Mimo późnej godziny na obskurnym korytarzu i w wielu przylegających do niego pokojach akademickich wciąż intensywnie świeciły się rażące w oczy świetlówki. Zza białych, obdartych z farby drzwi słychać było podekscytowane głosy, śmiech i wtórującą im głośną muzykę. Noc tutaj wcale nie oznaczała końca dnia — wręcz przeciwnie, wraz z nadejściem wieczora budziła się do życia cała studencka brać. Szczególnie w czasie weekendu. Nocne imprezy to wśród studentów najpopularniejszy sposób na odreagowanie minionego tygodnia spędzonego będąc przykutym do niewygodnej ławki w dusznej uniwersyteckiej auli. Wieczorne spotkanie w gronie przyjaciół z puszką piwa w ręku i papierosem w ustach dawało nadzieję na przetrwanie nieuchronnie zbliżającej się sesji. W dobrym towarzystwie żadne kolokwium ani żaden egzamin nie budził najmniejszej grozy.
Gwiazdki
Strony + Newsy
newsy
1
2
3
4
Niebezpieczni przestępcy uciekli z więzienia na miotłach przemyconych w torcie
Novendyjska policja poszukuje trójki groźnych przestępców, którzy w miniony weekend zbiegli z zakładu karnego pod Stellaire w sposób tyleż zuchwały, co – zdaniem śledczych – „uwłaczający regulaminowi zakładu”. Miotły, na których dokonano ucieczki, przemycono do celi wewnątrz olbrzymiego tortu urodzinowego, dostarczonego przez pracownika usługi Lisek, dowożącej zakupy online. Co gorsza, jak ustalono, były to modele wyścigowe – szybkie, zwrotne i doskonale znane z nielegalnych wyścigów. „Od dawna mówiłem, że ta subkultura skończy się w więzieniu,” komentuje zmęczony rzecznik policji. „Nie sądziłem, że dosłownie z niego wystartuje. Jedyne dobre to to, że tort był wyśmienity.”
Książki grozy ożywają po zmroku. Miasto zaleca czytanie za dnia
Mieszkańcy kilku dzielnic Stellaire zgłaszają niepokojące zjawisko: z półek z literaturą grozy po zapadnięciu zmroku dobiegają szepty, czuć chłodne przeciągi i podejrzane odgłosy, których żadna książka wydawać nie powinna. Wydział Zjawisk Niewyjaśnionych potwierdza wzmożoną aktywność „na tle sezonowym” i przypomina, że zjawisko nasila się co roku pod koniec października. Księgarze donoszą, że dział grozy „sam się porządkuje”, a niektóre tytuły znajdują rano na zupełnie innych regałach. Sprzedaż horrorów, rzecz jasna, bije rekordy. „Radzimy kończyć lekturę przed zmrokiem,” apeluje urzędnik. „Przezorny zawsze ubezpieczony.”
Kruk terroryzuje dzielnicę jednym zdaniem. „Nigdy więcej”
Nad jedną z dzielnic Stellaire zapanował nastrój grozy za sprawą wielkiego, czarnego kruka, który obsiada framugi drzwi i na każde zadane mu pytanie odpowiada niezmiennie: „nigdy więcej”. Mieszkańcy, początkowo rozbawieni, popadli w przygnębienie, gdy okazało się, że ptak trafia z odpowiedziami niepokojąco celnie. Grupa studentów, która w przypływie odwagi zapytała, czy zda sesję, do dziś nie doszła do siebie. Straż Magiczna prosi, by kruka nie prowokować niepotrzebnymi pytaniami. Ptak pozostaje nieuchwytny.
Na kolację przyszli goście, których nikt nie zapraszał. Etykieta w rozsypce
W miarę zbliżania się najstraszniejszej nocy roku mieszkańcy Stellaire coraz częściej meldują o niecodziennych gościach przy rodzinnych stołach – krewnych i znajomych, którzy zjawiają się bez zapowiedzi, siadają w milczeniu i, co kłopotliwe, „nie wszyscy wciąż pozostają wśród żywych”. Dawny folklor nakazuje takich gości ugościć, nakarmić i pod żadnym pozorem nie wypytywać, ile zabawią. Problem w tym, że współczesna etykieta nie przewiduje, jak dokładnie obsłużyć kogoś, kto nie je od kilku pokoleń. „Dokładać czy nie dokładać? Oto jest pytanie,” wzdycha jedna z gospodyń. Poradniki savoir-vivre'u milczą. Najstarsi w rodzinie – znacząco.
Nagłówek
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakazany Owoc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakazany Owoc. Pokaż wszystkie posty
11 lipca 2026
05 lipca 2026
Od Sorena do Vaerila
Stellaire miało w sobie coś, czego Soren nie potrafił odnaleźć w żadnym innym mieście. Za dnia olśniewało swoim pięknem, idealnie skrojonymi sylwetkami sunącymi po wybiegach, błyskiem fleszy odbijającym się od szklanych fasad i precyzyjnie wyreżyserowanym chaosem, który dla postronnych wydawał się czymś niemożliwym do pojęcia, jednak dla ludzi z branży był po prostu codziennością. Dopiero noc zdejmowała z niego tę starannie dopracowaną maskę. Kiedy ostatni pokaz w końcu dobiegł końca, gdy projektanci odetchnęli z ulgą, modele rzucili w kąt niewygodne buty, a fotografowie zamknęli obiektywy w futerałach, miasto zdawało się rozluźniać ramiona i wypuszczać z płuc długo wstrzymywany oddech. W powietrzu unosił się zapach rozgrzanego od słońca asfaltu, kwiatów rosnących przy szerokich bulwarach i perfum. Nad ulicami wisiały girlandy świateł, odbijające się w mokrym bruku, a ludzie śmiali się głośniej niż zwykle, jakby wszyscy zgodnie uznali, że skoro przez tydzień żyli w nieustannym napięciu, teraz mają pełne prawo pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)