27 stycznia 2025

Od Cadavera - Początek końca (II)

 Następnych kilka dni po moim średnio przyjemnym przebudzeniu wcale nie wskazywało na to, by życie po śmierci było samymi tęczami wybrukowane - a przynajmniej nie w moim przypadku.

25 stycznia 2025

Walentynki 2025

Walentynki to wyjątkowy czas w Stellaire – miasto rozkwita czerwienią, różami i zapachem czekolady, a kawiarnie i restauracje prześcigają się w ofertach specjalnych. Na ulicach można zobaczyć pary spacerujące pod rękę, wystawy sklepowe zachęcają do zakupów, a niektórzy z niesmakiem omijają serduszkowe dekoracje. A jak Wasze postaci spędzają ten dzień?

Zasady Eventu

  1. Długość opowiadania jest dowolna – możecie się rozpisywać lub postawić na krótką formę.
  2. Historia powinna być związana z Walentynkami. Wasza postać może przeżywać romantyczne chwile, wspominać dawne miłości lub narzekać na komercyjny charakter tego święta. A może rzuci się w wir promocji i obkupi w czekoladki? Wybór należy do Was!
  3. Tytuł powinien mieć formę: Od [Imię postaci] – Walentynki, czyli np. Od Merlina – Walentynki.
  4. Etykiety do opowiadania: nick, imię postaci, typ opowiadania, Event i Walentynki 2025, czyli na przykład: ChaosHead, Merlin Prospero Spellman, indywidualne, Event, Walentynki 2025.
  5. Jeśli tworzycie opowiadania w kilka osób, postarajcie się zaznaczyć, że Wasze historie są częścią większej całości. Możecie dodać numer do opowiadania, na przykład: Od Janka – Walentynki (I). Jeśli chcecie, możecie również dodać podtytuł dla lepszego kontekstu, np.: Od Undine – Walentynki, Cthulhu fhtagn (I).
  6. Publikacja opowiadań: 14.02.
  7. Za udział w evencie przewidziana jest nagroda w postaci unikalnej rangi na Discordzie <3
Hej, ale to nie koniec!

24 stycznia 2025

Od Isidoro do Eliasa

To prawda, Medwia budziła wspomnienia.
Isidoro urodził się w Luminarii, tam też spędził większość swojego życia, śnieg widząc głównie w książkach i telewizji. Nieco czasu jasnowidz spędził też w Sallandirze, głównie tej magicznej i zaklętej części kraju, gdzie co prawda na porządku dziennym było używanie zaklęć pozwalających przetrwać ten ustawiczny, lejący się z nieba żar, lecz przygód Isidoro w Sallandirze zdecydowanie nie można było nazwać zwyczajnymi. Zdawało się, że gorąco i słoneczna pogoda powinny być dla mężczyzny na tyle naturalne, by śnieg i ostry wiatr przybywający z gór wywołały co najmniej pieczenie przywykłych łagodniejszemu klimatowi policzków, ale nie. Może to była kwestia jakichś dawnych, uśpionych tradycji, drzemiących gdzieś w drzewie genealogicznym, tak samo, jak robił to dar jasnowidzenia. Bo przecież rodowa siedziba D'Arienzów, z dawnych czasów, gdy w każdym pokoleniu pojawiała się jedna jasnowidząca, znajdowała się na szczycie nieprzystępnej góry, niemal cały rok pokrytej czapą nietopniejącego śniegu, odległej od ludzkich siedzib i całego świata. Byli daleko od świata, za to blisko gwiazd, bo sam szczyt obserwatorium astrologicznego wystawał ponad granicę chmur, a powietrze zdawało się nieruchome, zmrożone wieczną zimą.
Džbánov nie miał w sobie tej majestatycznej surowości, co szczyt Monte Cervino, a budynki tutaj nie przypominały swą potęgą kamiennych ścian Castello Stellato. Głównie murowane, lecz w dużej mierze wciąż drewniane, nieco rustykalne, faktycznie pozwalały przenieść się myślami do dawniejszych czasów, gdy ludzkość nie znała jeszcze wygody elektryczności, a urządzenie podobne do smartfona musiało wydawać się baśniowym artefaktem. Isidoro chętnie chłonął atmosferę miejsca, wiedząc bardzo dobrze, że wraz z Eliasem nie dostaną wiele czasu, by faktycznie się nią nacieszyć. Przynajmniej nie dotąd, aż nie uporają się ze swoim zadaniem. Lecz potem nic nie stało przecież na przeszkodzie, by zostać parę dni i pozwiedzać, prawda?

22 stycznia 2025

Od Nikolaia do Ziyi

Głos rozbrzmiał na tyle niespodziewanie, że Nikolai odskoczył w tył, przewrócił się na zimny asfalt, a następnie gwałtownie rozejrzał się wokół. Oprócz niego i kruka w wąskiej alejce nie było jednak nikogo. W związku z tym jego wzrok przeniósł się na tajemniczą pelerynę.
Dłoń czarodzieja ponownie zawisła nad częścią garderoby. Młodzieniec zerknął na kruka, który siedział na pobliskim śmietniku i niepewnie przyglądał się poczynaniom swojego opiekuna.

21 stycznia 2025

Nowy Rok 2025 – Podsumowanie

Mamy nadzieję, że wystarczająco dużo czasu upłynęło i powoli przestaje się mylić data w kalendarzu. Widzimy, że Wasze postaci rozpoczęły ten rok z przytupem i na blogu pojawiło się sporo opowiadań. Cieszymy się podwójnie, że udało się je opublikować, bo dobrze wiemy, że zima to czas kolokwiów, zaliczeń i sesji, ciężko o wolny czas, a dyszące w kark testy nie sprzyjają wenie.
Opowiadania, które pojawiły się w tym evencie to:

20 stycznia 2025

Od Yuliyi do Aiolyt

Saloon Aiolyt przesiąkał magią, której wesołe łaskotanie czuła ostatnio dwadzieścia dziewięć lat temu – wśród spiczastych, kamiennych wież Karii, nieustannie czuwającej nad krainą nocy i w dłoniach matki, troskliwie obejmujących młodą, owiniętą w delikatne, łyskające materie, księżniczkę. Jej przyjemny chłód przemykał przez skórę niczym leciutki powiew wiatru, iskierki magicznej energii wdzierały się do żył, do krwi i mamiły łagodnie umysł, zupełnie jak pojedynczy kieliszek dobrego wina, czy – dość często suszone przez czarownicę – korzenie kozłka. Jedyna w swoim rodzaju i nieprzypominająca niczego, z czym Yuliya miała jakąkolwiek styczność na obcym, lecz wystarczająco ze sztuką magiczną zapoznanym, odłamku.

19 stycznia 2025

Od Bashara do Raouna

Bashar postanowił nie zastanawiać się nad tym, jak to się stało, że nie było ich dość długo, ale przewodnik wycieczki nie zorientował się, że przez większość czasu brakuje mu dwóch osób. Cóż, widać prawdą było, że egzotyczne twarze wydają się wszystkie do siebie podobne, łatwo się pomylić i o kimś zapomnieć, a ciągłe przeliczanie rozłażącej się grupy nie jest idealną metodą. Sallandira wciąż była świeżym i niezwykłym krajem, przynajmniej z punktu widzenia reszty znanego świata, więc sektor turystyczny musiał przeżywać absolutne oblężenie i nic dziwnego, że przewodnik już po prostu nie dawał rady. Dla nich to było tylko lepiej. Gdy reszta wycieczki robiła zdjęcia obfotografowanym już nieskończoną liczbę razy fragmentom ścian i murów, Raoun z Basharem mieli czas na zobaczenie Doliny Królów od strony, od której widzieli ją może kapłani, magowie i archeolodzy.

Od Nikolaia - Nowy Rok

Nowy Rok, stary Nikolai. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że wraz z ostatnim dniem zimy obchodził swoje urodziny. Miał więc podwójny powód do świętowania.
A nie ma lepszego miejsca na to, niż pobliski klub nocny. Przynajmniej dla spragnionego wrażeń czarodzieja, który tego dnia nie marzył o niczym innym, niż zapomnieniu, ile lat już ma na karku.
Nikolai zawsze bywał ekonomiczny. Lubił łączyć przyjemne z pożytecznym. Stąd nie zmarnował ani chwili spędzonej w tak tłocznym miejscu. Swój mały precedens prowadził kolejny rok z rzędu – doskonale wiedział, że w dni, takie jak te, ludzie są wyjątkowo spragnieni wróżb. Szczególnie takich przewidujących nadchodzące 365 dni. Nic tak bardzo nie opłacało się, jak tarot.

18 stycznia 2025

Od Cheoryeona – Track 9: B-dur (7/11)

W jadalni trwała cisza, przerywana jedynie odgłosami sztućców stukających o talerze – rodzina Johnsonów jadła właśnie obiad. Nikt się nie odzywał, nikt nawet nie spoglądał na nikogo. Po prostu zajęci byli jedzeniem.
W większości.

Od Virgila – Nowy Rok
Why don't you come with me, little wolf
On a magic carpet ride? (II)

— Seymour! — rzucił szeptem Virgil, ściskając ramię byłego czarodzieja, wyszczerzonego w pełnym samozadowolenia uśmiechu. Wilkołak pokręcił bezradnie głową, choć oczy błyszczały się ciepłym uczuciem, a serce przepełniała ekscytacja zwiedzaniem muzeum. Przelotnie zastanowił się, ile jeszcze podobnych niespodzianek czeka na niego w nadchodzących dniach, bo Seymour po prostu nie mógł przepuścić tylu okazji w egzotycznej Sallandirze do wywołania tego zaskoczonego wyrazu twarzy, jak to muzyk określał, odpowiadającego postawionym uszom i merdającemu ogonowi. Vi pochylił się, musnął ustami nadstawiony przez ukochanego łobuza policzek. — Jesteś niemożliwy. Dziękuję. — Zrobił krótką pauzę, wbił spojrzenie w plecy przewodnika, po czym dodał bardzo luźno, niby mimochodem: — Twój pan Silverthorn jest zachwycony.

Od Seymoura – Nowy Rok
Why don't you come with me, little wolf
On a magic carpet ride? (I)

— Seymour? Co robisz?
— Nic?

Od Dantego – Nowy Rok
One who jumps into it drowns,
And one who drowns, gets across (II)

Bashar podsunął się bliżej, pogładził łagodnie pobliźniony policzek, a Dante instynktownie wtulił twarz w bladą skórę, wdychając zapach henny i lekarza.

Od Bashara – Nowy Rok
Oh Khusrau, the river of love
Runs in strange directions (I)

Dante stwierdził, że „Czas najwyższy zrobić użytek z prezentu od tego spalonego brykieta”, Bashar zaś nie oponował, gdy przyszło mu wpisać w styczniu wycieczkę do odległego Bharatu.

Od Ziyi Do Nikolaia

     Świat stanął w płomieniach. Nikt nie był już po ich stronie. Nikt. Ziya siedział na parapecie jednego ze swoich okien, jedna para rąk trzymająca jego kolana. Oczy miał skupione na ludziach, płaczących o sprawiedliwość. Jedyne co słyszał to były odgłosy tych zwierząt, niczym zarzynane świnie, które błagały o szybszą śmierć. Żałosne.     "Ziya." Głos jego brata wyrwał go z przemyśleń. Demon westchnął i powstał, podchodząc bliżej. Jak miał na imię jego brat? Nie pamiętał. A przecież on powinien pamiętać wszystko.     "Oczywiście, że ja. Kto inny? Wszyscy jesteście bezużyteczni." Ziya westchnął, zerkając za okno raz jeszcze. "Musi istnieć lepsze rozwiązanie. -----, przechodzimy przez to przynajmniej raz na kilka lat. Umysły tych stworzeń nie są przystosowane do-"     "Gdyby obchodziło nas twoje zdanie, to byśmy o nie poprosili." Ziya zmrużył oczy na zimną reakcję -----. Poczuł jak jego futro jeży się na sam ton jego brata - co on sobie w ogóle myślał? Wszystko w ich życiu zależało od jego współpracy i fakt, że zgodził się na ich towarzystwo...     "Nie chcesz toczyć ze mną tej walki, Yaya." Demon przed nim westchnął, kładąc dłoń na ramieniu Ziyi. Młodszy demon spojrzał w dół. Dlaczego nie chciał toczyć tej bitwy? Przecież on może każdego pokonać... prawda?

    "Nie wiem czy to wszystko jest tego warte, -----. To jest za dużo jak na nas. Wystarczyło nam by miasto. Nie potrzebujemy..."     "Jesteśmy demonami, Yaya." Jego brat przesunął dłoń niżej, delikatnie chwytając ręce Ziyi. "I spotka nas albo to, albo-"     -ciemność. Wspomnienia przenikające przed oczyma niczym wiatr przez liście. Świat, który istnieje. Świat, którego nie ma. Pustka wokół niego była jak koc, którego nie mógł zdjąć. Ciasny, ciepły, usypiający koc.


    Kobieta, która go nosiła nigdy więcej go nie dotknęła nagą skórą. Czuł jej kontakt tylko przez rękawiczki… chyba, że to nie była już ona? Nie, to był ktoś inny. Jej syn. Nie. Prawnuk. Nie. Ktoś kto już od dawna nie miał jej krwi.


    Ile lat już minęło? Czy te wspomnienia, które widział należą do niego czy do któregoś z żyć, które okradł? Kim był ten demon?


    Powinien to...


    Ciepło Słońca na jego skórze było już tylko snem, który dawno zapomniał. Ktoś wołał jego imię. Ktoś na niego krzyczał. Ktoś go błagał o litość.


    Ziya. Ziya. Ziya-

    I niczym tsunami, nagle świat pojawił się przed nim, wypełniając każdy zmysł czymś innym. Światło na niebie, śmiejące się z jego losu. Śmieci wokół niego dławiły swym zapachem, a przed nim… człowiek. Człowiek, tak? Dziwny kolor włosów. Czemu taki? Fioletowy. Hm.


    Nikolai Alieva. Czarodziej. Ordynarny kłamca, ale być może…


    “Ugh, proszę nie wystawiaj mnie na jakiejś zakurzonej wystawie.” Ziya westchnął, jego głos słyszalny tylko przez Nikolaia. Otworzył obie pary swoich oczu, zerkając dookoła. Fuj.


    “Nie wierzę, że podniósł mnie ktoś kto potyka się o własne stopy… ale niech będzie. Poza tym, często tak grzebiesz w śmieciach? Pewnie tak, nie wiem po co pytam. Ludzie są dziwni. Hej, który mamy rok? Znaczy, oczywiście, że ja wiem, ale wasze umysły są pełne tylu limitów…”


    Oczy Ziyi skupiły się na Kokosie. Jakie małe proste zwierzę. Szkoda, że było mądrzejsze niż jego właściciel.


    “No? Człowiek? Idziemy, już, już. Zimno mi.”

17 stycznia 2025

Od Nikolaia do Ziyi

Lumpeksy miały wiele zalet. Oprócz naprawdę ciekawych ubrań, nietypowych akcesoriów czy innych szalonych dodatków, Nikolai bez większego problemu potrafił wygrzebać stamtąd niezliczone ilości nowego asortymentu do swojego sklepiku. Wystarczyło, że coś wyglądało wyjątkowo absurdalnie, a młody czarodziej wręcz nie potrafił przejść obok tego obojętnie.