Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Medwia: Mężczyzna pokłócił się z niedźwiedziem o borowika
Mieszkaniec wsi pod Miedwogradem trafił na izbę przyjęć z licznymi zadrapaniami i, jak sam to ujął, „nadszarpniętą dumą”. W czwartek rano, podczas grzybobrania, mężczyzna natknął się na wyjątkowo okazałego borowika, którego w tej samej chwili upatrzył sobie niedźwiedź. Postanowił bronić znaleziska, powołując się na zasadę „kto pierwszy, ten lepszy”. Niedźwiedź tego argumentu nie uznał. „Godło kraju czy nie godło, ja go zobaczyłem pierwszy” – upiera się poszkodowany, który mimo obrażeń nie zamierza rezygnować z grzybobrania. Leśnicy przypominają, że jesienią niedźwiedzie intensywnie gromadzą zapasy przed zimą i nie są skłonne do negocjacji.

Nagłówek

01 listopada 2026

Od Nikandros – Łuk

Pamiętała swoje pierwsze solo, jakby to było wczoraj.
Nachylona nad biurkiem, rozświetlała mrok wczesnego, zimowego poranka czymkolwiek mogła – główną lampą, tą biurową i dwiema świeczkami zapachowymi. Jak na to, ile pieniędzy rodzice wkładali w prestiżową szkołę, to jej bursa była żałośnie zaopatrzona.
Nikandros leżała z policzkiem na biurku, w stanie pół-snu-pół-jawy. Kawa (dostała ją tylko, bo przekupiła kucharki paczką papierosów. Dla wszystkich innych, kuchnia była pod kluczem) obok jej dłoni wciąż była zbyt gorąca, żeby ją wypić, więc zostało jej tylko silne mruganie i stukanie stopą o nogi biurka – cokolwiek, by tylko znowu nie zasnąć.
Tego dnia miał się odbyć koncert. I to nie byle jaki, bo zwieńczający ponad półroczną pracę całej szkolnej orkiestry. A przede wszystkim samej Nikandros, bo wreszcie, po wielu miesiącach próśb i błagań, została przeniesiona do pierwszego pulpitu. I w dodatku grali utwór, w którym pierwsza wiolonczela dostawała pełnoprawne solo.
Nikandros była całkiem uzdolniona w różnorakich metodach manipulacji, ale dobrze wiedziała, że za nic nie uda jej się przekonać dyrektora, żeby dać jej zagrać cały utwór jako solistka. Dlatego otrzymanie solo w suicie, w dodatku jednego z najbardziej znanych, nawet laikom, było całkiem satysfakcjonujące.
Specjalnie obudziła się kilka godzin wcześniej, by po raz ostatni skrupulatnie przejrzeć nuty. Lewitowała palcem nad linią melodyczną, wystukując nogą rytm, nucąc pod nosem cień frazy. Każdą notatkę spisaną ołówkiem podczas prób – każde smyczkowanie, każdą nową dynamikę, każdy poprawiony łuk legata – przepisywała jeszcze raz. Tłuste półnuty i całe nuty dostawały drobne fale, żeby dobrze pamiętała, jak głębokie vibrato należy każdej z nich podarować.
Zdążyła zapomnieć o kawie, więc gdy poderwała się, przewracając nuty na stronę swojego solo, całe życie przeleciało jej przed oczami. Kubek zachybotał się na podstawce, ceramika szczęknęła, kawa chlusnęła i gorący płyn rozlał się po stronach utworu.
– Szlag, kurwa mać–
Wszystkie notatki, wszystkie zapiski – stracone. Połowa strony zbrunatniała, tusz rozlał nuty i pięciolinie, przerwał kreski taktowe, rozsypał metrum i klucze. Cała praca, nauka, wszystko na nic.
Nikandros zacisnęła szczękę, potarła piekącą część dłoni, tam, gdzie wylądowały krople kawy. Na nic, może dla kogoś gorszego. Nie dla niej.

Wyciągnęła wiolonczelę z futerału. Słońce powoli wstawało zza horyzontu, oblewając okoliczne pola łuną żółci i pomarańczy. Śnieg mienił się wszystkimi kolorami wczesnego poranka, gdy Nikandros usiadła przy oknie, opierając na sobie instrument.
Przyłożyła smyczek do strun, wzięła głęboki oddech, przymykając oczy.
Wiolonczela stała się częścią jej, drewno z ciałem. Pudło poruszało się wraz z jej piersią, szum oddechu stał się fragmentem melodii. Wszystko w jej głowie wydawało się klarowne – pamiętała każdą nutę, każde spostrzeżenie, krótkie staccato, płynne tenuto i łuki legato, ciągnące dźwięki w płynną, rzewną frazę – jakby miała przed sobą pulpit z nutami, a spoglądała jedynie przez okno.

Te nuty, ta kawa – musiały być znakiem. Znakiem, że jest testowana. Czy na pewno jest ważniejsza, lepsza od innych. Czy bardziej zasługuje na to, do czego dąży, to, co udaje jej się uzyskać. Co jej się należy.
Tak. Ewidentnie tak.

Tego wieczoru udekorowała swoje drobne poroże złotymi łańcuszkami. Wkroczyła na scenę, pozwalając swoim obcasom stukać, jak tylko najgłośniej mogły na posadzce sceny. Na część ze swoim solo, ostentacyjnie zamknęła nuty i odsunęła pulpit, wbijając surowo wzrok w zdziwionego dyrygenta.
Zagrała bezbłędnie.
Bo była lepsza niż inni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz