02 maja 2025

Od Song Ana do Merlina

Nie potrafił oderwać wzroku od tych niesamowitych istot. Śledził oczami każdy ruch ich dziwacznych ciał. Pierwszy raz widział coś takiego!
Prawdę mówiąc, Song Anowi umknęło jeszcze wiele rzeczy. Świat śmiertelników szokował go na każdym kroku! Chociaż wcześniej wczytywał się w zgromadzone przez swojego mistrza zbiory ksiąg o ludziach i ich rzeczywistości, nigdy wcześniej nie natrafił na tak intrygujące stworzonka! W takich chwilach cieszył się, że miał u swojego boku Merlina, który nie zawodził go w kwestii wyjaśniania rzeczy, których Song An nie rozumiał. A ich było naprawdę wiele.
Stąd boski sługa bardzo ucieszył się, że jego przyjaciel zradził mu tożsamość niezwykłych istot. Okazały się, że były to koboldy! Song An nigdy o nich nie słyszał i wydawały mu się dość zabawne. Miały gibkie ciała pokryte łuskami, a bystrymi oczkami przeglądały zawartości worków. Wyglądały na naprawdę zainteresowane. Rozrzucały odpadki wokół, ponownie podnosiły, przyglądały się dokładnie i wąchały je.
— Wydaje się, jakby po prostu interesowały je śmieci —  Song An podsumował swoją obserwację.
Merlin zgodził się z nim. Następnie wspólnie doszli do wniosku, że istnieje duża szansa, że to właśnie te stworzonka roznosiły śmieci po lesie. Mogły nawet nie wiedzieć, że robią coś złego!
Czarodziej szybko znalazł rozwiązanie. Wystarczyło wytłumaczyć koboldom, że śmiecenie jest niedobre! Song Anowi bardzo się ten pomysł spodobał. Prosty, a na pewno skuteczne! Rozmowa to wyśmienity sposób na radzenie sobie z problemami. Dlaczego miałaby nie podziałać też w tej sytuacji?
W związku z tym nie myśląc zbyt wiele, boski sługa wyskoczył z zarośli, stanął przed buszującymi w śmieciach istotami i zawołał: 
— Hej, koboldy! 
Stworzonka podskoczyły na dźwięk jego głosu. Szybko odwróciły wzrok w stronę wyskakującego na nie młodzieńca. Zmrużyły oczy i zasyczały ostrzegawczo. 
— Spokojnie, chcemy tylko porozmawiać! — dorzucił od siebie Merlin, który również wygramolił się z krzaków i dołączył do Song Ana. 
Koboldy wymieniły się pospiesznie spojrzeniem. Nie wyglądały na przekonane. W ułamku sekundy podniosły z ziemi co ciekawsze śmieci, a następnie zaczęły uciekać w przeciwnym kierunku. W pierwszej chwili obydwaj młodzieńcy nie wiedzieli, co robić. W szoku obserwowali uciekające koboldy. 
— Za nimi! — krzyknął po chwili Song An. — Musimy z nimi koniecznie pomówić!
 Nie czekał na odpowiedź swojego przyjaciela. Zamiast tego podniósł Śmieciarza i ruszył biegiem za śmiesznymi stworkami. Po chwili usłyszał za sobą kroki. Merlin widocznie podążył za nim.
Przedzierali się przez gęste zarośla. Gałązki drapały Song Ana w twarz i plątały jego włosy. Nie poddawał się jednak i dalej dzielnie biegł przed siebie. Wiedział, że nie może stracić z oczu koboldów. Miały one w końcu im wiele do wyjaśnienia!
Dawniej Song An potrafił osiągnąć naprawdę zawrotną prędkość. Przecież poniekąd był dzieckiem burzy. Po Gromie zawsze poruszał się szybko jak błyskawica. Na każde wezwanie swojego mistrza pojawiał się dosłownie w kilka sekund. Teraz utracił większość swojej dawnej szybkości. Nie potrafił przemieszczać się z takim tempem. Pomimo tego był w stanie prawie doścignąć spłoszone koboldy. Niemal deptał im po ogonach. Musiał jednak odrobinę zwolnić, ponieważ pozostawił Merlina daleko w tyle, a nie chciał go zgubić. Już i tak wystarczająco utracili orientację w terenie. Strach pomyśleć, co by było, gdyby jeszcze się rozdzielili!
Pościg trwał dłuższą chwilę. Śmieciarz kołysał się w uścisku Song Ana, a boski sługa robił wszystko, aby przypadkiem nie upuścić swojego zwierzaka. Song An pilnował też, aby nie oddalić się od Merlina, który ledwo nadążał za przyjacielem.
Bieg zakończył się tuż przed wejściem do ciemnej jaskini. Przez pogrążone w mroku przejście do środka wbiegły wypłoszone koboldy.
Song An zatrzymał się przed grotą. Postanowił poczekać na Merlina. Nie wiedział, czy wejście w pojedynkę do tajemniczej jaskini było dobrym pomysłem. Nie miał pojęcia, co takiego może go spotkać wewnątrz. Wyjątkowo wolał zachować ostrożność. Zamiast tego zaczął przyglądać się grocie z zewnątrz. Jej wejście było całkiem szerokie, ozdobione kolorowymi sreberkami ze słodyczy, plastikowymi butelkami i puszkami po napojach gazowanych. Już na pierwszy rzut oka Song An mógł się domyślić, gdzie koboldy znoszą wszystkie swoje zdobycze. Musiał dotrzeć do ich domu!
Po chwili z krzaków wyłonił się Merlin. Ledwo oddychał. Na widok tego, że Song An w końcu się zatrzymał, poczuł widoczną ulgę. Czarodziej opadł na ziemię. Nie odzywał się przez kilka pierwszych sekund. Wyglądał na kompletnie wyczerpanego.
— Merlin! Czy wszystko w porządku?! — zmartwiony Song An dopadł do niego.
Czarodziej powoli pokiwał głową. 
— Potrzebuję tylko… chwilę odetchnąć… 
Song An nie pospieszał go. Zapomniał, że jego przyjaciel był w końcu zwykłym śmiertelnikiem. Taki bieg mógł go bardzo zmęczyć! 
— Spójrz tam — powiedział po chwili ciszy boski sługa, wskazując ręką ozdobione śmieciami wejście do jaskini. — Tam wbiegły koboldy. Myślisz, że powinniśmy wejść i poprosić je, aby przestały bałaganić? 
— Nie wiem, czy to dobry pomysł — odparł Merlin z przerwami na wzięcie oddechu. — Mogą nie być zadowolone, jak nawiedzimy je w ich leżu. 
Song An pokiwał głową ze zrozumieniem. Też nie byłby szczęśliwy, gdyby ktoś bez ostrzeżenia wszedł mu do pokoju i zaczął się rządzić. To doprawdy niegrzeczne! 
— Poczekajmy więc tutaj — zaproponował boski sługa. — Jeśli jakoś kobold wyjdzie, poprosimy go o rozmowę. Przeproszę też za to, że ich przestraszyłem.
Song Ana ogarnęło poczucie winy. Naprawdę nie chciał wypłoszyć stworzonek. Nie sądził, że mogą się tak bardzo wystraszyć i zacząć uciekać! Pragnął tylko porozmawiać i wytłumaczyć im, że mogą przeglądać śmieci, ale przy okazji odnosić je w odpowiednie miejsce (a to akurat musiał wyjaśnić Merlin, ponieważ sam Song An niewiele wiedział na temat recyklingu).
Boski sługa usiadł obok swojego przyjaciela. Wziął Śmieciarza na kolana i podrapał go za uszkiem. Cała trójka czekała w ciszy na pojawienie się pierwszego kobolda. Mieli nadzieję, że ten pościg nie wystraszył je na tyle, że zaczęły się bać wychodzenia na zewnątrz.
Wtedy niespodziewanie Song An poczuł coś zimnego na czubku głowy. Z początku było to pojedyncze nieprzyjemne uczucie, lecz po chwili miał wrażenie, że ktoś wylewa na niego kubeł zimnej wody. Zaczęło padać.
Ulewa naprawdę ich zaskoczyła. Nic nie wskazywało na tak nagłą zmianę pogody. Zimny deszcz zmoczył młodzieńców od stóp do głów. Song An schował Śmieciarza w szeroki rękaw. Wiedział, że zwierzak nie lubi niespodziewanych kąpieli. 
— Chyba nie mamy wyjścia — powiedział boski sługa podniesionym głosem, aby przebić się przez dudniące z nieba krople wody. — Musimy się schować. Myślę, że koboldy nie będą miały nic przeciwko temu, abyśmy zatrzymali się na chwilę w wejściu.
Song An nie czekał na odpowiedź i skierował się w stronę jaskini.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz