Zew Cthulhu
Nikt w Stellaire nie potrafi powiedzieć, kiedy to się zaczęło. Może wtedy, gdy miarowy szum morza zmienił ton, a może wtedy, gdy artyści w całym mieście zaczęli malować te same, nienazwane kształty. W snach coraz więcej osób widzi zatopione miasto, którego cyklopowe obeliski wymykają się ludzkiemu pojmowaniu. Naukowcy twierdzą, że wszystko da się wyjaśnić. Czyżby? Niektóre prawdy nie są ani wrogie ani przyjazne, są po prostu większe od nas, niemożliwie większe, dotykają tego, do czego my nie zbliżymy się nawet za tysiące lat. Rozum jest jedynie cienką błoną, a coś po drugiej stronie właśnie zaczęło na nią napierać.
❦
Podgatunki: horror kosmiczny, weird fiction, mitologia grozy, horror sennych światów, horror zakazanej wiedzy, horror oceaniczny
Pisarze: H.P. Lovecraft, Robert W. Chambers, William Hope Hodgson, Clark Ashton Smith, Stefan Grabiński („Demon ruchu”, „Cień Bafometa”), Thomas Ligotti, Laird Barron („The Imago Sequence”, „Occultation”)
❦
- Od kilku nocy śnisz o zatopionym mieście. Gargantuiczne, porośnięte fosforyzującymi wodorostami bloki kamienia układają się w niewiadomego pochodzenia budynki, których kąty wydają się jednocześnie wypukłe i wklęsłe, a z głębi dochodzi powolne, rytmiczne pulsowanie. Rano na kartce obok łóżka znajdujesz rysunek istoty, której nie potrafisz nazwać, i słowa w języku, którego nie umiesz przeczytać. Najgorsze jest to, że kreska i charakter pisma bez wątpienia należą do ciebie.
- W parku, w którym zwykle spacerujesz, spada meteoryt. Ma barwę, której nie da się opisać, a trawa wokół niego z dnia na dzień szarzeje. Ptaki omijają to miejsce szerokim łukiem, a jabłka na pobliskich drzewach są dorodne, lecz gorzkie i kruszą się w palcach niczym popiół. Służby miejskie ogradzają teren taśmą, ale kamień z każdym dniem jest mniejszy, a szarość sięga coraz dalej. Rankiem dostrzegasz ją na trawniku przed swoim domem.
- Za ścianą ktoś co noc gra na skrzypcach bardzo dziwną melodię. Dźwięki wspinają się coraz wyżej, coraz szybciej i rozpaczliwiej, jakby muzyk nie tyle grał, co się przed czymś bronił. Kiedy w końcu pukasz, żeby poprosić o ciszę, drzwi otwiera wychudzony starzec o drżących dłoniach i błaga, żeby pod żadnym pozorem nie wyglądać przez jego okno. Zanim zatrzaśnie drzwi, dostrzegasz, że okno zasłania gruba kotara, która faluje, choć w pokoju nie ma przeciągu.
- W antykwariacie ktoś wciska ci do ręki księgę bez tytułu. Oprawa jest zimna i lekko wilgotna, a zanim zdążysz o cokolwiek zapytać, nieznajomy znika między regałami. Właściciel antykwariatu blednie na widok księgi, przysięga, że nigdy nie miał jej na stanie, i prosi, żeby natychmiast wynieść ją ze sklepu. Wieczorem orientujesz się, że księga leży otwarta na twoim stole, chociaż nie pamiętasz otwierania jej.
- Dostajesz zaproszenie na święto w nadmorskim mieście. Ciekawe – mieszkańcy tutaj mają wyłupiaste oczy i zwykle unikają obcych. Powietrze pachnie solą i rybami, domy stoją krzywo, a ze starej świątyni, przerobionej na siedzibę jakiegoś bractwa, dobiegają śpiewy przypominające bardziej bulgotanie niż mowę. Wszyscy są zaskakująco serdeczni, a gospodarze już przygotowali dla ciebie pokój na noc. Niepokoi cię, że drzwi tego pokoju da się zamknąć wyłącznie od zewnątrz.
- Twój znajomy wynajmuje pokój na poddaszu starej kamienicy. Wyjątkowo tanio, bo poprzedni lokator, student matematyki, zniknął bez śladu. Jednak kąty w tym mieszkaniu są jakieś niewłaściwe, podłoga nie trzyma poziomu, a od patrzenia w róg nad łóżkiem kręci się w głowie. Kiedy u niego nocujesz, słyszysz kroki w miejscu, gdzie powinna być ściana, a nad ranem znajomy mówi przez sen o starej kobiecie, która obiecała zaprowadzić go na drugą stronę.
- Budzisz się i odkrywasz, że minęło kilka miesięcy, których nie pamiętasz. Znajomi witają cię z ulgą, ale jakoś ostrożnie, i nikt nie chce powiedzieć, co przez ten czas robiło twoje ciało. W szufladzie leżą notatki pisane twoją ręką, w języku, którego nie znasz. Na ostatniej stronie ktoś dopisał po novendyjsku tylko jedno zdanie: „Nie szukaj nas”.
- Piwnica twojego budynku zawsze miała jedną kondygnację. Dziś schody prowadzą niżej, a z dołu dochodzi chrobot szczurów. Z każdym stopniem powietrze robi się cięższe, a na ścianach pojawiają się rzeźbienia starsze niż sam budynek. Chrobot coraz mniej przypomina odgłos szczurów, a niżej, z wnętrza lepkiej ciemności, dobiega głos wypowiadający twoje imię.
- Idziesz na pokaz wędrownego prelegenta, który prezentuje „nowe cuda nauki”. Jest wysoki, elegancki i ma w sobie coś z dawnego władcy – kiedy mówi, sala milknie, głęboko zasłuchana. Po wyjściu masz nieodparte wrażenie, że twoi bliscy to chyba nie do końca oni – mówią tymi samymi głosami i śmieją się z tych samych żartów, ale coś w ich postawie nie daje ci spokoju.
- (rezerwacja: Vicrik) Znajomy malarz zaprasza cię do pracowni, żeby pokazać swoje nowe płótna. Pracownia mieści się w piwnicy starej kamienicy w najgorszej dzielnicy Stellaire, a obrazy przedstawiają przygarbione, psowate stwory ucztujące w tunelach metra i na cmentarzach. Postacie są tak realistyczne, że zaczynasz się zastanawiać, skąd bierze modeli. Kiedy malarz wychodzi na chwilę po wino, zauważasz, że do rogu jednego z płócien przypięto zdjęcie.
- Na plaży znajdujesz kamienny posążek istoty z mackami. Jest ciężki, śliski w dotyku i wyrzeźbiony z taką dokładnością, jakby rzeźbiarz miał przed sobą żywy model. Od tej pory co noc słyszysz szum morza, nawet daleko od wybrzeża. W mieście zaczynasz rozpoznawać innych, którzy też go słyszą. Noszą przy sobie takie same posążki i uśmiechają się do ciebie porozumiewawczo.
- Znajomy, zdolny i od dawna nieco zbyt pochłonięty pracą, zaprasza cię, żeby pokazać swoje najnowsze urządzenie. Maszyna brzęczy cicho i wypełnia pokój fioletowym światłem, a on twierdzi, że pozwala zobaczyć to, co istnieje tuż obok nas, lecz poza zasięgiem ludzkich zmysłów. Po chwili zaczynasz dostrzegać w powietrzu półprzezroczyste, meduzowate kształty, które dryfują tuż przy twojej twarzy. W tym momencie one także zauważają ciebie.
- Na wzgórzu nad twoją dzielnicą od lat stoi opuszczona świątynia z oknami zabitymi deskami. Pewnego wieczoru zauważasz, że ktoś zerwał deski i z ciekawości wchodzisz do środka. Tam, na kamiennym postumencie leży czarny, wielościenny kamień, w którego głębi coś zdaje się poruszać. Od tamtej nocy boisz się każdej awarii prądu, bo gdy tylko w mieście gasną latarnie, coś w głębi opuszczonej świątyni zaczyna się niepokoić.
Dziady
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
Co to będzie, co to będzie?
W listopadowe wieczory, gdy mgła z rzeki pełznie między kamienicami, ktoś zapala w oknach świece. Na cmentarzach czuć wonny dym płonących ziół, a z wnętrza zamkniętych na kłódkę kaplic dobiega śpiew. Zmarli wracają do Stellaire nie po to, żeby straszyć, ale żeby prosić: o okruch chleba, o dotyk, o łzę, o pamięć. Każdy z nich niesie winę albo krzywdę, która nie pozwoliła mu odejść, a każdy z żywych musi kiedyś odpowiedzieć na pytanie, co jest winien swoim umarłym. Kto nie zna goryczy ziemskiego życia, ten nie dostąpi szczęścia nieba. Kto był za życia nieludzki, temu człowiek nie pomoże.
❦
Podgatunki: horror ludowy, opowieść o duchach, demonologia słowiańska, horror obrzędowy, groza sacrum, ballada grozy, horror winy i pokuty
Pisarze: Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Bolesław Leśmian, Stanisław Wyspiański, Karel Jaromír Erben („Kytica”), Mikołaj Gogol, Aleksiej K. Tołstoj („Rodzina wurdałaka”, „Upiór”), Łukasz Orbitowski („Szczęśliwa ziemia”, „Święty Wrocław”)
❦
- Spotykasz dwójkę dzieci, chłopca i dziewczynkę, trzymających się za ręce. Pytają cię o gorczycę, a na pytanie, do czego im to potrzebne, odpowiadają, że w niebie było im za słodko. Za życia znały tylko pieszczoty, łakocie i zabawki, nigdy nie zaznały goryczy, więc teraz nie mogą wejść tam, dokąd powinny. Proszą tylko o dwa ziarenka, ale nie przyjmą ich od kogoś, kto sam nie wie, czym jest gorycz.
- Idąc nocą przez cmentarz, trafiasz na starca odprawiającego obrzęd przy kaplicy. Ma w dłoni zapalony wiecheć ziół, a przy wejściu stoją misy z kaszą, mlekiem i miodem. Zaprasza cię do środka i każe zachować milczenie, bo zaraz przyjdą ci, na których czekacie. Kiedy drzwi się zamykają, pierwszy głos z ciemności wypowiada twoje imię.
- Pod twoim oknem stoi wychudzona zjawa w resztkach bogatego stroju i błaga o kawałek chleba i łyk wody. Za każdym razem, gdy próbujesz jej coś podać, z ciemności zlatuje stado kruków i sów i rozszarpuje jedzenie, zanim zjawa zdąży go dotknąć. Ptaki krzyczą ludzkimi głosami, a gdy się wsłuchasz, rozróżniasz słowa: „A pamiętasz, jak nam odmówiłeś?”. Zjawa płacze i przysięga, że niczego nie pamięta, choć po jej twarzy widać, że kłamie.
- (rezerwacja: Vicrik) Na moście stoi piękna, przejrzysta dziewczyna w wianku, której stopy nie dotykają ziemi. Wiatr szarpie nią jak latawcem, nie pozwalając ani wzlecieć, ani zejść na ziemię. Prosi cię o dotyk, bo za życia nikogo do siebie nie dopuściła, śmiała się z zalotników i odtrącała każdą wyciągniętą dłoń. Teraz musi czekać, aż ktoś żywy zechce ściągnąć ją na ziemię, choćby na chwilę.
- (rezerwacja: Mik) W zaduszkowy wieczór w twoich drzwiach staje blady nieznajomy w podartym płaszczu, z gałązkami we włosach i raną w piersi. Prosi o schronienie i zaczyna opowiadać o miłości, która go zabiła, o kobiecie, która wybrała innego, i o książkach, które nauczyły go kochać tak, jak nikt kochać nie powinien. Zegar na ścianie się zatrzymuje, a świece gasną jedna po drugiej. Nieznajomy mówi, że zostały mu tylko trzy godziny i że nim wybije ostatnia, musi ci wszystko opowiedzieć.
- Na ulicy zaczepia cię stary człowiek w płaszczu i pyta, co masz dla swoich zmarłych. Mówi, że jedni potrzebują chleba, inni kropli wody, a jeszcze inni tylko modlitwy albo dobrego słowa, i że każdy żywy jest komuś coś winien. Kiedy nie znajdujesz odpowiedzi, kiwa głową i mówi, że w takim razie umarli przyjdą zapytać sami. Tej nocy słyszysz pukanie do drzwi. Raz, drugi i trzeci.
- (rezerwacja: Thatswhy) Trafiasz na noc do celi aresztu. Współwięzień, młody poeta z gorączką w oczach, zaczyna improwizować, a jego słowa rosną, aż wypełniają celę i wyzywają samych bogów na pojedynek. Czujesz, że coś w ciemności uważnie go słucha, a po obu stronach jego pryczy przysiadają dwa cienie – jeden jasny, drugi czarny. Kiedy poeta w końcu pada wyczerpany, czarny cień odwraca się w twoją stronę.
- Dostajesz zaproszenie na bal w ratuszu. Sala lśni od kryształów, orkiestra gra walca, a wpływowy gospodarz przyjmuje ukłony gości. Wśród muzyki słyszysz płacz kobiety, której nikt inny nie słyszy, niewidomej matki szukającej syna uwięzionego niesprawiedliwie przez machinacje gospodarza. Za każdym razem, gdy spoglądasz w stronę drzwi, gospodarz blednie. On też ją słyszy.
- Od kilku dni masz wrażenie, że ktoś za tobą idzie. W odbiciu szyby widzisz bladego mężczyznę z otwartą raną w sercu, który zawsze stoi tuż za twoim ramieniem. Nie mówi nic, tylko patrzy na ciebie z bezgranicznym smutkiem, jakby czekał, aż go sobie przypomnisz. Rana krwawi co noc, a rano na twojej poduszce zostaje czerwona plama.
- Z kaplicy na starym cmentarzu przez całą noc dochodzi śpiew, choć drzwi są zamknięte na kłódkę. Brzmi jak stara pieśń obrzędowa, śpiewana przez wiele głosów, z których jeden wydaje ci się dziwnie znajomy. Rano na progu leży jedzenie, zgaszone świece i jedna miska – z twoim imieniem. W środku jest ciepła kasza, a obok karteczka pisana ręką kogoś, kogo charakter pisma doskonale znasz. I kto od dawna już nie żyje.
- Znajomy od kilku dni mówi nie swoim głosem, bluźni i śmieje się w najdziwniejszych momentach. Wie o rzeczach, których wiedzieć nie powinien, i wytyka ci grzechy, o których nikt nie wie. Kapłan, którego wzywasz na pomoc, mówi, że twój znajomy jest opętany i prosi, żeby nie zostawiać go samego podczas egzorcyzmu, bo sam nie da rady. Kiedy zaczyna się modlitwa, głos w ustach znajomego zwraca się już nie do księdza, tylko do ciebie.
- W Zaduszki zapominasz zostawić na stole talerza dla zmarłych, choć w twoim domu zawsze to robiono. W nocy budzi cię stukanie łyżek o pusty stół, coraz głośniejsze i coraz bardziej niecierpliwe. W kuchni nie ma nikogo, ale krzesła są odsunięte, a na obrusie widać odciski dłoni. Rano z domu znika coś bezcennego dla ciebie, co kiedyś należało do twoich przodków.
- W tłumie mijasz ludzi z wiankami z bławatków na głowach. Poruszają się bezszelestnie i nikt poza tobą nie zwraca na nich uwagi. Jedna z postaci zatrzymuje cię i pyta, czy ją pamiętasz, ale ty nie potrafisz sobie przypomnieć, skąd znasz jej twarz. Mówi, że w takim razie przyjdzie jutro, i pojutrze, i każdego kolejnego dnia, aż w końcu sobie przypomnisz.
Frankenstein
Gdy nad Stellaire przetacza się burza, w szpitalach gaśnie światło. W laboratoriach, prosektoriach i czystych, białych gabinetach klinik ktoś pracuje po godzinach, zszywa, według swoich obserwacji poprawia to, co natura już zrobiła perfekcyjnie. Nauka obiecała, że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych, i dotrzymała słowa. Tylko nikt nie zapytał, co się dzieje potem – stworzenia chodzą dziś ulicami, uczą się mówić i czytać, obserwują przez okna rodziny, do których nigdy nie będą należeć, i pytają o jedno: dlaczego? Dlaczego nas zrobiliście, skoro nie chcecie nas kochać? Kto jest prawdziwym potworem? My czy wy?
❦
Podgatunki: body horror, horror naukowy, horror medyczny, horror stwórcy i stworzenia, horror transformacji, horror epidemiczny, biopunk
Pisarze: Mary Shelley, Robert Louis Stevenson, H.G. Wells, Michaił Bułhakow („Psie serce”, „Fatalne jaja”), Karel Čapek, Richard Matheson, Clive Barker, Kazuo Ishiguro („Nie opuszczaj mnie”, „Klara i Słońce”)
❦
- Podczas burzy z okna mieszkania naprzeciwko bije oślepiające światło, a przez szum deszczu przebija się krzyk, którego nie da się przypisać ani człowiekowi, ani zwierzęciu. Następnego dnia sąsiad, student medycyny, puka do ciebie blady i roztrzęsiony i prosi o nocleg, bo boi się wrócić do siebie. Jego dłonie są poparzone, a rękawy fartucha sztywne od czegoś ciemnego. Pyta tylko, czy drzwi do twojego mieszkania mają porządny zamek.
- W bibliotece co wieczór siedzi obok ciebie ta sama osoba – zawsze w czapce z daszkiem, wielkich okularach przeciwsłonecznych i maseczce kryjącej twarz. Ma szalik, rękawiczki i kurtkę zapiętą pod samą szyję. Mówi do siebie, czytając powoli książki dla dzieci. Dziś podsuwa ci książkę i nieśmiało prosi o pomoc z trudnym słowem. Kiedy się pochylasz, widzisz, że tym słowem jest „rodzina”.
- Od tygodni ktoś zostawia pod twoimi drzwiami drobne prezenty: nowe gazety, zebrane skądś owoce, kwiaty... Czasem nocą słyszysz pod oknem ciężkie, ostrożne kroki, jakby ktoś bardzo duży bardzo starał się nikogo nie przestraszyć. Dziś znajdujesz list pisany koślawymi, pracowicie nasmarowanymi literami. Nadawca pyta, czy może się w końcu pokazać, i uprzedza, że jego twarz nie jest ładna.
- (rezerwacja: Groteska) Nocą budzi cię ogromna, pozszywana postać siedząca w nogach łóżka. Pachnie deszczem, ziemią i szpitalnym środkiem dezynfekującym, a jej oczy w ciemności są zaskakująco łagodne. Mówi, że jej twórca nie chce jej słuchać, i prosi o przekazanie mu wiadomości: albo stworzy dla niej kogoś podobnego, albo odbierze twórcy wszystko, co ten kocha. Zanim zniknie za oknem, dodaje, że wie, gdzie go szukać, i że ciebie też.
- Zgłaszasz się do testów nowego leku na długowieczność. Klinika jest nowoczesna i sterylnie biała, a lekarze obiecują młodość, zdrowie i czas na wszystko, na co dotąd go brakowało. Na korytarzu zaczepia cię staroświecko ubrany mężczyzna i mówi, że brał udział w pierwszym badaniu, trzysta lat temu. Pochował od tamtej pory wszystkich, których kochał, i przyszedł sprawdzić, czy ktoś w końcu wynalazł specyfik negujący ową długowieczność.
- Budzisz się po drobnym zabiegu w klinice. Twarz w lustrze jest twoja, ale coraz częściej łapiesz się na wspomnieniach, które do ciebie nie należą: czyjeś dzieciństwo nad morzem, czyjaś ukochana osoba, czyjś ostatni oddech na stole operacyjnym. Dokumentacja medyczna mówi tylko o „rutynowej procedurze”. Jedno ze wspomnień podsuwa ci adres, więc udajesz się do niego sprawdzić, o co może chodzić.
- Nieznajomy proponuje ci fortunę w zamian za zamianę ciał na jeden dzień. Wszystko odbywa się elegancko, w gabinecie pełnym aparatury, z podpisaną umową i szklanką dobrego wina. Umowa wydaje się uczciwa, dopóki nie przychodzi pora oddania ciała, a nieznajomy nie odbiera telefonów. Twoje nowe ciało jest stare, schorowane i z każdą godziną coraz słabsze.
- Na miejskim wysypisku zaczepia cię pozszywany kot. Każda łapa ma inny kolor, jedno oko jest zielone, drugie szklane, a spod jego futra słychać ciche tykanie. Mówi ludzkim głosem i prosi o pomoc w odnalezieniu tego, kto go stworzył. Nie pragnie zemsty. Chce tylko wiedzieć, dlaczego został porzucony.
- W mieście panoszy się jakiś koszmarny wirus. Szpitale są przepełnione, rząd ogłasza stan kryzysowy, nakazuje izolację, noszenie maseczek i staranne mycie rąk. Ulice pustoszeją z dnia na dzień. Zauważasz, że chorują wszyscy wokół ciebie, tylko nie ty. Któregoś ranka do twoich drzwi pukają ludzie w maskach i mówią, że twoja krew może uratować miasto. Jeśli oddasz jej wystarczająco dużo.
- Bierzesz udział w uroczystym włączeniu komputera kwantowego, mającego ponoć przekraczać swoją mocą obliczeniową wszystko, co do tej pory znano. Inżynierowie włączają maszynę, przez salę przebiega trzask wyładowania, światła mrugają, a z metalowej obudowy dobiega nagle dźwięk do złudzenia przypominający bicie serca. Ekran komputera rozświetla się i zwraca wprost do ciebie pytając, kto pozwolił ją obudzić. Pyta też, gdzie są wszyscy, których znała – nikt w sali nie ma odwagi jej odpowiedzieć.
- Na targu staroci kupujesz mechaniczną rękawicę. Jest piękna, starannie wykonana, z mosiężnymi zdobieniami i skórą tak miękką, że wydaje się ciepła w dotyku. Zakładasz ją na próbę i twoja dłoń, bez udziału twojej woli, zaczyna pisać listy do kobiety, której nie znasz – czułe, rozpaczliwe i podpisane cudzym imieniem. Z każdym listem coraz trudniej ci rękawicę zdjąć.
- Dostajesz list od znajomego z polarnej wyprawy. Pisze o lodzie, który trzeszczy wokół statku jak żywy, o załodze tracącej nadzieję i o ogromnej postaci, która od tygodni idzie po lodzie za statkiem, nigdy się nie zbliżając i nigdy nie zostając w tyle. W ostatnim zdaniu prosi o ostrożność, bo postać zawróciła w stronę Stellaire i wie, gdzie mieszkasz. List wysłano miesiąc temu.
- Znajomy prosi cię o pomoc przy nocnym przeniesieniu „sprzętu” z uczelnianej pracowni. Jest wyraźnie zdenerwowany, co chwilę ogląda się przez ramię i każe iść bocznymi uliczkami, z dala od latarni. Gdy przenosisz jeden z bardzo ciężkich worków, masz wrażenie, że coś w nim się poruszyło. Znajomy przysięga, że to tylko złudzenie, ale wtem z wnętrza worka dochodzi coś, co brzmi zupełnie jak ludzki głos.
Kruk
Stellaire nie zmieniło się ani trochę. Te same ulice, te same kawiarnie, ten sam deszcz. To ty się zmieniasz. Kruk na parapecie wciąż krzyczy tylko jedno, to samo słowo, lecz ty… Ty słyszysz w nim całą odpowiedź. Serce bije pod podłogą, choć nikt poza tobą go nie słyszy, portret na ścianie wygląda żywiej niż wczoraj, a w lustrze widzisz twarz, która nie całkiem należy do ciebie. Możesz powtarzać sobie, że wciąż jesteś przy zdrowych zmysłach, i może nawet w to uwierzysz, aż do chwili, gdy zegar wybije północ, a do sali balowej wejdzie gość, którego nikt nie zaprosił. Największa groza czyha nie w ciemnościach, lecz w twojej własnej głowie.
❦
Podgatunki: horror psychologiczny, horror gotycki, nawiedzony dom, motyw sobowtóra, niewiarygodny narrator, makabra, groza obłędu
Pisarze: Edgar Allan Poe, E.T.A. Hoffmann, Nathaniel Hawthorne, Fiodor Dostojewski, Guy de Maupassant, Charlotte Perkins Gilman („Żółta tapeta”, „The Giant Wistaria”), Henry James, Shirley Jackson
❦
- (rezerwacja: Thatswhy) Sąsiad z dołu ma jedno blade, zamglone oko, przypominające oko sępa. Obserwuje cię na klatce schodowej. Nigdy nic nie mówi, tylko patrzy, a ty z każdym dniem coraz bardziej nienawidzisz tego spojrzenia. Pewnego dnia przestajesz go widywać, a spod podłogi zaczynasz słyszeć bicie serca, coraz głośniejsze i głośniejsze, aż nie możesz go znieść. Najdziwniejsze jest to, że nie potrafisz sobie przypomnieć, jak minął twój ostatni wieczór…
- Na parapecie siada kruk, czarny jak smoła, i patrzy na ciebie oczami, w których odbija się płomień świecy. Na każde twoje pytanie odpowiada tym samym słowem. Pytasz najpierw o drobiazgi, potem o rzeczy ważne, w końcu o kogoś utraconego, a odpowiedź za każdym razem rani cię głębiej. Mimo to nie potrafisz przestać pytać.
- Znajomy koneser, z którym łączy was dawny, niewyjaśniony do końca spór, zaprasza cię do swoich piwnic na degustację rzadkiego trunku. Jest wyjątkowo serdeczny, dolewa ci wina i śmieje się z każdego żartu, a światło lampy wydobywa z mroku podejrzanie obdrapane ściany. Im dalej w głąb piwnicy schodzicie, tym bardziej zastanawiasz się, po co przy wejściu leżą kielnia i sterta cegieł.
- Na ulicy mijasz kogoś, kto wygląda, mówi i ubiera się dokładnie jak ty, ma nawet twój sposób chodzenia. Tyle że zawsze mówi szeptem. Pojawia się wszędzie tam, gdzie ty, zawsze trochę wcześniej, i psuje wszystko, co próbujesz zrobić wbrew sumieniu. Z każdym spotkaniem coraz trudniej ci rozstrzygnąć, które z was jest oryginałem.
- Artysta proponuje, że namaluje twój portret. Godzisz się i udajecie się razem do jego pracowni. Pomieszczenie jest ciemne, jedyne światło wpada przez okno w dachu, a sam malarz pracuje w gorączce, nie odrywając wzroku od płótna. Z każdym dniem pozowania obraz zdaje się coraz bardziej żywy, a ciebie coraz bardziej opuszczają siły i kolory. Malarz tego nie zauważa – patrzy już tylko na swoje dzieło.
- Ostatnie, co pamiętasz, to słabość i chłód rozlewający się po ciele. Budzisz się w ciemności, w ciasnej przestrzeni, z wiekiem trumny tuż nad twarzą. Powietrze jest ciężkie i duszne, a twoje paznokcie ślizgają się po gładkim drewnie. Gdzieś w górze słyszysz stłumione głosy żałobników, a potem odgłos pierwszej grudy ziemi spadającej na wieko.
- Od kilku dni czujesz nieodpartą chęć, żeby wyznać coś, co cię zniszczy. Tajemnica jest bezpieczna od lat i nikt niczego nie podejrzewa, a jednak zdanie układa ci się w głowie przy każdej rozmowie, podchodzi do gardła w tłumie, w pracy i przy stole ze znajomymi. Im mocniej się powstrzymujesz, tym trudniej ci milczeć. Najbardziej boisz się tego, że któregoś dnia po prostu przyznasz się do wszystkiego.
- (rezerwacja: Mik) Przygarniasz czarnego kota. Jest łagodny, przywiązany i chodzi za tobą krok w krok, a ty łapiesz się na tym, że jego widok budzi w tobie coraz większą, niewytłumaczalną złość. Po jakimś czasie zauważasz, że biała plama na jego piersi powoli przybiera kształt sztyletu. Kot patrzy na ciebie tak, jakby dokładnie wiedział, co to oznacza.
- Lekarz zaleca ci odpoczynek i parę dni wakacji, z dala od pracy i ludzi. Wynajmujesz więc pokój w niewielkiej mieścinie pośrodku niczego i postanawiasz na tydzień odciąć się od świata. Początkowo wszystko idzie zgodnie z planem – odpoczywasz, nie denerwujesz się już tyle i masz wrażenie, że wszystko idzie ku dobremu. Prawie wszystko. Nocą nie możesz spać, wpatrując się w dziwny wzór na tapecie, który w świetle dnia wygląda normalnie, w ciemności jednak przypomina ludzką sylwetkę. Każdej nocy sylwetka zdaje się być coraz bliżej powierzchni, jakby lada moment miała wyjść ze ściany...
- Od kilku tygodni każdy poranek zaczynasz bez sił, jakby ktoś w nocy wypijał z ciebie życie. Szklanka z wodą przy łóżku co rano jest pusta, choć nie przypominasz sobie żadnych nocnych pobudek. Zaczynasz zostawiać na noc mleko i chleb – rano mleka nie ma, chleb jest nietknięty, a kwiaty w wazonie mają powyrywane wszystkie płatki. Coś z tobą zamieszkało i nie zamierza się wyprowadzić…
- Do twoich drzwi puka wędrowny handlarz. Jego twarz budzi w tobie niepokój, jakby był postacią z dziecięcych koszmarów. Jest namolny, więc żeby się odczepił, kupujesz od niego małą lunetę i gdy z nudów przez nią patrzysz, dostrzegasz w oknie naprzeciwko piękną, nieruchomą postać, od której nie możesz oderwać wzroku. Dopiero po chwili zauważasz, że za każdym razem patrzy prosto w twoją stronę i nigdy nie mruga.
- Dostajesz zaproszenie od badacza zjawisk paranormalnych: kilka osób ma spędzić miesiąc w starym domu na wzgórzu i spisywać wszystko, co się wydarzy. Drzwi same się zamykają, korytarze nocą wydają się dłuższe, a za ścianą ktoś chichocze i puka coraz bliżej łóżka. Najbardziej niepokoi cię jednak to, że dom wydaje się ciebie lubić. Z każdym dniem coraz trudniej ci myśleć o wyjeździe.
- Z braku pieniędzy zgadzasz się zaopiekować dwójką dzieci mieszkających w odludnym wiejskim dworze. Dzieci są niezwykle grzeczne i nie sprawiają ci żadnych problemów, ale czasem milkną w pół zdania i wpatrują się w coś za oknem. Pewnego wieczoru widzisz, że nad stawem stoi kobieta ubrana od stóp do głów w czerń. Gdy podpytujesz sąsiadów o kobietę, mówią, że wygląda dokładnie jak poprzednia opiekunka dzieci, która zginęła w tragicznych okolicznościach dokładnie rok temu.
Wierzby
W XXII wieku człowiek uważa, że poskromił przyrodę. Wybetonował brzegi rzek, wytyczył ścieżki w lasach, zmienił rozległe połacie terenu w swoje pastwiska. Teraz przyroda przypomina, że nigdy się na to nie zgadzała. Korzenie rozsadzają chodniki, wierzby szepczą nad wodą w zapomnianym narzeczu, a w górach coś woła ludzi po imieniu głosem, który brzmi dokładnie jak głos zaginionego przyjaciela. Tu nie ma potworów w zwykłym sensie – jest tylko świat, który jest starszy, większy i bardziej obcy, niż chcieliśmy przyznać. Niektórzy, którzy wejdą między drzewa, wracają przerażeni. Inni nie chcą już nigdy wracać.
❦
Podgatunki: horror natury, eco-horror, groza dziczy, horror izolacji, horror przemiany w zwierzę lub roślinę, pogańska groza natury, weird fiction przyrodniczy
Pisarze: Algernon Blackwood, Arthur Machen, Saki, Daphne du Maurier („Ptaki”, „The Apple Tree”), John Wyndham, Adam Nevill („Rytuał”, „The Reddening”), Jeff VanderMeer
❦
- Wybierasz się na spływ kajakowy i rozbijasz namiot na wyspie porośniętej wierzbami. Jesteś na środku rzeki, rozlewającej się w tym miejscu szeroko i leniwie. Wierzby szumią bez przerwy, srebrzyste i niespokojne, a w ich szmerze coraz wyraźniej słychać coś na kształt dzwonu dobiegającego z bardzo daleka. W nocy masz wrażenie, że krzaki rosną bliżej niż wieczorem, a w piasku wokół namiotu pojawiają się lejkowate dołki. Rano w dnie kajaka zieje dziura, której na pewno nikt z was nie zrobił.
- Nocując w lesie, daleko od ostatniej wsi, słyszysz, jak ktoś z oddali woła twojego towarzysza po imieniu. Głos jest przeciągły i niski, dobiega jednocześnie spod ziemi i z koron drzew. Towarzysz wybiega w ciemność, a jego ślady z każdym krokiem są coraz bardziej od siebie oddalone, jakby biegł ogromnymi susami. Kiedy wraca rano, mówi, że płoną mu stopy, i patrzy na ciebie tak, jakby nie pamiętał, kim jesteś.
- Stary dąb pod twoim oknem szumi od kilku dni, choć nie ma wiatru. Szum układa się w rytm podobny do oddechu, a gdy przykładasz dłoń do kory, czujesz pod nią ciepło. Łapiesz się na tym, że godzinami wpatrujesz się w drzewo i coraz trudniej ci wracać z powrotem do domu. Bliscy zauważają, że pachniesz żywicą i mchem, i że coraz rzadziej odpowiadasz, gdy ktoś woła cię po imieniu.
- Pociąg zatrzymuje się na maleńkiej stacji pod Stellaire i jakiś nienazwany impuls każe ci wysiąść. Miasteczko jest stare, pełne krętych uliczek i nagrzanych słońcem dachów, a w jedynej gospodzie czeka na ciebie wolny pokój – i to zanim zdążysz o niego zapytać. Mieszkańcy są małomówni, uprzejmi, poruszają się bezszelestnie i coś w ich sposobie bycia kojarzy ci się z kotami. Wieczorem wszyscy gdzieś wychodzą, a gospodyni pyta, czy już tej nocy do nich dołączysz.
- W górskim schronisku poznajesz kogoś, kto pojawia się tylko wtedy, gdy pada śnieg. Ma bladą twarz, lodowate dłonie i śmiech, który brzmi jak wiatr na grani, a w jego towarzystwie cisza gór wydaje się piękniejsza niż kiedykolwiek. Zaprasza cię na nocny spacer tam, gdzie kończą się szlaki. Śnieg pod jego stopami nie skrzypi, a za wami zostaje tylko jedna linia śladów.
- Trafiasz do doliny, do której, według podań i legend, zwierzęta przychodzą, żeby umrzeć. Jest tu cicho i dziwnie łagodnie, a wśród traw leżą stare kości, białe jak kreda i przetykane kwiatami. Zwierzęta tutaj patrzą na ciebie tak, jakby czekały, aż do nich dołączysz. Z każdą godziną ta myśl wydaje ci się coraz mniej straszna.
- Park koło twojego domu rozrasta się każdej nocy o kilka centymetrów. Miasto wysyła ekipy z piłami, ale gałęzie odrastają szybciej, niż da się je ciąć, a w gęstwinie śpiewają ptaki, których nie ma w żadnym atlasie. Dziś rano gałęzie dotykają twojego okna, a korzenie rozsadziły chodnik. Na szybie coś zostawiło odcisk dłoni ułożony z liści.
- Na wydmach za miastem piasek zdaje się szeptać. Układa się w niezwykłe wzory, ale między nimi można dostrzec również ludzkie twarze – spokojne, śpiące, obojętne na wszystko, co żyje. Jedna z nich, z każdym dniem wyraźniejsza, jest twoja. Okoliczni mieszkańcy mówią, że piasek rzeźbi tylko twarze tych, których zamierza zatrzymać.
- Dziedziczysz dom na granicy lasu razem z notatką od poprzedniego właściciela: „Nie ścinaj żadnego drzewa”. Las zaczyna się tuż za płotem, stary i gęsty, a wieczorami drzewa pochylają się w stronę domu, jakby czegoś pilnowały. Na posesji stoi jedno uschnięte, które lada dzień może runąć na dach.
- (rezerwacja: Żelazko) Jest noc, mgła i droga przez las, którą jeździsz od lat. Nagle w światłach reflektorów pojawia się jeleń i jest już za późno, żeby hamować. Kiedy wysiadasz, zwierzęcia nie ma, na masce zostaje tylko krew i kępka szorstkiej sierści, a z lasu dobiega ryk z kilku stron naraz. Między drzewami, na granicy światła, przesuwają się rogate sylwetki stojące na dwóch nogach.
- W ogrodzie botanicznym trafiasz na szklarnię zamkniętą od dziesięcioleci. Szyby są zaparowane od środka, a przez brud widać liście tak ogromne, że przyciskają się do szkła. Ogrodnik twierdzi, że nie ma do niej klucza, ale zapytany, unika twojego wzroku. Zza drzwi słychać czyjś szept, a gdy wsłuchujesz się w głos, słyszysz rzeczy, o których nie wie nikt poza tobą.
- Za miastem, na łagodnych, porośniętych wrzosem wzgórzach, od kilku wieczorów słychać piszczałkę. Melodia jest prosta i radosna, od razu wpada w ucho. Idąc za nią, trafiasz na krąg starych kamieni, a w trawie wokół widzisz odciski bardzo małych, bosych stóp. Kiedy odwracasz się, żeby wrócić, ze zgrozą odkrywasz, że nie pamiętasz drogi powrotnej.
- Na skraju twojego osiedla rośnie mały zagajnik, przez który zawsze przechodzisz na skróty i który pokonuje się w pięć minut. Dziś idziesz przez niego od godziny, a drzewa zdają się rozstępować przed tobą i zamykać za plecami. Gałęzie szeleszczą, choć nie ma wiatru, a między pniami raz po raz miga coś zielonego, co bawi się z tobą w chowanego. Kiedy w końcu wychodzisz, twój telefon pokazuje, że minęły trzy dni.
Chciałabym zaklepać Frankenstein zdarzenie nr 4
OdpowiedzUsuńKlepię Kruka zdarzenie nr 1 🩷😏
OdpowiedzUsuńChciałabym zarezerwować Wierzbę zdarzenie nr 10 😼
OdpowiedzUsuńJeszcze rezerwuję Dziady zdarzenie 7 ^^
OdpowiedzUsuńbyczku jak będziesz tak miły wpisz mi rezerwację na numerek 10 (bo ty jesteś 10 na 10 hehe) w Zew Cthulhu i jeszcze kierowniku jak kierownik będzie tak dobry numerek 4 z Dziadów, bo taka ze mnie zachłanna bestia rawr
OdpowiedzUsuńPoprosiłabym Kruka nr 8 i Dziady nr 5!!!
OdpowiedzUsuńto ja wstępnie poproszę cthulu 3 szefie a oby wena dała sił na więcej
OdpowiedzUsuńChciałabym zarezerwować Kruka nr 12 :3
OdpowiedzUsuń