Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Kary za książki oddane zbyt szybko
Biblioteka Narodowa Novendii ogłasza kary nie tylko za spóźnienia, ale i za zwrot woluminów „w stanie zdradzającym, że nie zostały przeczytane”. Powodem jest fala czytelników wypożyczających grube tomy wyłącznie dla prestiżu, nagrania jednej rolki na AllTube, i oddających je już następnego dnia nietkniętymi. „Książka to nie ozdoba,” oświadcza główny bibliotekarz „Zresztą, nawet ozdób nie traktuje się lekceważąco!”. Nowy regulamin przewiduje krótką rozmowę weryfikacyjną przy podejrzanie szybkim oddaniu książki, której niezaliczenie będzie skutkowało karą finansową. Pierwsi czytelnicy już protestują, że to za dużo pracy, na co bibliotekarz odpowiada, że książki są warte każdego poświęcenia.

Nagłówek

31 października 2025

Od Seymoura – Halloween

Cisza w posiadłości w Thornhaven miała swoją własną wagę. Była gęsta niczym smoła, ciężka od ołowianego kurzu osiadającego na zakrytych prześcieradłami meblach i chłodna, jak kamienne posadzki, po których od lat nie stąpały żadne stopy. Tego wieczora cisza była jednak inna, nabrzmiała radością i oczekiwaniem.
Obaj siedzieli w jedynym otwartym, używanym salonie. Seymour zagłębiał się w lekturze, Nicholas zaś, choć też próbował towarzyszyć w tym bratu, nie mógł usiedzieć spokojnie i co rusz odrywał się od tekstu, by wyczekująco spojrzeć w stronę prowadzącego w głąb posiadłości korytarza.
— Jarvis? — odezwał się głośno. — Długo jeszcze?
Odpowiedziało mu zawahanie, lekkie westchnienie antycznego ducha opiekuńczego całej posiadłości.
— Młody panicz jest bardzo niecierpliwy — powiedział oględnie Jarvis.
— No ale ja chcę wiedzieć, ile jeszcze tata będzie w Kuźni.
— Proces tworzenia jest niezwykle skomplikowany…
— Ale tata umie przecież wszystko — zaperzył się Nicholas. — Ile będzie jeszcze robił te skomplikowane rzeczy?
Jarvis spróbował bąknąć jakąś neutralną, niczego nie wnoszącą odpowiedź, lecz mimo to Nico wpadał w coraz bardziej marudny nastrój. Seymour zerknął na brata znad książki.
— Wiesz co, póki taty nie ma, to pójdziemy sobie zobaczyć coś super — powiedział, zamykając opasłe tomiszcze i rzucając je na stolik obok. — A ty, Jarvis, obiecaj, że na nas nie nakablujesz.
— Paniczu, ale przecież…
— Nie zrobimy niczego złego! Tylko sobie popatrzymy.
Cel został osiągnięty, Nico od razu się ożywił, zeskoczył z fotela i momentalnie leciał już za Seymourem, gotów zobaczyć coś super.
— Co mi pokażesz?
— Niespodzianka — odparł Seymour, uśmiechając się łobuzersko.
— No weź powiedz!
— Dojdziemy to zobaczysz.
— Seymour!
Prośby nic nie dały, zresztą obaj chłopcy szybko dotarli na miejsce. Seymour przystanął pod drzwiami, powoli położył dłoń na klamce, rzucił Nico porozumiewawcze spojrzenie. Najmłodszy z Silverthornów już przestępował niecierpliwie z nogi na nogę, więc gdy tylko Seymour nacisnął klamkę i uchylił drzwi, Nico momentalnie wsadził głowę do pomieszczenia.
— Nic nie widzę — powiedział, a potem kichnął, gdy zebrany wewnątrz kurz załaskotał ten zadarty nos.
— Posuń się, zaraz zaświecę.
Obaj wturlali się w ciemność, magia Seymoura sięgnęła zaklętych kinkietów, zbudziła uśpioną w nich magię i pokój wypełnił się poświatą.
— Wooow… — powiedział Nico, rozdziawiając buzię i popatrując po otaczających go kształtach. — Co to jest?
— Golemy — odparł Seymour, podchodząc do pierwszego z brzegu, okrytego prześcieradłem masywu. — Wszystkie te, które kiedyś broniły posiadłości przed intruzami, ale tata postawił barierę i teraz golemy mogą spać.
— Ale czad!
Prześcieradło poleciało w dół w obłoku kurzu. Gdy seria kichnięć ucichła, Nico popatrzył na golema, podszedł, ostrożnie dotknął metalowego ramienia.
— Co on robił?
Seymour zająknął się, zamyślił na moment tak krótki, że Nico niczego nie zauważył.
— Łapał złodziei za kostki, a potem przerzucał ich przez płot — odparł z całą stanowczością starszego brata.
— Suuper! A tamten? — Nico przebiegł do innego golema, zajrzał pod prześcieradło.
— Tamten… krył się w ciemności, a potem wyskakiwał na intruzów z głośnym „Buu!”
— A ten?
— A ten… on tego… On się zmieniał w nietoperza! I latał intruzom nad głowami!
— Jest mega!
I tak biegali, od golema do golema, od historii do historii – Nico zadawał pytania, Seymour zaś wspinał się na wyżyny kreatywności, opisując niesamowite, kompletnie wymyślone zdolności zupełnie zwyczajnych golemów sprzątających.
— Nie boisz się ich? — spytał nagle Seymour, gdy Nico z zachwytem przyglądał się kolejnemu, metalowemu tworowi.
— Ja? Golemów? Ale czemu? Przecież śpią… — powiedział, lecz z każdym słowem pewność siebie ulatywała z jego głosu.
— Bo wiesz… — odezwał się konspiracyjnym szeptem Seymour, podchodząc nieco bliżej. — One śpią tylko z pozoru. Tak naprawdę to czekają, aż ktoś zburzy ich spokój. I dzisiaj jest Halloween, więc jeśli będziesz bardzo, bardzo cicho, to usłyszysz, jak szepczą.
Nico popatrzył na niego okrągłymi zdumieniem oczami, zamilkł, wsłuchał się w panującą w pomieszczeniu ciszę, wzrok szukał czegoś wśród nieruchomych golemów.
Wtem jedna z postaci poruszyła się.
Nicolas pisnął, momentalnie skrył się za plecami Seymoura. Ten wybuchnął gromkim śmiechem, zadowolony z wybryku. Nico prychnął, wydął wargi.
— No wiesz co?
— Co to za Silverthorn, co się golemów boi — zaśmiał się Seymour, nim złapał brata za rękę, pociągnął w stronę drzwi. — Chodź, pokażę ci coś jeszcze.
— Nowe golemy?
— Nie — odparł chłopak. — Znalazłem super straszną książkę i wiem, że będzie ci się podobała.
Dwóch paniczów pobiegło na korytarz, niefrasobliwie zostawiając Jarvisowi pościągane prześcieradła i zapalone kinkiety, a następnie posiadłość rozbrzmiała śmiechami i tupotem drobnych stóp, gdy obaj bracia mknęli w stronę biblioteki. Wpadli do środka, do tej gigantycznej przestrzeni pełnej wiedzy i historii, bezcennych tomów, które dla nich były czymś normalnym. Nico momentalnie wpakował się na jeden z foteli, zagadnął jakąś poduchę i odezwał się do Jarvisa.
— Jarvis! Weź zapal nam kominek.
Genius loci westchnął.
— Jak sobie młody panicz życzy.
Tymczasem zaś Seymour zniknął między półkami, wrócił zaraz z wielkim tomiszczem oprawionym w podejrzanie ciemną skórę.
— To nie jest książka odpowiednia dla dzieci w młodego panicza wieku — zganił go Jarvis, ale gdzie żeby Seymour go posłuchał.
— Nie psuj zabawy, Jarvis.
— Chciałbym uniknąć sytuacji, w której młody panicz będzie się całą noc wiercił, nie mogąc spać ze strachu.
— Ja się niczego nie boję! — zaprotestował Nico.
— Nawet w Halloween? — zaczepił go Seymour, szczerząc zęby w podejrzanym uśmiechu, zarabiając od Nicolasa kolejne naburmuszone spojrzenie.
— Jestem już prawie dorosły!
— I prawie sięgasz do słoika z ciastkami.
— Hej!
Seymour roześmiał się, wpakował na fotel razem z Nicolasem, i zaraz rozłożył ciężką książkę na ich chudych kolanach.
— Ta jest dobra — powiedział, przewracając strony w poszukiwaniu jednej z historii. — O jeźdźcu bez głowy!
Nico wcale nie skulił się na fotelu i wcale nie wtulił mocniej w ramię Seymoura.
— To czytaj.
Seymour przybrał swój najbardziej tajemniczy, niepokojący głos.
— Dawno, dawno temu, w niewielkiej wiosce Sleepy Hollow, miała miejsce seria straszliwych zbrodni — zaczął, otaczając Nicolasa ramieniem. — Nienazwany sprawca mordował przypadkowych ludzi, a tym, co łączyło wszystkie ofiary było to, że ten okrutny morderca… odcinał im głowy!
Nicolas skulił się mocniej, a historia potoczyła się wraz z głowami i posępnym tętentem kopyt, gdy krok po kroku główni bohaterowie odkrywali kolejne warstwy spowijającej wioskę tajemnicy. Głos Seymoura naśladował skrzekliwy głos wiedźmy, rzeczowy ton instygatora i nosowy tembr właściciela młyna. W końcu historia osiągnęła punkt kulminacyjny, pojawił się jeździec, pojawiła się i jego głowa, wydarzenia przyspieszyły, a potem było już zakończenie, szczęśliwe dla jednych, tragiczne dla innych.
Spokojny oddech Nicolasa łaskotał go w obojczyk i Seymour sam ziewnął, popatrzył w kominek, potem na zdobiący go zegarek. Chłopiec westchnął, widząc późną godzinę, a potem ułożył się wygodniej, oparł o brata i zasnął, zmęczony po dniu pełnym nauki, wygłupów i strasznych historii.
Oto przeminęło kolejne Halloween, której ojciec obiecał z nimi spędzić.
Ogień dogasał już w kominku, gdy drzwi biblioteki ponownie się otwarły, wpuszczając do środka nową postać. Wiecznie poważną twarz Cedrica pokrywały smugi sadzy, nienaganne zazwyczaj odzienie było przepocone i wygniecione, a uważne spojrzenie straciło swój blask, gdy cienie kładły się pod oczami.
— Jarvis, możesz zgasić już kominek.
Złote światło ojcowskich tatuaży było jedynym, co rozświetlało uśpioną bibliotekę, gdy Cedric zgarniał swoich śpiących synów w ramiona, by zanieść obu do sypialni. Mężczyzna westchnął ciężko, wiedząc, że znów ich zawiódł, w sercu mając nadzieję, że gdy minie czas i obaj już dorosną, zrozumieją, że wszystko, co robił, robił tylko dla nich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz