Tristan nie był dziennym bywalcem komisariatu, swoje główne biuro miał jednak w budynku agencji, jednak poziom zadowolenia przełożonych z procentu rozwiązanych spraw przez niego oraz aspirantkę Aragonés-Spellman znacząco wpłynął na ilość śledztw przypisywanych ich dwójce w ramach zgodnej pracy między Biurem Śledczym a policją. Wizerunek dobrze wyglądał dzięki temu. Wzięli niedobrego chłopca i posadzili go w ławce ze wzorową dziewczynką i patrzcie, jak nagle liczba zażaleń od świadków spadła. Tristan klął na ten teatrzyk, równocześnie ceniąc sobie pracę z Andreą i jej nienawidząc. Gdyby Ceartas choć na chwilę się przymknął z tym, jaka ona była doskonała, może agent mógłby podchodzić do tego inaczej. Już oglądanie makabrycznych wizji Marhalta z policjantką w roli głównej było łatwiejsze do zniesienia.
Niemniej jednak swój nowy przydział w parze z aspirantką dostał kilka dni temu, zaczęli wspólne poszukiwania i mieli zająć się tego dnia przejrzeniem – na jego nieszczęście razem z wybitnym panem Hartem – dokumentów, które do nich napłynęły. Uzbrojony w szatańską kawę przelewającą się w dwóch kubkach oraz teczkę wepchniętą pod pachę, Tristan przeszedł korytarzem komisariatu i dotarł do właściwych drzwi. Wszedł bez pukania.