot, jak niewiele miejsca zostawało między wspomnianymi kobietami.
Przeszklona ściana pływalni wpuszczała do środka radosne, pogodne słońce południa skaczące błyskami po tafli wody. Cztery podłużne tory przeznaczone do nieco bardziej intensywnego wysiłku umieszczono w dalszej części, w centrum zostawiając obszerny zbiornik z wodnymi masażami, strumieniami wody pod wysokimi ciśnieniem, łagodną fontanną do stania przy niej i slalomem z mocniejszym prądem niosącym pływaka dalej. Trochę starszych osób korzystało z basenu, dwójka dzieciaków dokazywała przy fontannie, rodzice siedzieli kawałek dalej. Z kolei podwyższenie z trzema jacuzzi okazało się zupełnie wolne, zapraszające łagodnym ciepłem.
Annikki powstrzymała się od komentowania, jak ładnie Hotaru było w jej pastelowym kostiumie z kwiatami, nie chcąc tancerki peszyć, a przy tym bojąc się, co jeszcze padłoby z jej ust, gdyby je otworzyła. Wślizgnęła się za nią do bulgoczącej wody, kuląc się na niewielkim siedzisku. Kojące ciepło i przyjemnie działające na mięśnie ciśnienie zdawało się niezdolne do przyćmienia świadomości, jak blisko, gdzieś pod tą pianą, znajdowała się Hotaru.
Zbyt skupiona na trzymaniu bezpiecznej odległości, nie odezwała się słowem i jakoś umknęło jej to, jak sama Hotaru była cicho. Aż nie poczuła delikatnego szturchnięcia pod wodą.
— Przepraszam! — zawołała tancerka, odsuwając się prędko. Kierowana impulsem ćma przekręciła się również, próbując uniknąć ponownego spotkania, tym samym wpadając znowu na nogę Hotaru.
— Też przepraszam!
— Nie chciałam…!
— Wiem, ja też nie…
— To znaczy…
— Przepraszam!
Kręciły się jak dwa owady złapane w słoik, coraz szybciej i bardziej chaotycznie wirujące wokół własnej osi, im częściej na siebie wpadały. W pewnym momencie Annikki wylądowała po przeciwnej stronie, Hotaru jakoś po przekątnej, i wróżka próbowała oszacować czas potrzeby na zejście ciepła z jej szyi, wyrażony w ilości wielce ciekawych kafelków wokół jacuzzi do policzenia.
Po daremnych próbach znalezienia wygodnej pozycji w jacuzzi udały się do trzewi budynku, gdzie czekały gabinety z masażystami, maseczkami błotnymi, aromaterapią i czymkolwiek jeszcze, co brzmiało specyficznie, a przynosiło ulgę ciału. Odziane w szlafroki, przeszły się przestronnym korytarzem i znalazły właściwe drzwi, gdy drogę zagrodziła im starsza para opuszczająca właśnie pomieszczenie.
— Wprost cudowne, naprawdę… Jeju, panienki, musicie tego spróbować! — Klasnęła w dłonie kobieta o widocznych zmarszczkach i niesłabnącym zdecydowanie wigorze. Nagle złapała tancerkę za dłonie, ścisnęła je radośnie.
— Ale czego? — zapytała Hotaru z grzecznym uśmiechem, nie czyniąc gestu, by kobiecie się wyrwać.
— Nauki masażu na swoim partnerze — zamruczała starsza pani, zerkając porozumiewawczo na towarzyszącego jej mężczyznę. — Jak już was wymasują, to mogą was nauczyć paru podstawowych technik!
Annikki zakrztusiła się powietrzem, aż jej okulary prawie z nosa spadły.
— Margaret była pełna zapału do tego — zaśmiał się jej partner.
— Wszystko z miłości, mój drogi.
Hotaru utrzymała uśmiech na ustach, lecz jej policzki nabrały bardzo żywych kolorów, nie wiedzieć, który to już raz tego dnia.
— To nie tak, że my razem… — zaczęła, jąkąc się.
— Razem, razem właśnie macie to zrobić! — weszła w jej słowo nieznajoma kobieta. — Żebyście mogły się wymieniać!
— Moja przyjaciółka miała na myśli, że my nie… — Annikki pospieszyła na ratunek, ale jej własny głos ją zdradził, gdy próbowała cokolwiek wytłumaczyć, załamując się lekko.
