Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Kary za książki oddane zbyt szybko
Biblioteka Narodowa Novendii ogłasza kary nie tylko za spóźnienia, ale i za zwrot woluminów „w stanie zdradzającym, że nie zostały przeczytane”. Powodem jest fala czytelników wypożyczających grube tomy wyłącznie dla prestiżu, nagrania jednej rolki na AllTube, i oddających je już następnego dnia nietkniętymi. „Książka to nie ozdoba,” oświadcza główny bibliotekarz „Zresztą, nawet ozdób nie traktuje się lekceważąco!”. Nowy regulamin przewiduje krótką rozmowę weryfikacyjną przy podejrzanie szybkim oddaniu książki, której niezaliczenie będzie skutkowało karą finansową. Pierwsi czytelnicy już protestują, że to za dużo pracy, na co bibliotekarz odpowiada, że książki są warte każdego poświęcenia.

Nagłówek

12 sierpnia 2026

Od Dantego – Ten zamek mógłby mieć dwóch panów (X) [AU]

Sesja rozmów w laboratorium przeciągnęła się jak zwykle do późnych godzin, a raczej wczesnych, bo brakowało wpadnięcia w jeszcze jeden rozdział traktatu, żeby słońce przyłapało ich na pracy. Dante, ze względu na swe wampirze korzenie, potrzebował mniej wypoczynku od przeciętnego człowieka, co Bashar często wykorzystywał na swą niekorzyść, ciągnąc temat, zadając dodatkowe pytanie i w rezultacie prawie zasypiając na stole. Już niejednokrotnie hrabia przyłapał swego gościa przy ziewaniu nad księgami, przez co skutecznie nauczył się wychwytywać te bezwiednie sygnały mówiące o tym, że niedługo lekarz będzie ledwo widział na oczy. Dłoń przeczesująca zbyt wiele razy włosy, spojrzenie zatrzymujące się na Dantem nieco za długo, słowa płynące trochę wolniej, choć nigdy bez sensu. To było najtrudniejszą nauką o Basharze, zrozumienie uciszanych przez niego myśli, gdy poświęcał się sprawie.
Laboratorium może i opuścili, lecz ich głosy nie zamierały, wypełniając zamek dźwiękiem, który stary kamień zdążył zapomnieć – życiem. Oddechem. Przeciwieństwem samotności. Dante zdążył przez te mijające wieki uwierzyć, że jego dom był martwicą, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Po prostu tkanką, która odpadła od całości, zepsuta i niechciana przez resztę organizmu. Otaczał się więc rzeczami, które tę śmierć całkowitą przypominały – księgi ludzi leżących w zapomnianych grobach, ciała zabitych zwierząt, obrazy przedstawiające inną epokę. Był panem niczego. Ogród na wieży stanowił jego jedyną odskocznię od przytłoczenia pustką i niezmieniającymi się reliktami.
Aż pojawił się Bashar i nazwał jego zbiór śmierci cudem.
Doszli do rozwidlenia korytarza, przy którym zazwyczaj się żegnali. Dante zmierzał do królewskiej komnaty w północnym skrzydle, Bashar kierował się na południe. Tym razem jednak, gdy lekarz wypowiedział wieczorne grzeczności i spróbował się oddalić, hrabia uśmiechnął się i czekał. Wyraz ten dodawał mu zaskakującej frywolności w połączeniu z niedbale przerzuconym przez jedno ramię płaszczem oraz rozpiętą przy szyi koszulą.
— Mój drogi przyjacielu — zamruczał z satysfakcją, jakby właśnie na ten moment czekał całą noc — po raz kolejny gubisz drogę do komnaty.
Bashar rzucił mu pytające spojrzenie.
— Sądziłem, że ten jeden raz trafiłem dobrze.
— Skądże — prychnął hrabia, idąc ku swej komnacie. Lekarz bez słowa podążył za nim.
— Nie przypominam sobie, aby moja komnata znajdowała się w tym skrzydle.
— Może dlatego tak wiele razy myliłeś drogę.
Pogłębiające się zastanowienie Bashara przynosiło Dantemu wiele radości. Weszli schodami na wyższe piętro, przekroczyli galerię, dotarli wreszcie do krótkiego, acz wysokiego korytarza zakończonego krwistoczerwonym witrażem, gdzie ich kroki stały się ledwie przytłumionym szmerem połkniętym przez miękki dywan. Segment ten nie różnił się znacząco od pozostałych w zamku, jednak wystarczająco, by zrozumieć, że wstęp do kolejnych komnat mógł mieć wyłącznie hrabia.
Dante przystanął przy wrotach, nie tych największych w korytarzu, skrzącym się spojrzeniem zachęcił Bashara do ich otworzenia. Lekarz, zbyt zdziwiony, by pytać, pchnął oba skrzydła.
Nie było kłamstwa w słowach hrabiego, gdy mówił, że lekarz nie umiał trafić do swej komnaty, albowiem pomieszczenie było dokładnie tym, w którym Bashar dotychczas spał, tylko większe, z paroma dodatkowymi meblami. Ale kształt ramy łóżka, dywan, umieszczenie okna, nawet ten kamień w ścianie z horyzontalną rysą – wszystko zostało przeniesione. Zamek stanowił na co dzień statyczną konstrukcję, istniały jednak zaklęcia zdolne poprzestawiać komnaty wedle uznania. Jeszcze jedna z wielu tajemnic do poznania.
— Pozwoliłem sobie wykonać nieco zmian, skoro… — Zawahał się, by przypadkiem nie wypowiedzieć czegoś zbyt pochopnie. — Jesteś tutaj tak długo. Chciałbym, żeby niczego ci nie brakowało.
Bashar rozejrzał się, a Dante stał w progu, czekając na jego opinię. Nowy, szerszy sekretarzyk przechowywał świeży zestaw piór oraz słoiczki z trzema różnokolorowymi atramentami, cała zaś jedna półeczka zawierała czyste notesy w skórzanej oprawie, czekające tylko, by ktoś je uzupełnił. Na regale obok książki wypinały grube grzbiety, te, które lekarz przyniósł sobie wcześniej, oraz te, które były zbyt ciężkie i dotychczas czekały na niego wyłącznie w bibliotece. Lekarz przyjrzał się rozpiętemu nad łóżkiem baldachimowi niczym w drogiej komnacie panicza, przeszedł dalej, otworzył szeroką na podwójną długość jego ramion szafę, odnajdując podróżnicze ubrania, świeżo uszyte koszule oraz…
— To również jest dla mnie? — zapytał cicho.
— Naturalnie.
Czerń miękkiego futra wtuliła się w blade dłonie. Było to odzienie na miarę księcia, z połami opatrzonymi złotymi guzikami, podszyte od środka ciemnym materiałem w szlacheckie wzory. Ciągnęło się za kolana i Dante wiedział, że pasowało idealnie, choć Bashar go nie przymierzył.
— Nie wiem, jak mam ci podziękować za tak piękny płaszcz — odezwał się lekarz, spoglądając na hrabiego.
— Mój gość nie będzie chodził w byle łachmanach, gdy zima zakrada się pod próg. — Dante uśmiechnął się lekko, choć napierające od środka uczucie starało się wybuchnąć na jego twarzy ogromem radości. — Czy podoba ci się wszystko?
— Niezmiernie, panie.
— Raduje mnie to. — Cofnął się do korytarza, kładąc dłonie na skrzydłach drzwi. — Zostawię cię, byś mógł wypocząć. Śpij dobrze — dodał miękko.
I zniknął, zanim Bashar zdołał odpowiedzieć.
Udał się ledwie kilka kroków dalej, pod wrota ozdobione płaskorzeźbą szlacheckiego herbu. Z jakiegoś powodu, gdy je otwierał, nie poczuł znajomego chłodu bijącego od swej sypialni, lecz coś wręcz ciepłego niczym wiosenny powiew pachnący naturą, która się odradza.
W przemożnym mroku Dante poruszał się bezbłędnie, zrzucając płaszcz na którykolwiek fotel, ściągając leniwym gestem buty. Poradził sobie prawie ze wszystkimi guzikami koszuli przed podejściem do antycznej komody. Otworzył górną szufladę, spomiędzy warstw jedwabiu wydobył niewielkie, porcelanowe pudełeczko ozdobione perłami w okręgu na wieczku. Ułożył je delikatnie na dłoni trzymanej blisko piersi, a chłód porcelany wpił się lekko w skórę.
Dante usiadł w fotelu, głaszcząc palcem nieskazitelną powłokę pudełeczka w rytuale powtarzanym ostatnimi czasy regularnie. Raz, dwa, trzy kółka wykonane kciukiem. Dwie próby, jedna wciąż niedokonana. Podniósł wieczko, ułożył je ostrożnie na swym udzie. Dłoń sięgnęła do środka, opuszki otarły się o skrywany skarb.
Wyryty w pamięci był kształt kolczyków matki, które dostała od swego kochanka. Dwie szklane łzy, od góry zamknięte złotym, odkręcanym ornamentem. Niegdyś wypełniała je krew jego ojca, lecz Dante pozbył się jej i przelał w kolczyki własną jako symbol oddania. To była jedna z niewielu pamiątek, jakie po niej miał, odzyskawszy trochę biżuterii, ubrań i portret z zamku ojca po jej śmierci. Przysiągł sobie, że tak piękny podarek dany w fałszywej miłości nie pozostanie na wieczność zbezszczeszczony bólem relacji jego rodziców.
Ale miłość była brutalną siłą zdolną dać wszystko i odebrać znacznie więcej.
Zraniony przeszłością, Dante sądził, że na próżno walczył z losem, starając się odnaleźć to, czego jego matka nigdy nie zaznała – wzajemności, szczerości, bezgranicznego zaufania. Kolczyki pochował wraz z nadziejami, więc gdy jego zaskakujący kaprys wbił klin w sam środek kamiennej trumny, w której hrabia zamknął swe serce, naturalnym było, że to o nich właśnie pomyślał, szukając rzeczy właściwej do uklęknięcia przez Basharem.
Bał się tego, tak straszliwie się bał, nie będąc pewien, czy przeżyje kolejny żal, kolejne cierpienie, kolejną drwinę losu z jego żałosnych starań, lecz odpowiedź była przed nim, uśmiechająca się łagodnie, grająca z nim na klawesynie i doceniająca go samym spojrzeniem.
Dla Bashara by to zrobił. Nawet jeśli na chwilę, na moment mieliby być szczęśliwi – zrobiłby to i nie żałował niczego.
Czekał na dobrą okazję, tylko że tak naprawdę żadna okazja nie wydawała mu się wystarczająco dobra, gdy chodził o Bashara, w rezultacie odwlekał swą decyzję. Niejasnym spojrzeniem spoglądał na medyczne notatki pisane na przyszłość, uczył lekarza obrony rapierem na trakcie, ale jego ciało rwało się w tym samym czasie na drobne kawałki, każdy próbujący wspiąć się na nogi Bashara, na jego ręce i głowę, tak jakby Dante próbował zmaterializować się wokół niego i szepnąć do ucha: nie idź. Błagam, nie idź.
Dlatego postanowił, stanowczo i bez wymówek. Pokaże mu lustro, pokaże mu swe okno na świat, jakże piękny, a tak upiornie wybrakowany w jego oczach, gdyby zabrakło w nim Bashara. A potem pokaże, że ten zamek, jego skarby, ta wiedza, a przede wszystkim jego pan mogą należeć do niego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz