Pomruk zrzucających obroty silników, stłumione przez szyby rozmowy, ten odległy gwar miasta, ledwo docierający na parking na obrzeżach. Stały szum powolnie egzystującego wokół niego życia wprowadzał jego wiecznie zapracowany umysł w spokojny tryb relaksacji, którego Tristan normalnie nie doznawał. Zawsze był wykład to powtórzenia, dodatkowa praca semestralna do skończenia, zawsze było coś, co mogło uczynić go lepszym, sprytniejszym, doskonalszym, a on chwytał się tych rzeczy, jakby życie od tego zależało. Kino samochodowe odkrył przypadkiem, gdy bez celu jeździł po okolicy, zmęczony, zły, a przy tym sfrustrowany, bo zostało mu jeszcze parę zagadnień z klasyfikacji narkotyków do przerobienia, ale jego własne ciało zgłaszało bunt przed kolejną godziną nauki. Zatrzymały się, przekonany, że skoro nie może wykorzystać reszty wieczoru na powtórkę, to równie dobrze może popatrzeć się bez celu w wielki ekran. Pościg samochodowy, strzelanina niemająca nic wspólnego z rzeczywistością, a potem efektowny wybuch budynku – godziny leciały, on zaś odprężał się przy pędzącej na łeb na szyję akcji. Przy końcu filmu zapomniał, dlaczego tak źle się czuł wcześniej.
Więc w każdą sobotę, o tej samej godzinie, stawał na tym samym parkingu i patrzył, jak kolejna postać wyskakuje z samolotu i ratuje swoich bliskich przed zakapiorami z karabinami maszynowymi. Może i nie zaliczało się to do najambitniejszego kina, ale jemu wystarczyło, by przez chwilę nie ścigać się z samym sobą.
Tego wieczora wszystko miało wyglądać tak samo – podjeżdża, parkuje się po prawej, blisko wyjścia, by mieć łatwy wyjazd zaraz po pojawieniu się napisów, grzecznie odmawia kupienia przekąsek od chłopaka rozdającego popcorn, a potem zostaje mu zatonięcie w rykach wystrzałów, uśmiechnięcie się pod nosem na głupią, ckliwą scenę. Miał niedorzeczną słabość do nich.
Nie zdziwił się, gdy nie zobaczył w okolicy ciężkiego forda ze swoją równie napakowaną właścicielką, która równie regularnie, co Tristan pojawiała się na seansach filmów akcji. Nie przejął się szczególnie, gdy dostrzegł znaczny przyrost par siedzących w pojazdach, bo regularnie ludzie robili z kina samochodowego randkę. Nie skomentował wyglądu chłopaka z przekąskami, tej jego głupiej czapeczki z serduszkiem na sprężynce, ani specjalnej oferty kupienia dwóch pudełek popcornu, żeby drugie dostać o połowę taniej. Dla niego ta sobota nie różniła się niczym od kilkunastu poprzednich.
Ignorancja nie jest wytłumaczeniem, a on powinien był wiedzieć lepiej, by spojrzeć uważniej w kalendarz.
— Co jest… — mruknął, gdy film wcale nie zaczął się od pełnej napięcia sceny przemytu, lecz od jakieś nieszczęśliwej dziewczyny i smętnego, szarego miasta.
Może wprowadzenie specjalnie miało wyjść dość powolnie, wręcz specyficznie jak na gatunek, by widz nawet nie wiedział, skąd uderzy go nagły zwrot akcji? Jednak wszystkie jego wątpliwości zostały rozwiane, gdy dwójka bohaterów wymieniła ze sobą bardzo intensywne spojrzenia na stołówce i Tristan mógł z całą pewnością stwierdzić, że dosięgł go walentynkowy chłam.
— Chyba kogoś coś boli.
Nie zamierzał dłużej cierpieć przez własną głupotę. Odpalił silnik, wrzucił wsteczny, spojrzał za siebie, przez tylną szybę.
I szybko zmarszczył brwi.
Zaraz za jego samochodem, jakby czekał na dokładnie ten moment, gdy Tritan się wreszcie obejrzy, siedział w swoim Dodge’u mechanik pozbawiony jakiejkolwiek ogłady, rozumu i powagi. Arthur, najbardziej przeklęty brakiem inteligencji człowiek, któremu Tristan musiał kiedykolwiek zapłacić, uśmiechnął się do niego promiennie, zamachał do niego dłonią, biorąc to krótkie spotkanie spojrzeń za jakieś przyzwolenie do nękania go, jak duch, który raz ujrzany, nie da ci już spokoju.
Z lewej zaparkowała się mała osobówka, z prawej Jeep trzymał wartę, z przodu brakowało mu pola do manewru. Zero możliwości ucieczki.
— Kurwa — wymsknęło mu się, gdy patrzył, jak Arthur wysiada w pośpiechu ze swojego auta, trzyma przy piersi pudełko popcornu i podbiega do okna pasażera z przodu. Brudne od smaru palce zapukały w nie, Tristan skrzywił się na czarny ślad pozostawiony na nieskazitelnej powierzchni.
Przyglądał się przez chwilę tym irytująco pozbawionym jednej myśli oczom, wahając się, czy zignorować zupełnie mechanika i udawać, że go tam nie ma. W końcu westchnął, opuścił szybę.
— Tristan! — zawołał Arthur, opierając się przedramionami o drzwi. Woda kolońska zmieszana z olejem silnikowym wlała się do środka nieproszonym strumieniem zapachów. — Co ty tu robisz?
— Odjeżdżam.
Suchy ton głosu ani trochę nie zbił z tropu Arthura.
— Szkoda, myślałem, że będę miał zastępstwo na moją randkę — mruknął, podpierając brodę na dłoni. — Wystawiła mnie niestety.
— Mądry wybór — rzucił krótko Tristan, pozbawiony najmniejszej ochoty na wysłuchiwanie sercowych wyznań. — Przestawisz tego swojego grata czy nie?
Arthur próbował się nie uśmiechnąć, ale bystremu wzrokowi Tristana nie umknęło, jak drgnął kącik jego ust.
— Chciałbym, naprawdę, ale poszło mi chyba sprzęgło i nie mogę.
— Jesteś mechanikiem. Zrób coś.
— Sprzęgło jest do wymiany, to wiele nie zrobię. Holownik już jedzie, ale nie wiadomo, ile mu to zajmie.
To powiedziawszy, tak jakby dawało mu to jakiejkolwiek przyzwolenie albo wytłumaczenie, Arthur jednym szybkim ruchem pociągnął za bolec od drzwi, otworzył je i bez pardonu wpakował się na siedzenie ze swoimi ubłoconymi buciorami oraz przepoconym kombinezonem ściągniętym do połowy, do tego popcorn wysypał się z pudełka i poleciał na podłogę.
— Co ty robisz? — fuknął Tristan, odsuwając się od niego jak od zarażonego.
— Siadam — odpowiedział mu Arthur, jakże dumny z powtórzenia wcześniejszej elokwencji samego Tristana.
— Dlaczego w moim samochodzie?
— Stąd jest lepszy widok.
Zielone, błyszczące głupotą oczy wpatrywały się w niego na tyle długo, że Tristan porzucił ostatecznie wszystkie pomysły wyeksmitowania delikwenta z pojazdu, dochodząc do wniosku, że zrobią wokół siebie za duży cyrk. Westchnął ciężko, fizycznie czując na barkach nadciągającą udrękę najbliższych dwóch godzin, czując w skroniach nieubłagane pulsowanie.
Arthur zachrupał ze trzy razy, nim przerwał ciszę swoim nic nie wnoszącym do świata głosem.
— Widzałeś już drugą część?
Tristan zerknął na niego z powątpiewaniem.
— Tego jest więcej?
— Trzecią jeszcze mają nagrywać, chociaż mi przestało się podobać…
— Nie prosiłem o twoją opinię.
Tymczasem na ekranie bohaterka znów wykazała trudność w zamknięciu ust przed swoim obiektem westchnień,
— Jesteś trochę jak ten wampir — kontynuował Arthur niezrażony. — Bardzo tajemniczy i opryskliwi, chociaż chyba już nawet Edward się więcej uśmiecha.
— Nie porównuj mnie do tego czegoś.
— To może Jacob? Lojalny, smutny, odrzucony wilk?
— A ty jesteś wkurwiającą Bellą — prychnął, co miało wyjść jako obelga, ale mechanik z łatwością zignorował cierpki tron, pochylił się ku niemu z tym wkurwiającym uśmiechem.
— Czy mam nadstawić szyję do ugryzienia?
— Jeszcze jedno słowo i wylecisz przez okno. — Chłód skóry Edwarda nie mógł równać się z jego lodowatym głosem.
Groźba podziałała przez może dwie minuty.
— Jesteś zdecydowanie bardziej jak ojciec Belli.
— Jak wpadłeś na ten genialny pomysł?
— Daję ci piętnaście lat i będziesz miał takie same zmarszczki zgryzoty na twarzy. — Tristan pożałował, że spojrzał na Arthura akurat w momencie, gdy ten posłał mu zaczepne oczko. — Ale nic się nie martw, będziesz tylko mi się bardziej podobał wtedy.
Tristan bardzo poważnie zastanawiał się, czy to już był czas, by mechanikowi przywalić.
— Obym nie dożył tych czasów — odpowiedział jednak, resztkami cierpliwości wybierając pokojową drogę. I może trochę z obawy, czy by nie zrobił sobie czegoś w dłoń, obijając ją na tym betonowym łbie.
Fabuła wiła się przez niezbadane ścieżki pożądania, wątpliwego uczucia i niepewności, którego z nadnaturalnych kochanków wybrać, choć dla Tristana wybór bohaterki powinien sprowadzać się do tego, do którego kraju uciekać od nich wszystkich. Pomiędzy drętwymi dialogami i niezrozumiałymi motywami kierującymi postaciami Tristan nawet zaczął akceptować swój los związany z oglądaniem tej szczególnej produkcji, niczym pies, którego zbiło się wystarczającą ilość razy, że przestał już reagować na kolejne uderzenia, przybierając bierną postawę i zgadzając się na wszystko.
A potem Arthur odezwał się znowu.
— Wiesz co, oni zrobili ten romans o zupełnie złej parze.
— Czy ty się kiedyś zamykasz?
— Jeśli ktoś mnie zmusi — zamruczał mechanik, z zadowoleniem wysłuchując kolejnego zirytowanego prychnięcia. — W każdym razie, byłoby dużo ciekawiej, gdyby ten doktorek był ze starym Belli.
Tristan przyjrzał się najstarszemu z wampirów, po cyzm przywołał z pamięci obraz ojca z początku. Pokręcił głową.
— Nie widzę połączenia między nimi.
Arthur przekręcił się na siedzeniu, nagle podekscytowany brakiem stanowczego „zamknij się”.
— Przecież są dla siebie stworzeni. Ten doktor, zawsze elegancko ubrany, elokwentny, z czarującym uśmiechem, a stary…
— W wyciągniętej koszuli, ze zmarszczonymi brwiami i spojrzeniem jakby miał zaraz wszystkich zabić albo się upić w kuchni — dokończył Tristan bez przekonania.
— Dopełniają się!
— Raczej odpychają.
— Przeciwieństwa się przyciągają przecież.
— To tutaj — mężczyzna machnął dłonią na ekran z idealnym blond doktorkiem — to są dwie skrajności zbyt daleko stojące na przeciwległych biegunach.
Arthur poruszył znacząco brwiami.
— Tym intensywniejsza droga do zbliżenia się między nimi.
Którą drogę Arthur konkretnie miał na myśli – tę dzielącą dwóch starszych mężczyzn na ekranie, czy ich dwójkę przez zupełny brak wychowania mechanika, sukcesywnie zabierającego przestrzeń Tristana swoim wyginaniem się ku niemu – lepiej było pozostawić wolnym domysłom.
Romantyczne marzenie o wspólnym balu, przepełnione przesłodzonymi uśmiechami i niezręcznością, wjechało na ekran w momencie, gdy już większość par była zaangażowana w przeżywanie własnego cudownego pocałunku kończącego te cięrpiętnicze godziny. Tristan zmusił się, by głowę trzymać uparcie przed sobą, woląc przyglądać się błaganiom Belli niż czemukolwiek, co Arthur próbowałby uskutecznić na siedzeniu obok. Jednak dźwięk otwieranych i zatrzaskiwanych drzwi skutecznie przyciągnął jego uwagę, Tristan zerknął przelotnie na odrzucającą mieszankę piachu i popcornu na wycieraczce, obrzucił Arthura stojącego poza samochodem mówiącym wiele niedobrego spojrzeniem.
— Dzięki za wspólny seans — mechanik mu zasalutował — świetnie się bawiłem.
Po czym o tak, po prostu, zniknął, nim Tristan zdołał cokolwiek powiedzieć, choćby zmarszczyć brwi. Wpakował się za kierownicę Dodge’a z popsutym sprzęgłem, które niewiarygodnie sprawnie odpowiedziało na pomruk silnika i na wstecznym wypchnęło auto z parkingu. Robiąc efektywny zakręt tyłem, Arthur posłał mu ostatni uśmiech przed zupełnym zniknięciem w ciemnościach drogi.
Tristan patrzył chwilę na oddalające się światła, potem na wygniecione siedzenie, przesiąknięte zapachem smaru i oleju. Dłoń sama ułożyła się w pięść, przywaliła w klakson, aż wszyscy w samochodach oderwali się od siebie.
— Dupek!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz