12 lipca 2023

Od Bashara do Raouna

Bashar niespecjalnie miał ochotę widzieć pana Giordano – to był ciężki tydzień, pacjentów było po horyzont, a los nie układał się tak, jak doktor Karim by sobie tego życzył. Jego ostatni pacjent radośnie zlekceważył sobie terapię, cyrograf pyknął siarkowym dymem, nie uczyniwszy niczego, zaś mężczyzna, zamiast przyznać się, że nie zastosował się do zaleceń swojego lekarza, indyczył się w gabinecie, mówiąc, że wszystko to wina Bashara. Demon bez wysiłku obrócił oskarżenia przeciwko niemu – byłby w stanie to zrobić, nawet gdyby oskarżenia okazały się prawdziwe, ale skoro były totalnie wyssanymi z palca bzdurami, po prostu zbiorem nieuzasadnionych kalumnii, które pacjent radośnie rzucał, nie patrząc nawet gdzie lecą? Nie było łatwiejszego zadania. Z argumentacji przeciwnika i logiki wypowiedzi Bashar robił origami, i to takie zdolne wygrać międzynarodowy konkurs.
Pan Giordano od momentu przekroczenia progu zachowywał się… może nie dziwnie. Ale inaczej, niż Bashar przywykł. Pacjent powinien był trzasnąć mu wynikami na stół, rozsiąść się na krześle, z wyniosłą miną zażądać, by lekarz wziął się w końcu do roboty i wyleczył go z jego przypadłości, a tu nic – sławny krytyk nie dość, że zachowywał się dość kulturalnie i bez pretensji, to jeszcze… Bashar zmarszczył brwi.

11 lipca 2023

Od Raouna – Jolly

— Jolly...
Młoda dziewczyna podniosła wzrok znad stołu i spojrzała na siedzącą po przeciwnej stronie starszą od niej kobietę. Ubrana była ona w gustowny ciemnozielony płaszcz obszyty biszkoptowym futerkiem w ciemne kropki, szyję owijała kolorowa apaszka, zaś głowę zdobił różany kapelusz z małym rondem, częściowo zakrywający pojawiającą się stopniowo siwiznę.
Jolly zagarnęła palcem kosmyk swych gęstych, falowanych, brunatnych włosów za ucho. Zwilżyła językiem usta, splotła pod blatem dłonie.
— Jolly — mówiła dalej starsza kobieta. — Chcę dla mojego syna najlepiej, dobrze to wiesz. Dlatego proszę cię... Odejdź.
Jolly otworzyła szeroko swe duże, okrągłe niczym u sarny i zielone jak świerkowy las oczy, które zaszkliły się smutno.
— Słucham? — zająknęła się.
— Nie chcę, żebyś się kręciła koło Johna — rzekła twardo tamta.
— Hęęęę? — wyślizgnęło się z ust Raouna.

Od Souela do Merlina

— Ach, nie wierzę, że już dzisiaj mam prowadzić te zajęcia...
Dzisiejszy dzień prezentował się tak, że Souel miał dawać praktyki uczniom z jakiegoś czarodziejskiego liceum. Ale choć w przyszłości najprawdopodobniej zostanie nauczycielem, nie był jakoś szczególnie rozradowany z okazji tych zajęć.
Pani Gerrworth zahaczyła go tydzień temu z informacją, że z powodu jakiegoś problemu szkoła, do której dotychczas chodził została zamknięta na pewien czas, a on został sam na polu. Nowina tak go zasmuciła, oj tak bardzo, w końcu co on zrobi z dodatkowym czasem wolnym? Wcale nie wykorzystałby go na odpoczynek, relaks oraz rozwijanie mocy w swoim zakresie. Och, nie, jaki on biedny, on przecież bez praktyk nie przeżyje!
Uznał, że poprzedzone kilkoma dniami wróżenie z kart mu się nie sprawdziło, ponieważ odwrócony Wiatr przepowiedział złą nowinę, a ta była dobra. Najwyraźniej jakoś zmienił swój los.

Od Raouna do Bashara

 Tang.
— Su.
— Yuk.
— Tang.
— Su.
— Yuk.
— Tang.
— Yuk.
— A! Wpadłeś!
Raoun klasnął w dłonie, wielce uradowany, jak gdyby wygrał wejściówki do spa. Z kolei stojący przy nim kucharz spuścił głowę z miną dziecka, które upuściło loda.
— Panie Giordano.
Słysząc to nazwisko bóg odwrócił głowę, podniósł wzrok na wiszącą nad nim kucharkę. Kobieta posyłała mu zniecierpliwione spojrzenia; szturchnęła swojego kolegę w geście, by tamten się opamiętał. Drugi kucharz wyprostował się nagle, odchrząknął niezręcznie, wycierając chwilę dłonie o swój fartuch, a następnie chowając je za plecami.
— Hm? — Raoun uniósł brew, w duchu ciesząc się, że szybko przyzwyczaił się do reagowania na nazwisko krytyka kulinarnego.
— Proszę jeść — subtelnie, z niewinnym uśmiechem ponagliła go kucharka. — Wystygnie.
— Ach, no tak, jak mogłem zapomnieć!
Poprawił metalowe pałeczki w dłoni, które uderzając o siebie cicho zabrzęczały. Nie zwlekając dłużej pochwycił w nie kawałek mięsa i włożył go do ust.
Zagryzł parę razy.
Otworzył szeroko oczy.

Wieje :0

Souel Beannaithe-Agdiaanaeir
Wiek: 20 lat
Data urodzenia: 31.03
Płeć: mężczyzna
Rasa: genashi powietrza, Błogosławiony
Pochodzenie: Novendia, Stellaire
Zawód: Student Uniwersytetu Magicznego w Stellaire na kierunku dla genashi. Potem pewnie zostanie nauczycielem kontroli żywiołu powietrza.
Opis: Mimo, że wiatru nie widać, ma swoją energię, swój zapach. Souel zawsze porównuje wiatry różnych miejsc: jedne są przyjemniejsze, inne bardziej orzeźwiające, jeszcze inne przesiąknięte magią. Lecz ulubionym jest ten wiatr, którego powiery wywołuje jego mentor, Władca Powietrza. I niezwykle satysfakcjonuje go fakt, że teraz może częściej czuć go we włosach.

„Co robisz, gdy widzisz wkurzonego Boga Spirytyzmu? Spirytalasz!”

Bóg Spirytyzmu Raoun
Inaczej znany jako: doktor Raoun Noir. To historia na inne miejsce...
Wiek: oj, dużo, tu już w tysiącach leci...Ale żeby nie było, lewy dokument tożsamości pokazuje normalną liczbę.
Data urodzenia: 23.09 – nie są to co prawda jego urodziny, ale wtedy wieki temu pewna ludność w Riftreach obchodziła Święto Boga Raouna. I tak jest napisane w dowodzie.
Płeć: mężczyzna
Rasa: Bóg Spirytyzmu
Pochodzenie: Ma'ehr Saephia – takie jedno miejsce.
Zawód: Lekarz. Nie pytajcie, jak. Dokładniej transplantolog. Grubo, nie? Na boku też posiada swój własny biznes – Duchowe Wsparcie, aczkolwiek niezbyt go promuje, ponieważ ma ważniejszą pracę i już mu się nie chce opętywać dla usług. To takie, hm, przyziemne...
Opis: Proszę państwa, oto Wielki Bóg Spirytyzmu Raoun! Nie znacie go? Nie? Na pewno? Ach, to nie Ma'ehr Saephia. Cóż, tutaj Raoun nie może się pochwalić boską reputacją, ale sam jakoś do tego nie lgnie, ciesząc się swobodnym życiem pełnym jedzenia, zabawy, prankowania i jedzenia. I POSIADANIA CIAŁA, NA PRAMATKĘ, ON MA CIAŁO, NARESZCIE MA CIAŁO!

K to the M, eie!

Keiem

Discord: keiem

10 lipca 2023

Od Ignisa – Ubi verba moriuntur, musica loquitur (I)

Letnie, sobotnie popołudnie, lśniło złotym ciepłem, zapraszając każdego mieszkańca Stellaire, by wyszedł w końcu z domu, przeszedł się na spacer i odpoczął nieco po trudach tygodnia. Leniwa atmosfera wakacji spowijała miasto, zachęcała, by pójść na lody, posiedzieć w parku, wrzucić monetę do fontanny i podrapać psa za uchem. Ulice pełne były barwnych, letnich sukienek, luźnych szortów i słomkowych kapeluszy o szerokich rondach.
Salon państwa Fuegis tonął w minimalistycznej bieli i chłodzie nowoczesnego metalu. Przesłonięte okna oddzielały wnętrze od prażącego słońca i błękitu nieba, a sztuczne światło podłogowych LEDów wypełniało pomieszczenie jednolitym, bezbarwnym blaskiem. Pokój robił wrażenie – surowy, sterylny, niczym lodowa jaskinia, ale jednocześnie taki symetryczny – bo stworzony nie przez ułomną i chaotyczną naturę, lecz sławnego projektanta.
Z subtelnie wkomponowanego w pokój zestawu stereo sączyła się bezosobowa muzyka tłumiąca pojedyncze, okazjonalne dźwięki sztućców stukających o talerze. Była pora obiadu, który według zwyczaju cała rodzina jadła wspólnie. Ojciec nalegał, uważał, że wzmacnia to kontakty między bliskimi. Poza tym – to tak dobrze wyglądało we wszystkich wywiadach biznesowych, stanowiło wspaniały dowód tego, jak przykładną i kochającą rodzinę miał pan Fuegis.

Od Bashara – Lekarze mają swoje sposoby

Wynik biopsji krył swą grozę w gąszczu trudnych słów i ciężkiego, medycznego żargonu. Doktor Karim przebiegł wzrokiem złowieszczy tekst, nawet jedna zmarszczka nie przecięła jego czoła.
— I jak, panie doktorze? Wszystko jest w porządku?
Nic nie jest w porządku.
Demon podniósł spojrzenie na swego pacjenta, a w tych niepokojąco czerwonych oczach nie odbiły się żadne negatywne emocje. Profesjonalny uśmiech wciąż zdobił twarz, ramiona zdawały się rozluźnione, światło słońca igrało w gładko uczesanych włosach.

09 lipca 2023

Od Merlina do Souela

Odgłos budzika rozległ się w ciemnym pokoju. Coś mruknęło, poruszyło się na łóżku, zagrzebało głębiej pod pierzynę, próbując uciec przed natrętnym dźwiękiem. Budzik skończył wygrywać melodyjkę – ucichł, odczekał i zagrał ponownie, tym razem głośniej i z przytupem. Kłąb pościeli zaburczał, zwinął się mocniej, ciaśniej, naciągając kołdrę na głowę tak mocno, że chuda łydka łysnęła spod pierzyny. Budzik znów umilkł, nabrał głęboko tchu i splunął donośnym hejnałem prosto w skitłaszoną pierzynę. Ta drgnęła, podskoczyła, przelała się przez krawędź łóżka, racząc świat donośnym huknięciem i zbolałym jękiem.
Zaspany chłopak z trudem dźwignął się z podłogi, zerknął nad materacem i ściągniętym prześcieradłem, półprzytomnym spojrzeniem znalazł budzik. Wyciągnął w jego stronę dłoń, machnął kilka razy, składając palce w dziwny gest, aż dzwonek w końcu ustał, ciemność pokoju znów wypełniła się błogą ciszą. Młody czarodziej na powrót legł na podłodze, próbując znaleźć sobie miejsce w chaosie kołdry, nakrywając się jej rąbkiem na głowę i nie przejmując tym, że ma odkryte całe nogi i kawałek tyłka. I już-już, kiedy miał ponownie zapaść w sen, od strony drzwi rozległo się głośne, nieznoszące sprzeciwu pukanie.

Od Bashara do Raouna

Na blacie jego biurka leżała jeszcze tylko jedna karta pacjenta. Ostatnia tego dnia. Bashar westchnął, ucisnął palcami kąciki oczu. Był zmęczony, ten dzień po prostu nie miał końca, a ciągłe brzęczenie jarzeniówek i ich ostre, białe światło sprawiało, że zaczynała boleć go głowa. Jeszcze jeden pacjent i będzie mógł wrócić do domu, trochę odpocząć, może obejrzy jakiś serial. Chyba na Netfilms było coś, co polecał mu jeden z jego znajomych, ale przemęczony umysł nie pamiętał tytułu. Bashar go sobie zapisał, lubił mieć wszystko wynotowane, wtedy informacje nie ginęły. Co to mogło być…?
Do rzeczywistości przywołało go pukanie – głośne, stanowcze, niemalże bezczelne. Znał ten dźwięk, tak pukali pacjenci, którym nic nie było, ale trzeba było ich przyjąć teraz-zaraz-natychmiast, inaczej podnosili larum, skarżyli się na wszystko dookoła, grozili skargami i pozwami. Doktor Karim naprawdę potrzebował tych pięciu minut przerwy, już miał się odezwać i poprosić, by ktokolwiek się dobija – raczył w swej łaskawości nieco poczekać – ale nie. Drzwi się otworzyły, pojawił się w nich pacjent.

08 lipca 2023

Nie jestem leniwy, tylko energooszczędny

Merlin Prospero Spellman
Wiek: 17 lat
Data urodzenia: 01.04
Płeć: mężczyzna
Rasa: człowiek, czarodziej
Pochodzenie: Novendia, Stellaire
Zawód: Uczeń liceum dla czarodziejów.
Opis: Leniwy, zapominalski i nierozgarnięty, Merlin jest człowiekiem, któremu nikt nigdy nie powierzyłby odpowiedzialnego zadania. Mimo tego, rzeczywistość lubi zrzucać mu na barki odpowiedzialność twierdząc widać, że co chłopaka nie zabije, to go wzmocni.

Arte et Igne

Scaldor „Ignis” Fuegis
Wiek: 32 lata
Data urodzenia: 01.10
Płeć: mężczyzna
Rasa: genashi ognia
Pochodzenie: Novendia, Stellaire
Zawód: Muzyk. Wokalista, główny gitarzysta i założyciel zespołu Vox Metallica.
Opis: Dla Ignisa muzyka jest więcej, niż sensem życia. Mężczyzna nie potrafi przeżyć dnia bez gitary i śpiewu, a jeśli nie jest w stanie zająć się muzyką, bazgrze coś w swym zeszycie, próbując napisać kolejne wersy nowych piosenek.

Lekarz ma tylko jedno zadanie: wyleczyć chorego. Jaką drogą do tego dotrze jest obojętne

Bashar Karim
Wiek: wizualnie 36 lat
Data urodzenia: 13.11
Płeć: mężczyzna
Rasa: oficjalnie człowiek (demon)
Pochodzenie: oficjalnie Novendia, Stellaire (Nilkhem, Azhara)
Zawód: lekarz, chirurg onkolog
Jego Słońce: Dante Selachinius
Cytat w tytule: Hipokrates
Opis: Demon na tyle chaotyczny, by przeciwstawić się nawet własnej naturze i wybrać ciało psychopaty do tego, by leczyć ludzi. Zawsze stawia na swoim, urazy pamięta na zawsze, a jego grono bliskich jest najbardziej elitarnym klubem w Novendii. Lecz jeśli ktoś już do niego należy, może liczyć na to, że demon rozwiąże jego problemy, nim dany śmiertelnik uświadomi sobie, że je w ogóle ma.