30 listopada 2025

Od Isarra — Lód

— Behemot. Nie. — Iście lodowaty głos rozległ się po sklepiku. Czarny kocur siedział na ladzie, z puchatą łapką wyciągniętą w stronę ulubionego kubka Isarra. — Zrobisz to, a przysięgam, że wylądujesz w schronisku i nawet Minu ci już nie pomoże… albo ogolę ci ogon na łyso.

Od Yangcyna – Światło

— Oddychaj, Cynk, oddychaj — mruknął do siebie.
Usłyszał cichy, głęboki śmiech.
— Oddychaj.
— Przepraszam! Oddycham, tak, oddycham.
Wykonał pełny wdech, poprawił czarny golf. Koniec ogona zatańczył z boku na kanapie.
Czy się stresował?
Nie, skądże, nigdy, tak, strasznie.
Czym się stresował?
Siedzeniem w jednym pomieszczeniu z Sorenem Acedią.

Od Isidoro – Lód

2 marca, wieczór

Szklana kula mnie nienawidzi. To jedyne racjonalne wyjaśnienie, jakie potrafię znaleźć po tych dniach bezowocnych prób. Tarot przyszedł naturalnie, wahadełko było intuicyjne, a kamienie wróżebne – mimo swojej intensywności – odpowiedziały na moje pytania. Ale szklana kula? Hypatia opisywała je jako „narzędzie do kontemplacji głębszej przyszłości”, dla mnie jednak pozostało jedynie bryłą szkła, ozdobną i drogą, lecz nic więcej.

Od Nikolaia — Pas [AU]

Przez cały dzień długo się zastanawiał. Nawet pomimo zmęczenia, nie mógł zasnąć. Męczyło go zbyt wiele myśli i obaw. Aż ostatecznie, po przepatrzeniu wszystkich za i przeciw, podjął decyzję.

Od Dantego – Rzeczywistość

Sobotę rozpoczęli słodkim lenistwem, przewalaniem się w wannie do oporu, aż połowa jej zawartości nie znalazła się na podłodze łazienki, a Dante po długich dyskusjach stwierdził, że drzemka po śnie się skończyła i mogą wstać. To znaczy, Bashar przekupił go wizją puchatych naleśników z granatem na śniadanie, dorzucił do tego uczesanie mu ładnie włosów i wyjście do kawiarni, gdzie mieli tę słodką, korzenną kawę, ale syren wolał mówić, że wypracowali razem genialny kompromis.

29 listopada 2025

Od Raouna – Dobro

Raoun lubił zawód lekarza, z tym nigdy nie kłamał. Nawet jeśli brzmiało to trochę niecodziennie, operacje sprawiały mu swego rodzaju radość. Możliwość pogrzebania w ciele śmiertelnika, by coś mu wyciąć lub przeszczepić, od początku wydawała mu się interesująca, zwłaszcza że to wszystko miało na celu uleczyć, nie zabić. Czasami zastanawiał się, jak w ogóle ktoś na to wpadł. W sumie nie było to takie trudne – śmiertelnicy lubili, zamiast rozwiązywać problemy, po prostu się ich pozbywać, a takie operacje to nierzadko po prostu wycięcie tkanki.
O tak, takie operacje były naprawdę dobrym zajęciem.
Nie to, co dyżur na SOR-ze.

Od Merlina – Sekret

Merlin nauczył się rozpoznawać dźwięki swojego domu tak dobrze, jak inni ludzie rozpoznawali twarze. Wiedział, że ciężkie kroki na schodach to Melpomene wracająca z kolejnej dramatycznej wyprawy do szkoły, że ciche trzaśnięcie drzwiami to Urania zamykająca się w swoim astronomicznym królestwie na strychu, że staccato śmiechu dobiegające z salonu to Talia opowiadająca kolejny żart, a miękkie mruczenie to Salem komentujący świat z perspektywy dystyngowanego kota.

Od Nikolaia — Kamera [AU]

TW: krew
Gdyby ktoś mu kiedyś o tym opowiedział, w życiu by w to nie uwierzył. Widział to na własne oczy, ale i tak nie potrafił stwierdzić, czy to, co widzi, dzieje się naprawdę. A może tylko mu się śni?

Od Tristana – Kamera

Tristan wyszedł z biura z promieniującym na całą czaszkę bólem. Nie spał całą dobę, zaszyty w aktach nowej sprawy, próbując połączyć odległe od siebie kropki. Znów dostał grupę żółtodziobów do pomocy, które trzęsły się na sam dźwięk jego kroków, a gdy zadawał pytania, gubiły głos. Coś tam wiedziały, ale działali za wolno, zbyt ostrożnie, całe dochodzenie było praktycznie na jego barkach. Nic nowego. Nosił ten ciężar jak starą koszulę, przyzwyczajony do każdej poprutej nitki i zagięcia, znający doskonale jej fakturę. Westchnął, minął bramę, zmierzając do samochodu zaparkowanego na ulicy, bliżej kiosku z jego drugimi ulubionymi, tanimi papierosami, bo te najlepsze to były w jego osiedlowym. Kluczyk pojawił się w dłoni, zapiszczał, pojazd mrugnął do niego światłami. Tristan przeszedł na stronę kierowcy.
— Kurwa mać — warknął siarczyście, spostrzegający niechcianą niespodziankę.

28 listopada 2025

Od Dantego – Koń [AU]

Siedmiu ich nadjechało ze wschodniej doliny, wyplutych przez lodowatą paszczę zamieci rodzimej dla Niflheimu, uciekających przed wychładzającym zawodzeniem potępionych. Ich konie pruły przez śnieg, jakby innego życia nie zaznały, jedyne to spędzone na walce o każdy krok, każdą zmarźniętą trawę przysłoniętą śniegiem. Potężne rumaki prychały szronem, parskały chłodem, wyciągając szyje ku światłom osady. Wartownicy wrzasnęli na siebie, gotowi do zamknięcia wrót, niepewni do wytrzymania oporu. Trzon wierzchowców pędzących przez śnieżycę przypominał klingę wymierzoną w palisadę, z siłą bogów zdolną przepołowić ziemię.

Od Yangcyna – Intuicja

Stał niczym przemieniony w kamień. Uniósł brwi.

Od Nikolaia — Gniazdo [AU]

TW: krew
Noc rozświetliła setka gwiazd. Błyszczały one na niebie, tak odległe i tak bliskie jednocześnie. Nikolai wpatrywał się w nie zza ekranu (nie mógł przecież wyjść na zewnątrz). Gdy udało mu się odpowiednio ustawić kamery, doskonale widział rozgwieżdżony firmament. Stanowiło to przyjemną odskocznię od tych wszystkich przerażających anomalii. Kierował się prostą logiką: skoro nie widział niczego złego, nic złego się nie działo.

Od Andrei – Klucz

Klucz w zamku kliknął, Andrea otworzyła drzwi do pokoju konferencyjnego – jednego z tych większych, gdzie można było rozłożyć papiery na całym stole, prawie tak, jak na tych wszystkich serialach o stróżach prawa. Brakowało tylko smart tablicy, tabletów, holografów i generatorów podręcznej iluzji – zamiast tego pokój był wyposażony w starą, dobrą, intensywnie używaną tablicę korkową, szafkę ze stojącą na niej paprotką oraz szarą wykładzinę, usianą tu i tam plamami po kawie. Po samą kawę trzeba było udać się do pokoju socjalnego kawałek dalej i wywołać płynnego demona z trzewi antycznego ekspresu – Andrea i Tristan usiedli za stołem z kubkami, Arthur zaś uprzejmie podziękował, słysząc piekielny charkot wydobywający się ze zmęczonej życiem maszyny.

Od Bernarda – Zemsta [AU]

Problem z rockerboyami, muzykami, i innymi takimi typami był taki, że szybko się wypalali. Scena, gorąca jak świeży metal, duszna jak zaułek Pacifici, nie trzymała w swoich sidłach nikogo na długo. Albo rockerboyom samym udawało się uciec z objęć niewygodnej sławy, albo ich renoma robiła to za nich.
Bernard de la Vega był w takim razie perfekcyjnym przykładem swojej klasy. To muzyka wyciągnęła go ze slumsów, ale i muzyka zabrała mu wszystko sprzed nosa.

27 listopada 2025

Od Yangcyna – Cisza

— ...Yangcyn...! Podaj... Ya... Podaj swoje położenie!
— Jestem w budynku B, ale już idę do budynku D, odbiór. — Cisza. — Odbiór! Uch...
Zaklął pod nosem, schował krótkofalówkę z powrotem do wyznaczonej kieszeni. Złapał w obie ręce karabin, rozejrzał się dokładnie po otoczeniu.