05 czerwca 2026

Od Song Ana do Merlina

Smoczek? Cóż za wielofunkcyjne narzędzie!
Song An ze zmarszczonymi brwiami i skupieniem na twarzy wsłuchiwał się w wyjaśnienia Merlina. Próbował zwizualizować sobie w myślach, jak taka rzecz mogłaby wyglądać, choć nie było to dla niego wcale łatwym zadaniem. Pojął już chyba wszystkie smoczkowe funkcje i gorliwie docenił użyteczność tego przedmiotu, ale wciąż nie miał najmniejszego pojęcia, jakiej prezencji się po nim spodziewać. Wyobrażał go sobie więc po prostu jako ogromny lizak. Taki miękki, gumowy, przeznaczony do gryzienia, podobny do zabawek Śmieciarza. Cóż, w tej kwestii Song An miał zdecydowanie większe doświadczenie z szopami niż z ludzkimi dziećmi. Chociaż teraz w jego głowie wcale nie różniły się one od siebie tak bardzo, skoro wychodziło na to, że zabawiają je takie same rzeczy.
Wyszli na zewnątrz. Deszcz nieustannie przecinał leśny gąszcz, rytmicznie dudniąc w liście i pokrywając całą okolicę licznymi kałużami. Song An wziął głęboki oddech i rozejrzał się wokół. Wystarczyło dostać się do Wiekowego Drzewa, znaleźć w pobliżu żabi kamień, tam odzyskać smoczek, a następnie wrócić do koboldów. Nic bardziej prostszego!
— Pamiętasz, jak tam w ogóle trafić?
Merlin poruszył kluczową kwestię. Song An nie miał absolutnie najmniejszego pojęcia, jak tam się dostać. Wszystkie drzewa wydawały mu się być identycznie zielone, każda leśna ścieżka kręciła w tym samym kierunku, a uporczywy deszcz jeszcze bardziej utrudniał rozpoznanie odpowiedniej drogi i znacząco ograniczał pole widzenia.
Na szczęście zawsze mogli liczyć na zwierzęce instynkty Śmieciarza. Song An nawet przez chwilę w niego nie wątpił, więc gdy tylko zwierzak ruszył biegiem przez gęste zarośla, on podążył zaraz za nim. Wprawdzie ślizgał się po mokrej leśnej ściółce, potykał o wystające kamienie czy zahaczał włosami o gałęzie, to pomimo tych przeciwności dzielnie dotrzymywał szopowi kroku. Merlin za to biegł kilka kroków za nimi. Song An dokładnie słyszał za plecami jego przyśpieszony oddech.
Ich pogoń na szczęście nie trwała zbyt długo. Śmieciarz wreszcie zatrzymał się przy wielkim kamieniu. Usiadł tuż obok niego, wpatrując się w skałę z przechylonym łebkiem, bacznie ją obserwując. Song An zmarszczył oczy.
— Im bardziej… na niego patrzę… tym bardziej… wygląda jak… wielka żaba. — Merlin niemal wyjął mu te słowa z ust. Song An ochoczo się z nim zgodził. Ta skała naprawdę przypominała żabę! Wyglądało na to, że byli w dobrym miejscu, a więc teraz wystarczyło tylko odzyskać zaginiony smoczek, lizak czy czymkolwiek ta rzecz była!
Nie mieli czasu do stracenia, ponieważ noc stawała się ciemniejsza, a ulewa tylko przybierała na sile. Song An czuł, że jego ubrania już całkowicie przemokły i nieprzyjemnie przylegały mu do ciała. Merlin wcale też nie wyglądał lepiej. Mokre włosy kleiły mu się do czoła, a on sam wciąż walczył o oddech po przebytym biegu. Nie mogli jednak pozwolić sobie na chwilę zwłoki. Im szybciej uporają się ze swoją misją, tym szybciej wrócą do ciepłych płomieni ogniska w jaskini koboldów.
Song An nie zamierzał na nic czekać. Podszedł do skały i kilkukrotnie obszedł ją wokół. Nigdzie nie było jednak śladu po poszukiwanym smoczku (a przynajmniej nie rozpoznał niczego, co jak “smoczek” miało wyglądać). Dlatego też, nie mając właściwie innego wyboru, zaczął się dokładnie przyglądać żabie. Jej cielsko było gładkie i lśniące od deszczu, a na kamiennym “pysku” w blasku księżyca dostrzec można było coś na kształt wyłupiastych oczu. To właśnie im z niepokojem przyglądał się Merlin, choć typowo beztroski Song An nie podzielał jego obaw w najmniejszym stopniu.
— Wygląda naprawdę jak żaba! — stwierdził z nieukrywanym podziwem. — Taka ogromna! Największa żaba, jaką widziałem w życiu!
I wtedy całkiem niespodziewanie (chociaż patrząc na wszystko, co przydarzyło im się tego dnia, mogli przeczuwać, że i to zadanie nie pójdzie im tak łatwo) z wnętrza żaby rozbrzmiał doniośle damski głos:
— Bacz na słowa, młodzieńcze!
Song An natychmiast odskoczył od skały, łapiąc przy okazji z ziemi przemoczonego Śmieciarza, jakby obawiał się, że może stać mu się krzywda. W kilka sekund obydwaj znaleźli się tuż obok równie zaskoczonego Merlina. Na wszelki wypadek razem odsunęli się od skały o kilka kroków.
— Czy ona właśnie przemówiła?! — Głos Song Ana zadrżał, gdy odważył się podnieść wzrok na żabi kamień. Wprawdzie nie była to pierwsza dziwna rzecz, jaka dzisiaj go spotkała, to mimo wszystko, nie spodziewał się takiego zwrotu wydarzeń! Gadające drzewo, a teraz gadający kamień?! Przecież mistrz nigdy mu w to nie uwierzy!
— A więc wcale mi się nie zdawało… — westchnął Merlin, równie podejrzliwie przyglądając się skale. Nie mieli już żadnych wątpliwości, że coś było na rzeczy!
— Ja was wciąż słyszę!
Tajemniczy kobiecy głos ponownie przerwał ciszę. Brzmiał niezwykle pretensjonalnie, jakby specjalnie robił wyrzuty parze młodzieńców. I chyba strategia ta zadziałała, ponieważ zarówno Song An, jak i Merlin całkowicie zaniemówili. Przez kilka chwil wpatrywali się w siebie w milczeniu, a kamienna żaba posłała im karcące spojrzenie swoimi wielkimi, błyszczącymi ślepiami.
Cisza wydawała się być jednak widocznie zbyt przytłaczająca dla obu stron, bowiem jako pierwsza, ku ich zaskoczeniu, odezwała się Żaba, kontynuując swoje pretensje:
— Zasługuję chyba na wyjaśnienia!
Jej niski głos przyprawił Song Ana o dreszcze. Zerknął niepewnie w stronę Merlina. Nie mieli wyjścia. Musieli porozmawiać.
— Przepraszamy za najście — wreszcie wydukał z siebie onieśmielony boski sługa. Wziął głęboki oddech, uniósł brwi i po chwili namysłu kontynuował: — Przybyliśmy do pani z wizytą…
— Z wizytą? Specjalnie do mnie?
Głos Żaby nagle zabrzmiał znacznie przyjaźniej. Wyglądało na to, że cieszy się ona jednak z niespodziewanych gości! Song An postanowił wykorzystać więc chwilę i zapytać o poszukiwany smoczek:
— Poszukujemy bardzo cennego przedmiotu i myśleliśmy, że pani mogłaby wiedzieć coś na jego temat i nam pomóc…
Wtedy Żaba z kamienia niespodziewanie zadrżała.
— Wszyscy tylko przychodzą do mnie, gdy czegoś chcą! — rzuciła z wyrzutem. Jej głos się łamał, a kamienne oczy zalśniły. — Nikt nigdy nie zapyta, czego ja bym chciała!
Atmosfera znów stała się napięta, niezwykle też niezręczna. Song An i Merlin zamarli. Przeczuwali, że to nie będzie łatwa rozmowa.
— To nie tak! — zapewnił pospiesznie młody czarodziej, gdy tylko pierwszy szok minął. Za wszelką cenę próbował uspokoić sytuację. — Powiedz nam, co możemy dla ciebie zrobić, a my pomożemy!
Wprawdzie brzmiało to jak kolejne przypadkowe zadanie, jakiego podejmują się tego dnia, to jednak Song An, spostrzegając żal Żaby, nie potrafił jej odmówić niczego. Czuł się nawet trochę winny jej rozpaczy. Popierał całkowicie słowa Merlina. Skoro robią już tak wiele rzeczy, jedna kolejna misja nie zrobi im już najmniejszej różnicy…
— Jestem taka samotna… — westchnęła ze smutkiem Kamienna Żaba. — Brakuje mi kogoś, z kim mogłabym porozmawiać… Tkwię tutaj od wieków, nikt mnie nie odwiedza…
Song An i Merlin spojrzeli po sobie. Na pewno chcieliby dłużej dotrzymać towarzystwa Żabie, ale ich celem było opuszczenie lasu, a nie zostanie w nim dłużej, niźli byłoby to konieczne. Jeśli się nie pospieszą, zaraz zastanie ich poranek! Dlatego musieli wymyślić inne rozwiązanie, jak zadowolić samotną nieszczęśniczkę.
Po chwili intensywnego namysłu Song An wpadł na genialny pomysł. Chwycił Merlina za przemoczoną bluzę i pociągnął na bok, a tam wyjaśnił ściszonym głosem:
— Znam kogoś, komu pewnie też brakuje towarzystwa i chętnie porozmawia z naszą Żabką!
— Kogo masz na myśli? — dopytywał zaskoczony Merlin. 
— Wiekowe Drzewo! — zdradził Song An z entuzjazmem. — Obydwoje są samotni i starzy, więc mam wrażenie, że na pewno się dogadają! I patrz, wcale nie jest ono tak daleko!
Mówiąc to, wskazał ręka królujące ponad konarami ciemnozielone liście Wiecznego Drzewa, którego korona rysowała się na tle lśniącego księżyca. To raptem kilkanaście metrów!
— Ale jak chcesz to zrobić? — Merlin brzmiał na naprawdę zaskoczonego. I nieprzekonanego. — Nie chcę cię martwić, ale już na pierwszy rzut oka widać, że ten kamień waży naprawdę dużo… A Drzewa raczej nie przesuniemy…
Powiedział to wyjątkowo cicho, aby Żaba nie dała rady go usłyszeć.
Wprawdzie Song An tej kwestii akurat nie przemyślał.
— A nie znasz żadnego zaklęcia, które mogłoby nam pomóc? — zapytał z nadzieją. Nie miał innego pomysłu, aby zadowolić Żabę, a chciał dowiedzieć się, gdzie znajduje się smoczek.
A przeniesienie takiego kamienia nie mogło być aż tak trudne, prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz