Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Turysta chciał polać spaghetti ketchupem. Zwołano komisję
Spokojne popołudnie w Luminarii przerodziło się w głośne wydarzenie, gdy przyjezdny turysta ze Zjednoczonych Ziem Północnej Vespy poprosił kelnera o butelkę ketchupu, którym zamierzał polać zamówione spaghetti. Miejscowy restaurator, człowiek z natury łagodny, zareagował oburzeniem graniczącym z rozpaczą, powołując się na świętość przepisu i pamięć przodków. Turysta nie rozumiał problemu. W ciągu godziny nad sprawą pochylił się zaimprowizowany komitet miejscowych kucharzy, który po naradzie trwającej całą sjestę orzekł, że przepis jest nienaruszalny, lecz gościa „można ułaskawić z uwagi na niewiedzę”. Vespanin, szczerze zdumiony całym zamieszaniem, stwierdził tylko, że „u nas leje się to na wszystko”. Tej uwagi już nie skomentowano.

Nagłówek

10 września 2026

Od Dantego – Rocznica III (II)

Nie spieszyli się z powrotem do domu. Noc była ciepła, piękna i taka dobra dla nich, przywoływała wspomnienia późnych spacerów odbytych po długich dyżurach i przymiarkach, spacerów, gdy oczy się kleiły, ale serca wciąż czegoś chciały, tej chwili dłużej w swoich objęciach, chwili uśmiechu i beztroskiej bliskości nie ponaglanej przez rytm dnia. Parsknięcia i czułe szepty wymienili na ciszę swoich głosów i miarowy rytm kroków, a dłonie trzymali tak naturalnie złączone, jakby stworzono ich w ten sposób – dopasowanych do kształtów tego drugiego, by pokonać wszelką przestrzeń ich dzielącą.
Dante czasem otwierał usta, żeby coś powiedzieć, prychnąć, westchnąć, był to dla niego odruch przychodzący mimowolnie. A jednak słowa nie układały się w zdania, gdy myśli wciąż wracały do koncertu, do powodów Bashara, przez które wybrał właśnie to wydarzenie na uczczenie ich rocznicy i w głowie pozostawał jeden wielki chaos uczuć, szczerych i głębokich, i może właśnie dlatego tak nieskładnych, płynących falą ku ukochanemu. Syren odwracał głowę, patrzył na Bashara i widział, jak wygładza on każdą z fal w pojedynczy prąd, rozumie je, choć Dante sam nie potrafił ich właściwie wytłumaczyć, a przede wszystkim – przyjmuje. Wiem, wiem, mówił do niego rubinowym spojrzeniem i pewność, że jest to prawda, otulała serce.
A gdy już wreszcie przeszli znajomy próg, każdy gest uczynili osobnym rytuałem, zamyśleniem nad tym dniem, nad wszystkim, co do niego doprowadziło. Powolne odłożenie notesu na komodę, ściągnięcie sobie nawzajem płaszczy, wymienienie uśmiechów, bo palce zostawiły złotą biżuterię i poluźniły tylko guziki górnego odzienia. Dante przyciągnął do siebie Bashara, zacisnął na nim zaborczo dłonie.
— Tak myślałem… — zaczął, błądząc wzrokiem to tu, to tam po twarzy lekarza. — Znamy te utwory z płyty, teraz usłyszeliśmy je na żywo… Ale jest jeszcze to, jak my je pamiętamy.
— Chciałbyś zagrać? — Bashar odczytał jego intencje bezbłędnie.
— Z tobą — przyznał, uśmiechając się szerzej. — Zobaczyć, co każde z nas pamięta najlepiej.
Bashar odpowiedział pogładzeniem pobliźnionego policzka, czułym błyskiem w oku. Oczywiście, że sam tego chciał – spojrzeć głębiej w duszę tego, który oddał mu się zupełnie.
Dante nigdy nie przyznałby przed Ignisem, jak wiele zawdzięczał jego lekcjom muzyki, ale gdzieś podskórnie czuł, że skurczybyk to wiedział. Nauczył go patrzeć na utwory w inny sposób, wyciągać z melodii więcej, by poznać ją lepiej. Muzykiem nie był, Bashar też nie, obaj jednak nie znali ograniczeń, gdy chodziło o wyrażanie miłości. Zasiedli na kanapie, Dante wziął na kolana różową gitarę, błyszczącą jak nowa, Bashar wtulił się tymczasem w jego ramię, wystarczająco lekko, by pozwolić mu grać, na tyle blisko, by czuł jego ciepło.
Razem szukali dźwięków. Dante wspiął się dłonią na gryfie, zaintonował wspomnienie ciepła oraz żaru, palącego słońca i porywczej, egzotycznej melodii, gubiąc całe fragmenty dzieła miejscami, ale ani trochę się tym nie przejął. Utwór, naturalnie, brzmiał zupełnie inaczej, będąc powtarzanym przez pudło gitary i dwa poprawiające się nawzajem głosy w temacie tego, jak wyglądał rytm. Brzmiał jak oni, piękni oddzielnie – dźwięk gitary i nucenie Bashara – lecz to razem tworzyli harmonię dającą poczucie, że obie te linie melodyczne rozwijały się tyle czasu z dala od siebie, by wreszcie połączyć się idealnie w jedno. W trwającą, niezwalniającą symfonię.
Bashar nachylił się nieznacznie, zmienił ułożenie jego dłoni, polecił mu zagrać teraz, a Dante zawiesił na nim wzrok wystarczająco długo, by uwierzyć, że instrument wyleciał na trochę z syreniej głowy. Słuchał on Bashara, słuchał również siebie i nie mógł się nadziwić, jak wchodzą do twojego życia takie osoby, które odmieniają zupełnie twoją pamięć i wrażliwość, przestawiają w głowie myśli tak, że nie idzie zauważyć, kiedy nastał nowy porządek. Bo dźwięki, które niegdyś syren zapamiętałby za to, że były głośne, huczne, stłamszające uczucie samotności, teraz przypominały mu pasję dzieloną z Basharem, przypominały gorąc jego ust szeptających wyznanie przeznaczone wyłącznie dla niego. Dante uczynił go miejscem, do którego zawsze wracał każdą myślą i emocją.
Bashar odwzajemnił jego spojrzenie i Dante w duchu zaczął się zastanawiać, gdzie to miejsce zabierze go za kolejne trzy, pięć, dziesięć lat. Niech zabiera go coraz dalej aż po wieczność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz