Bashar skrzywił się, prychnął, przemknął zagniewanym wzrokiem w stronę planszy z układem pokarmowym.
— Proszę, to tylko na dzisiaj, normalnie przecież sam bym się nimi zajął — jęknął błagalnie doktor Ventriculus, splatając pulchne dłonie.
Obaj znajdowali się w lekarskim pokoju socjalnym, a demon miał nadzieję, że uda mu się chociaż odgrzać zupę i posilić się w spokoju, bez konieczności wlewania w siebie posiłku, byle tylko zdążyć w te pięć minut wydartej z grafiku przerwy. Zero czasu na relaks.