Partner chwycił ukochaną w pasie, z łagodnym uśmiechem pociągnął ją za sobą.
— Chodź, kochanie, wystarczająco je zachęciłaś.
Starsza para oddaliła się korytarzem, niepomna na niezręczną ciszę, którą zasiała za sobą. Chwast ten okazał się mieć na tyle silne korzenie, że Annikki nawet nie miała pojęcia, jak go złapać i wyrwać, żeby im bezustannie nie towarzyszył w trakcie zabiegów pielęgnacyjnych.
Ktoś z pewnością nazwałby to ironią, że sauna, miejsce zazwyczaj ciasne, ciepłe, ciężkie od głębokich oddechów, wymagające odsłonięcia ciała przed gorącem pary, stanowiło jedyną spokojną myśl pośród mętliku w głowie ćmy, przypominającego wiosenne pyłki fruwające bez ładu i składu nad polaną. Tutaj jednak wszystkie reguły były jej znane, schemat działania opracowała dawno temu. Jedyną niewiadomą we wzorze stanowiła Hotaru, jednak Annikki pozwoliła sobie na swobodę założenia hipotezy, że nie musiała się martwić natychmiastowym rozwiązaniem. Wychowanie i kultura sauny wpojona jej od małego jak poprawne zachowanie przy stole wzięło górę nad wahaniami.
Okulary zdjęła jeszcze w szatni i schowała do szafki, dlatego też ciężko jej było zawczasu wyczytać z twarzy Hotaru, czy ich uczucia względem kolejnej atrakcji spa są ze sobą zbieżne.
Jej świat zawęził się do ogólnych kształtów na wyciągnięcie ręki oraz fragmentów w oddali, pozbawionych właściwej formy. Znaki kierujące do poszczególnych miejsc stały się abstrakcyjnym malowidłem o dwóch barwach, słowa mitycznymi hieroglifami. Hotaru znalazła właściwą drogę do sauny i Annikki grzecznie potuptała za nią, tłumacząc swój wzrok utkwiony w plecach tancerki prostym faktem, że gdziekolwiek indziej by nie spojrzała, wiele więcej by nie dostrzegła.
Brak klapek przed drzwiami uspokoił ćmę myślą, że będą miały całą saunę dla siebie. Weszła pierwsza, duchotę i suchy zapach witając z lekkim uśmiechem na ustach, pociągniętym w górę pędzlem wspomnień. Para zagarnęła zaborczo ją w swoje objęcia, momentalnie oblepiła gorącem barki, nogi, smagnęła twarz ciężkim powietrzem. Ledwie chwila w środku jej wystarczyła, by poczuć, że tak, tu właśnie odpocznie, tu najlepiej skorzysta z tej przypadkowej nagrody. Annikki bez zastanowienia zrzuciła z siebie ręcznik, ułożyła go na ławce z jasnego drewna, po czym usiadła, w rytmie swoich oddechów poruszając powoli skrzydłami. W duchu dobrej kultury nie patrzyła, jak Hotaru wchodzi za nią.
Z tego też powody chwilę jej zajęło, nim przełamała się, zerknęła w bok, czując, jak czułki kiwają się delikatnie przez przeciąg. Drzwi wcale się nie zamknęły, Hotaru stała w progu, jej twarz będąca plamą jasności z dwoma ciemnymi łatkami oczu, jej ręce ciasno przyciśnięte do ciała.
Na północy okrytej w zimie ciężkim śniegiem, w lecie prażącym słońcem, sauna była częścią codzienności, zaś przyjęte w rodzinnych stronach zasady wydawały się Annikki jedyną logiczną opcją korzystania z niej. Ręczników używano do wygodnego siedzenia, zaś idea grzania się w kostiumie kąpielowym wywoływała szczere zdziwienie. To były jednak jej przyzwyczajenia, nieprzekładające się koniecznie na to, co znajome było Hotaru, sparaliżowanej wciąż w drzwiach.
Annikki skuliła się, zdecydowanie zbyt szybko czując gorąc na twarzy w porównaniu do tego, ile czasu spędziła w saunie.
— Ja, um… — zająknęła się, nabrała powietrza, bezdźwięcznie poruszając ustami i czując suchość w gardle. Machnęła dłońmi przed twarzą. — Ja nie widzę. Jesteś rozmazana — powiedziała, nie przyjmując do wiadomości, że nieśmiałość Hotaru mogła wynikać z jakiegokolwiek innego powodu. Powiedziała, a przy tym skłamała, bo przecież okulary nie były jej potrzebne, by wiedzieć, jak delikatnie pod skórą rysują się obojczyki tancerki, jak linia jej ramion przypomina miękką satynę tulącą się do łagodnych kształtów, jak te niewyróżniające się rysy twarzy wyróżniały się wszystkim dla Annikki. Gdzie słaby wzrok nie potrafił nadać obliczu formy, tam zmysły wyuczone na pamięć Hotaru samoistnie zmieniały niewyraźny obraz w gładkie usta, w potulne spojrzenie herbacianych oczu, w łuk brwiowy przywodzący na myśl grzbiet wzgórza z romantycznych obrazów.
Im dłużej się patrzyła, tym więcej szczegółów przychodziło do niej samych, nawet te, które podświadomie przekradły się do niej, a raczej ona je wpuściła i przyjęła, tak jak każdy z sekretów Hotaru. Znała jej historię o Hikaru i ilość jej pieprzyków na prawym przedramieniu, jej turbulentną relację z Akihime i sposób, w jaki wkładała kosmyk włosów za ucho, gdy czuła się niepewnie. Dziennikarski dryg doskonale wiedział, która część jest ważniejsza, ale Hotaru nauczyła ją patrzeć sercem, to zaś nie potrafiło oderwać uwagi od całości tancerki.
Wróżka odwróciła głowę, pozwoliła skrzydłom opaść, by nieco zakryć jej ramiona.
— I nie musisz robić tak, jak ja — dodała cicho. — Mnie po prostu tak uczyli.
Przeciąg w końcu ustał, głos Hotaru niepewnie wybrzmiał w duchocie sauny.
— T-tak, dobrze…
Wąż ożył tym razem w jej żołądku, wijąc się w ciasne ósemki, gdy spiczaste uszy próbowały określić, gdzie podejdzie i usiądzie Hotaru. Nie za blisko, nie za daleko, w odległości, z której się nie dotykały, lecz widziały kątem oka. Zawinięta w ręcznik tancerka przycisnęła do siebie kolana, otuliła się dodatkowo rękami. Annikki próbowała skupić myśli na czymś bardziej trywialnym, jak kropli potu spływającej jej powoli po plecach, lecz raz po raz łapała się na słuchaniu oddechu Hotaru.
Od momentu przekroczenia progu spa zachowywała się w ten sposób. Nie mogła myśleć. Nie mogła normalnie oddychać. Nie mogła zaspokoić głodu, nie w konwencjonalny sposób. Zdjęcie ubrań do pływania czy do masażu obnażyło coś dużo więcej niż samo ciało. Cielsko węża karmiło się napięciem, a równocześnie głodowało przez dzielącą je odległość. Próbowała nazwać te uczucia słowem bezpieczniejszym, spokojniejszym, słowem, które pozwalało na odwrót. Jednak jako dziennikarka dążąca do prawdy nie mogła wiecznie uciekać w kąty przed nią – niczego ani nikogo nigdy nie pragnęła tak mocno, jak Hotaru. Zachłysnęła się własną zaborczością, myśląc o cichym nuceniu tancerki, o jej delikatnych uśmiechach przy przyjmowaniu komplementów, o trosce dla całego świata, który nie zawsze był troskliwy wobec niej. Nie znała zdań zdolnych opisać jej potrzebę posiadania tego wszystkiego, pieszczenia tego, kochania tego.
Chcę ciebie. Dwa słowa tak proste, tak trudne do wypowiedzenia.
— Miałaś saunę w domu? — zapytała wtem tancerka.
Annikki prawie podskoczyła, odpłynąwszy za daleko we własnej głowie. Próbowała przestać myśleć o siedzącej obok Hotaru i zaczęła znów myśleć o Hotaru. Ćma kręcąca się w kółko wokół lampy.
— Moi przodkowie nie mogli się bez niej obyć i tradycja trwa do dzisiaj — odparła, poruszając lekko ramionami. — I nie miałam sauny wyłącznie dla siebie i rodziców. To był niewielki budyneczek na skraju wioski, z którego korzystali wszyscy.
— Czy było tam tłoczno?
Umknęło jej uwadze, że słowa rozlały się nieco w czasie, niczym gęsty napar wylany ze szklanki.
— W święta głównie. Skrzydło na skrzydle wtedy leżało.
— Ciekawe… — Tym razem było słychać wyraźniej, jak głos Hotaru rozmywa się w ciszy sauny, ulatując z niej jak nagrzana para z kamieni. — Ja mam głównie doświadczenie z onsenami.
— Onsenami?
— To takie… gorące źródło. Bardzo ciepłe…
Wtem Annikki zamarła, czując ciężar na swoim ramieniu. Przełknęła głośno ślinę, zacisnęła dłonie na kolanach, czekając. Jednak sekundy mijały, w końcu minuta i Hotaru więcej nie powiedziała, oddychała jednak powoli, wspierając o nią przyjemnie ciepły policzek. Jakby trzymając w dłoniach stos książek, a przy tym stojąc na nierównym gruncie, Annikki przekręciła bardzo ostrożnie głowę.
Z tej odległości mogła bez okularów policzyć krople potu zebrane na brwiach Hotaru. Tancerka zamknęła oczy, a jej rzęsy delikatnie drżały, lekko rozchylone usta łapały suche powietrze. Ledwie kilka centymetrów dzieliło je od Annikki. Ćmowy wzrok prześlizgnął się po bladym czole, gdzie pojedyncze kosmyki brązowych włosów lepiły się do skóry niczym rozlane linie senkawańskiej kaligrafii. Cała ona przypominała kawałek pergaminu, zwinięty i tknięty rozlaną wodą.
— Hotaru? — odezwała się cicho wróżka, mając nadzieję, że głos jej za mocno nie drży. — Czy wszystko w porządku?
Chwila ciszy obudziła niepokój.
— Czuję się — westchnęła — trochę słabo. Przepraszam, nie wiem, o co chodzi…
Impuls silniejszy od rozsądku poruszył dłonią Annikki. Dotknęła ostrożnie palcami szyi Hotaru, nie wiedząc, czy bardziej boi się oparzyć, czy ją sparzyć. Szukała pulsu, lecz zanim zdołała go znaleźć, jej kciuk troskliwie pogładził nagrzaną skórę.
— Brakuje ci powietrza? — zapytała, wyczuwając szybkie tętno, widząc pracującą urywanie pierś.
— Chyba tak…
Umysł raptownie wskoczył na wyższe obroty kierowane zmartwieniem o dobrostan Hotaru. Odpowiedzialną decyzją byłoby pomóc wstać tancerce i wyprowadzić ją poza saunę, tam pozwolić usiąść ponownie i napić się wody, by uzupełnić płyny, jednak cała odpowiedzialność w Annikki wyparowała w momencie zetknięcia się jej skóry ze skórą Hotaru, cieplejszą od sauny w zimowy wieczór. Zawsze uważnie planujące kolejne słowa oraz ruchy myśli przeskoczyły witalny ciąg podejmowania decyzji w momencie lekkiego kryzysu, przez co oczyma wyobraźni ćma ujrzała zatrzymujące się serce Hotaru wymagające natychmiastowej resuscytacji i potrzebę przekazania kobiecie powietrza w najprostszy możliwy sposób niewymagający butli z tlenem.
Ujęła jej twarz w dłonie. Usiadła bokiem. Spojrzała w wyglądające spod przymkniętych powiek oczy. I wtuliła usta nieskładnie w usta Hotaru.
Trafiła gdzieś bardziej w ich bok, zrobiła to chyba za mocno, udławiła się prawie własnym sercem, nie zdając sobie sprawy, jak miękkie w dotyku okażą się jej wargi. Miękkie, zaskoczone, czułe. Gorączkowo spróbowała poprawić tę niefortunną próbę, łapiąc Hotaru mocniej, pewniej, gubiąc się w tym, czy chciała jej pomóc, czy już nigdy nie przestawać jej całować. Całować. Ćmowe ciało zadrżało, gdy zdała sobie sprawę, co właściwie robi, pieszcząc górną wargę Hotaru, smakując słony pot z jej skóry i wciskając opuszki w gorące policzki.
Gadzia skóra w jej żołądku pękła, wyzwalając chmarę motyli łaskoczących ściany jej wnętrza, wznoszących się wyżej, przez przełyk do jej ust szukających ujścia w karesie słodszym od kwiatowego nektaru. Czy istniało coś piękniejszego do próby uratowania kogoś pocałunkiem?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz