Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Turysta chciał polać spaghetti ketchupem. Zwołano komisję
Spokojne popołudnie w Luminarii przerodziło się w głośne wydarzenie, gdy przyjezdny turysta ze Zjednoczonych Ziem Północnej Vespy poprosił kelnera o butelkę ketchupu, którym zamierzał polać zamówione spaghetti. Miejscowy restaurator, człowiek z natury łagodny, zareagował oburzeniem graniczącym z rozpaczą, powołując się na świętość przepisu i pamięć przodków. Turysta nie rozumiał problemu. W ciągu godziny nad sprawą pochylił się zaimprowizowany komitet miejscowych kucharzy, który po naradzie trwającej całą sjestę orzekł, że przepis jest nienaruszalny, lecz gościa „można ułaskawić z uwagi na niewiedzę”. Vespanin, szczerze zdumiony całym zamieszaniem, stwierdził tylko, że „u nas leje się to na wszystko”. Tej uwagi już nie skomentowano.

Nagłówek

08 stycznia 2025

Od Hotaru do Annikki

Hotaru poczuła ukłucie w sercu. Myśl o tym, że uczucie, neutralne czy pozytywne, mieszkające na początku w duszy, mogło kompletnie wygasnąć, by potem przemienić się w obolałe, wrażliwe miejsce, którego dotknięcie wywoływało grymas niezadowolenia, było w jej postrzeganiu bardzo smutną stratą. Szczególnie, jeśli (przynajmniej z pozoru), strona zmuszająca najpewniej nie miała żadnych złych intencji. To było jak podlewanie rośliny, by lepiej rosła, tylko po to, by w końcu doniczka zmieniła się w małe jezioro, a sama roślina zgniła od nadmiaru tego, co powinno dać jej siłę. W Senkawie takie zjawisko nie należało do rzadkości – nadgorliwi rodzice często zachęcali swe pociechy, by podjęły konkretną ścieżkę kariery, pragnąc dla nich jak najlepszego życia, i zapominali o tym, by dać dziecku odetchnąć, odpocząć i zająć umysł czymkolwiek innym, niż tym, co dla niego zaplanowali. Najgorsze w tym wszystkim zaś było to, że jeśli dziecko się „buntowało”, starając się zawalczyć o własną niezależność i uwolnić się z ciasnego gorsetu oczekiwań, było postrzegane jako niewdzięczne, bo przecież rodzice tak bardzo się starali, tyle czasu i pieniędzy poświęcili, a dziecko wszystkim tym wzgardziło. Hotaru zawsze wydawało się, że do dziedzin, które mogłyby w ten sposób obrzydnąć, należała fizyka, medycyna, prawo oraz tradycyjne sztuki Senkawy, nie przypuszczała jednak, że coś takiego, jak praca na gospodarstwie, częsty synonim szczęśliwego i sielskiego życia, mogła należeć do tej samej kategorii. Faktycznie, wszystko mogło obrzydnąć, jeśli się kogoś do tego zmuszało i nie dawało wyboru.
— Saturnida… To była niewielka społeczność, bardzo zamknięta. Nie tylko odgradzali się od świata zewnętrznego, ale krzywo patrzyli na wszelkie odstępstwa od tego, co było akceptowane, uważane za normalne. — Annikki posłała jej niewesoły uśmiech. — Wspominałam ci już, że nie do końca tam pasowałam.
Hotaru skinęła jej głową.
— Tak, pamiętam.
— Moja ciotka bardzo mi pomagała. Dzięki niej w końcu odważyłam się przeprowadzić do Stellaire i… rozwinąć skrzydła — zakończyła, a jej własne skrzydła zadrgały lekko, pyłek zaiskrzył w świetle lamp.
— Nie tęsknisz czasem za tamtym życiem? — spytała ostrożnie Hotaru.
— Nie — odparła Annikki od razu. — Gdybym została, nie byłabym tym, kim jestem teraz. Jedyne, czego żałuję to to, że mój wyjazd był w pewnej mierze opuszczeniem miejsca, w którym było dla mnie zbyt ciemno, a nie po prostu podążaniem za tym, gdzie jest światło.
Ćma popatrzyła na nią, przechyliła lekko głowę sprawdzając, czy świetlna metafora zadziałała, a gdy Hotaru odpowiedziała jej uśmiechem, skinęła głową, dziennikarka kontynuowała.
— A ty? Dlaczego właściwie opuściłaś Senkawę? Z tego, co mówiłaś, odniosłam wrażenie, że ci się tam podobało.
Szczery uśmiech momentalnie zmienił się w wydmuszkę, gdy pytanie, zupełnie logiczne i naturalne, wzięło tancerkę z zaskoczenia.
— Tak, to prawda — odparła oszczędnie. — Matsukaze to piękna miejscowość, choć niewielka.
— Mimo to postanowiłaś wyjechać.
Co cię sprowadza do Stellaire? było pytaniem, które przerabiała wiele razy, na początku na kursie novendyjskiego, jako dialog w parach, mający przygotować ich do prowadzenia samodzielnej konwersacji, a nie tylko odtwarzania przeczytanych w podręczniku zdań. Hotaru, dla której naturalnym podejściem była pełna empatii szczerość, a emocje pojawiające się w sercu tancerki tak chętnie wychodziły na powierzchnię, początkowo czuła się wytrącona z równowagi takimi pytaniami. Tamten niepokój dało się łatwo zamaskować niepewnością związaną z koniecznością posługiwania się obcym językiem, tworzenia od podstaw zdania, więc paradoksalnie, pomogło to Hotaru wymyślić jakąś odpowiedź, prawdopodobną i wiarygodną, będącą jednak daleko od prawdy.
Potem i znajomi ją o to pytali – dlaczego opuściłaś Senkawę? – Hotaru zaś, z wyćwiczonym uśmiechem, sprzedawała im wyćwiczoną odpowiedź, czując się źle z kłamstwem, i starając się jakoś wmówić sobie, że prawda jest niewygodna, problematyczna, i że ci znajomi tak naprawdę nie oczekiwali wcale prawdy.
— Tak… Pomyślałam, że w Stellaire będzie mi lepiej się rozwinąć. To takie duże, kosmopolityczne miasto – jest w nim wiele możliwości, a i Novendia jest bardziej nowoczesnym krajem. Można nawiązać tyle znajomości…
Hotaru splotła dłonie, poprawiła się na podłodze, jakby siedzenie nagle stało się dla niej jakieś niewygodne. Annikki zamrugała, zaskoczenie odbiło się w spojrzeniu, to jednak minęło, ustąpiło miejsca uśmiechowi – łagodnemu, zachęcającemu, zapewniającemu, że odpowiedź nie musi być taka ułożona i uczesana.
— Rozmawiamy ze sobą już wystarczająco długo, że myślę, że nie musimy ograniczać się do krótkich i łatwych odpowiedzi — powiedziała, jej postawa pozostała rozluźniona, otwarta, nie było w niej niczego niepokojącego. — Chętnie posłucham, jaki był prawdziwy powód. Bo przecież nie chodzi o to, że Stellaire jest duże i kosmopolityczne, prawda?
Uśmiech zapewniał, że przed dziennikarką można otworzyć serce.
Dziennikarką.
Nagłe zrozumienie spadło na tancerkę, gdy uświadomiła sobie, jaki błąd popełniła. Prawdą było, że rozmowa z Annikki zawsze gładko płynęła, od samego początku, wtedy, kiedy spotkały się na dobrą sprawę przypadkiem, w posiadłości państwa Fujiwara. Hotaru należała do osób cichych, potrzebowała nieco czasu, by oswoić się z drugą osobą i odnaleźć się w rozmowie, lecz gdy była z Annikki, ta początkowa bariera nie istniała i tak łatwo było jej podzielić się z kobietą swoimi przemyśleniami. Coś w jej postawie sprawiało, że bardzo szybko Hotaru stawała się po prostu sobą, otwierając własne serce, mówiąc szczerze, to, co było prawdą i co myślała. Życie próbowało jej wmówić co innego, lecz Hotaru wierzyła w dobre intencje innych osób, więc zamiast podnieść gardę, myślała tylko o tym, że to dobrze, że los skrzyżował ich ścieżki, bo i Hotaru lubiła rozmawiać z Annikki, i Annikki zdawała się szczęśliwa mogąc spędzić z nią czas. Tancerce nie przyszło do głowy, że to przyjemne uczucie mogło być czymś sztucznym, starannie zaplanowanym i przygotowanym, niczym pułapka albo słoik, idealne do tego, by złapać w nie świetlika.
Kto, jeśli nie dziennikarka, wiedziałby, jak sprawić, że druga strona się otworzy, odpowie na pytania, uchyli rąbka tajemnicy pilnowanej od tak dawna?
— Ale… właśnie o to chodzi — odparła Hotaru, czując, jak słowa, zamiast gładko płynąć, nagle kaleczą język, wydają się jakieś bezkształtne i kanciaste. — W Senkawie tak nie mamy… To znaczy, w moim kraju, tam nie jest tak różnorodnie, jak tutaj. Jest bardziej tradycyjnie. I dlatego… dlatego właśnie… chciałam zmienić środowisko na mniej tradycyjne… — Zająknęła się. Była przecież tancerką tańca tradycyjnego. — Żeby… odświeżyć moje umiejętności… Spróbować sił na innej scenie — dokończyła z trudem, bo fakt tego, że dobre parę początkowych lat spędziła ze ścierką, nie patrząc nawet w stronę sceny, kłuł ją gdzieś pod żebra.
Annikki patrzyła na nią przez chwilę, uśmiech rozpłynął się niczym mgła o poranku. Kobieta chrząknęła cicho, poprawiła okulary, wzrok uciekł w przypadkowe miejsce, a gdy powrócił do niej, ten pogodny blask zdawał się jakiś przygaszony.
— Racja, skoro tak mówisz… Ja, hm… niewiele wiem o Senkawie i o tańcu, więc to dlatego tak mi się wydawało — westchnęła, podciągnąwszy bliżej nogi. — Ale jeśli jesteś zadowolona, to dobrze.
Coś rozpadło się w tamtym momencie, a Hotaru jedyne, co mogła zrobić, to bezsilnie patrzeć.


Hotaru wracała potem myślami do tej rozmowy, choć wcale tego nie chciała. To było jak ten instynkt, który każe wciąż dotykać skóry o innej fakturze, skubać zasklepiającą się ranę, zerkać pod opatrunek, jakby od ostatniego czasu zaszły tam jakieś wielkie zmiany. Rozeszły się w niewygodnej ciszy, gdy Annikki zerknęła na zegarek i zauważyła, ile czasu upłynęło im na tańcu, a Hotaru, chcąc być uprzejma, nie chciała jej tyle zatrzymywać i zajmować głupotami. Zdania, które wymieniały, stały się równie naturalne, co te dialogi napisane w podręczniku językowym, z poprawną strukturą gramatyczną lecz pozbawione lekkości i naturalności.
Tancerka westchnęła po raz kolejny, popatrując na daty w kalendarzu, na zapasy jedzenia w domu i uwzględniając, co będzie kiedy zamknięte, by przygotować sobie nieco posiłków na ten czas.
Nowy Rok był ważny w Senkawie, obchodzono go o wiele dłużej i z większym naciskiem na tradycję, niż nowoimportowane Yule – to był czas, który spędzano z rodziną, zwracano myśli ku bogom i pozdrawiało znajomych mieszkających daleko. Odkąd Hotaru uciekła do Novendii, jedyne, co noworoczne celebracje robiły, to przypominały jej, jak bardzo samotna się tu czuła.
Prawie wypuściła z dłoni bloczek kartek, gdy leżący na blacie stołu telefon zawibrował nagle, zwiastując nadejście wiadomości. Tancerka sięgnęła po urządzenie.
— Annikki? — powiedziała mimowolnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz