14 lutego 2026

Od Hotaru – Walentynki (I)

Hotaru przetrząsała właśnie kosmetyczkę, próbując znaleźć ten jeden, konkretny błyszczyk. Kosmetyczka, przez długi czas pustawa, mieszcząca ledwie parę podstawowych produktów, teraz ledwie się dopinała, usiłując pomieścić różne odcienie błyszczyków, te trzy tusze do rzęs, subtelny korektor, dwa róże, rozświetlacz, nie mówiąc już o podkładzie, nowym pudrze, kredce do brwi i całej garści eyelinerów. Były na promocji, żal było nie wziąć, mogły przydać się przecież w teatrze.
Błyszczyk w końcu wychynął zza jednego z pudełeczek, Hotaru wyciągnęła go, otworzyła i już miała przyłożyć miękką różdżkę do ust, gdy nagła myśl pojawiła się w głowie, zatrzymała dłoń. Może to za dużo? Teraz, w łazience, kolor zdawał się jej intensywny, znacznie głębszy niż te leciutko zabarwione pomadki, których na co dzień używała. W drogerii wyglądał uroczo, lecz gdy przychodziło do nałożenia go na usta…
„Zmarnuje się” pomyślała, stawiając ciemną kropkę na środku ust, wprawnie rozcierając ją opuszkiem palca, znajdując kompromis między zwyczajową dla siebie delikatnością i bardziej wyrazistym makijażem. Jeszcze tylko rzęsy, ten nowy tusz wspaniale je podkręcał, i już, była gotowa na spotkanie.
Od tamtego pokazu fajerwerków spotykały się z Annikki regularnie. A to Hotaru miała jakieś sprawy i pytania, kto zaś był lepszy w rozwianiu wątpliwości, niż dziennikarka zainteresowana wszystkim, wszystko wiedząca, wszystkiego się dowiadująca. A to Annikki pragnęła się czegoś dowiedzieć, czegoś o Senkawie, kto zaś był lepszy w rozwianiu wątpliwości, niż rodowita obywatelka tego kraju, znająca senkawańskie serca, tradycje oraz myśli? Widziały się w środę wieczorem, widziały w piątek przed południem, w niedzielę rano i we wtorek po południu, utknęły nawet razem w metrze, w samych godzinach szczytu, lecz Hotaru to nie przeszkadzało, gdy Annikki opowiadała jej o tym i o tamtym, rozsnuwając wokół nich historię, a napierający zewsząd tłum spieszących do domu podróżnych zdawał się ledwie tłem dla jej porywających słów. Czasem zdawało się jej, że może spytać o wszystko, powiedzieć wszystko i dziennikarka, niczym jeden z bodhisattwów, przyjmie jej słowa ze swą wiekową mądrością i sercem otwartym na każdą cudzą bolączkę.
Umówiły się na sobotę. Hotaru wzięła ze sobą tamtą książkę, ale wiele od niej wymagało, by nie dać po sobie poznać, ile znaczyła dla niej data. „To tylko zwykłe spotkanie” mówiła sobie, mijając ludzi na ulicy, a jej wzrok uciekał ku serduszkom, kupidynkom i zakochanym parom. „To tylko zbieg okoliczności, że to właśnie w walentynki” powtarzała, zaciskając dłoń na pasku torby, przyciskając ją instynktownie bliżej, do piersi, tam, gdzie rozkwitało niewyjaśnione ciepło za każdym razem, gdy imię Annikki pojawiało się w jej myślach. „Znalazłam wspaniałą koleżankę” wyjaśniała, bo Annikki słuchała, pytała, a w jej oczach próżno było szukać oceniającego spojrzenia, bo zza okularów wyglądała na nią jedynie szczera, zupełnie czysta ciekawość.
Od razu dostrzegła ją na ulicy. Miały spotkać się pod tamtym archaicznym zegarem, o pełnej godzinie, lecz choć Hotaru przyszła ten kwadrans wcześniej, wróżka już na nią czekała, a jej bystre spojrzenie przeczesywało płynący chaotycznie tłum. Tancerka uśmiechnęła się, przystanęła, nim przyspieszyła kroku, w paru susach znalazła się tuż obok.
— Już jestem — powiedziała, odpowiadając uśmiechem na rozkwitający na drugiej twarzy uśmiech. — Długo na mnie czekasz?
— Dopiero przyszłam — odparła Annikki, kontynuując ich zwyczajową wymianę zdań.
Padło parę ogólnych stwierdzeń, coś o pogodzie, coś o korkach, coś o drobiazgach, lecz słowa nie były tak ważne, jak kryjące się za nimi uczucia, drzemiące w spojrzeniach iskierki, niedające się ukryć uśmiechy, to instynktowne stawanie bliżej, niby unikając tłumu.
— Wspominałaś o nowej kawiarni w okolicy — odezwała się w końcu Hotaru, przerywając oprószoną miejskim gwarem ciszę rozkwitającą powoli między nimi. Czułki ćmy drgnęły lekko.
— Tak, prawda. Przepraszam, że cię tak trzymam.
— Nie, naprawdę…
— Powinnam już tam iść, pewnie zmarzłaś…
— Nic nie szkodzi, nie jest mi zimno…
Wśród kolejnych słów i zapewnień, obie skierowały swoje kroki w stronę jednej z odnóg głównego placu, wąskiej i znikającej szybko za zakrętem, obiecującej miejsce niszowe, mało znane, nieoblegane, w którym czekałby na nie spokój, ciepło i łagodny blask archaicznych lampek.
— Jestem już w połowie — odezwała się Hotaru, przywołując temat książki, którą ostatnio od Annikki pożyczyła.
Wróżka od razu się ożywiła.
— I jak wrażenia? Co o niej sądzisz?
— Myślę, że…
— Dzień dobry paniom!!!
Hotaru aż przycisnęła dłonie do piersi, przystając gwałtownie, gdy znikąd pojawił się jakiś jegomość, a puchaty mikrofon został wycelowany wprost w jej twarz. Tancerka zdążyła jedynie zauważyć bardzo szeroki, lśniący uśmiech, pogodne oczy i obiektyw kamery, nim mężczyzna zagarnął je obie szerokim gestem, z wprawą ściągnął z obranego kursu.
— Czy wiedzą panie, jaki dziś jest dzień? — spytał jowialnym tonem.
— Jest sobota — odparła profesjonalnie Annikki, nieznajomy zaś wybuchnął niezwykle głośnym i zaraźliwym śmiechem.
— Jakże celna obserwacja! Ale to nie wszystko! — zatoczył ręką, ogarnął róż i serduszkowe dekoracje. — Dziś jest bardzo, bardzo specjalny dzień, bo dzisiaj są… WALENTYNKI!
Hotaru aż cofnęła się pół kroku, lecz nieznajomy nie dał jej uciec.
— Tym bardziej jest to niepowtarzalna okazja, bo w ten wspaniały dzień, w to cudowne święto miłości i uczuć, szczęście uśmiecha się do zakochanych par! — wykrzyknął.
— To… dobrze? — zauważyła nieśmiało tancerka.
— To najlepiej! To doskonale! Bo wystarczy ledwie parę odpowiedzi, by wygrać niesamowitą, nagrodę niespodziankę! Czy są panie gotowe?
Hotaru spojrzała na Annikki, w jej spojrzeniu dostrzegła to samo niezrozumienie pomieszane z zaskoczeniem, paniką, pragnieniem żeby…
— My nie…
— Oczywiście, że są panie gotowe! Taka piękna para, zdecydowanie są panie faworytkami!
— Ale…
— Zapraszam za mną! — Mężczyzna otoczył jedną i drugą ramieniem, i nie wiedzieć kiedy, obie kobiety powędrowały w stronę jakiegoś namiotu, chyba stoiska, ozdobionego z każdej strony serduszkami, balonikami, migoczącymi światełkami i innymi drobiazgami. Aż dziwne, że wypatrując Annikki na placu, Hotaru nie zauważyła czegoś tak rzucającego się w oczy.
— Zaszło pewne nieporozumienie… — spróbowała swoich sił Annikki, lecz jej głos zatonął w śmiechu mężczyzny z mikrofonem.
— Na pewno są panie podekscytowane, prawda? — Mikrofon pojawił się tuż przed twarzą Hotaru. Tancerka zdążyła ledwie nabrać tchu, nim przedmiot wrócił do prowadzącego. — Po co pytam! Oczywiście, że tak! W końcu niecodziennie ma się okazję na taką wygraną! A wystarczy tak niewiele!
— Czy możemy już…
— Oczywiście, że możemy! Ależ panie są chętne do gry! Widać, że wspaniała para!
Hotaru spróbowała zaprzeczyć, lecz słowa nie chciały spleść się w zdanie, a tym bardziej przejść przez gardło.
— Jedyne, co trzeba zrobić, to odpowiedzieć na pytania! A będą to bardzo proste pytania, na które na pewno odpowiedzą panie śpiewająco bo… Będą dotyczył pań partnerki! Dziesięć pytań, dziesięć poprawnych odpowiedzi i nagroda-niespodzianka wędruje w pań ręce! Zaczynamy?
— Chyba kończymy…
Mężczyzna wybuchnął śmiechem.
— To się nazywa duch walki! Doskonale, doskonale!
Za dużo wydarzyło się zbyt szybko. Dopiero teraz Hotaru zauważyła, że przy stoisku nie są same, a w różowym, roziskrzonym wnętrzu namiotu czekają jeszcze dwie przypadkowe pary, równie zdziwione swoją tutaj obecnością, jak i ona i Annikki. Jednak widać perspektywa szansy na wygraną czegokolwiek, co ten wesoły mężczyzna oferował przeważyła i w tym nieporozumieniu byli wszyscy razem. Tancerka popatrzyła po skrytych między balonami pluszakach – misie, pieski, kotki i króliczki, wszystkie miękkie i puchate, trzymające pluszowe serduszka z napisem „Kocham Cię!”. Ten największy misiek musiał być nagrodą-niespodzianką…
— Wspaniale! — wykrzyknął mężczyzna, przerywając jej rozważania i gospodarskim wzrokiem obejmując czekających „zawodników”. — W takim razie zaczniemy od prostszych pytań! To będzie coś, co państwo na pewno wiedzą o drugiej stronie, tak na rozgrzewkę! Chociaż czy w walentynki potrzebujemy jeszcze większej rozgrzewki? — Zaśmiał się z własnego żartu. — Pierwsze pytanie to… Jaki jest ulubiony kolor pana partnera?
Mikrofon wylądował przed twarzą piegowatego mężczyzny. Ten zająknął się, zaskoczony, wypowiedź poprzedził elokwentnym „eee…”, nim odpowiedział, że niebieski. Mikrofon powędrował do trzymającego go za rękę elfa.
— Czy to prawda? — spytał prowadzący, unosząc brew. Elf przytaknął. — Doskonale! Tak, wspaniale, idealnie! Nasza pierwsza para ma mocny start, widać, że prawdziwi wojownicy! W takim razie druga para. — Prowadzący zakręcił się jak fryga. — Jaki jest ulubiony kolor pani partnera?
— Ż-żółty — odparła kobieta, uśmiechnęła, gdy obejmujący ją ramieniem mężczyzna przytaknął ochoczo.
— Co za emocje! Wszyscy idą łeb w łeb! W takim razie pytanie do trzeciej pary — Mikrofon zaszarżował prosto na Annikki. — Jaki jest ulubiony kolor pani partnerki?
— Różowy — padła od razu odpowiedź. — Kod RGB 255,183,197, HEX FFB7C5.
Prowadzący zamilkł na ułamek sekundy, zamrugał, nim mikrofon powędrował w stronę Hotaru.
— To prawda?
— Tak… — odparła cicho Hotaru, a rumieniec o kodzie koloru FFB7C5 zabarwił policzki.
— Ha, wiedziałem! Doskonale, udało się państwu odpowiedzieć poprawnie na pierwsze pytanie! Ach, co za emocje! Wszystkie grupy idą łeb w łeb! — wykrzyknął. — W takim razie kolejne pytanie! Tym razem o ulubione jedzenie! — Mikrofon powędrował do elfa. — Jaka jest ulubiona potrawa pana partnera?
Elf nie odpowiedział od razu, rzucił niepewne spojrzenie w stronę piegusa.
— Pizza…?
Mikrofon zwrócił się w stronę mężczyzny.
— I jak? Jest pan fanem pizzy?
— Wolę spaghetti… — odparł ten cicho.
Prowadzący aż złapał się za serce.
— Ahhh, pierwsza skucha! No nic, proszę się nie przejmować, wszystko jest do odrobienia, a teraz widać, że następna randka będzie w solmaryjskiej restauracji, prawda?
Nie czekał na odpowiedź. Mikrofon zwrócił się do mężczyzny z drugiej pary.
— A pan? Jak pan sądzi, jaka jest ulubiona potrawa pana partnerki?
— Oczywiście knedliki z truskawkami.
— To prawda? — Mikrofon powędrował w stronę kobiety. Ta uśmiechnęła się szeroko.
— Ano!
— Doskonale! Kolejny punkt wędruje na państwa konto! Coraz bliżej zwycięstwa, haha! Spytajmy w takim razie naszą trzecią parę. — Mikrofon wycelował wprost w Hotaru. — Jakie jest ulubione danie pani partnerki?
— Frytki dyniowe — odparła bez zastanowienia.
— Ooo, co za oryginalny wybór! — skomentował prowadzący, nim mikrofon zwrócił się ku Annikki. — Naprawdę frytki z dyni to jest to?
— Tak — odparła. — Najbardziej lubię właśnie te.
— Niesamowite! Zaskakujące i cudowne! Widać tę walentynkową magię! — prowadzący roześmiał się głośno. — Ale byłoby nudno, gdybym tylko pytał o różne ulubione rzeczy, prawda? Teraz zabawa dopiero się zacznie! Bo oto czas na trudniejsze pytania, które pokażą, czy naprawdę wiedzą państwo wszystko o swoim partnerze! — prowadzący rzucił spojrzenie w stronę piegusa, ten cofnął się pół kroku. — W takim razie kolejne pytanie brzmi…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz