31 grudnia 2023

Od Raouna – Inna Saephia: Złote Ognisko

Drzwi dużej komnaty otworzyły się, do środka weszła Lasair. Pstryknęła palcami, wszystkie świece się zapaliły, rozświetlając wnętrze. Podeszła do wielkiego łóżka, na które lekko opadła.
— Ach, wszystko idzie po mojej myśli! — pisnęła do siebie podekscytowana, żywiołowo wymachując nogami. — Wystarczy, że Farvana i Raoun zbliżą się do siebie, a wtedy Cogadh będzie mój!
Od początku miała plan. Gdy po raz pierwszy zobaczyła tajemniczego boga, stojącego tuż przed Farvaną, dostrzegła okazję.

Od Dantego do Ignisa

Czy jego wiecznie niezamykająca się gęba właśnie wpakowała go w jakiś szajs? Pewnie tak. Na pewno tak. Ja pierdolę.
Zachciało mu się być miłym, wykazać jakąś pieprzoną inicjatywę, wedle moralnego kompasu dobrej wróżki pomóc, dołożyć dodatkową parę rąk, bo przecież dwie wielkie i napakowane łapy to było, kurwajegomać, za mało do pracy w kuchni. Chciał przydać się na coś, pozwolić chłopakom dostąpić zaszczytu przebywania w jego towarzystwie, gdy nie zachowywał się jak totalny chuj, i co? I oczywiście, że go to zamierzało prawdopodobnie ugryźć w dupę, bo świat robił swoje, Dante robił swoje i tyle razy spierdalał przed planami rzeczywistości, że ta w końcu postanowiła dobrać mu się do tyłka przy pomocy Wysłannika Ostrej Jak Skurwysyn Kuchni, który najpierw przeora mu łapy zapierdalaniem z garami, a potem wyparzy wszystkie nieczyste słowa z syreniego język, każąc mu brać dokładkę chilli, jeszcze jedną, bierz drugą, miękka pała jesteś, nie zjesz trzeciej?

30 grudnia 2023

Od Cheoryeona – Yule

Święta u bliźniaków, hm?
Do jedenastych urodzin Yule spędzali w rodzinnym gronie. Niewielkim, ponieważ matka nie miała żadnych krewnych, a rodzice ojca (czyli dziadkowie) odeszli, gdy rodzeństwo miało po siedem lat. Nie znali świąt od strony wielkich zjazdów rodzinnych, wrzawy przy stole, dziesiątek talerzy, misek i półmisków pełnych jedzenia... No, nie licząc Cheoryeona, który w poprzednich wcieleniach miał jeszcze szansę coś takiego poznać, ale w tym wcieleniu rodzinne święta liczyły raptem cztery osoby. Nie przeszkadzało im to jednak, mimo że wszyscy widzieli się na co dzień, mimo że nikt nie dochodził. Okej, poza kotami: na początku mieli starego Tubu, a po jego odejściu pojawiła się Kimchi.

28 grudnia 2023

Od Raouna do Bashara

Wszyscy gracze zasiedli do niskiego stolika, poza starą właścicielką ryokanu, która udała się do pomieszczenia obok. Ach, i poza Raounem, który niezauważalnie zakradał się za nią. Zapuścił żurawia przez ramię kobiety, dokładnie obserwując, jak przygotowywała kadzidła.
Plan Bashara w praktyce był banalnie prosty. Demon zajmował się wszystkimi, nazwijmy to, formalnościami, bóg zaś musiał jedynie śledzić poczynania prowadzącej gry, żeby potem mało sprawiedliwie podpowiadać towarzyszowi. Nic trudniejszego. Dobrze, że lisy były niewrażliwe na niematerialnych, tak samo, jak ten jeden gracz, nienależący do żadnej rasy, którą Raoun mógł rozpoznać. Dla bezpieczeństwa Bóg Spirytyzmu zrobił mały test i spróbował zaskoczyć średniego wieku mężczyznę, przy okazji też pozostałych, lecz nikt nie zareagował ani odrobinę.
Teren był czysty.

Od Leviego – Yule

— W tym roku czekają nas prawdziwie białe święta! Rekordowe opady śniegów zaskoczyły kierowców… — Podekscytowany głos prezentera radiowego przerywały zakłócenia. Nic dziwnego, że radyjko odmawiało współpracy. Było niemal równie stare co zgarbiony dziadek, który siedział tuż obok niego. Urządzenie zostało ustawione najgłośniej jak się dało, więc Levi słyszał je z kuchni.

Demon nie obchodził świąt. W zasadzie pierwszy raz miał okazję spędzić je w czyimś towarzystwie. Dziwnie czuł się ze świadomością tych wszystkich ludzi kręcących się po mieszkaniu jak w ukropie. Matka w skupieniu pakowała prezenty, czemu przyglądał się z podziwem. Dzieciaki bawiły się na zewnątrz, lepiąc bałwana i rzucając się śnieżkami, czemu towarzyszyły dzikie piski.

Z zamyślenia wyrwał go odgłos łupnięcia.

— Kurwa! — Wymsknęło się ojcu, który uderzył się w sam czubek łysej głowy, gmerając pod zlewem. Zacisnął zęby i zamilknął, napotykając karcące spojrzenie żony. — Młody, mi świecisz, czy sobie? — burknął upominająco.

Od Maeve do Ignisa

Na krótką chwilę odpłynęła myślami, powracając do roli, o którą zapytał ją Ignis. Postać księżniczki, która wskutek wypadku zapomniała o tym, kim jest, poruszyła ją szczególnie mocno, chociaż nadal nie potrafiła pojąć dlaczego. Jedynym wytłumaczeniem było to, że podobnie jak fikcyjna postać, miała poważne problemy z pamięcią. Prócz dziwnych przebłysków w snach, które równie dobrze mogły być czystą fikcją, nie pamiętała zupełnie niczego z wczesnego dzieciństwa. Nie wiedziała, kim są jej prawdziwi rodzice, a jakiekolwiek poszukiwania zakończyły się porażką. Prowadzący jej sprawę policjanci doszli w końcu do wniosku, że musiała dostać się do Novendii przez dziki portal, z być może nieodkrytego jeszcze kawałka. Przez pierwsze dni była tak oszołomiona, że nie była nawet wskazać miejsca, którym dostała się właśnie tutaj. Choć szybko karciła się za absurd podobnych myśli, to jednak w chwili słabości zaczynała się zastanawiać, czy też nie jest taką zaginioną księżniczką. 

Od Seymoura – Yule

Seymour lubił pogadać z Nico, ale kiedy jego młodszy brat dzwonił podejrzanie blisko daty Yule, były czarodziej wahał się chwilę, nim odbierał w końcu połączenie.
— Hm? — spytał, przyciskając symbol głośnika, rzucając telefon na stół w salonie.
— Hej, Seymour! Dawno się nie słyszeliśmy.
— Bez przesady. — Muzyk wyciągnął się na kanapie, założył ręce za głowę.
— Zawsze ja do ciebie dzwonię. Mógłbyś czasem wykazać się inicjatywą.
— Mhm.
Był bardziej milczący, niż zazwyczaj. Wiedział, co się święci, a Nico wiedział, że on wie. Ile to jeszcze będzie trwało? Cała ta szopka mogłaby się skończyć.
— A jeszcze dawniej się nie widzieliśmy.
O, proszę – konkrety.
— Nie przyjadę na Yule.

Od Virgila – Yule

Virgila zmuszano do obchodzenia Yule na dwa sposoby, czy mu się to podobało, czy nie.
Ten pierwszy, zdecydowanie mniej przez niego lubiany, tyczył się jego mamy i jej nieopisanej kreatywności. Z nieznanych mu powodów, dla niego od trzynastu lat, dla Valeriusa od siedmiu, czyli od szczęśliwego opuszczenia przez wilkołaków murów liceum (w ich ograniczonym mniemaniu) po raz ostatni, Magia Polla każdego roku wpadała na kolejne absurdalne pomysły wsadzenia rodzeństwa do tego więzienia ponownie, żeby wzięli udział w jakieś świątecznej szaradzie, będąc przy tym głuchą na ich skomlenia i narzekania, w których też trzeba było mieć pewną wprawę, by przypadkiem za mocno nie obrazić placówki edukacyjnej. Do teraz razem z bratem opracowali dwie teorie, dlaczego mamie tak bardzo zależało na pokazaniu ich w czasie Yule na korytarzach szkoły niczym pieski na świątecznej wystawie – albo lubiła się nad nimi znęcać, albo po prostu chciała wprowadzić miłą atmosferę do budynku i z chęcią korzystała przy tym z pomocy młodych. Zgodnie skłaniali się w stronę pierwszej opcji.

Od Song Ana do Merlina

 Cóż, właściwie to Song An nigdy nie słyszał o mleku kokosowym. O krowim i kozim oczywiście niejednokrotnie obiło mu się o uszy - czasami nawet jego mistrz przynosił mu je do picia, “aby rósł duży” (choć nigdy się to nie stało).
To, że kokosy dają mleko, wydawało mu się być trochę abstrakcyjne, ale postanowił zaakceptować takowy stan rzeczy. Nie był kimś, kto ma prawo kłócić się z ułożeniem świata. Raczej chciał go dopiero poznawać, a właśnie teraz dowiedział się czegoś nowego. I nawet jeśli trochę go bawiło istnienie kokosowego mleka i nie potrafił wyobrazić sobie całego procesu powstawania, czuł się naprawdę zadowolony. Każda nowa informacja o śmiertelnym świecie była dla niego na wagę złota. Tak absurdalna również.

Od Bernarda – Yule

Bernard wbija wzrok w kursywę, jakby za kolejnym mrugnięciem miała zmienić kształt. Chyba przestał oddychać, ale sam w sumie nie jest pewien. Jedyne, co wie, to że dawno rzucił wszystkie karty na stół. I wszystkie były… w chuj chujowe.
Wesołego (Ciepłego) Yule i Szczęśliwego Nowego Roku, Bernard. xoxo Mathilde P.S. próbowałam do ciebie zadzwonić, ale chyba zmieniłeś numer. Podaj nowy, chcę ci wysłać zdjęcie naszego psa!
(Bernard nie zmienił numeru. Mathilde dzwoniła i dzwoniła, a Bernard wpatrywał się w wibrujący telefon, aż ten swoim drżącym tańcem zawędrował na krawędź lady, a stamtąd, z hukiem na ziemię. Co tam, i tak praktycznie go nie używa.)

27 grudnia 2023

Od Ignisa – Yule

Normalnie Ignisa wkurwiały dwie rzeczy – debilne pomysły Norberta i obecność Dantego. W zimie dochodził do tego jeszcze śnieg i wszechobecne zimno. Wtedy genashi burczał pod nosem, narzekał na konieczność noszenia puchatej kurtki i ogólnie beznadziejną pogodę, lecz było to chyba bardziej narzekanie tak dla sportu i zasady, a nie dlatego, że genashi nie mógł się bez niego obyć. Biorąc pod uwagę to, że kontakt ze śniegiem mógł zrobić mężczyźnie realną krzywdę, nawet nie wydawało się to takie przesadzone.

26 grudnia 2023

Od Hoshime - Yule

Yule. Hoshime nie znał tego święta, co prawda o nim słyszał, ale w Kyosei jakoś nigdy nikt nie przejmował się zagranicznymi świętami. Nie obchodzono ich, nawet o nich nie rozmawiano, co najwyżej dzieciakom pozwalano na organizowanie imitacji takich świąt. Dorośli rzadko kiedy mieli o nich jakiekolwiek pojęcie.

Hoshime należał do tych dorosłych, którym Yule jedynie obiło się o uszy. Jest coś takiego, podobno bardzo szeroko obchodzone, jednak w Senkawie niezbyt istniało, może z wyjątkiem dużych miast. Kiedy przybył do Stellaire na okres próbny, jakież było jego zdziwienie, gdy zobaczył ośnieżone ulice ustrojone kolorowymi światełkami, ozdoby przypominające pierniki i masę zniżek związanych z Yule. Gdyby nie przybył wraz z Sorą, z pewnością zagubiłby się w tak rozświetlonym mieście.

Jak on nienawidził światła.

Od Sorena - Yule

Soren absolutnie uwielbiał święta, jednak z powodów zupełnie innych niż znaczna część znanych mu osób. Wraz z chwilą, w której inni szaleńczo gnali ku centrom handlowym, by znaleźć jak najlepsze prezenty dla swoich bliskich, by trwonić pieniądze w ilości większej, niż przez ostatnie kilka miesięcy, Soren bogacił się jeszcze bardziej. Wszystkie ckliwe hasła reklamowe i dobroduszne akcje charytatywne potrzebowały wsparcia modela, który swą, jakże niezwykłą w tym przypadku, charyzmą sprawi, że ludzie będą jeść mu z ręki, przybywając tłumami, byle tylko zaspokoić własną ciekawość. Święta były dla Sorena jedynie własnym, komercyjnym sukcesem - nie widział w nich żadnej innej wartości, poczucia przynależności, czy tej wyjątkowej aury solidarności, o której mówiono na każdym kroku.

Od Leviego do Bernarda

— Powinien pan być już gotowy. — Głos Madeline brzmiał jeszcze bardziej zrzędliwie, niż zazwyczaj. Patrzyła na niego spod okularów wzrokiem pełnym wyrzutu. Nie pierwszy raz zresztą. Mimo jej wysiłków, Levi najczęściej pojawiał się na wszelkich spotkaniach elegancko spóźniony. Lubił wchodzić na salę kwadrans po czasie wskazanym na zaproszeniu, sprawiając, że wzrok wszystkich skierowany był na jego osobę. To w pewien sposób pokazywało go jako człowieka zapracowanego i rozchwytywanego.

W rzeczywistości na wiele konferencji i innego typu typu kolegia spóźniał się celowo. Specjalnie odsuwał moment wyjścia z domu czy z biura do ostatniej chwili. Nie przepadał za tym aspektem swojej pracy. Zarządzanie ludźmi, przydzielanie im zadań oraz zbieranie pochwał przychodziło mu z łatwością, ale wysłuchiwanie nużących debat i raportów, popartych długimi prezentacjami, uważał za zwyczajną stratę. Gdyby nie to, że zwykle podawali dobrą kawę, pewnie zasnąłby ze znudzenia.

Jeśli jednak nauczył się czegokolwiek przez kilkadziesiąt lat życia, to było to sprawianie pozorów. Spojrzał na swoją asystentkę, posyłając jej uśmiech. Doskonale wiedział, że znowu dotrze na miejsce spóźniony, ale nie wydawał się tym faktem ani trochę przejęty. Niespiesznie zapiął spinkę przy mankiecie i zaczął wiązać krawat. Rozejrzał się po gabinecie, w którym panował przyjemny półmrok. Dostrzegł marynarkę zarzuconą na oparcie fotela i sięgnął po nią.

— Jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy — odparł, nie przejmując się tym, jak Maddie pokręciła głową. Zarzucił na ramiona płaszcz, po czym odebrał od Maddie teczkę z dokumentami. Na pożegnanie podziękował, że kobieta została dłużej w pracy. Teoretycznie wcale nie musiała tego robić, ale znał ją. Dobrze wiedział, że wolała sama wszystkiego dopilnować, niż polegać na innych. Dlatego to on stał na czele firmy, a ona była tylko pracownikiem. Nie obawiał się zagrożenia z jej strony. Madeline brakowało zdolności przywódczych i charyzmy, by poradziła sobie jako szef. Nie bez powodu wybrał ją spośród pięćdziesięciu kandydatów, którzy ubiegali się o to stanowisko.

Od Raouna – Yule

Yule wydawało się dla Raouna czymś równie interesującym, co Halloween. Nie miał w tym polu doświadczenia, bo w swojej riftreachowej karierze tak naprawdę nie nadarzyła mu się okazja, żeby prawilnie obchodzić to święto. Dlatego w tym roku musiało się coś zmienić. Pójdzie do Kanno, razem zjedzą coś dobrego, może pooglądają filmy i...