Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Medwia: Mężczyzna pokłócił się z niedźwiedziem o borowika
Mieszkaniec wsi pod Miedwogradem trafił na izbę przyjęć z licznymi zadrapaniami i, jak sam to ujął, „nadszarpniętą dumą”. W czwartek rano, podczas grzybobrania, mężczyzna natknął się na wyjątkowo okazałego borowika, którego w tej samej chwili upatrzył sobie niedźwiedź. Postanowił bronić znaleziska, powołując się na zasadę „kto pierwszy, ten lepszy”. Niedźwiedź tego argumentu nie uznał. „Godło kraju czy nie godło, ja go zobaczyłem pierwszy” – upiera się poszkodowany, który mimo obrażeń nie zamierza rezygnować z grzybobrania. Leśnicy przypominają, że jesienią niedźwiedzie intensywnie gromadzą zapasy przed zimą i nie są skłonne do negocjacji.

Nagłówek

01 listopada 2026

Od Constancii – Pragnienie, Who we are never changes, who we think we are does. (IV)

Patrzenie na nieradzącego sobie Tristana napawało Constancię odrobiną satysfakcji. Prychał co jakiś czas, bębnił nerwowo w metalowe ścianki i wracał do pracy. Było dla niej co najmniej absurdalne, jak bardzo jej unikał. Oczywiście, nie uważała, że zaufa jej od razu czy kiedykolwiek w ich podróży, ale liczyła na rozmowę. Zwyczajnie w świecie umierała z nudów i fakt, że musiała nosić te śmiechu warte kajdanki był uwłaczający. Uważała, że Tristan potrzebował po prostu poczucia bezpieczeństwa, nawet tego fałszywego. Była byłą Inkwizytorską, czy to nie oczywiste, że mogła go zabić i bez miecza, i z obojgiem rąk za plecami? To aż żenujące, pomyślała, poniżać się tak dla jego niepewności.

— Bycie samym z droidem musi być męczące. — Powiedziała w końcu, zakładając, że ten będzie milczał. Ważyła każde słowo, by nie zdradzić za dużo. Nie było to pytanie, ale miała nadzieję, że Tristan pociągnie temat albo chociaż odpowie w sposób łatwy do podchwycenia.

— Raczej nie.

Zamrugała dwa razy, niekoniecznie zszokowana, ale zmęczona tą ich ciągłą przepychanką. Radować się mogła jedynie, że jej nie zignorował. Półsłówka były jednak bardziej nużące od ciszy. Była gotowa się poddać, bo która to już jej próba? Czy taka błahostka powstrzymałaby ją, gdyby go przesłuchiwała? Nie, oczywiście, że nie. Rozmowa nie była w niczym podobna do dochodzenia, oprócz zatajania przez Constancię osobistych pobudek i tłumienia opryskliwych czy raniących słów. Na pokój nie było żadnych szans, ale łudziła się, że Tristan też marzy o chociażby kruchym rozejmie.

— Nie tęsknisz za życiem w Świątyni? Nie było ci tam lepiej z Mistrzem u boku i pracą dla tej skorumpowanej hołoty? — Nie zdążyła ugryźć się w język, przeklęła samą siebie w duchu. Próbowała pocieszyć się myślą, że Tristan nie bez powodu wybrał tą ścieżkę, być może ich stosunek do Zakonu Jedi nie różnił się aż tak bardzo?

Tristan zatrzymał się na sekundę zbyt długo, by zostało to niezauważone. Jego ciało widocznie się spięło, a szczęka zadrżała pod wpływem siły. Kobieta obserwowała to wszystko czujnie, starając się jednak nie czytać zbytnio z jego mowy ciała. To nie jest przesłuchanie. Wiedziała już jednak, że powiedziała za dużo i nić porozumienia rozleciała się w jej dłoniach, prawdopodobnie bezpowrotnie.

— Za czym mam tęsknić? Za byciem niczym więcej, niż chłopcem na posyłki Zakonu? — Odparł chłodno, cedząc słowa z goryczą. Kobieta odebrała to za dobry znak, może jednak mają jeszcze szansę. To aż dziwne, jak bardzo pragnęła drugiego człowieka, z którym mogłaby porozmawiać, bez odczuwania niechęci z jego strony. — A ty pewnie tęsknisz za Zakonem. Jesteś perfekcjonistką, wierzysz w absolut, gdyby nie korupcja Ciemnej Strony jestem pewien, że byłabyś pierwsza do lizania im-

— Stul pysk. — Kobieta uniosła się z nieprzewidywalną prędkością, robiąc dwa kroki w stronę Szarego Jedi. Jedyne, co ją zatrzymało, był niewidzialny gołym okiem opór, pochodzący od Mocy. Żądza jego krwi rozpaliła blade oblicze i nic nie zatrzymałoby jej przed rzuceniem się na niego z gołymi rękoma, by czuć jak kości łamią się pod jej palcami, a skóra zmienia kolor, rozpadając się od przemocy. By skrzywdzić go tak dogłębnie, jak on właśnie trafił nienawistną szpilką w samo serce. — Nic o mnie nie wiesz ani o tym, co przeżyłam-

— Oczywiście, że nie. — Prychnął, pokazując droidowi, by ten nie zaczynał szarży na byłą Inkwizytorkę. Nie odrywał oczu od Constancii, patrząc się z kpiąco zmarszczonymi brwiami. — Jednak chyba trafiłem w czuły punkt, skoro straciłaś tą swoją sztuczną kontrolę i poczucie wyższości. Myślisz, że nie widać, jak na siłę próbujesz się unieść ponad wszystkich i wszystko mimo, że nie jesteś warta więcej, niż te cholerne, opuszczone przez Imperium klony na ulicach, błagające o kredyty na przeżycie?

Constancii zaschło w gardle, patrzyła pusto w przestrzeń za Tristanem. Jej skórę zdobiły drobne wypukłości, a zimny pot zaczął spływać jej po plecach. Poczuła opadnięcie bariery, ale nie poruszyła się. Czy to miało jakiekolwiek znaczenie, teraz, gdy była nikim? Gdy nie miała do czego wrócić, bo jej ponownie wszystko odebrano? Pragnienie wspólnoty było jedynym, co trzymało Constancię tam, gdzie była. Powoli to do niej docierało, odrzucane raz za razem przez kobietę. Na nowo straciła kotwice w rzeczywistości, gdzieś, gdzie mogła wrócić i być stosunkowo szanowana.

Odwróciła się do niego plecami i bez słowa, chwiejnym krokiem zaczęła zmierzać do swojej kajuty.



W hiperprzestrzeni nie było żadnych turbulencji czy niechcianych gości, toteż trwała w niezmąconym skupieniu przez przynajmniej trzy godziny. Moc obezwładniała ją, wypełniając ją gniewem. Miała wrażenie, że mimo tej siły, którą w sobie miała, i która napędzała ją do działania, nie ma ona nic wspólnego z faktycznym połączeniem z Mocą. Że gdzieś tam, głęboko w niej zatraciła to, co kiedyś stanowiło dla niej wszystko. Kontakt z Mocą był jedynym, co dawało jej ukojenie i poczucie, że może bronić słabszych, przynosiło pokój duszy. Czy to, co teraz odczuwała, było chociażby zalążkiem pokoju? Co się z nią stało, że odbiegła tak daleko od marzeń o bezpieczeństwie wszystkiego, co żyło? Jakim cudem ona przynosiła do tej pory całe to cierpienie, któremu próbowała zapobiec. Jej własna matka, odsyłając ją tam, przeklęła ją bezpowrotnie, przepowiadając jej upadek. Zanim się od niej wtedy odwróciła, powiedziała jedynie, by była lepszym Jedi niż była córką, jeśli tylko potrafi.

Z rytmu wybiły ją w końcu własne łzy, łaskoczące jej podbródek. Ten dotyk był kiedyś dla niej tak znajomy, a teraz był jedynie nieprzyjemnym wspomnieniem. Przypominał to, co odczuwała podczas drogi do Zakonu. Spojrzała po pomieszczeniu, starając się przypomnieć, gdzie jest. Medytowała wcześniej, ale od dawna nie trwało to tak długo. Nie czuła wtedy tego zdradliwego spokoju. Otarła łzy rękawem i wstała z klęczek. Najwyższy czas skorzystać z jej kontaktów.

Ruszyła spokojnym krokiem w stronę kabiny pilota, poprawiając ubrania i włosy. Nie mogła wyglądać jakby przed chwilą płakała, już wystarczająco źle o niej myślał, uważając ją za słabą. W ostatniej chwili przypomniała sobie o zakazie wchodzenia do kokpitu. Stanęła dwa metry od wejścia, widząc, że jej kompan szamocze się po raz kolejny z kablami. Czy on robił cokolwiek innego na tym statku oprócz napraw?

— Tristan..?

Odwrócił się w jej stronę, jak gdyby kontemplując, czy coś odpowiedzieć. Wyglądało na to, że wybrał milczenie. Przez moment przemknęło jej przez myśl, że może chciał przeprosić. Niewiele brakowało, a prychnęłaby na głos na tą niedorzeczną myśl.

— Kierujmy się na Akivę. Mam tam kogoś, kto może pomóc nam zdobyć jakieś informację o projekcie Sanktuarium z jednej z baz operacyjnych na planecie. — Wypaliła na jednym oddechu, patrząc na przejście między pomieszczeniami. Nie miała siły nawiązywać kontaktu wzrokowego, nadal z tyłu głowy mając jego słowa.

— Kierunek Akiva, Inkwizytorko. — Tristan uśmiechnął się prawie niewidocznie, a Constancia przewróciła tylko oczami na tę uszczypliwość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz