04 lipca 2026

Od Dantego do Bashara
Interludium

TW: depresja poporodowa, wspomniane samookaleczanie
W dużym domu zamknięty jest sekret.
U góry schodów, za przeszklonymi drzwiami gabinetu, leży on nienagannie ułożony w szufladce zamkniętej na kluczyk nieadekwatnie mały w porównaniu do krzywd mogących wylać się z wnętrza, jeśli zamek by pękł. Krzywd zdolnych pogrzebać wspomniane w tymże sekrecie osoby oraz zrujnować fundamenty pieczołowicie budowanego świata przypominającego nie do końca szczęście, lecz również nie będącego jego brakiem. Ale czyż nie to właśnie stanowi już wystarczającego dowodu wpływu sekretu na delikatny balans, który kosztował niejedno wyrzeczenie, obrazę, kompromis? Czyż nie jest to potwierdzeniem, iż sekret, choć zamknięty, zatrzaśnięty w swoim więzieniu (więżącym sekret czy oferującym tylko złudzenie?), zdołał wypłynąć zgnilizną spomiędzy szpar i wsiąknąć w umysły wszystkich zaangażowanych? Pleśniowy nalot naznaczył sobą podejmowane decyzje, kładąc się ziemistym, mdławo-słodkim zapachem w kątach mających uchodzić za bezpieczny dom, a podejmowane próby wytępienia grzyba zakończyły się poczuciem, że jakaś jego część wciąż pozostała. Utkwiona w szparach między uszami i w przestrzeni za żebrami, niesiona w każde miejsce, w każdą rozmowę, jak cień rzucany przez światło wszelakie. Nieodłączony, mający imię, cień.
W dużym domu zamknięte są listy.
Spisane dobrym piórem oraz żalem. Nakreślone schludnym pismem oraz miłością. Na papierze pomarszczonym tylko w paru miejscach. Pozbawione kopert, znaczków, adresu. Nagie niczym naga dusza, która spisała te słowa. Nigdy nie spoczęły w dłoniach swojego adresata, lecz może nigdy jemu nie były przeznaczone. Może ich celem zawsze było znaleźć się w tej szufladce jako przypomnienie o przewrotności życia, a także serca.
Oceń ją, jeśli musisz, lecz powiedz mi w następstwie tego – co było największym jej grzechem? Miłość, czy marzenie o miłości?
4 miesiące
Ukochany Brunonie,
Czy znasz jedyny powód, przez który nie zabiłam jeszcze naszego syna?
Gdyż tego byś sobie właśnie życzył. Zobaczyć moją porażkę w tej roli, w którą – Twoim zdaniem – wcisnęłam się na siłę, aby potem przybiec do Ciebie jako bezsilna dziewczynka, przekonana, że tylko Ty jesteś w stanie mnie uratować. Nie chciałeś go na początku i nie zechciałeś przez kolejne miesiące, więc na przekór Tobie go nie zabiję. Nie wezmę tej grubej poduszki z mojej sypialni, większej od niego, i nie przyłożę jej do jego okrągłej, jaśniutkiej główki. Wiesz, jak pachnie ta główka, na samym czubku? Ciepłym mlekiem, morską bryzą oraz słodkim ciastem. Wiem to, ponieważ każdego przeklętego dnia muszę wdychać ten zapach, nosząc go, gdy śpi, gdy płacze, gdy sika, gdy je. Ten cudowny zapach, który wyciska z moich oczu cierpkie łzy jak miejskie szczyny, tak bardzo nie mogę go już wytrzymać. Ale nie wezmę tej grubej poduszki, nie przyłożę jej do jego główki, nie będę powoli się uśmiechać, słysząc jego słabnący z sekundy na sekundę wrzask. Tak jak przez Ciebie go urodziłam, tak przez Ciebie go nie zabiję. Nie dam Ci tej satysfakcji, choć bogowie jedni wiedzą, że należy się ona mnie po nieprzespanych miesiącach.
Siedzę przy jego kołysce i zastanawiam się, jak on śmie tak głęboko spać, gdy ja nawet w chwili spokoju nie potrafię zasnąć.
Z wyczerpania przestaję być panią własnych myśli, właścicielską własnego ciała. Jestem kimś, lecz nie wiem kim, jeśli nie wyłącznie zbiorem nerwów, gniewu, paniki i lęku zamkniętym w powłoce kobiety, którą niegdyś byłam. Nie mogę nawet nazwać się „matką”, bo co za matka nienawidzi własnego dziecka i pragnie rozbić je o ścianę? Czuję się, jakby wszystko to, co składało się na moją osobę – imię Sappho, nazwisko Selachinius, kobieta, syrena, kochanka, agentka – wypłynęło ze mnie wraz z ciepłą krwią, po czym puste żyły nafaszerowano obezwładniającym, rujnującym od środka strachem. O zbyt głośny krok, który go zbudzi. O jego głębszy wdech, po którym chce mu się jeść. O mój własny oddech, który przypomina mi, że wciąż żyję, a to piekło na ziemi jest moim domem.
Wczoraj zamarłam z nożem w ręku, gdy kroiłam warzywa na sałatkę. Dotarło do mnie, jak łatwo dałabym radę się nim pociąć. Świeżo kupiony do nowego mieszkania, idealnie ostry, łatwy do trzymania. Mogłabym wbić go aż do kości w moje przedramię, a potem zadzwonić na pogotowie i kazać im zabrać mnie do szpitala, i to wszystko po to, żeby przez jeden wieczór się nim nie zajmować. Naszym synem. Dantem. Bez sprawnej ręki nie byłabym w stanie go utrzymać, więc pocięłabym również moją nogę, by nie musieć choćby przy nim stać. Ktoś inny byłby zobowiązany się nim opiekować, a ja cięłabym co dwa dni moje szwy, ażeby nie pozwolić ranom się zagoić. Byłabym wolna.
W gorsze dni rozmyślam o skrzywdzeniu go. W te lepsze – siebie.
Nie interesuje Cię to, więc tym bardziej opowiem Ci, co lekarze mówią o naszym synu. Jest zdrowym syrenem, jednak nie mogą jeszcze stwierdzić manifestacji wampirzej natury. Podobno u dzieci dwóch różnych ras często jedna strona jest bardziej dominująca od drugiej, ponieważ w tym przypadku dziedziczność magicznych genów nie jest taka oczywista. Ale ja wiem. Wiem, że gdzieś głęboko w tym niewielkim ciele, w tych jego małych rączkach i niezgrabnych nóżkach, siedzi nieproszona część Ciebie, bo Dante tylko bierze, i bierze, i bierze, i bierze, i bierze, i bierze, i bierze. Bierze wszystko, co mam, a ja mu to daję, nie potrafiąc powiedzieć „nie”.
Byłbyś taki z niego dumny, widząc, jak nie zostało nic ze mnie, tylko miłość do niego.

Wciąż Twoja,
Sappho
5 miesięcy
Czuły Brunonie,
Stellaire śmierdzi.
Śmierdzi morze, śmierdzą ulice, śmierdzi powietrze, śmierdzą ludzie, śmierdzi jedzenie, śmierdzą domy, śmierdzi wino. Wszystko jest przesiąknięte smrodem. Tak jak Luminaria, tak i Stellaire nie śpi w nocy, lecz u nas życie kwitnie późną porą, u nich ono powoli gnije od tego całego smrodu. Zamykają sklepy, otwierają śmierdzące kioski. Jedzenie można kupić tylko w śmierdzącej budce na placu. Piją śmierdzący alkohol, a ich rozmowy są śmierdząco nudne. Jestem pewna, że wszechwiedzący Brunetto Latini tego nie wiedział, bo dla Ciebie to tylko liczby, które można wykorzystać, nie życie, z którym trzeba się borykać.
Jestem pogrzebana żywcem w tym miejscu.
Dostałam pracę, więc spakowałam rzeczy, zabrałam naszego syna i zaczęłam coś od nowa. Przede wszystkim zostawiłam Luminarię. Piękną Luminarię, którą zaczęłam doceniać dopiero na obczyźnie. Trzeba coś stracić, żeby to pokochać. Zapytałabym, czy Ty mnie w takim razie kochasz, Mój Drogi, ale przecież Ty mnie nigdy nie straciłeś. Wciąż masz mnie w garści, moje serce jak ten gołąb z podciętymi lotkami, jego los zupełnie zależny od tego, czy go upuścisz, czy utrzymasz. Zostawiłam Luminarię, gdyż potrzebowałam wyrwać się z tego duszącego uścisku. Jednak to był krótki lot na moich ułomnych skrzydłach, jakby wyliczony również przez Ciebie. Teraz miotam się między ścianami mojej trumny, którą stało się to miasto, próbując przypomnieć sobie ciepło solmaryjskiego słońca. Tak bardzo brakuje mi słońca.
Tylko z tutejszą agencją udało mi się wynegocjować ograniczony czas pracy w biurze, żebym mogła zajmować się Dantem. Zapytali, czy nie powinnam być jeszcze na macierzyńskim, odpowiedziałam, że nie. Wszystko, tylko nie macierzyński, przez który moim jedynym zmartwieniem są brudne pieluchy. I chociaż pracuję dużo z domu, jest to wciąż zbawienna odskocznia od mojego więzienia.
Gdy muszę być w biurze, zabieram Dantego ze sobą i pozwalam sekretarce go doglądać w razie potrzeby. Czerpie z tego radość, której zazdroszczę jej jak chory zdrowemu, a przy tym nie daję po sobie poznać, jak dobrze jest widzieć, że ktoś uśmiecha się w końcu do niego szczerze.
Nie zatrudniłam pomocy. Próbowałam raz. To była dobra dziewczyna, młoda studentka, dorabiała jako opiekunka, bo miała doświadczenie z pięcioma młodszymi siostrami. Starałam się nie być dla niej przykrą w czasie rozmowy wstępnej, lecz nawet jeśli mi się to zdarzyło, przyjęła moje surowe nastawienie ze spokojem. Z obecnymi funduszami (nie tknęłam pieniędzy od Ciebie, czekam, aż przestaniesz je wreszcie wysyłać) było to najlepsze rozwiązanie. Miała zostać z Dantem od godziny 12 do 16, ponieważ miałam wtedy spotkanie z klientami. Pojechałam. Wysiadłam z tramwaju przed biurem. I wtedy mnie uderzyło – zostawiłam mojego pięknego, niewinnego syna z obcą osobą. Kimś, kto równie dobrze mógł działać na Twoje zlecenie, żeby zabić Dantego. Ona chciała zabić Dantego. To już nie było pytanie „czy”, lecz chłodna pewność, że widziałam wcześniej w jej oczach oziębły profesjonalizm zdolny zrobić krzywdę mojemu dziecku. Nie powiadamiając nikogo w biurze, rzuciłam się w drogę powrotną do domu. Trzęsłam się tak, jak nigdy w życiu się nie trzęsłam, przekonana, że mój malutki Dantuszka jest właśnie brutalnie mordowany przez tę okrutną kobietę, której zapłaciłeś, żeby go skrzywdziła, żeby mnie skrzywdziła, bo jesteś świadom, ile znaczy dla mnie mój syn. Wpadłam do mieszkania z obrazem zalanym ściskanymi w sobie łzami. Opiekunka trzymała czule w ramionach Dantego, z konsternacją mi się przyglądając, dopóki nie wyrwałam jej mojego biednego chłopca i nie wrzasnęłam, że ma się wynosić. Ona stała, nie widząc, co ma zrobić, więc nazwałam ją kurwą i suką pozbawioną moralności, i krzyczałam kolejne obelgi jeszcze długo po tym, jak dziewczyna zabrała swoje rzeczy i uciekła z mieszkania, krzyczałam, aż moje gardło było zdarte na wiór, aż brzmiałam jak zarzynane zwierzę, a Dante płakał w moich ramionach, bo byłam zbyt głośna i zbyt mocno go przyciskałam do piersi. W tamtym momencie znalazłam się w jakieś innej rzeczywistości, z której nie mogłam się otrząsnąć. W życiu mój głos nie brzmiał w ten sposób, a moje słowa nie sprowadzały się do grubiańskich wyzwisk, jednak nie mogłam nic na to poradzić, gdy życie mojego Dantego było tak wyraźnie zagrożone.
Dlaczego chcesz go zabić? Dlaczego nienawidzisz mnie oraz naszego syna tak bardzo? Przestań, proszę. On jest jedynym, co po Tobie mam.

Z wyrazami czułości,
Sappho
6 miesięcy
Utęskniony Brunonie,
Moje uszy krwawią od nieprzerwanego płaczu. Płacz, płacz, płacz, płacz, trochę snu, płacz. Ząbkuje. Rozumiem, że to nieprzyjemne, ale czy on nie może zamknąć się chociaż na pięć minut? Chodzę co chwila do niego, bo zachowuje się spokojniej, gdy podaję mu różne zabawki do wsadzania do buzi. Patrzy wtedy na mnie tymi wielkimi, błękitny oczami, jakby wszystko już było dobrze, już mama tu jest, tylko że nic nie jest dobrze, a ja nie jestem jego mamą, lecz dziwadłem bez imienia, zastanawiającym się kilka razy dziennie, jakby to było wyjść i nigdy nie wrócić. Siedzę skulona w wannie, z zamkniętymi drzwiami i zasuniętą firanką, ukrywając się przed nim i jego bólem. Zachowuje się, jakby tylko on cierpiał w tym domu, bo ma lekką gorączkę i zaczerwienione dziąsła przez wysuwające się zęby. A co ze mną? Co z moim bólem, rozpaczą, żalem? Kto przyjdzie i mnie utuli, kto poda mi ciepłe mleko i pozwoli wypłakać się w ramię?
Znasz odpowiedź na te pytania, jesteś wszak jedynym moim powiernikiem, Moja Miłości. Przyjaciele przestali dzwonić, gdy ja przestałam odbierać, będąc z Tobą na kolejnych wystawnych kolacjach. Dziadków nie poznałam, o rodzicach nie myślę, pogrzebanych w rodzinnej mogile zbyt wcześnie. Ale jej nie odsunąłeś ode mnie tak szybko. Ona walczyła do samego końca i sądzę, że nic bardziej Cię nie przerażało od jej wytrwałości, której nie byłeś w stanie kontrolować. Gdybym tylko kochała Cię nieco mniej. Gdybym tylko umiała zrobić dla niej miejsce tam, gdzie zamieszkałeś Ty.
Tego pragnąłeś, czyż nie? Być jedynym, którego kochałam i który mnie kochał. Mieć mnie na własność.
Sama pomogłam Ci zamknąć mnie w tej klatce samotności, na tyle złotej i komfortowej, że boję się wyjść z niej, pokazać się komuś taką, jaką jestem, bo pojęcia nie mam, co to teraz znaczy. Jednak nie uczynię z tego kolejnego żalu, który mam do Ciebie, gdyż nie potrzebuję nikogo. Nikt więcej nie wejdzie do mojego życia, nie zagrozi mojemu Dantemu. Jestem sobie sterem, okrętem i falą, zawsze byłam. Przetrwałam samotnie najgorsze sztormy i przetrwam samotnie ten huragan. To tylko kwestia woli oraz przemyślanego działania.
Dante wciąż płacze. Niech wypłacze się na śmierć.

Nieszczęśliwie Twoja,
Sappho
1 rok
Bruno,
Zdążyłam uwierzyć, że Twoja miłość jest jedyną miłością, na jaką zasługuję, dopóki Dante nie powiedział swojego pierwszego słowa – „mama”. Wciąż czuję łzy wzruszenia za każdym razem, gdy powtarza te dwie sylaby z taką pewnością, dumą, radością, uśmiecha się do mnie całą twarzą, wyciąga swoje rączki i mówi tylko „mama, mama, mama”, jakbym była dla niego najważniejszym elementem całego świata. Ja, która tak wiele razy pragnęła się poddać. Ja, która planowała położyć dłoń na tej roześmianej buzi i nie pozwolić jej zaczerpnąć kolejnego oddechu. Nie jestem warta tej miłości, a jednak mój mały chłopiec, mój kochany syn, mój prześliczny Dantuszka daje mi tę miłość w najczystszej formie, jakiej kiedykolwiek doznałam. Jest prosta i niewinna, i taka piękna. Chciałabym zamknąć jego głos w szumie muszli i przykładać ją przed snem do ucha, by kłaść się do łóżka kochaną.
Nie wyobrażasz sobie ilości nienawiści do mojego życia zgromadzonej we mnie w przeciągu ostatniego roku, a jednak, pomimo niej, nie wyrzekłabym się ani jednej złej rzeczy, skoro one wszystkie doprowadziły mnie do mojego Dantego nazywającego mnie „mamą”.

Ukochana mama Dantego,
Sappho
4 lata, 2 miesiące
Bruno,
Nie istnieje bardziej idealna istota od Dantego. Dokumentuję najmniejszy jego gest w moim uniesionym w dumie sercu, nie mogąc się nadziwić światłem, które mój chłopiec roztacza wokół siebie. Czasami mam wrażenie, że wniosłam do tego świata nie kolejne dziecko, lecz drugie słońce ogrzewające mnie w pochmurne dni. Czy pamiętasz, Bruno, jak brzmi mój śmiech? Ja zapomniałam, przekonana, że został mi on odebrany lata temu, a mój uśmiech zniekształcony w wieczny grymas zmęczenia. Tymczasem przy moim synu śmieję się i uśmiecham, jakbym nic innego nie robiła przez całe życie, uznaję tę czynność za równie naturalną, co oddychanie. Maska absolutnego opanowania, przedstawiania na co dzień innym, opada, gdy jego dłonie badają miękkość moich policzków, z kolei palce rozmazują szminkę. Śmieje się, a ja śmieję się wraz z nim, mażąc go tą samą szminką, aż oboje wyglądamy tak samo – chaotycznie szczęśliwi.
Powtarza mi codziennie, kilka razy, że mnie kocha. Nikt nigdy nie mówił tego do mnie z taką intensywnością ani ja nie odpowiadałam z taką mocą. Kocham, kocham, kocham go w ten ciężki, duszący, a zarazem niepowtarzalnie głęboki w sposób, w jaki chyba tylko matka może kochać własne dziecko. Ta miłość jest ze wszech miar piękna, ale jest przede wszystkim okrutna, ponieważ jedna osoba nie powinna być w stanie dźwigać w sobie tyle troski, zmartwienia, uwielbienia, czułości, wrażliwości, a jednak znoszę obezwładniające przypływy tych uczuć dzień w dzień i próbuję nie przepuścić ich zupełnie przez moje ciało, aby nie udusiły Dantego. Nie mogę przyrównać tej głębi miłości do emocji, którą żywię do Ciebie, z bardzo prostego względu – jest ona czymś innym. Oceanem zlewającym się z horyzontem, aż staje się całym moim światem.
Długie miesiące zajęło mi zrozumienie, iż nie muszę trwać w nieskończonej żałobie po moim dawnym życiu i znaczeniu mojej osoby. Sappho, skrupulatnie działająca z planem kobieta, która zawsze pilnowała, komu dawała kawałek siebie, jest kimś, za kim będę tęsknić jak za ukochaną osobą, ale poznałam w lustrze kogoś nowego, równie zdolnego i wartego uznania. Sappho, kobieta oraz mama Dantego, jest wciąż niepewna, wystraszona, wściekła na siebie oraz na świat, jednak ma w sobie dużo więcej miłości, niż ta dawna kiedykolwiek widziała na oczy. Dzięki niej wierzy, że choć złe dni wciąż zdarzają się częściej niż te dobre, te dobre mogą faktycznie istnieć.
Pokazałam Dantemu solmaryjskie morze. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Jestem nawet skłonna stwierdzić, że szybciej nauczył się pływać niż chodzić. Przepełnia go ciekawość do najmniejszego kamyka spoczywającego na dnie, przez co sama zaczynam na nowo odkrywać podmorskie tajemnice, które dawno temu przestały mnie dziwić. Wypłynęliśmy na tyle daleko, że udało nam się spotkać rekiny. Ekscytacja Dantego je nieco spłoszyła, ale dały nam drugą szansę na pogłaskanie ich. Dante jest tak czuły i ostrożny, gdy dotyka drugiej, żyjącej istoty. Nie muszę mu tłumaczyć, jak należy traktować zwierzęta. On to czuje, a każdy jego spokojny dotyk to zaproszenie, aby zostać z nim dłużej, tak złakniony jest bliskości.
Piszę do Ciebie, trzymając na piersi mój mały, śpiący świat. Tak się cieszę, że Ciebie tutaj nie ma. Dante jest darem, na który nie zasługujesz, żeby go doznać.

Rozkochana w swoim urwisie,
Sappho
5 lat, 4 miesiące
Znienawidzony aż do kości Brunonie,
Prawie zwymiotowałam, gdy Dante mnie ugryzł.
Jakże naiwną byłam, myśląc, że nie zrujnujesz mojego złotego chłopca swoją bluźnierczą naturą, która bierze, nie dając nic w zamian. Słyszałam z tyłu głowy Twój śmiech, jak przez ostatnie tygodnie Dante chodził zły i markotny, powtarzając w kółko, że jest głodny. Jego wykrzywiona buzia ściskała moje wnętrzności strachem o największą z moich obaw, ale mydliłam sobie oczy wyśnioną przeze mnie rzeczywistością, aż w końcu siłą zostałam z niej wyciągnięta.
Jesteś skazą na nim.
Mój piękny, cudowny, słodki Dante wgryzł się w moją dłoń. Chwycił ją mocniej, niż pięciolatek powinien być w stanie, po czym zatopił jeszcze nie do końca wyrośnięte kły w skórze. Mleczaki wyglądały normalnie, więc ochoczo założyłam, że nowe uzębienie również takie będzie. Jego źrenice rozszerzyły się jak u drapieżnika, a przez twarz przeszła nienaturalna ulga. Nie mogłam uwierzyć, co się dzieje, gdy wtem wspomnienia stanęły mi gulą w gardle. Wspomnienia Twoich kłów przeszywających moje ciało z łatwością, z jaką igła wbija się w materiał. Pamiętam odrętwienie w kończynach po tym, jak brałeś nieco za dużo. Pamiętam, gdy spytałam Cię, czy mógłbyś mnie przemienić, a Ty wgryzłeś się tylko mocniej, jakbyś mnie nie zrozumiał.
Odepchnęłam Cię, tylko że tak naprawdę odepchnęła go.
Dante upadł, ale to nie był mój syn, tylko Twój, z moją krwią w jego ustach, oblizujący wargi mimo wystraszonego spojrzenia. To było obrzydliwe, wyglądało jak groteskowy teatr zorganizowany przez Ciebie, aby znów mnie poniżyć. Mały chłopiec doprowadzający mnie do torsji. Jak mogłam go po czymś takim pogłaskać po głowie i powiedzieć, że nic się nie stało, skoro Twoje kły właśnie rosną w moim synu? Dlaczego go zniszczyłeś? Był idealny. Był piękny. Był mój. Czy wszystko, co posiadam, musisz mi zabierać? Nie wystarczy Ci, że Cię pokochałam?
Zamknęłam się w biurze i próbuję nie słuchać jego płaczu. Woła mnie, prosi, żebym wróciła, bije piąstkami w drzwi, krzyczy, że będzie już grzeczny, że więcej tego nie zrobi, że chce się przytulić.
Boję się go. Nie chcę Cię go widzieć.

Niech piekło Cię pochłonie,
Sappho
5 lat, 5 miesięcy
Cholerny Brunonie,
Nasz syn zabił gołębia. Nie znam się na zwyczajach młodych wampirów i nie wiem, czy to normalne, żeby znajdować w salonie zalanego łzami, małego wampira z buzią umorusaną krwią i piórami, tulącego do piersi gołębia, z którego ktoś spuścił całe powietrze. Dante spojrzał na mnie i rozpłakał się dwa razy mocniej, tłumacząc, że on nie chciał, że naprawdę starał się powstrzymywać od tamtego ugryzienia mnie, ale bolał go tak strasznie brzuszek, że nie mógł przestać myśleć o tym gołąbku siedzącym na balkonie i po prostu go złapał, a potem ugryzł i pił, i pił, i pił, a brzuszek przestał boleć, a gołąbek przestał się ruszać. Zapytał mnie, czy możemy go zabrać go lekarza.
Wiedziałam, że to, co planuję powiedzieć, jest niesprawiedliwe. Wiedziałam, że Dante był tylko dzieckiem, nie zimnym mordercą zwierząt. Wiedziałam, że go bolało. Tylko jakie to miało znaczenie, gdy wreszcie dotarło do mnie, że jesteś gotowy pochłonąć naszego syna od środka, jeśli nie stanę twardo na Twojej drodze.
Powiedziałam: „Zabiłeś tego gołębia, Dante. To przez ciebie on odszedł, żebyś ty mógł żyć. Wszystko, czego dotkniesz, możesz zniszczyć w dokładnie ten sam sposób. Musisz nauczyć się to ukrywać. Czy chcesz innym pokazywać, że jesteś w stanie zabić niewinnego gołębia, żeby się najeść? Że jesteś w stanie skrzywdzić każdego, żeby zająć się swoimi potrzebami? Czy naprawdę jesteś tylko tym – zabijającym słabe ptaki chłopcem?”.
Wykorzystałam jego naturalną potrzebę przeciwko niemu, wymuszając na nim wstyd. Nie jestem z tego dumna, ale również tego nie żałuję. Robię to dla niego. On tego nie rozumie, ale robię to dla niego. Stanowisz część naszego syna, tego wytępić nie mogę. Mogę jednak go wychować na kogoś niebędącego Twoim synem.

Pogrążona w pamięci o Tobie,
Sappho
7 lat
Drogi Brunonie,
Nastał pierwszy dzień podstawówki. Inni rodzice w szkole pytali mnie, czy czuję dumę, radość, a może niepewność i ekscytację zarazem? Spojrzałam na nich oceniającym wzrokiem, zanim oni zdążyli ocenić mnie. Czuję jedynie ulgę, że ktoś inny przez kilka godzin będzie męczył się z humorami Dantego, dzięki czemu szkolna ławka zostanie obgryziona zamiast blatów w domu.
Nie jestem w stanie zapanować nad nim. Dlaczego nie wystarcza mu, że go kocham i chcę dla niego jak najlepiej, żeby mnie posłuchał?

Myślami będąca gdzieś z Tobą,
Sappho
11 lat, 3 miesiące
Najdroższy Brunonie,
Fatyga znudziła się przeżuwaniem moich kości, zostawiając mnie na pastwę bezsilnego odrętwienia. Przyznaję, tak po prostu i zwyczajnie, jako ktoś będący przeciętnym śmiertelnikiem, a nie falą zdolną przeciwstawić się grawitacji – mam dość. Kłócimy się bądź milczymy. Wymijamy się bądź walczymy. Krzywdzimy się bądź się krzywdzimy. Dante krzyczy do mnie o ojcu, którego nie poznał, przekonany, że „jakby tata tu był, to wszystko byłoby dobrze”.
Więc zadałam sobie to pytanie – co by było, gdybyś tu był? A raczej – gdybyśmy my byli z Tobą? Od momentu narodzin Dantego nie pozwalałam sobie na rozmyślanie o przyszłości, którą stworzylibyśmy razem jako rodzina, teraz jednak moje siły opadły i niespełnione obrazy napływają w pole mojego widzenia, nadając mu zaskakujących barw.
Widzę nas, tańczących w środku wielkiej sali. Diamentowa kolia okala moją szyję, dopełniając się z absolutną czernią sukni. W innych okolicznościach nazwano by mnie bogatą wdową, lecz wśród Twojego towarzystwa jestem panią domu przystrojoną w ulubione kolory pana domu. Ty i ja, razem, złączeni spojrzeniami na tyle niestosownymi, że nasz syn wywraca ostentacyjnie oczami. Dante bryluje w towarzystwie, jest już starszy, nauczony przez Ciebie, jak radzić sobie w rozmowach z wampirami mającymi wieloletnie doświadczenie w grzecznym obrażaniu drugiej strony. Ja jestem jego inspiracją, lecz Ty jesteś jego drogowskazem. Wpatrzony w Ciebie jak w obrazek, naśladuje Twoje ruchy, Twoje gesty, Twoje słowa i marzenia, lgnąc do Twojej hipnotyzującej charyzmy, a przy tym rzucając jej wyzwanie. Mamy pieniądze, jesteśmy piękni i nierozerwalni – czego więcej nam trzeba, by wzbudzić obawę w innych wampirach?
Dante dorasta pod Twoim czujnym okiem, stając się odważnie kroczącym mężczyzną, ale nie odmawiasz mu przyjemności. Jego oczy są zbyt słodkie, by powiedzieć im stanowczo „nie”, gdy poprosi o psa, o konia, o wspólną wycieczkę, o kieliszek wina nieodpowiedni dla jego wieku. Pokochałbyś go, nawet nie wiesz, jak bardzo.
I kochałbyś mnie. Nie prosiłabym o wielkie gesty, bo te niewielkie znaczyłyby, że pamiętasz o mnie. Pocałunek z rana. Łagodna pieszczota. Wspólne śniadanie, przy którym nalewasz mi mój ulubiony sok. Całus w dłoń, nim odjeżdżasz na spotkanie. W niektóre dni pachniałbyś innymi kobietami, ale i ja czasami pachniałbym inną kobietą, jako przypomnienie, dlaczego to właśnie siebie wybraliśmy. Po jednej nocy z nimi zawsze pragnęlibyśmy setki z nami.
Może Dante ma jednak rację. Gdybyś tu był, wszystko mogłoby być dobrze.

Stęskniona,
Sappho
12 lat, 6 miesięcy
Ukochany,
Wytłumaczę Ci znaczenie pewnego imienia. Cangrande della Scala. Musi ono zostać również przeliterowane, z nienawistym wyczuciem, tak jak ja czynię to od tygodni. C a n g r a n d e d e l l a S c a l a. Trener boksu Dantego. Nikt. Nikt interesujący, nikt wybitny, nikt mądry, nikt specjalny, nikt, kto zasługiwałby na uwagę Dantego. A jednak, gdy ja od miesięcy zastanawiam się, co zrobić, żeby mój syn nie uciekał ode mnie z domu, on ma czelność pytać mnie, czy może zabrać sobie Dantego na wycieczkę ze swoją prukwą, ponieważ „młodemu” bardzo spodobał się ten pomysł. Bezczelność. A cóż zrobiłeś, panie Nikt, przez ostatnie dwanaście lat życia Dantego, żeby zasłużyć na jego przychylność? Czy nosiłeś go nocami, czy wytrzymywałeś jego płacz, czy karmiłeś go, czy zabierałeś go do przedszkola, czy pomagałeś chodzić, czy uczyłeś sikać, czy rozmawiałeś ze szkołą chcącą go wyrzucić, czy kłóciłeś się z rodzicami pogryzionych przez niego dzieci? Czy zrobiłeś cokolwiek poza nauczeniem go, jak się lepiej bić – cóż za niezwykle w życiu przydatna umiejętność – gdy to ja muszę wychodzić na tę złą, wyrzucając tę tandetną maszynę do szycia, żeby skupić jego uwagę na prawdziwie ważnych rzeczach?
Zatem rozumiesz już, Mój Drogi, dlaczego jestem w stanie przypisać do każdej litery wymienionego imienia przynajmniej jeden zarzut, całość zaś ma jeden cel w swoim marnym żywocie – zabrać mi Dantego. Bo jakże łatwo jest zapraszać go na wycieczki i obdarowywać nowymi rękawicami, skoro mama potem zabroni mu w domu słodyczy i zmusi do zrobienia pracy domowej. Mama zrobi całą brudną robotę, żeby potem przyszedł zasuszony pryk i sprawił kiwnięciem palca, że Dante się uśmiechnie.
Nie będzie żadnych wycieczek, żadnego nocowania w domu tego niesprawnego umysłowo durnia, żadnego zostawiania mnie samą przez Dantego. On nie jest jego synem, nie jest Twoim, nie jest naszym, ale moim. I prędzej piekło zamarznie, niż pozwolę go sobie odebrać, tak jak pogoń za dziwkami odebrała mi Ciebie.

Wciąż czekająca na Ciebie,
Sappho
14 lat, 10 miesięcy
Mój Drogi,
Pozwól, że opowiem Ci o Beatrice.
Nasze pierwsze spotkanie miało miejsce na plaży wczesnym rankiem. Wychodziłam właśnie z morza, nieco późniejszą porą niż zazwyczaj, nigdy jednak nikogo nie spotykałam na tym odcinku i wydawało mi się, że lekkie przesunięcie w godzinie tego nie zmieni. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że o te dwadzieścia minut później brzegiem regularnie biega ciemnowłosa czarodziejka, która rzuciła się w moją stronę z nieproszoną pomocą. W jej oczach byłam nagą, zagubioną kobietą wychodzącą nagle z morza po zostaniu do niego wrzuconą wbrew mojej woli. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, czarodziejka ściągnęła swoją bluzę i nakryła mnie nią pospiesznie. Jej nagła troska odebrała mi mowę, a jej kolejne słowa „pomogę ci, ze mną będziesz bezpieczna” okazały się mieć znaczenie nie tylko w tamtym momencie.
Gdy jestem pytana o Tris, zawsze opowiadam im tę historię, ponieważ jest idealnym podsumowaniem jej jako mojej partnerki. Broni mnie, choć o to nie proszę, a może właśnie dlatego, że tego nie robię. Mam w sobie wiele połamanych, źle zrośniętych elementów, do tego moja relacja z naszym synem to nieustannie otwarta rana, ale Tris nigdy nie wystraszyła się skaleczenia o moje ostre krawędzie. Twardym charakterem walczy ze światem, ale mi nie szczędzi czułości ani dobroci, całując moje dłonie o poranku i przynosząc mi do łóżka śniadanie, które jemy razem, popijając mój ulubiony sok. Jest wszystkim tym, czym ja dla siebie nie potrafiłam być przez ostatnie lata – życzliwością, na którą nie trzeba zasłużyć, łagodnością w drobnych gestach oraz wyrozumiałością dla potknięć bądź wątpliwości. Jestem szczęśliwa. Jestem kochana.
Śmiejesz się, słyszę to doskonale. Mistrz kłamstw nie zostanie oszukany tak desperacką próbą uczynienia z iluzji rzeczywistości.
W czasie wakacji w Solmarii, gdy Dante był jeszcze mały, myślałam, że wystarczy go kochać, a on na zawsze pozostanie moim złotym chłopcem. Teraz zaś popełniam ten błąd ponownie, kochając Beatrice i wierząc, że w ten sposób dam jej dom w moich ramionach, na jaki zasługuje. Przykra prawda jednak brzmi inaczej – jestem ruiną, a ona oddaną mi kobietą siedzącą w zawalonym budynku, w którym nigdy nie odbuduje dachu. Moja miłość do niej nie jest nawet fundamentem. To liche ognisko płonące w zgliszczach mojego serca, wywołujące cienie Twojej osoby z pęknięć oraz gruzów.
Miłość sama w sobie nie wystarcza, by być dla kogoś dobrym.

Boleśnie Twoja,
Sappho
14 lat, 11 miesięcy
Mój Brunonie,
Całując ją, drżę od chłodu Twojego nawiedzającego mnie ciała, wtulonego w moje plecy, jak zwykłeś to robić, pieszcząc moją szyję. Trwam między Wami, między jej ustami szepczącymi o miłości oraz Twoim dotykiem trzymającym mnie w przeszłości.

Pełna wspomnień,
Sappho
15 lat
Mój Kochanku,
Dom jest cichy jak front przed przesunięciem się wojsk. Nasz syn nie odbierał telefonu przez połowę nocy, wrócił dopiero po północy z imprezy urodzinowej kolegi, która miała trwać do dziesiątej wieczorem. To Twoje geny, nie moje. Co więcej, śmierdział alkoholem i ledwo składał zdania. On ma piętnaście lat, Bruno. Przestań szeptać mu do ucha swoje lekkoduszne pomysły.
Mimo tego świeżo sprowadzonego do domu chaosu znalazłam w nim dziwny spokój. Słyszałam krzyki kłótni, ale ani jeden mięsień się we mnie nie napiął, a nerwy nie zjadły mnie żywcem. Tris stanęła do walki z huraganem w moim imieniu, broniąc mnie przed jego wybuchem. Powinnam była się odezwać, lecz fala ulgi związanej z byciem kimś postronnym w dyskusji z naszym synem pozbawiła mnie słów. Słuchałam i patrzyłam, aż Dante spojrzał na mnie, nie wiem jednak, co tam ujrzał, że jego oczy tak wyraźnie się zaszkliły.
Jako okropna matka spełniam swój obowiązek, w słabości umysłu myśląc o chwilach z Tobą, tych dobrych i tych złych, przede wszystkim tych, które nie miały szansy się ziścić. I tęsknię czasami za nimi mocniej niż za tym, co razem przeżyliśmy, równocześnie widząc Ciebie górującego nad Dantem, kłócącego się z nim tak samo, jak zrobiła to Tris. Tylko że Ty nie podnosisz głosu. Krzyk kosztuje oddech, a Ty zawsze dokładnie wyliczałeś, kto zarobił sobie na co. Dante nie zarobił na Twój krzyk. Nie wysłuchałby go. Zarobił na pięść, gdyż to jest język, którym zaczął chętnie się porozumiewać. Więc rozmawiasz z nim, uważnie dobranymi argumentami informując, że jeśli nasz syn chce walczyć z autorytetem, niech przyjmie na siebie konsekwencje wymierzone przez tenże autorytet. Nie denerwujesz się, ponieważ na to również nie zarobił.
Czy naprawdę mógłbyś go uderzyć? Proszę, nie odpowiadaj. Nie skończyłam marzyć o naszym wspólnym życiu.

Rozbita myślami o Tobie,
Sappho
16 lat, 2 miesiące
Niezapomniany Brunonie,
Jestem przekonana, że Cangrande della Scala pracuje z Tobą. Zmówiliście się przeciwko mnie, aby odebrać mi mojego złotego chłopca i zmienić go w mężczyznę. Wpierw dałeś mu kły i dałeś mu siłę, pozwalając mu żerować na krwi. Potem zacząłeś mówić przez niego i mówić do niego, zachęcając go do sprzeciwiania się mi. Teraz zaś przybył ktoś, kto powoli, metodycznie, rozrywa kawałek po kawałku delikatną powłokę mojego syna i wyciąga spomiędzy ścięgien Twoje mięśnie, lepi wytrwale jego barki w Twoje barki, tnie szybkim cięciem łagodną buzię w kształt Twojej szczęki. Jest rzeźnikiem zarzynającym na moich oczach moje dziecko, dając żyjącej w nim ciemności przestrzeń do zaczerpnięcia tchu. Czekałeś na to. Wytrwale czekałeś, drwiąco spoglądając na moje starania powstrzymania Ciebie.
Masz prawo drwić do woli, przecież znasz mój sekret. Moja nienawiść do wyłaniającego się z Dantego ojca zastąpiona byłaby smutkiem, gdyby chociaż namiastka Ciebie nie była w nim widoczna.

Oddana Tobie,
Sappho
18 lat, 9 miesięcy
Ciążący w mym sercu Brunonie,
Jak zepsutym trzeba być, aby rozmyślać o możliwych zaręczynach w tak paskudny sposób, w jaki ja rozmyślam. Jak wypaczonym i zgorzkniałym, aby wierzyć w błędną interpretację ostatnich zdarzeń jako podły dowód nienadchodzącego wyznania. Ale znam Tris. To kobieta czynu, która zdecydowała się mnie pokochać i zdecyduje się mnie poślubić. Jestem z natury podejrzliwa, więc wbrew najszczerszym chęciom porzucenia tych rozmyślań znalazłam drobne sygnały świadczące o jej intencjach.
Mam ochotę uklęknąć przed nią pierwsza, lecz nie na jedno kolano, ale oba i błagać ją, żeby tego nie robiła. Zabrzmię żałośnie, taka jest jednak cecha tej relacji: Beatrice kocha mnie taką, jaką jestem – popsutą, trudną – i jest gotowa przyjąć z ucałowaniem dłoni przyszłość, w której może nigdy nie będę w stanie pokochać jej tak samo.
Czy uśmiechasz się teraz, Moja Miłości? Czy czujesz spełnienie, wiedząc, że moje serce od lat wykrwawia się pod Twoimi stopami?
Nie istnieje inna odpowiedź na jej pytanie niżeli „tak”. Oby tylko nie dostrzegła żalu w moich oczach.

Kochająca,
Sappho
25 lat
Moja Miłości,
Tak strasznie Cię nienawidzę.
Dante jest synem swojego ojca, nie synem swojej matki.
Kocham go niewysłowienie, tak jak kocham Ciebie, i może właśnie przez to straciłam Was obu.

Twoja,
Sappho

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz