Popołudnia w kwiaciarni należały do spokojnych chwil, gdy miasto za oknem pędziło, a w środku panował cichy, wilgotny moment oddechu spędzony na układaniu bukietów z internetowych zamówień oraz obsługiwaniu tych pojedynczych klientów, którzy akurat przechodzili obok i nie zdołali oprzeć się słodkiemu zapachowi dostarczonych o poranku kwiatów. Słoneczniki uśmiechały się przez witrynę, zabierając cały blask niepozornym goździkom wyłożonym pod nimi, róże nie musiały się wysilać, by przyciągać uwagę, fiołki trochę nieśmiało wyciągały płatki w górę, onieśmielone przez grube pęki kwiatów hiacyntów, za to lilie odważnie zawłaszczały sobie całą ścianę za ladą. Po wejściu czuło się jak w kolorowej dżungli, która zamykała się nad człowiekiem paletą intensywnych kolorów i giętkich łodyg. Jedynym, co nie pasowało do łagodnego klimatu lokalu, był donośny głos Dantego, barwniejszy w swoich tonach od wszystkich płatków razem wziętych.
— Przyniosłem mu goździki, nie przyjął — prychnął. — Dałem petunie, nie przyjął! — fuknął, ozdabiając długimi pasmami trawy bukiet z żółtymi tulipanami. — Kto nie lubi patrzeć na petunie?
Ignis wzruszył ramionami. Pracownik kociarni z przeciwnej strony ulicy wyraził jasno przez telefon, że nie będzie marnował przerwy na wysłuchiwanie jojczenia nierozgarniętego karpia, po czym wturlał się z energolem do kwiaciarni.
— Są tacy ludzie, co po prostu kwiatów nie lubią.
Dante wywrócił oczami.
— Nie wszyscy są tak samo bez gustu, jak ty.
— Nie wszyscy są tak samo głupi, jak ty, a jednak zdarzają się częściej, niż myślisz.
Serdeczne pozdrowienie środkowym palcem rozwiązało dysputę. Dante obwiązał bukiet tasiemką, ochronił papierem i zaznaczył w systemie, że jest gotowy do odbioru. Metodyczna praca, która zazwyczaj pomagała mu nieco wstrzymać niekontrolowany strumień myśli, teraz przypominała płachtę rzuconą na byka, gdy każdy bukiet oceniał pod kątem tego, czy podpasowałby temu specjalnemu bariście, a do odpowiedzi dochodził jednej i tej samej.
— Staram się być dla niego miłym, ale co mu kwiatki dam, to wygląda, jakbym mu rodzinę pięć pokoleń wstecz obraził i do tego w twarz napluł.
— A może ty mu zaśpiewać musisz?
Nożyczki zatrzymały się nad łodygą słonecznika, Dante potraktował przyjaciel przeciągłym spojrzeniem, ale Ignis, nieporuszony, błogo trwał w nieświadomości swojego debilizmu.
— To się leczy, Zapałka.
— Ale co?
— Gówno. Nie będę mu serenady nad ladą robił. — Dodał po krótkiej pauzie: — Jeszcze. Znam lepsze sposoby na udowodnienie, że jestem najbardziej czarującym facetem na świecie.
— Najbardziej wkurwiającym, chciałeś powiedzieć.
Kawałek przyciętej łodygi trafił Ignisa prosto w środek jego durnego czoła.
Dante zawsze uważał się za człowieka umiejącego wykorzystać ogryzek po jabłku do oczarowania nim kogoś, jakby oferował mu właśnie jedyną potencjalną okazję do skosztowania takiego rarytasu. Zabójczy półuśmiech podający słowa rozkosznym głosem, hipnotyzujące spojrzenie, charyzma niesiona lekko w gestach i wszystko stawało się możliwe. Dlatego też, gdy kolejnego dnia zobaczył brudne naczynia zalegające na stolikach przed drzwiami kawiarni, uznał je za swoją szansę na sukces i nie wahała się przed podążeniem za genialnym pomysłem na pozyskanie względów baristy. Bashara, jak się dowiedział od jego przemiłej koleżanki Grace, niezobowiązująco podpytując o uroczego gbura.
Świeże kwiaty ostrożnie przytrzymał pod pachą, a następnie zajął się zbieraniem szklanek w równą wieżę, talerzyków w stosik i filiżanek w nieco przekrzywioną konstrukcję. Profesjonalnie spytał panią z pieskiem, czy może zabrać już naczynia i z uprzejmym uśmiechem przyjął je od niej. Nie wszystko udało mu się zebrać, lecz było to wystarczająco, żeby zabłysnąć.
Nie tracąc krzty ze swojej gracji, udał się do drzwi, pchnął je barkiem, zawiadamiając cały świat o swoim przybyciu. Grace z drugiego końca kawiarni rzuciła mu uśmiech, niestety tego samego nie mógł powiedzieć o mężczyźnie pozostawionym za ladą. Bashar przywitał go zmarszczką między brwiami i wymuszonym uśmiechem, choć Dante przysiągłby, że tego dnia był on nieco szerszy.
— Panie baristo, dzień dobry! — zawołał pogodnie, z głośnym stuknięciem położył na blacie brudne naczynia, by wolną już ręką wyciągnąć przed siebie bieluchne lilie, pięknie rozwinięte i ubrane w czerwoną wstążeczkę dla kontrastu. — Przyniosłem ci kwiatki. I zobacz, posprzątałem trochę naczyń, żebyś ty nie musiał tyle biegać.
Bashar spojrzał krytycznym okiem na przyniesione kubki i szklanki, przeniósł wzrok na lilie, aż w końcu zatrzymał się na różowych, błyszczących łobuzersko szkiełkach.
— Kwiatów nie przyjmę — odparł krótko. Dante zaczął niepokojące rozmyślania, czy przypadkiem Zapałka nie miał racji z tym nielubieniem kwiatów. — A klienci nie są od sprzątania.
— W takim razie nie spotkałeś jeszcze klienta, który mógłby robić wiele rzeczy naraz — zamruczał kwiaciarz, opierając się jedną dłonią o ladę i pochylając na tyle, by barista mógł zobaczyć zawadiackie mrugnięcie.
Może powieka drgnęła mężczyźnie mocniej, może nie.
— Pańskie zamówienie?
— Buziak w policzek.
— Dobrze, w takim razie proszę się namyśleć, ja zaraz wrócę — rzucił Bashar, wycofując się ze swojego stanowiska. Przeszedł przed ścięte na wysokość lady drzwiczki, podszedł do wyjścia z lokalu. Dante obejrzał się za nim w lekkim zaskoczeniu.
— Gdzie idziesz? — zapytał, już biegnąc za swoim ulubionym baristą.
Odpowiedzi nie otrzymał. Bashar zajął się uprzątnięciem stolików i zebraniem pozostałych filiżanek, których Dante nie dał rady przynieść.
— O, zobacz, możemy posprzątać razem — zaoferował.
— Wolałbym zrobić to sam.
— A masażu stóp nie potrzebujesz? Na pewno cię bolą od tego ciągłego stania.
Został zaszczycony jednym ostrym zerknięciem przez ramię, zanim Bashar wrócił do pracy na wyższych obrotach. Nie mógł być jednak w dwóch miejscach jednocześnie, dzięki czemu Dante zdołał pochwycić dwie filiżanki i ruszyć po ostatnią szklankę pozostawioną na centralnie ustawionym stoliku.
Złapali ją w tym samym momencie.
Bashar zamroził go wzrokiem, Dante posłał mu słodki uśmiech.
— Proszę puścić szklankę — mruknął barista.
— Jak ładnie poprosisz.
— Puść — dłoń szarpnęła delikatnie — szklankę.
— Nie — palce Dantego zacisnęły się na niej mocniej — ja pomogę, naprawdę…
— Nie chcę pańskiej pomocy…
— Nalegam…
Przepychanka nie trwała długo, gdy silna dłoń z gorszym chwytem na szkle musiała w końcu ustąpić zawziętości baristy. Szklanka została Dantemu zabrana, ale gdyby uważał on bardziej na fizyce w liceum, wiedziałby zawczasu, że nie skończy się to dobrze. Płyn zawirował w środku, poddał prawom natury rządzącymi jego ruchem i chlapnął prosto na idealnie białą koszulę Bashara.
Ups.
Mężczyzna zamarł, wziął głęboki wdech, by móc ocenić na chłodno poniesione straty.
Dante zaśmiał się cicho, czując się jak nie on. Niezręcznie.
— Kurwa — powiedział, przystąpił zaraz do akcji ratunkowej. — Ale! Nic się nie martw, mam chusteczki w torebce…
— Niech. Pan. Usiądzie. — przerwał mu barista, przepuszczając powoli słowa przez zaciśnięte wargi. — Na miejscu. I nic więcej nie robi.
Usta otworzyły się jak u ryby wyrzuconej na brzeg, zamknęły, a kiedy żaden dźwięk się z nich nie wydostał, Bashar uznał sytuację za opanowaną, zabrał szklankę i wykonał szturm na drzwi kawiarni. Dante opadł bezwładnie na najbliższe krzesełko, podparł brodę na dłoni, wydymając wargi. Westchnął ciężko. Czy porażka naprawdę tak okropnie smakowała? Jak inni ludzie byli w stanie ją przełykać dzień w dzień?
Porażka jednak nie równała się zupełnej przegranej, nie dla Dantego. Chwila użalania się nad swoim niepowodzeniem była wszystkim, czego potrzebował, żeby odzyskać utraconą werwę i zawalczyć ponownie o wymarzonego baristę. Siedząc grzecznie, już nic więcej nie pomagając, wyciągnął telefon, a na nim wszedł w recenzje lokalu w internecie.
⭐5/5
Kawa tak słodka, jak twarz ciemnowłosego baristy. Bardzo profesjonalny, tajemniczy, trochę szorstki przy pierwszym spotkaniu, ale wierzę, że z czasem zacznie wypatrywać z uśmiechem swojego stałego klienta ;))
⭐5/5
Ta kawiarnia działa lepiej niż tinder, polecam serdecznie dla tych, co jeszcze szukają. Ja już znalazłem swoją sztukę
⭐5/5
Albo to podwójne espresso było takie mocne, albo to barista Bashar tak mi uderzył do głowy. Nie narzekam. Czekam na więcej.
⭐5/5
Jestem wielkim fanem kawy przygotowywanej przez baristę Bashara. Wypiję cokolwiek przygotowanego przez niego. Ogólnie pozwolę mu na zrobienie mi czegokolwiek tymi dłońmi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz