Kryzys udało się zażegnać, ale resztę drogi przeszli na piechotę. Merlin obiecał sobie, że spyta weterynarza o coś na chorobę lokomocyjną dla Falkora, bo przecież jakoś musieli wrócić do domu, a poza tym to nie było tak, że już nigdy więcej nigdzie nie będą z nim jeździć.
W końcu gang Spellmanów wlał się do kliniki, momentalnie robiąc tłum w poczekalni. Tata poszedł do rejestracji, Melpomene próbowała znaleźć jakieś miejsce, żeby usiąść z Falkorem. Terpsychora zainteresowała się cudzym psem, Merlin zerknął na panią z papużkami, mama stwierdziła, że może lepiej niech część poczeka na zewnątrz, rzeczona część się stawiała, ktoś pytał, co to za kotek w transporterku, „kotek” zaczął syczeć, więc Mel się przesiadła, ktoś inny zaczął coś burczeć, i wtedy…