30 września 2025

Halloween 2025 – Zapowiedź

Nadchodzi Czas Duchów i Dyń!
Tak jak w poprzednim roku, oto nadszedł moment, na który wszyscy czekaliście – oficjalna zapowiedź tegorocznego eventu halloweenowego! Czas wyciągnąć z szaf upiorne kostiumy i przygotować się na wieczór pełen magii, bo Halloween zbliża się wielkimi krokami, a my nie mogłybyśmy Was zostawić bez szansy na zanurzenie się w jego niepowtarzalnym klimacie.
Zimny dreszcz przebiegł po jej plecach, gdy stary zegar w holu wybił północ. Dwanaście głuchych uderzeń odbiło się echem w pustym domu, który na tę jedną noc miał stać się sceną halloweenowej zabawy. Goście mieli przybyć lada chwila, spodziewała się dzwonka w każdej chwili.
Poprawiła sztuczną bliznę i po raz ostatni spojrzała na swoje odbicie w pociemniałym lustrze – blade oblicze, podkrążone oczy, krwawe łzy namalowane ciemną farbą, tym straszniejsze, gdy jedynym, co je rozświetlało, było słabe światło rzucane przez dekorujące pomieszczenie świece. Wszystko było gotowe.
Nagle, jeden z płomieni zamigotał i zgasł, pogrążając kąt salonu w mroku. Kobieta zamarła. Wiatr? Ale przecież wszystkie okna były zamknięte. Wsłuchała się w ciszę, jej serce przyspieszyło.
Wtem rozległ się dźwięk. Cichy, rytmiczny, dochodzący z piętra. Skrzyp... skrzyp... skrzyp. Jakby ktoś powoli bujał się na starym, drewnianym koniu na biegunach, stojącym w dziecinnym pokoju, nietkniętym od lat.
— To tylko złudzenie — powiedziała na głos. — To stary dom, deski po prostu trzeszczą.
Skrzypienie ustało. Zamiast tego, z góry dobiegł ją dziecięcy chichot. A potem szept, który zdawał się być tuż przy jej uchu:
Chcesz się z nami pobawić?

28 września 2025

Od Andrei do Yangcyna

Oczywiście, że gabinet Wielebnego Malvaina przypominał każdy inny, zupełnie zwyczajny gabinet, miejsce pracy kogoś, kto zajmuje się administracją i zarządzaniem na średnią skalę. Biurko zostało starannie zagospodarowane – na środku leżał zamknięty, stary laptop, pod ręką spoczywał bloczek kartek na notatki, stał tam też kalendarz, nieodzowny kubek pełen długopisów i trzy tacki na dokumenty, te tanie, plastikowe, z marketu. Boczną ścianę zajmował wysoki regał pełen segregatorów, teczek i papierów, opatrzonych datami i napisami, w rodzaju „Faktury 03.2138”, albo „Wyciągi 11.2139”. Było tam też i trochę książek o tematyce religijnej i psychologicznej, jednak żaden z tytułów nie sprawiał wrażenia podejrzanego albo nie na miejscu. Z drugiej strony Andrea musiała przyznać, że mimo swego bliskiego spotkania ze śmiercią, jej zainteresowania nigdy nie odpłynęły w stronę metafizyki i zagadnień teologicznych, toteż jeśli którekolwiek z dzieł miało podejrzane treści, policjantka raczej by tego nie wykryła. Dlatego też pierwsze, co zrobiła, to trochę dokumentacji fotograficznej, którą mogli potem w spokoju przeanalizować. Teraz zaś gonił ich czas.

Od Bashara do Raouna

Krótki rejs statkiem, przejście przez portal, a następnie samolot do Nowego Airedale. Obywatele Zjednoczonych Ziem Północnej Vespy okazali się bardzo otwarci na wszystko, co nowe – entuzjazm ambasadora szybko przetarł dyplomatyczne szlaki, momentalnie zawiązano porozumienia handlowe, turyści już szturmowali portal, a w międzyczasie pojawiła się cała infrastruktura, świeża i wciąż pachnąca nowością. Bashar oszczędnie próbował swoich sił z vespańskim, który, jak się okazało, był nad wyraz podobny do jednoczącego Auranthię (a także inne odłamki) equilango. Odmienny akcent utrudniał nieco sprawę, lecz demon odkrył, że jeśli wystarczająco skupi się przy czytaniu, jest w stanie poradzić sobie z większością tekstu.

23 września 2025

Od Yangcyna do Andrei

Twarz Oświeconego Malvaina wydawała się taka spokojna. Dostojny uśmiech pogłębiał niektóre zmarszczki, spojrzenie nadawało aurę mądrości, przygładzone żelem włosy lśniły w świetle z otoczenia. Nie prezentował się ani trochę jak przestępca. I to właśnie było w pewien sposób przerażające. Nikt go nie podejrzewał. Nikomu nie wyglądał na mordercę. Nikt by nie uwierzył, gdyby usłyszał, że ten oto mężczyzna najprawdopodobniej zabił co najmniej kilka osób. A o to właśnie trzeba było go podejrzewać.

22 września 2025

Od Hotaru do Annikki

Hotaru przychodziła do teatru, uczestniczyła w próbach i zajęciach, po raz kolejny wykonywała na scenie choreografię i z pozoru wydawało się, że nic się nie zmieniło, wszystko jest w porządku, a myśli kobiety, tak jak zawsze, są w pełni skupione na tym, by skrupulatnie wykonać każde z poleceń reżysera. Nikt nie podejrzewał, że wnętrze jej serca przypominało teraz kraj rozdarty wojną, gdy myśli ścierały się ze sobą na podobieństwo wrogich armii, sprawiając, że tancerka miała wrażenie, jakby płomień trawił samą jej duszę.

21 września 2025

Od Seymoura – Dla Pluszaka

Z nagrywkami wyrobili się wcześniej. I początkowy pomysł był taki, żeby wziąć i powłóczyć się razem gdzieś po mieście, ale wtedy pogoda się popsuła, lunęło jak z cebra, i Zapałka stwierdził, że on w ten armageddon nigdzie nie będzie łaził, najchętniej wróciłby do domu. Pomysł więc umarł, rozeszli się w końcu każdy w swoją stronę, Seymour zaś, wiedząc, że jego Pluszak najpewniej nadal pracuje nad czymś w studiu, postanowił nie wracać jeszcze do domu, tylko zrobić niespodziankę Virgilowi, poprzeszkadzać mu trochę.
Jak wilkołak go usłyszał, między kolejnymi stuknięciami młotka i dłuta, tego Seymour nie wiedział. Już miał dotknąć klamki, zakraść się niepostrzeżenie i magią poradzić sobie z zamkiem, gdy drzwi same się otworzyły, Vi spojrzał na niego, a nie widząc w szafirowym spojrzeniu żadnego smutku i napięcia, żadnej wskazówki ku temu, że nagrywki skończyły się jakimś problemem, wtulił się całym ciałem w byłego czarodzieja, zamknął go w ciasnym uścisku.
— Seymour!
— Vi!

18 września 2025

Od Bashara do Dantego

Pierwszy pomysł Dantego był taki, żeby po prostu spróbować się przemienić na środku ich salonu, lecz Bashar bardzo szybko przekonał go, że siedząc spokojnie na ich łóżku w sypialni będzie mu o wiele lepiej i wygodniej.
Odkąd Dante zaczął więcej dowiadywać się o swojej drugiej naturze, Bashar starał się dotrzymać mu kroku, więc tablet zapełnił się publikacjami na temat zdrowia i obyczajów nietoperzy, ich potrzeb, zachowania oraz fizjologii. Bashar przekopywał się przez dzieła traktujące o wampirzych przemianach, czynnikach na nie wpływających, a im dłużej czytał, tym bardziej widział, że podobnie jak ze wszystkimi dziedzinami, na końcu drogi odpowiedzią na każde pytanie jest „to zależy”. Więc jedynym, co mu pozostało, było zadbanie o to, by zapewnić Dantemu komfort i reagować na wszystko, co mogłoby się wydarzyć.
Jego cudowny półwampir siedział właśnie na środku łóżka, nogi trzymał skrzyżowane, dłonie oparł na kolanach, prawie tak, jak Bashar, gdy medytował przed zajęciami jogi. Oczy miał zamknięte, oddychał głęboko, lecz ramiona pozostawały lekko spięte, coś subtelnego w postawie mówiło, że Dante nie jest w pełni zrelaksowany. Ledwie parę sekund minęło, Dante zmarszczył gniewnie brwi, otworzył oczy.
— No i chuj, nic się nie dzieje.

Od Seymoura do Virgila

Telefon Seymoura był wiecznie wyciszony. Czy mężczyzna siedział w domu, relaksując się w jego zaciszu, czy leciał gdzieś na miotle, czy był w studiu albo na łonie natury, żadne dźwięki nie miały prawa wydobywać się z urządzenia, bo muzyk miał stanowcze podejście mówiące, że to telefon jest dla niego, a nie on dla telefonu, i że to on będzie decydował, kiedy z niego korzysta, nikt inny. Zdarzały się jednak sytuacje, w których Seymour był naprawdę potrzebny i on sam wolał, by przerwano mu dowolną aktywność, niż cokolwiek miałoby go ominąć, albo miałby nie zdążyć z podjęciem decyzji czy pomocą. Dlatego w telefonie tkwiła też druga karta i numer, który Seymour podał jedynie garstce osób, przykazując, by nie korzystały z niego w sytuacjach innych, niż kryzysowe. Gdy tylko ktoś dzwonił na ten właśnie numer, smartfon Seymoura odzywał się głośnym dźwiękiem, bez względu na to, w jakim trybie był i gdzie sam muzyk go zostawił. Telefon milczał całe lata, bo choć w życiu Seymoura były wzloty i upadki, były przeróżne przemiany i zawirowania, żadne z nich nie urosło do rangi kryzysu tak rozległego, by wymagał kontaktu alarmowego.
Może dlatego Seymour prawie zleciał z łóżka, gdy telefon zawył rano.

15 września 2025

Od Dantego do Bashara

Zachrzęściło, trzasnęło i zamknięte drzwi mieszkania odcięły ich od reszty świata. Dante westchnął ciężko, Bashar spojrzał na niego czule.

11 września 2025

Od Virgila do Seymoura

To była jedna z tych alei sklepowych, do których Seymour pasował idealnie, a on już nieszczególnie. Przepych uważano za naturalny, ceny nie dziwiły, spacerowicze kroczyli z wdziękiem, postukując obcasami butów droższych od wynajmu niektórych mieszkań w stolicy. Seymour urodził się w tym świecie. Virgil przez większość swojego życia nawet nie patrzył w jego kierunku. Ale gdy byli razem, to przestawało mieć znaczenie – Vi nie czuł się jak intruz, a muzyk zawsze miał dla niego słowa uspokojenia, gdy wilkołakowi wydawało się, że każdy bogacz go ocenia. Bawili się, niepomni na otaczający ich świat.

10 września 2025

Od Annikki do Hotaru

Na swoje siódme urodziny dostała jedną z tych lampek z wirującym abażurem, w którym wycięta jest postać w kolejnych stadiach swojego ruchu, aby przy odpowiednim zakręceniu nim móc ożywić obrazek na własnych oczach. Uwielbiała ją. I to do tego stopnia, że rodzice zaczęli się martwić, czy ich dziecko na pewno dobrze sypia, skoro tyle czasu spędza wieczorem i nocą na patrzenie się w lampkę. Annikki była oczarowana zupełnie wizerunkiem kręcącej się na abażurze tancerki. Ona, od najmłodszych lat zadająca najwięcej pytań i szukająca odpowiedzi szybko przerastających jej dziecięce pojmowanie, nie potrafiła oderwać wzorku od czegoś tak prostego. Lecz ta prostota niosła w sobie coś niewysłowienie ważniejszego – wolność. Wolność w robieniu tego, co się kocha, wolność w wykonywaniu piruetów, gdy cały świat patrzy, wolność w spełnianiu swojego przeznaczenia. Tancerka tańczyła, bo była tylko obrazkiem wyciętym w abażurze, ale przecież do tego właśnie ją stworzono – do ruchu, gracji, zmieniania swojego ciała w sztukę. Czy mogła być szczęśliwsza, robiąc cokolwiek innego? Annikki nie myślała jeszcze przez długi czas o tym, do czego ją stworzono, wiedziała tylko, że chciała być jak ta tancerka. Pozornie zamknięta w jakimś jednym ruchu, lecz wolna duchem, bo ten ruch był dla niej najbardziej naturalną rzeczą pod słońcem.

09 września 2025

Od Cheoryeona – Droga na koniec tęczy wiedzie przez chmury i deszcz (X)

Był przerażony.

Od Cheoryeona – Droga na koniec tęczy wiedzie przez chmury i deszcz (IX)

Wdrapał się na jeden z foteli samochodu, westchnął ciężko.
— Uch, zaraz umrę — mruknął.
Ostatnie dwa tygodnie miał naprawdę intensywne. Wpierw przez trzy dni kręcił teledysk, potem robił rehearsals do różnych programów, a w przerwach, oczywiście, dalej ćwiczył układy. Nawet jak na jego białookie geny to był wysiłek, który w końcu go zmęczył (w większym stopniu mentalnie).
— Tak zawsze jest przed wypuszczeniem nowego albumu — usłyszał.

Od Cheoryeona – Droga na koniec tęczy wiedzie przez chmury i deszcz (VIII)

Wreszcie nadszedł ten czas.

Od Cheoryeona – Droga na koniec tęczy wiedzie przez chmury i deszcz (VII)

Obrotowe drzwi żwawo przepuściły pewną trójkę, wypuszczając ich z wielkiego budynku na zewnątrz. Stanęli gdzieś z boku na chodniku, żeby nie przeszkadzać innym przechodniom, objęli spojrzeniem roztaczający się przed nimi widok. Ogromny parking wyprowadzał na główną ulicę, którą pojazdy kierowały się do gęstego skupiska budynków i pojedynczych wieżowców. Wszystko to zwieńczone było malowniczym tłem w postaci górskich wzniesień.
Cheoryeon wykonał głęboki wdech, próbując pochwycić do płuc możliwie jak najwięcej powietrza. Wtem odwrócił się do Suyeon, między dwójką doszło do niemal telepatycznego porozumienia i tuż po chwili oboje położyli sobie nawzajem dłonie na barkach.
— Udało się, udało! — wołali, skacząc w kółko. — Jesteśmy w Yeongsanguk!