— Jaka jest najcenniejsza rzecz w posiadaniu pana partnera?
Piegus zrobił oczy jak dwa funty, bez przekonania wymamrotał do mikrofonu odpowiedź.
— Drewniany grzebień od jego taty…
— A moja harfa? — westchnął elf, pogładził głowę swojego partnera, jakby w ten sposób mógł mu przelać nieco pomysłów do niej.
— Ach, nie wygląda to najlepiej dla pary numer jeden! — Prowadzący złapał się za serce, wielce zdruzgotany pomyłką poczynioną przez prawdziwą miłość. Tak zdruzgotany, że zaraz zakręcił się ze swoim pluszowym mikrofonem, wepchnął go w twarz kobiety z wyszczerzonym uśmiechem. — Co ma nam do powiedzenia w tym temacie para numer dwa?
— Pluszowy Koziołek Matołek, którego wygrałam dla niego w jego ulubionym parku rozrywki — odpowiedziała dumnie.
— Czy charakterystyczne stworzonko faktycznie tyle dla pana znaczy?
— Dokładnie tak! — Oczy aż się mężczyźnie zaświeciły na wspomnienie ulubionej maskotki.
— No proszę! Wprost fenomenalne! Czy para numer trzy obroni swoją pozycję w wyścigu?
Niewiele brakowało, żeby Annikki nie zdążyła ugryźć się w język, przytłoczona ze wszystkich stron miłosnymi kolorami, pędzącą melodią popowych hitów i tym wybuchowym prowadzącym, który nie dawał czasu na wciśnięcie hamulców, domagał się odpowiedzi teraz, natychmiast, inaczej wypluwał z siebie kolejne komentarze, jeden głupszy od poprzedniego. Annikki doskonale wiedziała, że dłoń Hotaru uciekała w stronę niewielkiego pudełeczka, muskała palcami zaklęty wachlarz, wspominała magię Hikaru z tym światłem w oczach charakterystycznym dla kogoś, kto przeszedł daleką drogę, by znaleźć swoje powołanie. Ale Hotaru nie była gotowa na opowiedzenie tej historii reszcie świata.
Odpowiedź może nie padła błyskawicznie, lecz Annikki podała ją bez zająknięcia.
— Kanzashi od jej przyjaciółki w kształcie liścia klonu, które miało jej przypominać o owej przyjaciółce — skłamała płynnie, bo zaraz po wachlarzu tylko wydawało się najlepszą opcją.
— Cóż za specyficzna rzecz! Nie uwierzę, że to prawda, dopóki nie usłyszę potwierdzenia!
— Zgadza się, jak najbardziej — odparła Hotaru.
Zerknęła na siebie przelotnie, z tym niemym „dziękuję” i „nie ma za co” dostrzeżonym tylko przez nie.
— Mili państwo, te emocje, te wrażenia! Miłość wylewa się ze ścian, pasja kwitnie w powietrzu! Niech ten płonący konar emocji stoi, nie opada! — Annikki przemilczała szczególny dobrów słów. — Zapytajmy więc, jak wygląda język miłości pana partnera?
— Uwielbia dawać mi prezenty. — Elf oparł się mocniej o ramię swojego piegusa, wpatrzony w niego jak w obrazek, a piegus cmoknął go w nos.
— Nie znam umiaru, gdy chodzi o niego.
— Czy kolejna partnerka również jest znana z prezentów?
— Chyba bardziej z robienia herbaty — zaśmiał się mężczyzna, niespodziewanie obdarzony lekko urażonym spojrzeniem.
— Bo sam nie używasz tego dzbanka, który ci dałam…
Jakby Annikki dostała taki dzbanek od Hotaru, to stałby się on stałym elementem jej miejsca pracy. Doprawdy, niektóre odpowiedzi tych par były zaskakujące w swoim podejściu oraz braku spostrzegawczości.
— Ktoś chyba będzie musiał przemyśleć swoją formę okazywania miłości — zażartował prowadzący, mknąc do Hotaru, nie dostrzegł chłodnego niczym medwiańska zima wzroku kobiety. — A czy pani da radę odpowiedzieć?
— Zawsze znajdzie odpowiedź na pytanie, które jej zadasz — tancerka odwróciła głowę, uśmiechnęła się ciepło, Annikki aż poczuła to głęboko w piersi — i zapamięta każde twoje słowo.
— Są dobrzy słuchacze i jest pani partnerka, na to wygląda! — Prowadzący nachylił się ku wróżce. — Kocha pani jej głos aż tak bardzo? I nigdy się pani nie śmieje z głupich pytań?
Czułka drgnęły, skrzydła zdradziecko zatrzepotały.
— Uwielbiam jej głos. I jej pytania.
— A inni mówią, że prawdziwy romantyzm już nie istnieje — westchnął rozmarzenie ich kupidyn od siedmiu boleści. — W takim razie, niech świat zna naszą dobroć, jako piąte pytanie zapytamy o coś, co z pewnością pojawia się chociaż raz w tygodniu w waszym wspólnym życiu! Co wasz partner kupuje, gdy potrzebuje nagrodzić się za trudy życia?
— Orzeszki w miodzie! — wykrzyczał wręcz piegus, doskonale kojarząc choć tę jedną rzecz.
— Takkk!
— Marlenką! — zawołała kobieta.
— W sensie ciasto! — poprawił ją parsknięciem partner. — Pokochałem je dzięki niej.
Annikki odchrząknęła cichutko. Amatorzy.
— Zielona herbata marki Czas na Chai, ponieważ tylko oni w Stellaire sprowadzają ją z miejsca najbliższej położonego jej rodzinnego miasta, a do tego senkawańskie słodycze, najlepiej mochi zielona herbata — wyrecytowała na jednym tchu.
— Pani zawsze tak zagłębia się w szczegóły? — zaśmiał się prowadzący, przyglądając się ćmie. Annikki odpowiedziała równie zaskoczonym spojrzeniem, nie rozumiejąc, jak miałoby działać nie zagłębianie się w szczegóły dla Hotaru.
— Za to ją doceniam, ponieważ ma rację. — Tancerka sama złapała pluszowy mikrofon, gdy mężczyzna nie podał jej go wystarczająco szybko.
— Kim ja jestem, żeby kłócić się z prawdziwym uczuciem! — Prowadzący wyrwał się z delikatnego chwytu, odskoczył niczym niesiony na skrzydłach miłości. — Wszyscy są z pewnością szczęśliwi z łatwego punktu, wracamy zatem do prawdziwego wyzwania, bo czym jest róża bez kolców? Czy znają państwo ulubioną książkę swojej połówki… z dzieciństwa!
Już wyglądało na to, że elf prędzej wykituje niż przypomni sobie jakąś książeczkę dla sześciolatków, lecz zwycięsko odbił się od głębin swojej niepamięci.
— Książka o oceanie z rysunkami wymarłych gatunków!
— Wciąż lubię do niej wracać — przyznał piegus, ochoczo kiwając głową.
— Em… To było coś z roślinkami…? — zająknął się mężczyzna, tracąc resztki pewności z każdą przeciągającą się sekundą, gdy spoglądał na swoją wybrankę.
— A nie pamiętasz, jak mówiłam ci o tej ze smokami?
— Ogień miłości chyba przygasł w gardzieli tego gada! Co takiego usłyszymy od reszty?
— Encyklopedia „Jak to działa” — powiedziała Hotaru.
Prowadzący chyba zaczynał żałować ściągnięcia ich dwójki do namiotu.
— To książka dla dzieci?
— W sposób wyczerpujący dla dziecka opisuje wynalazki codziennego użytku — rozwiała jego wątpliwości Annikki.
Nie przypuszczała, że Hotaru zapamiętała nawet to. Inni zerkali na nie trochę dziwnie, ale w tonie i spojrzeniu tancerki nie było żadnej oceny. Annikki uśmiechnęła się lekko do niej, nie była pewna, czy Hotaru to dostrzegła.
— Moi mili, zostały nam cztery pytania do końca, więc jest to doskonały czas, żeby zrobić małą przerwę, pozwolić naszym zakochanym odetchnąć, pocałować się na powodzenia i za pięć minut pędzimy do mety! — zakomenderował prowadzący, kłaniając się nisko i znikając nagle pomiędzy fałdami namiotu.
Głośne westchnienie wybrzmiało od strony pary numer trzy.
— To szaleństwo — stwierdziła Hotaru.
— Głupota — przytaknęła Annikki.
— Pomyłka.
— Niedorzeczność.
Kolejne minuty pozbawione obecności upojonego miłosną rozrywką prowadzącego mijały, to ich okienko na ucieczkę, one zaś wciąż stały na swoim miejscu, zerkając na tulące się do siebie pozostałe pary, wymieniające między sobą całusy, gdy Hotaru chowała twarz w szalik, a Annikki bawiła się paproszkami w kieszeniach kurtki.
— Zostajemy? — zapytała cicho.
— Skoro już odpowiedziałyśmy na tyle pytań dobrze… — zauważyła Hotaru, bardzo trzeźwo z resztą. Straciły wystarczająco czasu przez ten konkurs, szkoda by było, by poszedł on zupełnie na marne.
Muzyka obróciła się w powolniejsze, wręcz sensualne rytmy, sprawca nowego repertuaru wleciał z powrotem do wnętrza namiotu, dzierżąc w dłoni swój pluszowy mikrofon niczym różdżkę najszczerszej prawdy.
— Ja, wysłannik samego kupidyna, witam was z powrotem po tej krótkiej przerwie! Czy serca odpoczęły, czy myśli pędzą do swoich kochanków? Gotowi czy nie, przechodzimy do kolejnego pytania! — Jego uśmiech się zmienił, Annikki wymieniła zaniepokojone spojrzenie z Hotaru. — I to nie byle jakiego, bo jest to pytanie zmuszającego do głębokiego zastanowienia, wręcz filozoficznego podejścia. Jaka jest mała rzecz, którą robisz, a która sprawia, że wasz partner czuje się najbardziej kochany?
Piegusa wcięło, ta brązowa posypka na polikach zlała się z czerwoną barwą wypieków.
— Dziergam mu szalik…?
Elf parsknął śmiechem, oglądając zmagania swojego chłopaka.
— Sam planujesz dla nas wycieczki po lasach!
— Nie takie łatwe, prawda? — zachichotał prowadzący.
Kolejny uczestnik z całą mocą w głosie odpowiedział:
— Robię dla niej najlepszy bigos!
— Od twojego bigosu doceniam bardziej tylko to, jak mnie otulasz kocykiem na kanapie, gdy przypadkiem zasnę — zamruczała jego partnerka.
— Rozczulę się tu! Jednak żadna z odpowiedzi nie była poprawna, co zatem usłyszymy od ostatniej pary?
Pytanie faktycznie nie było łatwe, gdy w głowie Annikki poprzedzało je jeszcze jedno, dużo trudniejsze – czy Hotaru w ogóle czuła się kochana przy niej? Coś boląco ściskało ją w ciele na myśl, że nie, coś fruwało niespokojnie w żołądku, w nadziei, że może jednak. Futerko mikrofonu załaskotało ją w usta, wyczekujące spojrzenie prowadzącego wyciągnęło z niej wreszcie odpowiedź.
— Zadaję pytania o rzeczy — spróbowała nieśmiało, popatrując na Hotaru, a jej stała, kojąca obecność pozwoliła reszcie słów jakoś popłynąć. — Proste, trudne, miłe i czasami nieprzyjemne, ale… Zawsze robię to po to, by ją lepiej zrozumieć.
— A ja lubię ci odpowiadać…
Nawet ten żywy głos prowadzącego nie zdołał zadźwięczeć w uszach Annikki głośniej od Hotaru.
— Faworytki naszego wyścigu, niepowstrzymane, niemożliwe do pokonania! Oby dobra passa utrzymała się do końca, ponieważ nagroda jest tuż-tuż! Spójrzmy więc do wewnątrz, wprost do naszych serc, gdzie powinna czekać odpowiedź na kolejne pytanie: jaką cechę pana partner lubi w sobie, a którą niewiele osób dostrzega?
— Lubi pomagać, ale robi to zawsze anonimowo albo tak, żeby ktoś się nie domyślił — odparł elf, zaczepnie szturchając swojego nieśmiałka.
— Bo nie chcę, żeby mi nadmiernie dziękowali…
— Zaczynanie różnych hobby — odpowiedziała medwiańska cząstka w związku pary numer dwa. — Dla innych to słomiany zapał, ale ja widzę, jak w nim zawsze zostaje coś z tych zainteresowań.
— Muszę zająć się grą na ukulele, to napiszę ci piosenkę — zapewnił solennie jej chłopak, tym samym zyskując buziaka.
Annikki zrobiła mentalną notkę, by później poddać dysekcji to uczucie graniczące z ukłuciem zazdrości.
— Jaka udana runda dla naszych par, moje serce się tylko raduje! Czy panie dadzą radę utrzymać swoją pozycję?
Hotaru wyglądała, jakby nic prostszego dla niej w tej chwili nie istniało.
— Taka dziecięca ciekawość — odparła zaskakująco miękko — którą niektórzy mogą odebrać jakoś wścibskość albo naiwność, ale mnie… łapie za serce.
Próbowała się powstrzymać, lecz kąciki ust same powędrował, wyżej niż to było konieczne.
— Cieszę się, jeśli jeszcze cię nią nie zamęczyłam.
— Nigdy.
— Rumienię się, jakbym to ja zaraz miał zostać pocałowanym! — zawołał prowadzący, Annikki zaś odwróciła głowę, zakaszlała w łokieć, trzymając go podejrzanie wysoko nad swoją twarzą. — A mojej bratniej duszy tutaj nawet nie ma. W temacie przeznaczenia, czy wasz partner wierzy w bratnią duszę?
Ćma nie powstrzymała cichego prychnięcia, słysząc pytanie, czym zarobiła sobie na rzucone nieco spod byka spojrzenia innych par. Nie jej winą jednak było, że „miłosne wyzwanie” okazywało się łagodnym spacerkiem, który pokonywały z Hotaru bez utraty tchu, reszta zaś wyglądała jak jeleń przed światłami ciężarówki.
— Nie wiem…? — wydukał piegus, elf zerknął na niego pobłażliwie.
— Ależ tak…
— Ciekawe, czy to faktycznie ten jedyny. — Ich kupidyn czerpał dziwną satysfakcję z łamania za błędne słówka. — A jak to tutaj wygląda?
— Może tak… — Kobieta wzruszyła ramionami.
— Przecież wiesz, że takie bzdety nie są dla mnie.
— Ajjj! Oby los nie wyśmiał was zupełnie, gdy przyjdzie do liczenia punktów!
Drapieżny wzrok prowadzącego wylądował na Annikki.
— Czy pani zna swoją partnerkę lepiej na duchowej płaszczyźnie i może odpowiedzieć?
— Tak i tak. — Żadnego wahania. — Wierzy.
A Hotaru ochoczo skinęła głową.
— Niesamowite! Burza miłości rozpala wasze serce i prowadzi ku zwycięstwu! W takim razie, czas rozstrzygnąć wszystko – ostatnia prosta przed nami, ostatnie pytanie o skryte pragnienia, prywatne marzenia, o wstrzymywane popędy…
— Już się boję — mruknęła Annikki.
I słusznie – znikąd pojawiło się coś w dłoniach mężczyzny, rozwinął on zwój z trzema grafikami.
— W którym z tych strojów wasz partner chciałby najchętniej was ujrzeć? — zamruczał, poruszając znacząco brwiami.
Stroje w całej swej skąpości wyrażały uwielbienie dla swobodnie wędrującego spojrzenia po krzywiznach ciała, zapraszających do czegoś więcej niż grzecznego oglądania. Czerwona wstęga owinięta między nogami, skośnie idąca przez pierś, zawiązana w okazałą kokardę pod samą szyją. Smolista skóra ciasno opinająca pociągające kształty dopasowane do zachłannych dłoni. I koronkowa bielizna w pastelowych barwach, z bogato zdobionymi skrzydłami motylka otulającego skarby górnej połowy ciała.
Annikki zamrugała, poprawiła okulary, zdjęła je i przetarła, założyła z powrotem, ale grafiki wcale się nie zmieniły, pierwsza para zaś spróbowała swoich sił z odpowiedzią.
— Kokardka — odezwał się elf z uśmiechem, jednak chowający głowę w ramiona piegus miał nieco inne zdanie.
— Wolałbym chyba, no… spróbować tę skórę…
— Jak widać, nasz konkurs pozwala się dowiedzieć również czegoś nowego! — roześmiał się prowadzący, gdy elf wydawał się odkrywać zupełnie nieznaną stronę swojego skromnisia.
Mikrofon był coraz bliżej. Bicie serca zadudniło w uszach, w głowie wypalił się obraz koronkowej bielizny, mocny i wyraźny, idealnie skopiowany. Przestań, przestań, przestań, mówiła sobie raz po raz ćma, lecz im mocniej pragnęła wyrzucić bieliznę z pamięci, tym mocniej nakładał on się na obraz Hotaru.
— Ta czarna skóra — wymruczał mężczyzna, Annikki nie patrzyła, gdzie dokładnie za jego plecami powędrowała dłoń partnerki.
— Eksponowała by doskonale wszystkie ciekawe miejsca…
A potem skończył się czas, mikrofon znalazł się przed Hotaru, przyciśniętą do ściany namiotu jak świetlik rozpłaszczony na przedniej szybie.
— Ostatnie pytanie — zachęcił ją prowadzący. — Nie chcę mi się wierzyć, że nie zna pani odpowiedzi.
Przez chwilę Annikki rozważała, czy nie interweniować, przerwać to, zanim tancerka jej tam zemdleje, ale Hotaru faktycznie wyglądała, jakby odpowiedź znała – jej wielkie oczy patrzyły tylko w jedno miejsce, jej blade poliki zmieniały się w kwitnące kwiaty wiśni, jej cichy głosik wymamrotał słowo, którego prowadzący nie usłyszał.
— Głośniej, śmiało!
— W tej… W tej koronce… z motylami…
Mikrofon błyskawicznie zmienił swoją ofiarę.
— Czy oszalałby pani przez tę koronkę najbardziej?
Skrzydła zatrzepotały, rozwinęły się na boki jak ten motylek z obrazka, ten przemyślny, pełen informacji umysł wypluł jedno wielkie „TAK” na wierzch, które nie mogło przejść Annikki przez gardło, gdy brakowało logicznej podstawy dla owej odpowiedzi.
— Statystycznie… wedle procentowej szansy… jest to, hm… wysoce prawdopodobne…
— A więc się dokonało, ostatnia odpowiedź padła, rumieńce rozgrzały wnętrze naszego namiotu! Czas na podliczenie siły waszej miłości wyrażonej w punktacji naszego doskonałego konkursu!
Annikki spróbowała spojrzeć na Hotaru, Hotaru na nią, ale zaraz odwróciły się od siebie gwałtownie niczym dwa dodatnie ładunki, naelektryzowane, przeciążone…
Przestań!
Przebieg konkursu nie pozostawiał dużo wątpliwości względem zwycięskiej pary, lecz charyzmatyczny organizator chyba nie byłby sobą, gdyby pełnym napięcia głosem nie czytał od dołu podium zdobytych punktów, aby zupełnie wstrząsnąć całym namiotem przy ogłoszeniu wygranej.
— Na pierwszy rzut oka widać, kto zupełnie stracił głowę dla swojej ukochanej i wypełnił ją górami przemyśleń o niej! Dziesięć na dziesięć, obraz prawdziwej miłości! Drogie panie, zapraszam po zasłużoną nagrodę!
Gdzie w tym wszystkim był obraz prawdziwej miłości, skoro pytania opierały się na zupełnie oczywistych dla Annikki faktach, lecz ćma nie dyskutowała. Wystarczyło jej to nieporadne przejście z Hotaru na środek namiotu, gdy nawzajem starały sobie zrobić miejsce, trzymając bezpieczny metr odległości między sobą, by przypadkiem się nie dotknąć i nie zobaczyć, do czego by doszło.
Jeden z największych miśków, cały różowy, puchaty, proszący się o tulasa, wylądował w dłoniach Hotaru. Jego łapki trzymały niewinne, małe serduszko z napisem „Wszystko dla Ciebie”.
— Jest bardzo uroczy… — mruknęła tancerka.
— Miękki… — rzuciła niewyraźnie ćma.
Prowadzący wyszczerzył się niepokojąco szeroko.
— Miłej wycieczki!!! — krzyknął i wtem serduszko w łapkach miśka wybuchło burzą konfetti.
Hotaru skrzywiła się lekko, Annikki zerknęła jej przez ramię, zajrzała do wnętrza serduszka, gdzie wciśnięto dwa bilety z kuszącym obrazkiem przejrzystego basenu, rozgrzanym wnętrzem sauny, piękną obietnicą odpłynięcia w beztroskę wypoczynku u boku wybranki serca. Spa pod Stellaire zapraszało je na trzydniowy weekend wypełniony najlepszymi wygodami zapewniającymi odnowę ducha oraz ciała.
— Co? — powiedziały jednocześnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz