Stanowczy odgłos pukania rozległo się w apartamencie. Chwila ciszy, ktoś zapukał ponownie, tym razem jeszcze głośniej, natarczywiej. I trzeci raz, niemal gniewne echo rozniosło się w środku mieszkania.
Pani Consuela zatupała niecierpliwie, pokręciła ze zrezygnowaniem głową, sięgnęła opasłej torebki, zaczęła przetrząsać jej zawartość.
— Ach, ta dzisiejsza młodzież… — mruknęła pod nosem, marszcząc ciemne brwi. — Za moich czasów to było nie do pomyślenia, tak się wylegiwać…