Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Niebezpieczni przestępcy uciekli z więzienia na miotłach przemyconych w torcie
Novendyjska policja poszukuje trójki groźnych przestępców, którzy w miniony weekend zbiegli z zakładu karnego pod Stellaire w sposób tyleż zuchwały, co – zdaniem śledczych – „uwłaczający regulaminowi zakładu”. Miotły, na których dokonano ucieczki, przemycono do celi wewnątrz olbrzymiego tortu urodzinowego, dostarczonego przez pracownika usługi Lisek, dowożącej zakupy online. Co gorsza, jak ustalono, były to modele wyścigowe – szybkie, zwrotne i doskonale znane z nielegalnych wyścigów. „Od dawna mówiłem, że ta subkultura skończy się w więzieniu,” komentuje zmęczony rzecznik policji. „Nie sądziłem, że dosłownie z niego wystartuje. Jedyne dobre to to, że tort był wyśmienity.”

Nagłówek

04 października 2026

Od Nivana do Eirika

Ciężkie westchnięcie opuściło usta Nivana, gdy został postawiony przed faktem dokonanym. Nie, żeby to była dla niego jakaś nowość, gdy rodzice postanowili zatrudnić kolejnych pracowników do firmy. Gorzej, że musiał ponownie rekrutować i wybierać spośród kandydatów, dokładnie wszystko analizując, co było męczące i czasochłonne. Czasami zdarzał się kandydat idealny, jeden na milion, ale może pojawić się jakiś sprzeciw ze strony rodziców i wszelkie starania mężczyzny szły na marne. Dlatego też przestał się angażować, bo to właściwie nie będzie jego pracownik, tylko firmy. Nivan tak właściwie pracował tu tylko w kwestii bezpieczeństwa ochrony danych osobowych. Nie interesowało go, czy tym razem zatrudniają modela, asystentkę, pomoc do rejestracji czy kogokolwiek innego. Jeśli nie dotyczyło to współpracownika Nivana, to po co miał się tym aż tak bardzo interesować? Dostał listę cech, które musi przejawiać kandydat, konkretne umiejętności i tyle. Nic ponadto nie będzie analizować. Już nie. 
Do biura zmuszony był ubrać się elegancko, koszula, krawat i całość zamknięta smukłym, czarnym garniturem. Chciał założyć do tego jakieś trampki, ale szybko z głowy ten pomysł wybiła mu jego partnerka, która podstawiła eleganckie obuwie. 
— Już nie rób wiochy — oznajmiła, kręcąc w niedowierzaniu głową. — Taki ładny outfit, a ty chcesz jakieś głupie trampki zakładać... masakra.
— Tak, tak, zrozumiałem — odpowiedział, zakładając buty, które podała mu Emily. 
Kobieta była ucieszona, że tak łatwo udało jej się przekonać Nivana do swojej racji. Nie chciał jej wyprowadzać z błędu, bo mu się nie chciało kłócić. Wolał pójść na rękę, nie słuchając dalszego trajkotania kobiety. Za długo ją znał, żeby wejść na minę, gdzie usłyszy cały wykład o tym, jak ważny jest ubiór, to wizytówka. Zniszczenie tak ładnej wizytówki nieodpowiednim obuwiem będzie przecież najgorszą zbrodnią przeciwko modzie! Na samą myśl przewrócił oczami, odwracając się plecami do partnerki. 
— Obiadu dzisiaj nie będzie, zamów coś sobie do jedzenia, nie znowu nowe szpilki — rzucił na odchodne, otwierając drzwi od mieszkania. — Jak zobaczę nowe szpilki, to spalę ci je w kominku, tak jak poprzednie pary, których nigdy nie założyłaś. 
Emily jedynie prychnęła i wróciła do salonu, aby dokończyć oglądanie swojego serialu, a Nivan wyszedł z domu, klucząc za sobą drzwi. Przetarł twarz dłońmi, zastanawiając się, po jaką cholerę to on musiał rekrutować. 

*

Na szczęście rekrutacja przebiegła szybko. Niektórzy się nie pojawili, więc proces znacznie przyśpieszył. Ostatnia osoba na liście to Eirik Skugge, co zdecydowanie przykuło uwagę Nivana. Potrzebował chwili, aby zrozumieć, że doskonale znał to imię i nazwisko. Jednak... przecież Eirik zniknął dobre kilka lat temu, bez słowa. Nikt nie wiedział, co się z nim stało. Dlaczego w takim razie teraz miał przed sobą jego CV. Zdjęcia co prawda nie było, ale wszelkie informacje pokrywały się z mężczyzną, którego Nivan znał. To zbieg okoliczności czy nieśmieszny żart? Trudno było mu stwierdzić, ale tego kandydata również nie było. Mimo to zabrał ze sobą aplikację mężczyzny, decydując się ją zachować tak w razie czego. 
Wyszedł z pokoju, w którym dotychczas prowadził rozmowy w towarzystwie Vanessy. Kobieta udała, że starła pot z czoła, wywołując tym samym rozbawienie u czerwonowłosego, za co oberwało mu się z łokcia w żebra. 
— Co cię tak bawi? To była bardzo ciężka praca! — oznajmiła poważnie, poprawiając teczkę, którą przytulała do siebie. 
— Nic, nic — odparł, posyłając jej delikatny uśmiech, po czym przeniósł spojrzenie ponownie na trzymane CV. Nie dawało mu to spokoju.
— Kto to? — zapytała, zaglądając przez rękę kolegi. — Jakiś Eirik. Znasz go?
— Znałem kogoś, kto tak samo się nazywał. 
— To ten kolega, z którym się pokłóciłeś i zniknął bez śladu? — zapytała, przechylając głowę na bok, doszukując się odpowiedzi na twarzy mężczyzny. Nie odpowiedział jej, zignorował całkowicie pytanie. — Czyli tak, to mógł być on. W teorii. Albo ktoś sobie wylosował w jakimś generatorze takie imię i nazwisko, nie chcąc zdradzać swojej tożsamości. O! A może to był jakiś tajny agent, który prześledził twoje social media?! I wpadł na trop i teraz cię śledzi?! 
— Proszę cię, Vanessa, nie oglądaj już tyle kryminałów, bo na głowę ci siada — zaśmiał się Nivan, czochrając idealnie ułożone włosy dziewczyny, ale ta się tym nie przejęła. Wpatrywała się w Dixon ze śmiertelną powagą. — Nikt mnie śledzi, uspokój się, naprawdę.
— A jeśli jednak ktoś cię prześladuje?! Może chce cię zwabić w jakąś pułapkę i zyskać twoje organy?! 
Fantazja Vanessy potrafiła zaskoczyć Nivana, mimo że znali się już dobre kilka lat. To nadal potrafiła zaskakiwać coraz to bardziej absurdalnymi pomysłami. Czerwonowłosy pokręcił jedynie głową, przepuszczając koleżankę w drzwiach do biura, gdzie mieli zostawić teczkę z nazwiskami kandydatów, którzy najbardziej wpisywali się w wymogi firmy. Następnie udali się do kuchni, aby wypić coś ciepłego i mogli wrócić do swojej części. 
— Naprawdę, zastanów się nad tym, czy nikt nie chce ci krzywdy zrobić. Nie chce potem usłyszeć w telewizji, że znaleźli cię martwego i rozprutego! 
— Nie znajdą, umiem się bronić, wiesz? 
— No nie wiem, jak pięciu chłopa cię napadnie, to możesz nie dać rady! Musisz więcej ćwiczyć, najlepiej jakieś kung-fu! Wiesz, o tak! — nie trzeba było długo czekać, aby dziewczyna zaczęła demonstrować dość randomowe ruchy, które niby miały przypominać jakąś sztukę walki. Wyglądało to nieporęcznie i Nivan miał obawy, że Vanessa zaraz zrobi krzywdę sobie, jemu albo komuś, kto się nagle pojawi. 
— No już, zrozumiałem. Będę po prostu więcej ćwiczyć — powiedział, mając nadzieję, że to uspokoi obawy Vanessy, zadziałało, o dziwo. Kobieta uśmiechnęła się, poklepała Nivana po piersi i następnie sięgnęła po przygotowaną przez niego kawę. 
— Super, cieszę się, że wziąłeś to do siebie! 
Jak miał tego nie wziąć, jak widział zademonstrowaną niby sztukę walki. Dobrze, że nie oberwał on ani kubek stojący obok Vanessy. Mogłoby się skończyć sprzątaniem albo jeszcze dziewczyna poparzyłaby sobie rękę. 

*

Tydzień niemiłosiernie szybko mu zleciał, nawet nie wiedział, kiedy nastał weekend. Całkowicie stracił rachubę czasu przez zbyt wiele obowiązków, które spadły mu na głowę. Nivan wrócił do domu wieczorem, wycieńczony dzisiejszym dniem. Miał ochotę po prostu położyć się na kanapie i włączyć jakiś serial. Jednak oczywiście nic takiego nie miało miejsca. Emily poinformowała go, że właśnie muszą wychodzić, bo ma spotkanie ze znajomymi w barze i Nivan idzie z nią. Nawet nie mógł odmówić, bo, jak to powiedziała: już powiedziałam, że będziesz ze mną, więc idziesz. Dixon nienawidził czegoś takiego i niejednokrotnie powtarzał to partnerce, ale jak widać, nieskutecznie. Nie docierało to do niej albo najzwyczajniej w świecie miała to w głębokim poważaniu, że mężczyzna może być zmęczony po pracy. Ona cały dzień siedzi w domu i nic nie robi. Czasami namaluje nowy obraz i powiesi go w salonie albo w sypialni, bo poprzedni malunek jej się znudził. Swoich prac nie sprzedaje, bo ma czas i musi się zastanowić. Szkoda tylko, że strych w połowie zawalony jest porzuconymi obrazami. Zleceń obecnie też nie przyjmuje, tłumacząc się bezwenem na nowe malowidła pod cudze widzimisię. Mimo to nie komentuje tego i nie oczekuje z jej strony pomocy finansowej. Jednak z każdym dniem coraz bardziej zastanawiał się, czy ta relacja na pewno jest dla niego odpowiednia. 
— Daj mi się chociaż umyć — powiedział, zdejmując buty i mijając Emily, która była gotowa do wyjścia.
— Niech ci będzie — prychnęła, zadzierając głowę do góry. — Masz dziesięć minut. 
Cóż za łaskawość pomyślał Nivan, kierując się do łazienki, aby wziąć orzeźwiający prysznic. Zmuszony do wyjścia z domu, szybko się przygotował, przebierając w inne, wygodniejsze ciuchy. Nie miał zamiaru iść w garniturze, już swoje w nim dzisiaj wysiedział. 
Wrócił do salonu, gdzie czekała Emily. Zlustrowała go od góry do dołu, przytakując głową na znak zgody, że taki ubiór jej odpowiada. Czarne spodnie, a do tego biała koszulka z długim rękawem, elegancko wciśnięta w spodnie, aby nie wystawała. Założył jeszcze kurtkę, aby nie zmarznąć i w końcu trampki, rzecz jasna czarne. 
Nivan zdecydował się być kierowcą, nie miał zamiaru pić w towarzystwie znajomych swojej partnerki. Nie przepadał za nimi, w jego oczach byli zwykłymi bucami, ale cóż. Skoro został zmuszony do tego spotkania, to z grzeczności już pojedzie. Jednak tylko tyle, nie będzie angażować się w rozmowy, czasami jedynie przytaknie, uśmiechnie się i tyle. Byle odhaczyć. 
Emily w czasie ich jazdy coś mówiła, kto dokładnie ma być, ale Dixon nieszczególnie przykuwał do tego uwagę. Kto ma być, to będzie i tyle. Dojechali na miejsce i kobieta wysiadła z auta jako pierwsza, a tuż za nią Niv, zamykając auto, aby przypadkiem nikogo nie podkusiło, żeby do niego wsiąść. Wszedł do lokalu, gdzie miało odbyć się to wspaniałe spotkanie, wzrokiem odnalazł już stolik, gdzie siedziało towarzystwo. Podszedł, aby z każdym się przywitać, po czym poinformował, że idzie sobie zamówić coś bezalkoholowego. 
— Eirik? 
Patrzył na mężczyznę stojącego za barem. Nie mógł się pomylić, za dobrze znał tę twarz. Rozmierzwione włosy, charakterystyczny kolczyk w brwi i te czerwone oczy, które tak dobrze pamiętał. 
— Heeeeeeej Nivan! Kopę lat...?
Czerwonowłosy nie wiedział nawet, jak powinien zareagować. Najpierw to CV, teraz widzi Eirika, który nie jest żadną iluzją. Jednak widząc, że jest w pracy, to nie chciał szczególnie głowy mu zawracać. Ruch w lokalu był zdecydowanie wzmożony. Dlatego tylko zamówił coś bez alkoholu, co dość szybko dostał. Już wziął szklankę do ręki i miał wrócić do stolika, przy którym wszyscy siedzieli, ale po dłuższym zastanowieniu się, zdecydował się usiąść na krześle przy barze. 
— Coś jeszcze byś chciał? — spytał Eirik, zbierając szklankę, którą przed chwilą upuścił. 
— Nie, po prostu wolę tu posiedzieć, nie mogę? — rzucił pytające spojrzenie w kierunku kolegi, gdy tylko się wyprostował, łapiąc z nim kontakt wzrokowy.
— Co? Nie, nie... raczej myślałem, że przyszedłeś tutaj z kimś. Po prostu — wzruszył ramionami, odwracając się plecami do Nivana, aby wyrzucić potłuczone szkło. — W dodatku pijesz sok pomarańczowy. Sam. W barze. To dziwne. 
Nivan tego nie skomentował, tylko uśmiechnął się, patrząc w dno swojego napoju. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz pił alkohol. Nie miał na to czasu ani za bardzo lepszego towarzystwa. Zawsze, jak próbował gdzieś pójść sam, bez Emily, to kończyło się jedną, wielką kłótnią. Posądzany był o zdradę i szukanie nowej laski. Nie miał siły tego tłumaczyć, że przecież idzie tylko pić do kolegi w domu i będą inni kumple, bez dziewczyn. Jednak nie potrafiła tego zrozumieć. Jednocześnie oczekiwała, że Nivan będzie jej taksówką, gdy ona chce iść pić z koleżankami do baru czy innego klubu. Utknął w błędnym kole.
— Halo, ziemia do Nivana — Eirik zaczął pstrykać palcami przed twarzą Dixona, który zamrugał oczami i potrząsnął głową. — Wołali cię z tamtego stolika.
— No nic, to idę. Mógłbyś się odezwać, skoro wróciłeś — oznajmił Nivan, podsuwając swoją wizytówkę, na którą czarnowłosy spojrzał, dopiero po dłuższej chwili ją zabierając z blatu.
— Jasne. To... do zobaczenia? 
— Do zobaczenia — odparł Dixon, wstając ze swojego miejsca i kierując się do niechcianego towarzystwa. 
Usiadł obok Emily, która szeroko się uśmiechnęła, przytulając do jego ramienia. Zaczęła go wypytywać, co tak długo tam robił. Tłumaczył się, że terminal nie chciał zadziałać i dlatego musiał chwilę poczekać, aż się odetnie i jeszcze raz zapłacić. To, że zapłacił gotówką to inna sprawa.
Na szczęście w lokalu nie siedzieli za długo, bo Emily dość szybko się upiła, więc mężczyzna miał powód, żeby szybko się stąd ewakuować. Dlatego skorzystał z okazji i mógł wrócić do domu. 

*

Od spotkania Eirika w barze, Nivan nie otrzymał od niego żadnej wiadomości. Trochę się tym zawiódł, ale stwierdził, że nie będzie codziennie jeździć do pracy czarnowłosego, żeby tylko go spotkać. W dodatku tłumaczenie się z tego Emily byłoby dla niego męczące. Dlatego miał nadzieję, że Skugge w końcu się do niego sam odezwie. 
Siedział w biurze, patrząc w monitor, dokładnie analizując przesłany raport, kiedy jego telefon nagle zawibrował. Zignorował to, myśląc, że pewnie znowu jego partnerka coś od niego chce. Jednak dostając kolejne powiadomienie, sięgnął po urządzenie, nadal nie odrywając wzroku od monitora. Coś mu się nie zgadzało. Tylko teraz nie mógł tego znaleźć. Ciężko westchnął i spojrzał na telefon z myślą, co tym razem Emily nie pasuje.
Jednak jakie zdziwienie wymalowało się na jego twarzy, gdy zamiast powiadomienia z imieniem jego dziewczyny zobaczył napis z Filippides, że Eirik do niego napisał. 
— Kto tam do ciebie pisze? — usłyszał pytanie Vanessy, która przyniosła kolejną teczkę do przejrzenia. 
— Kolega.
— Eirik? 
— A co ty taka ciekawska? — odpowiedział, spoglądając na koleżankę, która tylko jakoś dziwnie tajemniczo się uśmiechnęła. 
— Nic, nic. Tooooo wracam do siebie!
I wyszła, zostawiając Nivana samego. Ponownie spojrzał na powiadomienie. Eirik pytał, czy coś ciekawego teraz robił. No siedział w pracy, ale...

N: Siedzę obecnie w pracy, ale przydałoby się wyjść na dłuższą przerwę.

Odłożył na chwilę telefon, a widząc, że Eirik pisze, postanowił nie wychodzić z konwersacji.

E: Może chcesz gdzieś skoczyć? Jakaś kawa, ciasto?
N: Jasne, teraz?
E: Daj mi 20 minut, muszę się ogarnąć.
N: Przyjedziesz pod biuro czy chcesz się gdzieś spotkać?
E: Mogę pod biuro, tylko potrzebuję adresu.

Nivan postanowił nie pisać, że przecież miał CV Eirika, więc ten powinien wiedzieć, gdzie przyjechać. Wysłał mu adres i napisał do zobaczenia. Sam w tym czasie wrócił do analizowania raportu. Napisał jeszcze do Vanessy, żeby poszła szybciej do domu, co oczywiście ją ucieszyło i skorzystała z tego. 

E: czekam na dole

Powiadomienie od Eirika wyrwało Nivana z jego skupienia, więc szybko wyłączył sprzęt, zabrał telefon i zamknął swoje biuro, kierując się do windy. Nie chciało mu się schodzić z szesnastego piętra na piechotę. Bez przesady. Na szczęście nie musiał długo czekać na windę, więc już po kilku minutach znalazł się na dole, skierował się do wyjścia z budynku, gdzie czekał już Eirik.
— O, już jesteś? — czarnowłosy wydawał się zaskoczony, że Dixon tak szybko przyszedł.
— Może jakieś cześć? — odpowiedział pytaniem, na co Skugge podrapał się po tyle głowy.
— Cześć! 
Nivan pokręcił rozbawiony głową i wskazał, żeby przeszli się, znał dobrą kawiarnię w okolicy swojej pracy. Zawsze tam kupował różnego rodzaju słodkości. 
— Jakieś plany na dzisiaj jeszcze masz? — spytał Eirika, zerkając na niego.
— Nie, w końcu mam wolne! Aż dwa dni! — odpowiedział uradowany. 
— Co ty z tym czasem zrobisz? 
— Dobrze spożytkuje — odparł Eirik, sugestywnie unosząc brwi. 
Dixon zaśmiał się na odpowiedź znajomego, otwierając drzwi od lokalu, przepuszczając Eirika w drzwiach.
— Musisz mi powiedzieć, co się wydarzyło, odkąd zniknąłeś — oznajmił Nivan, przerzucając ramię przez szyję Skugge.
— Ty wcale lepszy nie jesteś! Widziałem, że chyba masz dziewczynę — odparł czarnowłosy, na co Nivan trochę przygasł. Szybko wyswobodził się z uścisku wyższego. — Coś... nie tak? Źle coś powiedziałem?
— Nic, nic — zaśmiał się, posyłając mu delikatny, ale wymuszony uśmiech. — Skupmy się najpierw na tobie, potem na mnie, dobra? Wypadałoby, żebyś mi trochę opowiedział, co się stało... martwiłem się, że nie żyjesz. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz