Elias miał dwa problemy: z lenistwem i zbieractwem.
Obiecał sobie, że to będzie ten dzień, kiedy w końcu uporządkuje mieszkanie, ale przez ostatnie godziny siedział na podłodze, analizując dawno zapomniany grymuar, który przypadkowo znalazł na dnie szafy. Miła niespodzianka pokrzyżowała wszystkie jego ambitne plany. Nie narzekał. Mógł przecież posprzątać kiedy indziej. Poza tym nie było aż tak źle, a przynajmniej tak sobie wmawiał, gdy po raz dziesiąty potykał się o ten sam porzucony na ziemi przedmiot.
Był już w połowie lektury, gdy usłyszał wibracje. Nastawił uszy i po omacku wyciągnął rękę w poszukiwaniu telefonu. Znalazł go pod opakowaniem jedzenia na wynos, trochę zabrudzony i tłusty.
Beznamiętnie zerknął na porysowany ekran, gdzie migało do niego powiadomienie. Już chciał cisnąć nim w stos nieposegregowanych papierów, gdy nagle zauważył nadawcę wiadomości. Uniósł brwi, a serce zabiło trochę szybciej, gdy zaczął czytać:
„Spędź ten wyjątkowy dzień z nami! Przyjdź jutro ze swoją drugą połówką i ciesz się zniżkami do -50%! Tylko jutro będziecie mieli okazję, by spróbować jedynego w swoim rodzaju zestawu z nuggetsami w kształcie serduszek! Zapraszamy do najbliższej restauracji McRonald! Uwaga, promocja tylko dla par!”
Jeszcze raz przebiegł wzrokiem po tekście, a potem kolejny.
Ciche westchnięcie uciekło z jego lekko uchylonych ust.
To było to. Szansa od losu, cud, który nie zdarzał się codziennie. W końcu jak często ma się sposobność na spróbowanie limitowanej edycji swojego ulubionego fastfooda? Pewnie często, ale dla Eliasa to i tak było, jakby same niebiosa się do niego uśmiechnęły, a przecież nawet nie wyznawał żadnych bogów.
Choć pojawił się haczyk. Całkiem spory haczyk, w postaci zawartego w wiadomości warunku.
— Druga połówka — elf zamruczał do siebie.
Wiedział, co to znaczy i nie podobało mu się to. Nie spełniał wymogów promocji i to bardzo, więc teraz głowił się, bo przecież musiało być jakieś logiczne rozwiązanie. Musiała istnieć jakakolwiek opcja obejścia tego, prawda?
Nagle coś zaiskrzyło w mózgu i otworzył konwersację z Isidoro. Nie wysilił się na wyszukane frazesy, ani nawet na przywitanie, po prostu wysłał krótką, ale zdesperowaną wiadomość: „Potrzebuję twojej pomocy. Chodzi o nuggetsy”.
O dziwo następnego dnia wyszedł z domu wyjątkowo wcześnie i zjawił się na umówionym miejscu z kilkuminutowym zapasem. Isidoro już na niego czekał, niedaleko wejścia do restauracji. Gdy tylko go zauważył, uśmiechnął się lekko i schował smartfona do kieszeni jasnego płaszcza.
Elias podszedł do niego i przywitał się cicho. Dopiero teraz zauważył, że drugi mężczyzna trzymał w opuszczonej wzdłuż ciała ręce drobny pakunek.
— To dla ciebie — oznajmił jasnowidz, wręczając mu przedmiot.
— Prezent? — Elias zamrugał, a Isidoro potwierdził skinięciem głowy, nie przestając się uśmiechać. — Ale nic dla ciebie nie mam.
— Stawiasz nam posiłek — przypomniał mu przyjaciel.
— To nie to samo — odparł elf. W końcu całe to spotkanie wyszło jedynie z powodu jego samolubnych pobudek. Nie można było tego porównywać do tak miłego i bezinteresownego gestu. Nawet ktoś taki jak on znał te granice przyzwoitości.
Niepewnie przyjął pakunek. Gdy przesunął dłonią po papierze ozdobnym, coś poruszyło się w jego piersi. Odetchnął głębiej i zamarł z palcami zaciśniętymi na aksamitnej wstążce.
Obraz uderzył w niego nagle: zapach jedzenia, uśmiechnięte zielone oczy i smukłe dłonie zapinające na jego szyi wisiorek. Minęły wieki, tamten świat odszedł w zapomnienie, a on wciąż czuł to samo paraliżujące zdumienie i ciepło.
— Możesz otworzyć teraz, jeśli chcesz.
Zerknął krótko na jasnowidza, napotykając tylko jego łagodne i cierpliwe spojrzenie.
Zawahał się i ostrożnie pociągnął za koniec wstążki. Papier zaszeleścił, po czym ustąpił pod jego palcami i wreszcie ukazał skrywaną zawartość.
— Czy to... — zaczął, ale głos uwiązł mu w gardle na widok obitej skórą księgi. Przesunął wzrokiem po nieznanym języku, co nasunęło mu pewne podejrzenia. Oczy zabłysły niczym gwiazdy na niebie, a na usta zbłądził mu delikatny uśmiech. — Czy to z Sallandiry?
— Tak. Zawiera podstawy tamtejszej magii.
Elias zanucił pod nosem i przekartkował pierwsze strony. Koniuszki jego uszu drgnęły lekko, a oczy gorączkowo skakały po linijkach tekstu i rysunkach pomocniczych.
— Przetłumaczysz mi?
— Oczywiście. Kiedy chciałbyś zacząć?
— Teraz.
Zanim Isidoro zdążył zareagować, Elias pochwycił jego rękę i energicznie pociągnął go w stronę jaskrawego szyldu McRonald.
Gdy chwilę później, stojąc w kolejce do kasy, poczuł bijące od dłoni Isidoro ciepło, nie puścił jej, a wręcz mocniej splótł ich palce. Od razu został nagrodzony radosnym uśmiechem jasnowidza. Elf odwrócił głowę, udając nagłe zainteresowanie menu, ignorując przy tym zdradzieckie pieczenie na policzkach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz