— Miałeś odpoczywać — odezwał się karcąco hrabia, stając w progu swej komnaty.
Bashar uniósł głowę znad pożółkłych stron, uśmiechnął się słabo, lecz zrobił to całym sobą – oczami, prostującymi się lekko ramionami, delikatnymi zmarszczkami na twarzy – i gdyby mógł, Dante wiedział, że podszedłby do niego sam. Choroba odbiła się ciężkim echem na jego ciele, a energia wracała bardzo powoli, wolniej, niż lekarz by sobie tego życzył. Przy jego boku czuwał jednak wampir samodzielnie dla niego gotujący, dbający o wszelkie wygody, zdolny wyłapać w biciu serca nieprawidłowości. Od kiedy zaraza uspokoiła się w mieście, a pojedyncze osoby potrzebowały dawek leku, Dante nie wahał się i przeniósł Bashara do zamku, prosto do królewskiego łoża hrabiego, by móc roztoczyć nad nim odpowiednią troskę.