Tamtego dnia skwar zdawał się jeszcze bardziej przytłaczający, niż przez ostatnie kilka tygodni. Lipcowe słońce nigdy nikogo nie oszczędzało, jednak w tym roku okazało się szczególnie wściekłe. Jakby chciało żywcem spalić wszystko i wszystkich w tym przeklętym mieście. Octavia westchnęła ciężko, przykładając do czoła wyjętą chwilę wcześniej z lodówki puszkę coli. Chwilowa ulga szybko jednak minęła, a rozgrzane ciało dziewczyny szybko odebrało napojowi przyjemny chłód. Jeśli chciała przeżyć następne kilka dni, musiała czym prędzej naprawić tę cholerną klimatyzację, która jak na złość zepsuła się akurat dzisiaj. Zresztą, co w tej dziurze nie było wadliwe. Salon wynajęła za grosze, poprzedni właściciele byli skłonni oddać go nawet za darmo. Twierdzili, że miejsce było nawiedzone, a każdy otwierający się tu biznes szybko upada. Octavia niespecjalnie się tym jednak przejęła, cieszyła się jedynie, że nie musiała od razu wydawać wszystkich swoich oszczędności. A z duchami byłaby w stanie sobie poradzić.
04 sierpnia 2024
Od Bashara – Pisz do mnie (I) [AU]
Dziki Zachód był wciąż nieodkrytą, niezbadaną ziemią, gdzie panowały twarde prawa dyktowane siłą, łut szczęścia potrafił zaważyć na wyniku przedsięwzięcia, a natura nie miała litości dla nikogo, ale był też i miejscem, gdzie każdy dostawał szansę, mógł liczyć na uśmiech losu i to, że pracą własnych rąk uda mu się do czegoś dojść. Bashar był już świadkiem wielu nieoczekiwanych obrotów zdarzeń, wielu niemożliwych do przewidzenia wypadków, więc wydawałoby się, że niewiele może go tu zaskoczyć. Nic jednak nie wydawało się w jego oczach tak nieoczekiwane, jak to, że ten upierdliwy, jasnowłosy kowboj, naprzykrzający mu się od pierwszego dnia jego pobytu na ranczu Goldworthy, stanie się dla niego tak bliski.
Etykiety
AUgust 2024,
Bashar Karim,
ChaosHead,
Event,
Indywidualne,
Wild West AU
03 sierpnia 2024
Od Raouna – COWGAYS (I) [AU]
Słońce prażyło z nieba, dawało szansę na dobrze ścięte jajko na blasze, z północy jednak wiał chłodny wiatr, dający trochę ukojenia. Panujące na prerii złocistozielone trawy kołysały się niemal rytmicznie, wydawały się dyrygować sunącym po niebie chmurom. Wyblakłe, ledwo widoczne w oddali górskie szczyty nie zapowiadały deszczu, nawet jeśli wiatr chwilami dawał się we znaki. Gdzieś w tle szumiały źdźbła oraz gałęzie znajdującego się nieopodal przerwania prerii w formie niewielkiego skupiska drzew. Dzień przebiegał w tych terenach leniwie. Większość zwierząt odpoczywała lub oczekiwała nadejścia zmroku, po niebie krążyły tylko pojedyncze ptaki drapieżne, w nadziei wypatrujące potencjalnego posiłku. Przebywając tutaj, niejedna osoba miałaby ochotę na najzwyczajniejsze w świecie poleżenie, odpoczywanie, czysty relaks.
02 sierpnia 2024
Od Raouna do Octavii, Dantego
Jeśli Raoun miał być szczery, to on najlepiej prowadził z całej trójki.
Od Seymoura do Charlie
Sytuacja poleciała od zera do setki szybciej, niż którakolwiek z mioteł ojca.
Od George'a – Thorn [AU]
Do kwiaciarni wpływały zamówienia na kwieciste aranżacje na różne okazje. Najczęstsze były wesołe wydarzenia takie jak randki, urodziny czy śluby. Czasem zdarzały się jednak mniej szczęśliwe okazje, tak jak pogrzeb, na który George układał wiązankę. Rzadko to robił, nie tylko przez to, że ludzie często woleli skorzystać z usług zakładów pogrzebowych, ale też dzięki dorywczej naturze jego pracy w kwiaciarni.
Nie wiedział nic o osobie zmarłej, uzyskał jedynie informację o kwiatach, jakie powinny znaleźć się w aranżacji. W namoczonym, sporym florecie układał warstwami jodłę. W miarę tego, jak wiązanka rosła, przycinał gałązki drzewa tak, aby nie przejmowały całkowicie uwagi osób patrzących na dzieło. Później obierał białe róże z liści. Palce zdarzało mu się zacisnąć na kolcach, które również usuwał. Nie bolało bardzo, ale wystarczająco.
Od Annikki – Kawa i kropka, mieczem broniona (I) [AU]
— Miałam wyjechać…
— Panienko Hagluinyendë — przerwał jej ostro szef, łypiąc na nią znad cienkich, pozłacanych oprawek. Zwracał się tak do niej wyłącznie w bardzo poważnych sytuacjach, gdy jego majestat czuł się oburzony i wielce niezadowolony z jej postępowania.
Etykiety
Annikki Hagluinyendë,
AUgust 2024,
Coffee Shop AU,
DnD AU,
Event,
Indywidualne,
vicrik
Od Merlina do Oriona
Kiedy pan Moonward wyciągnął karton i markera, Merlin początkowo nie wiedział, co też pisarz próbuje zrobić. Nauczyć Falkora pisać? Młody czarodziej widział już wiele tresowanych zwierzaków i człowiek by nie pomyślał, do czego zdolny jest pupil, dla którego właściciel naprawdę się starał i sumiennie przykładał się do wyrobienia w nim jakiejś umiejętności. Może i Falkor nie posiadał przeciwstawnych kciuków, a jego wprawa w wykonywaniu jakichkolwiek subtelnych ruchów była niewielka, niemniej jednak Merlin miał wrażenie, że gdyby się ktoś porządnie uparł, to smok w końcu mógłby startować w konkursie kaligrafii.
Od Ashera – Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał (II) [AU]

Po piętnastu minutach – pachnący i umyty, jak Laurenty nakazał – Antoni twardym, pewnym krokiem pokonał próg niewielkiej chatki, wydostając się na zewnątrz i skierował w stronę, wyczekującego antosiowego nadejścia, bruneta. Krokiem być może zbyt twardym i zbyt pewnym, na którym zdążył się już zawieść przy pierwszych kilku przebytych metrach. W ostateczności jednak, pomimo dwóch niezgrabnych potknięć i plątających się między spranymi trampkami źdźbeł trawy, udało mu się przystanąć przy boku Laurentego bez jakiegokolwiek uszczerbku na zdrowiu.
Podniósł spojrzenie w stronę nieba, śledząc poczynania młodego Wójcika i przymknął na momencik powieki, pozwalając, by przyjemne ciepło przedzierającego się przez chmurzyska słońca, połaskotało blade, zmęczone zimą policzki.
Od Dantego do Maeve
Syreni wzrok zlustrował wróżkę, nie mogąc zdecydować, czy być bardziej zmartwionym, skonsternowanym czy wojowniczym i gotowym do rozgromienia wątpliwości Maeve, przegnania tego bezpodstawnego wstydu oraz smutku, nieproszonych gości na drobnej twarzyczce. Tak wiele niepewności wybrzmiało w słowach przyjaciółki, Dante z trudem powstrzymywał gorączkowe myśli pędzące na łeb na szyję, znajdujące się już trzy pokrzepiające zdania do przodu, nim mężczyzna w ogóle otworzył usta. I gdyby nie jedna rzecz, gdyby nie to ostatnie stwierdzenie, burzące jego podświadome założenia, pozwoliłby swojej żywiołowości jak zwykle przejąć stery rozmowy. Zamiast tego syren wziął głęboki oddech, układając nieco sprawy we własnej głowie i wpatrując się w Maeve z nadzieją, że podchwyci jakoś jej spojrzenie. Wróżka patrzyła wszędzie, tylko nie na niego i na tę zmiętą chusteczkę w dłoni tak mocno zaciśniętej, że Dante zaczął się obawiać, czy przypadkiem paznokcie nie wżynają się w skórę i nie tworzą zaczerwienionych półksiężyców.
Od Eliasa do Isidoro
Ładnie powiedziane, przeszło Eliasowi przez myśl, kiedy za pomocą magii sięgnął po pierwszą lepszą książkę z biblioteczki i przewertował ją, w poszukiwaniu czegoś ciekawego. W tym czasie monolog Richarda przeszedł na jakiś mało istotny temat i czarodziej pozwolił sobie po prostu tego nie słuchać. Był niemalże pewien, że jego towarzysz wyprawy również selekcjonował zakres przyswajanych słów, które padały z ust pracownika instytutu.
01 sierpnia 2024
Od George'a do Song Ana
TW: zaburzenia odżywiania
Naprawdę zamierzał zjeść obiad. Do momentu, w którym miał przed sobą talerz, miał takie szczere intencje. Kiedy więc przyszło co do czego, rozwijający się w nim niepokój i dyskomfort sprawił mu przykrość, przypominając o jego problemach psychicznych. Oczywiście, kiedyś jadł już przy Song Anie. Wtedy jednak również przy nim zemdlał. Była to wymówka, żeby jeść. Teraz czuł, że nie miał wystarczającego powodu. Nagle nie był nawet głodny. Właściwie to czuł się tak, jakby miał zaraz zwrócić, a nawet jakby powinien. Do tego wpatrując się w swój talerz miał wrażenie, że Song An go ocenia. Nawet był tego pewny, mimo tego jak niecharakterystyczne się to wydawało. Jednak gdy podniósł wzrok, by spojrzeć w jego stronę, ten wydawał się skupiony na swoim makaronie. Widok ten przyniósł chłopakowi trochę ulgi. Oczywiście, że Song An nie patrzył na niego oceniającym spojrzeniem. W końcu był to Song An. Logika, do której tak ciężko było George'owi w pewnych momentach dotrzeć, wróciła do niego na chwilę, by podpowiedzieć mu: Song An go nie nienawidził. Co więcej, można było powiedzieć, że go lubił. Oznaczało to, że najprawdopodobniej nie chciał wcale, żeby George się głodził. Jego wzrok wrócił do jedzenia. Przy Song Anie w praktyce mógłby czuć się swobodnie, ale mimo odrobiny pewności, jakiej zapewniało jego towarzystwo, odłożył talerz. Obiecał sobie za to, że następnym razem będzie inaczej. Na razie po prostu cieszył się, że przyjaciel nie rozgrzebywał tematu.
Od Liliana – Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał [I] [AU]
Do Hawrotów wszedł jak do siebie. Uchylił bramkę, której jedynym zabezpieczeniem był gruby sznurek przewieszony między drzwiami a słupkiem płota, zamknął za sobą i z pozytywnym zaskoczeniem zauważył, że zardzewiałe zawiasy skrzypią już nieco mniej niż ostatnio. Antek w końcu znalazł czas, żeby je naoliwić. Czas i odrobinę chęci, bo to właśnie one – a jak dobrze go znał raczej ich brak – były czynnikiem decydującym za tym, że zbierał się do tego tak długo. Ach, siedem światów z tym Antkiem…
Od Song Ana do Yonkiego
Ucieszył się, że jego nowy współlokator jest tak ciekawą osobą! Chociaż na samym początku Yonki trochę zbił go z tropu pytaniem o boskość, Song An szybko o tym zapomniał. Był już specjalistą od mówienia, że wcale, absolutnie, nigdy w życiu, w najmniejszym stopniu nie miał żadnych kontaktów z bogami. Nie liczył także, ile razy zapewniał, że tak naprawdę jest zwyczajnym człowiekiem. Póki co wszyscy mu wierzyli, więc Song An czuł zadowolenie z samego siebie i ze swojego daru przekonywania.
Podsumowanie 2024.07
Witajcie w kolejnym podsumowaniu miesiąca! Widać, że wakacje się zaczęły i macie trochę oddechu od studiów, pracy i wszystkiego tego, czego rzeczywistość próbuje użyć, żeby nie dać Wam pisać opowiadań. Aktywność ładnie podskoczyła, pojawiło się mnóstwo fajnego tekstu, a Wywiady z postaciami idą pełną parą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)