Klucz w zamku kliknął, Andrea otworzyła drzwi do pokoju konferencyjnego – jednego z tych większych, gdzie można było rozłożyć papiery na całym stole, prawie tak, jak na tych wszystkich serialach o stróżach prawa. Brakowało tylko smart tablicy, tabletów, holografów i generatorów podręcznej iluzji – zamiast tego pokój był wyposażony w starą, dobrą, intensywnie używaną tablicę korkową, szafkę ze stojącą na niej paprotką oraz szarą wykładzinę, usianą tu i tam plamami po kawie. Po samą kawę trzeba było udać się do pokoju socjalnego kawałek dalej i wywołać płynnego demona z trzewi antycznego ekspresu – Andrea i Tristan usiedli za stołem z kubkami, Arthur zaś uprzejmie podziękował, słysząc piekielny charkot wydobywający się ze zmęczonej życiem maszyny.
Gwiazdki
Strony + Newsy
newsy
1
2
3
4
Turysta chciał polać spaghetti ketchupem. Zwołano komisję
Spokojne popołudnie w Luminarii przerodziło się w głośne wydarzenie, gdy przyjezdny turysta ze Zjednoczonych Ziem Północnej Vespy poprosił kelnera o butelkę ketchupu, którym zamierzał polać zamówione spaghetti. Miejscowy restaurator, człowiek z natury łagodny, zareagował oburzeniem graniczącym z rozpaczą, powołując się na świętość przepisu i pamięć przodków. Turysta nie rozumiał problemu. W ciągu godziny nad sprawą pochylił się zaimprowizowany komitet miejscowych kucharzy, który po naradzie trwającej całą sjestę orzekł, że przepis jest nienaruszalny, lecz gościa „można ułaskawić z uwagi na niewiedzę”. Vespanin, szczerze zdumiony całym zamieszaniem, stwierdził tylko, że „u nas leje się to na wszystko”. Tej uwagi już nie skomentowano.
Mistrzostwa w targowaniu rozstrzygnięte! Zwycięzca wynegocjował brak nagrody
Doroczny turniej kupieckiego targowania na głównym bazarze Al-Iskahaty, w którym chodzi o zbicie ceny wyznaczonego towaru bez użycia magii i gróźb, wyłonił mistrza tak biegłego, że komisja do dziś nie doszła do siebie. Po rundach, w których faworyci wywalczali dywany za pół ceny i wielbłądy za jedną trzecią, w finale zwycięzca zwrócił swój talent przeciwko nagrodzie głównej – sakiewce złota od cechu kupieckiego. Dowodząc kolejno, że złoto jest cięższe, niż się wydaje, sakiewka nosi ślady użycia, a przyjęcie zapłaty „ujmowałoby randze turnieju”, zbił wartość wygranej do zera i opuścił arenę z pustymi rękami oraz miną triumfatora. „Tu nie chodzi o pieniądze,” oświadczył. „Tu chodzi o przesłanie.”
Inscenizacja eposu ruszyła! Zakończy się za jedenaście dni
Ambitna trupa z Rajendrapury podjęła się rzeczy dotąd nieosiągalnej: wystawienia Bharatamahakavyi – najdłuższego dzieła literackiego, jakie kiedykolwiek powstało – w całości, słowo po słowie, bez skracania. Przedstawienie, rozpoczęte w zeszłym tygodniu, potrwa według harmonogramu jedenaście dni, grane na zmiany. Widzowie kupują bilety na wybrane doby niczym na wielodniowy festiwal. Najwytrwalsi zamierzają obejrzeć wszystko od początku do końca, wyposażeni w koce, prowiant i determinację. „To nie spektakl, to duchowe doświadczenie,” przyznaje reżyser. Krytycy chwalą rozmach, choć zauważają, że recenzję będą mogli napisać dopiero w przyszłym miesiącu, i to jeśli dotrwają.
Baśń, w której niedźwiedź jest czarnym charakterem. Naród w szoku
Uznana medwiedańska autorka baśni wywołała skandal literacki, publikując zbiór, w którym niedźwiedź – tradycyjnie postać dobra, pomocna i niemal święta – po raz pierwszy występuje jako antagonista. Wśród czytelników zawrzało: część uznała to za świeże i odważne, część za niedopuszczalne targnięcie się na tradycyjne wartości kraju. Rada miejska Miedwogradu otrzymała nawet pismo z prośbą o „ochronę wizerunku niedźwiedzia”, które grzecznie odłożono ad acta. Sama autorka broni się mówiąc, że „nawet niedźwiedź ma prawo raz na tysiąc baśni mieć gorszy dzień”. Nakład, rzecz jasna, wyprzedano w całości. Nic nie sprzedaje się tak, jak dobry skandal.
Nagłówek
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komisarz Szarik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komisarz Szarik. Pokaż wszystkie posty
28 listopada 2025
25 listopada 2025
Od Tristana – Intuicja
— Nie można odmówić komuś gustu — rzucił cicho Arthur, przekraczając próg domu aukcyjnego.
— Brakuje tu kolorów — mruknęła Andrea, rozglądając się po białych ścianach.
— Śmierdzi chujnią — burknął Tristan wystarczająco głośno, żeby wszyscy w budynku usłyszeli echo jego zachrypniętego głosu.
Szarik jako jedyny milczał, rozpłynąwszy się między nogami policjantki w niewykrywalnego ducha.
13 listopada 2025
Od Andrei – Żałoba
Radiowóz zwolnił, Andrea zaparkowała w wąskiej, cichej uliczce jednego z sennych, stellairskich osiedli. Kliknęły pasy, trzasnęły drzwi i trójka osób, pod przewodnictwem komisarza Szarika, skierowała się w stronę jednego z domów. Dzwonek do drzwi, buty i płaszcze w przedpokoju, nie wiedzieć kiedy wszyscy zasiedli w przestronnym salonie. Miękkie kanapy, niski stolik, stworzony do tego, by gościć na swym blacie słodkości, pastelowa barwa ścian, niewielkie obrazki w prostych ramach, obowiązkowa półka z książkami, kinkiety z nieznacznie zakurzonymi abażurami i oczywiście dywan, po którym wygodnie można było chodzić boso. To był miękki salon, stworzony do leniwych poranków i cichych wieczorów, do milczącego siedzenia z książką i rozmów od serca w wąskim gronie najbliższych przyjaciół.
09 listopada 2025
Od Arthura – Sekret
Równo o pierwszej w południe Arthur podziękował kierowcy, grzecznie go pożegnał, po czym zgrabnie wysiadł z wnętrza zaparkowanej pod kamienicą taksówki. Drzwi zatrzasnęły się za jego plecami. Poprawił poły idealnie skrojonego, beżowego płaszcza i po zdjęciu skórzanych rękawiczek przejechał dłonią po gładko ulizanych włosach. Przy wejściu do odrestaurowanego, wiekowego budynku stała dobrze mu znana para detektywów. Dołączył do nich z promiennym uśmiechem.
25 listopada 2024
Od Tristana – Tajemnica
Tristan zerknął przez ramię na Arthura i coś w tej drogiej wodzie kolońskiej, coś w tym markowym płaszczu i idealnie wyprasowanych w kant spodniach działało na niego jak płachta na byka, podpuszczając do przeciwstawiania się, choćby w najdrobniejszych i najbardziej irytujących kwestiach, temu, co przypominało o życiu, które on miał wieść. Idealnym. Przykładnym. Kurewsko schludnym.
— Myślę, że zaczniemy jednak od Helene Beltracchi — mruknął, strzepując popiół za oknem samochodu.
10 listopada 2024
Od Arthura - Obietnica
Znudzony brakiem klientów do obsłużenia i innych zadań niecierpiących zwłoki, siedzący za ladą mężczyzna, marszczył brwi w zamyśleniu i z cichym pomrukiem klikał coś na komputerze, próbując zabić kilka ostatnich godzin pracy.
06 listopada 2024
Od Andrei – Alkohol
TW: rozmowa o ofiarach śmiertelnych, narkotyki, pigułka gwałtu.
Nowy dzień przyniósł nowe poszlaki.
Wbrew temu, co mogło wydawać się dzieciom, komenda policji wcale nie składała się z cel pełnych aresztowanych złoczyńców, między którymi przechadzali się ubrani na niebiesko mundurowi, z pałkami policyjnymi dyndającymi przy paskach – większość budynku przypominała biuro jakiejś firmy, ale takiej średniego kalibru, chaotycznej, z podstarzałymi drukarkami na korytarzu i antycznym ekspresem do kawy, dominującym pokój socjalny, zdolnym wycisnąć płynnego szatana z trocin i gruzu. Nie każdy policjant miał tam swój prywatny pokój, ale większość miała swoje komputery i biurka, zawalone papierami, segregatorami i rzeczami osobistymi, oprószone cukrem z pączków, z blatem poznaczonym kawowymi kółkami i śladami niewiadomego pochodzenia.
W jednym z takich pokojów swoje biurko miała Andrea. Trochę większe od pozostałych, bo przecież pod blatem musiało zmieścić się posłanie Szarika, trochę bardziej zagracone, bo monitory obstawiono ramkami ze zdjęciami, trochę inaczej ubrudzone, bo Szarik uwielbiał kłaść pysk na blacie, szukać na nim szczęścia. W chwili obecnej Andrea siedziała przy biurku, nieco z boku, by zrobić miejsce Tristanowi, Szarik zaś wyłożył się na posłaniu, leniwie wąchał podstawione mu nogi. Detektywi wpatrywali się w ekran, spojrzenia synchronicznie śledziły wyniki badania toksykologicznego, jeszcze ciepłe, prosto z laboratorium.
05 listopada 2024
Od Tristana – Łuski
— Nie poszedłeś na burgery — powiedziała Andrea, wspinając się razem z Tristanem po schodach na trzecie piętro.
— Nie — mruknął.
— Zignorowałeś moje wiadomości.
— Tak.
— Zignorowałeś Szarika.
Agent zerknął przepraszająco na widmowego psiaka drepczącego wiernie za policjantką.
— Tak — westchnął.
— Masz coś jeszcze w repertuarze do powodzenia dzisiaj?
Minęli się z jakąś grupką techników, dotarli na właściwe piętro z wejściem do jednego loftu zaklejonym w poprzek taśmą policyjną. Tristan znów westchnął, głośniej, ciężej, na twarz przywołał wymuszony uśmiech.
— Chodźmy zobaczyć trupy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)