Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Medwia: Mężczyzna pokłócił się z niedźwiedziem o borowika
Mieszkaniec wsi pod Miedwogradem trafił na izbę przyjęć z licznymi zadrapaniami i, jak sam to ujął, „nadszarpniętą dumą”. W czwartek rano, podczas grzybobrania, mężczyzna natknął się na wyjątkowo okazałego borowika, którego w tej samej chwili upatrzył sobie niedźwiedź. Postanowił bronić znaleziska, powołując się na zasadę „kto pierwszy, ten lepszy”. Niedźwiedź tego argumentu nie uznał. „Godło kraju czy nie godło, ja go zobaczyłem pierwszy” – upiera się poszkodowany, który mimo obrażeń nie zamierza rezygnować z grzybobrania. Leśnicy przypominają, że jesienią niedźwiedzie intensywnie gromadzą zapasy przed zimą i nie są skłonne do negocjacji.

Nagłówek

01 listopada 2026

Od Cheoryeona – Zakazana księga

— Oddawać to, ale już!
Starsza kobieta pędziła na miotle tuż nad głowami przechodniów, którzy z konsternacją podążali za nią wzrokiem, nim wracali do swoich spraw lub rozpoczynali między sobą nową rozmowę na temat nagłego zdarzenia. Ktoś gdzieś spytał swojego towarzysza, czy może trzeba dzwonić na policję, tamten jednak wzruszył jedynie ramionami, zapewne sam zbytnio nie wiedząc. Koniec końców zostawiano nieznajomą osobistość gnającą na swym zaklętym kijku, niestety nie drewnianym, a plastikowym z falującymi na końcu, brudnoszarymi frędzlami mopa.
A za czym, lub raczej za kim ona tak goniła?
— Nie dość, że zakonnica, to jeszcze wiedźma!
Cheoryeon popatrzył za siebie, ku jego obawie nadal bardzo wyraźnie widział staruchę. Stara Hedviga zapierdzielała z taką prędkością, że różnooki w duchu błagał, żeby nagle znikąd zmaterializował się fotoradar i cyknął jej idealną fotkę. Albo żeby tak straciła panowanie nad mopem i zleciała z niego lub przydzwoniła w ścianę... Nie to, że życzył jej źle, bo on taki nie był; jak każda prawilna sierota życzył jej najgorzej.
Krzyknął krótko, gdy miotła, na której siedział, wykonała gwałtowny zakręt. Na moment stracił równowagę, na szczęście w ostatniej chwili przytrzymał się mocniej zajmującej miejsce przed nim siostry.
— Błagam, nie zleć! — zawołała Suyeon. — A już tym bardziej nie upuść księgi!
— Wiem, wiem! — jęknął w odpowiedzi, gdy nagle zdał sobie z czegoś sprawę. — Aha, już lepiej, żebym zleciał niż upuścił księgę?
Miotła przechyliła się niespodziewanie, Cheoryeon pospiesznie przeprosił za swoje słowa.
Tak, uciekali przed zakonnicą w środku Stellaire. Tak, trzymali księgę, którą stara baba chciała odzyskać. Nie, nie ukradli.
A może?
Nie, nie mogli przecież ukraść czegoś, co od początku należało do nich!
Ten dzień zapowiadał się tak dobrze. Zamiast dostać zastępstwo za alchemię lekcje zostały odwołane, więc mogli szybciej wyjść ze szkoły. Humor im dopisywał, bo mieli trochę czasu przed pracą, postanowili zatem pobłądzić po mieście. Nie planowali żadnego konkretnego celu, ale umysł Cheoryeona pchał jego nogi w danym kierunku, jak gdyby chciał mu coś pokazać.
No i pokazał.
Zakonnicę Hedvigę podejrzanym krokiem wchodzącą do antykwariatu.
Bliźniakom wystarczyła jedna wymiana spojrzeń, żeby wiedziały, co drugie pomyślało. Szybko domyślili się, że stara menda planowała sprzedać coś, co do nich należało. Jedynie zdziwiła ich nowa lokalizacja.
Poprzedniego razu przyłapali Hedvigę wychodzącą z lombardu; wtedy też poszli tam i znaleźli swoje szpargały, w tym kubki rodziców, które od razu odkupili. To znaczy, właściciel na początku nie chciał im ich sprzedać, bo, zamiast podejrzewać zakonnicę sprzedającą rzeczy, podejrzewał dzieciaki próbujące je odkupić. Cheoryeon rozpoczął swój dramatyczny wywód na temat ich przykrego życia, trudów po śmierci rodziców, o tym, że te rzeczy miały dla nich niezwykłą wartość sentymentalną i powstrzymywały już strzaskaną mentalność przed całkowitym rozpadem. Historia ta spotkała się z odpowiedzią, że „Hedzia nigdy by nie sprzedała rzeczy dzieci”, na co nastoletni jasnowidz posłał mężczyźnie spojrzenie pełne politowania, po czym zabrał siostrę i oboje wyszli. Z kubkami, które czarodziejka podwędziła magią iluzji. Ale żeby nie było, zostawili trochę pieniędzy.
Podobnie było tym razem. Byli na mieście, zauważyli babsztyla przy antykwariacie, postanowili podążyć za nią. Osłonięci iluzjami przyczaili się z boku.
Hedviga niecierpliwie stukała paznokciami o szklaną ladę, podczas gdy antykwariuszka sprawdzała zawartość...
Rodzeństwo otworzyło szeroko oczy, Cheoryeon niemal zachłysnął się powietrzem.
Kobieta lustrowała wzrokiem tekst, co chwilę kartkując całkiem opasłą księgę.
— Hedvigo, kochanie, ale ty wiesz, że ja nie umiem czytać po — na moment się zacięła — pingyuańsku? Senkawańsku? Nawet nie wiem, co to za język. — Pokręciła głową.
— Ja też — odparła Hedviga — ale czuję, że to księga zaklęć. Spójrz, na niektórych stronach są nawet narysowane gesty.
Przewróciła kilka kartek, wskazała palcem obrazek.
— Bachory, które miały tę księgę, same czarują i robią jakieś dziwne rzeczy! — Próbowała nieskoordynowanymi gestami podkreślić swoją wypowiedź. — Nawet połowy z nich nie rozumiem!
— Hedvigo, ale ty sama nigdy nie byłaś dobra w rzucaniu zaklęć...
— Nie musisz mi tego przypominać!
Dwójka nastolatków popatrzyła po sobie, oboje zmieszani. Byli pewni, że dobrze skitrali księgę, więc jakim cudem została znaleziona? Czyżby ktoś widział, jak ją chowali?
Nie to jednak było teraz ważne.
Hedviga westchnęła ciężko, pomasowała krótko kąciki oczu. Przeniosła ciężar ciała z jednej nogi na drugą.
— Jestem pewna, że w tej księdze są jakieś poważne zaklęcia — oznajmiła. — Na pewno znajdziesz kogoś, komu ją sprzedasz za dobrą sumę. Jakbyś dobrze nagadała, to kupiłby ją nawet ktoś, kto nie zna języka i zleciłby komuś przetłumaczenie jej.
— A jak się okaże, że są tam zakazane zaklęcia? — Antykwariuszka nie wyglądała na kogoś, kto chciałby ryzykować dla pieniędzy. — Wiesz, jak czasami węszą, a jeśli ktoś to zgłosi, to oberwę, mimo że sama nie jestem czarodziejką.
— Nie przesadzaj już, czemu jakieś biedne, osierocone dzieci miałyby być w posiadaniu niebezpiecznej księgi? Ich rodzice nie należeli do żadnego rodu, byli nikim!
Ała. To była ewidentna obraza dla ich rodziców. Stara baba jednak miała trochę racji co do powagi księgi, antykwariuszka zaś dopełniała tę rację. Choć nie spisano w niej żadnych zaklęć równających budynki z ziemią ani przejmujących kontrolę nad armią żołnierzy, rodzeństwo Moon zdecydowanie wolałoby, żeby nikt nie poznał jej zawartości. Księga należała do ich mamy, która korzystała z niej do niezbyt dobrych rzeczy – lepiej, oni sami technicznie też to robili. Przecież całą szkołę oszukiwali, że Cheoryeon potrafił czarować, kiedy to wszystko zasługa iluzji i masek przywoływanych przez Suyeon. Nie mogli się teraz tak spalić, inaczej ich życia do reszty zostaną zrujnowane.
Nagłe stuknięcie odwróciło uwagę kobiet. Obie powędrowały wzrokiem gdzieś w głąb antykwariatu; Hedviga spytała, co to było, właścicielka jednak pokręciła głową, z pewnym zmartwieniem w głosie mówiąc, że oby nic się nie przewróciło. Spojrzały ponownie na księgę...
A raczej miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu była.
— Co jest?! — zdziwiła się zakonnica.
— Mówiłam ci, że jest przeklęta! — odparła antykwariuszka.
Szybkie kroki rozległy się po drewnianym parkiecie, ich natężenie i skrzypnięcia sugerowały dwie osoby. Kobiety rozejrzały się, nie zobaczyły nikogo. Antykwariuszka powtórzyła swoje wcześniejsze słowa i gdy Hedviga już miała im uwierzyć, główne drzwi nagle się otworzyły, a do środka wszedł ktoś, kto niespodziewanie odbił się od powietrza.
Krótki huk ogarnął lokal i tuż po nim znikąd pojawiła się podłodze dwójka bliźniaków. Cheoryeon szybko zszedł z Suyeon, na którą upadł po odbiciu się od klienta. Że też akurat teraz ktoś musiał wejść! Nie mógł sobie poczekać przynajmniej kilku sekund! Wyszliby sprawnie, nikt by nawet nie zauważył!
— Księga!
Słysząc słowa Suyeon, zamrugał parę razy. Popatrzył na czarodziejkę, potem na swoje ręce.
— AAAA KSIĘGA!
Wypadła mu z rąk! Jakie były na to w ogóle szanse?! Co to, jakaś nieśmieszna komedia czy co?!
Hedviga od razu zaczęła się na nich drzeć, jak to miała w zwyczaju, ale oboje z rodzeństwa kompletnie ją zignorowali. Cheoryeon w panice błądził wzrokiem, próbując wyczuć znajomą energię. Nie tu, tu też nie, nie, tutaj! Odwrócił się, wyciągnął rękę, znalazł jednak tylko powietrze i resztki energii, która prowadziła do najbliższego regału. No chyba księga nie teleportowała się nagle, przecież nie miała takiej możliwości. To gdzie ją wcięło?
— Mam ją! — usłyszał.
Spojrzał za siebie, Suyeon akurat wyciągała zgubę spod lady. Złapała ją mocno pod pachę, szybko się pozbierała do równych nóg i zaczęła uciekać, gdy nagle ktoś pociągnął za trzymaną w drugiej ręce czarodziejską miotłę, a raczej czarodziejskiego mopa. Odwróciła się, ku obawie ujrzała zakonnicę.
— Nigdzie nie idziecie! — warknęła.
Kobieta szarpnęła mopem do siebie, Suyeon puściła, żeby tamta straciła równowagę. Cheoryeon próbował zbliżyć się do siostry, ale wtedy właśnie oberwał rykoszetem w formie kija. Poleciał na regał, na szczęście nie przewrócił go, aczkolwiek strącił z półek kilka obiektów. O podłogę uderzyła kamienna figurka jakiegoś zapomnianego bożka, zabawkowy samochodzik z poprzedniego wieku oraz małe pudełeczko, z którego wypadł srebrny pierścień przyozdobiony lśniącym cytrynem.
Widząc, że Hedviga skupiła uwagę na pierścieniu, Cheoryeon kopnął go butem, by poleciał w głąb antykwariatu. O dziwo wszyscy poza nim podążyli wzrokiem. Korzystając z chwili, złapał Suyeon za rękę i pociągnął do wyjścia, po drodze jeszcze zgarniając opartą niewinnie o ścianę drewnianą miotłę.
Zaraz za wyjściem oboje wskoczyli na nowy środek transportu, wcale nie skradziony, raptem pożyczony. Suyeon wybiła ich w powietrze, polecieli przed siebie.
— Udało się! — zawołał brat. — Odzyskaliśmy ją!
— I ukradliśmy przy okazję miotłę — zaznaczyła siostra.
— Dobra, nie psuj zabawy, potem ją oddamy. Ta była blisko, a nie chciałem bawić się w wyrywanie naszej z rąk staruchy! Nie to, że będzie miała co z nią zrobić poza wytarciem podłogi.
Suyeon pokiwała głową.
— Ej, ale czy tamta antykwariuszka nie mówiła coś, że Hedviga umie rzucać zaklęcia? — zauważyła.
— Mówiła, że nigdy nie była dobra w rzucaniu zaklęć — poprawił ją od razu Cheoryeon.
— No, ale to znaczy, że musi być czarodziejką. Czyli technicznie mogłaby...
— No chyba nie...
Nie zdążył niczego więcej dodać, ponieważ usłyszał za sobą bardzo znajomy krzyk. Dwójka zerknęła za siebie, w przerażeniu ujrzała lecącą po ich śladzie zakonnicę. Kobieta darła się za nimi, zwracając uwagę wszystkich w mieście, jak gdyby pragnęła, by ktoś zadzwonił na pały.
— No chyba tak! — Suyeon wróciła wzrokiem przed siebie, przyspieszyła.
Tak oto rozpoczęła się ucieczka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz