Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Kary za książki oddane zbyt szybko
Biblioteka Narodowa Novendii ogłasza kary nie tylko za spóźnienia, ale i za zwrot woluminów „w stanie zdradzającym, że nie zostały przeczytane”. Powodem jest fala czytelników wypożyczających grube tomy wyłącznie dla prestiżu, nagrania jednej rolki na AllTube, i oddających je już następnego dnia nietkniętymi. „Książka to nie ozdoba,” oświadcza główny bibliotekarz „Zresztą, nawet ozdób nie traktuje się lekceważąco!”. Nowy regulamin przewiduje krótką rozmowę weryfikacyjną przy podejrzanie szybkim oddaniu książki, której niezaliczenie będzie skutkowało karą finansową. Pierwsi czytelnicy już protestują, że to za dużo pracy, na co bibliotekarz odpowiada, że książki są warte każdego poświęcenia.

Nagłówek

10 sierpnia 2026

Od Bashara – Mój wymarzony barista (I) [AU]

Ledwie Grace odwróciła tabliczkę, by pokazać światu, że kawiarnia jest otwarta, a już dzwoneczek zadźwięczał przy drzwiach, oznajmiając przybycie pierwszego klienta.
— Americano, kartą — wydyszał, dopadłszy lady, nie siląc się na „dzień dobry” czy określenie, czy kawę wypije w kawiarni, czy weźmie na wynos.
— Już się robi — odparła rezolutnie Grace, posyłając mężczyźnie promienny uśmiech, gdy Bashar z wprawą zajął się ich wysokociśnieniowym potworem.
Ekspres prychnął kłębami pary, zawarczał gniewnie, nim aromatyczna kawa zaczęła grzecznie spływać do kubka. Klient zdążył jeszcze przeciągnąć kartą nad terminalem i już odbierał papierowy kubek, mamrocząc jakieś niewyraźne „dziękuję”, nim niemalże pobiegł do drzwi, ruszył w sobie tylko znanym kierunku.
Moment spokoju nie trwał długo, bo oto pojawiali się kolejni klienci, zamawiający swoją ulubioną kawę, najczęściej mocną i pobudzającą, akurat do wypicia w drodze do pracy z rana. Dzwoneczek dźwięczał raz za razem, ludzie wchodzili i wychodzili, Grace witała ich wszystkich pogodnym uśmiechem, Bashar zaś w skupieniu przygotowywał kawę za kawą, robiąc jedynie przerwy, by odgarnąć opadające na czoło kosmyki włosów.
Po ósmej tempo nieco zwolniło. Pojedynczy klienci decydowali się jednak na kawę na miejscu, wyciągali laptopy, zajmowali miejsca gdzieś po kątach, zamknięci w swoich własnych światach. Grace poprzestawiała jeszcze przetrzebione muffinki śniadaniowe i te wielkie ciasteczka owsiane, gospodarskim wzrokiem ogarnęła salę, a gdy dostrzegła jedynie spokój, zwróciła się do Bashara.
— Poradzisz sobie chwilę sam?
— Bez problemu — odparł.
Posłała mu uśmiech, czmychnęła na zaplecze, tylko drzwi się zachybotały. Bashar rozważał przez chwilę wyciągnięcie notatek z anatomii, lecz doszedł do wniosku, że materiał wymaga skupienia, a powtarzanie nazw poszczególnych włókienek w ciele będzie miało więcej sensu, gdy nic nie będzie go rozpraszało. Nie mając niczego innego do zrobienia, przyszły lekarz odwrócił się do ekspresu, postanowiwszy uprzątnąć nieco swoje stanowisko pracy.
Ledwie ścierka poszła w ruch, gdy dzwoneczek przy drzwiach oznajmił pojawienie się nowego klienta. Na ten dźwięk nie tylko Bashar się odwrócił, ale i połowa klientów, bo dźwięk był głośny, ostry, jowialny, oznajmiający przybycie kogoś, dla którego świat był sceną, a wszyscy wokół – wierną widownią. Bashar odłożył ścierkę, wytarł dłonie w czysty ręcznik, nim podszedł do lady, przywitał mężczyznę profesjonalnym uśmiechem.
— Dzień dobry. Co mogę dla pana dzisiaj przygotować?
Klient wyszczerzył zęby w zbyt szerokim, zbyt przyjaznym uśmiechu, teatralnym gestem poprawił charakterystyczne, różowe szkiełka, nim odrzucił grzywę jasnych loków z ramienia, nachylił się przez ladę.
— Dzień dobry tobie — odparł mężczyzna, mierząc Bashara spojrzeniem, które zatrzymywało się odrobinę za długo. — Wiesz co, zaskocz mnie. Niech to będzie coś... mocnego. I gorącego.
Bashar bez problemu utrzymał profesjonalny uśmiech. A więc to miał być jeden z takich klientów.
— W takim razie zaproponowałbym espresso. Mamy również sezonową ofertę kawy z kardamonem.
— O, lubię ludzi, którzy wiedzą, czego chcą — mężczyzna przechylił lekko głowę, nie ustępując ani o krok. — Ty na przykład wyglądasz na kogoś, kto dokładnie wie, czego chce. Mam rację?
— Staram się być precyzyjny w pracy — odparł Bashar, sięgając już po kubek. — Zdecydował się pan?
— Espresso.
— Pojedyncze czy podwójne?
— Podwójne. Zawsze podwójne. — Mężczyzna puścił do niego oko. — A jak masz na imię? Bo jakoś nie widzę identyfikatora.
— Manager postanowił wymienić wszystkim identyfikatory, nowe jeszcze nie dotarły — odparł gładko, wrócił do kawy. — Podwójne espresso, siedem osiemdziesiąt. Płaci pan kartą czy gotówką?
Nieznajomy parsknął śmiechem.
— Dante wystarczy — zamruczał, wyciągając kartę, ale zamiast od razu zapłacić, przytrzymał ją w dłoni. — Od dawna tu pracujesz? Bo jakoś wcześniej cię nie widziałem, a wierz mi, zapamiętałbym.
Bashar już się odwrócił w stronę ekspresu, włączył młynek.
— Nie obsługuję zazwyczaj klientów.
— Więc zostałem potraktowany wyjątkowo?
Bashar nie odpowiedział, przywołując moc ekspresu, topiąc wszystkie dźwięki w hurgocie młynka i syczeniu pary.
Dante wyraźnie nie należał do ludzi, którzy dają za wygraną. Gdy tylko ekspres zaczął sączyć kawę do filiżanki, mężczyzna znów się odezwał.
— Często masz poranną zmianę? Może to właśnie ty sprawisz, że zacznę wcześniej wstawać… — W jego głosie pobrzmiewało rozbawienie. — Chociaż przyznam, że zazwyczaj wolę późniejsze godziny. Wiesz, kolacja, wino, świece...
Bashar ustawił filiżankę na ladzie z delikatnym brzęknięciem.
— Siedem osiemdziesiąt, proszę przyłożyć kartę do terminala.
Dante roześmiał się cicho, w końcu zapłacił.
— Jesteś nieustępliwy, co? To mi się podoba. — Wziął filiżankę, ale zamiast odejść, znów oparł się o ladę. — A może po pracy? Znam jedno miejsce niedaleko stąd, robią świetne...
— Słucham pana — przerwał mu Bashar, zwracając się do klienta-wybawiciela, który niepostrzeżenie ustawił się za problematycznym mężczyzną.
Tę bitwę Dante w końcu odpuścił, odchodząc i zajmując stolik przy oknie, akurat tak, by doskonale widzieć wszystko, co działo się przy ekspresie, a gdy skończył swe espresso, ulotnił się z kawiarni, zostawiając za sobą zapach oryginalnie dobranych perfum. Bashar poczuł, że oto zyskał sobie nowego stałego klienta, a myśl ta nie napawała go optymizmem.


Pojawił się już następnego dnia, nie dając Basharowi nadziei na spokojną zmianę ani szansy na to, by zapomnieć o charakterystycznym problemie.
Dzwoneczek zadźwięczał, obcasy stuknęły o posadzkę z wyraźną, rytmiczną pewnością. Klienci odwrócili się niemal synchronicznie, przyciągnięci tą demonstracyjną energią, gdy żwawy krok splótł się z sączącą się z głośników muzyką. Blondwłosy mężczyzna dopadł lady z gracją, oślepiając swym charakterystycznym uśmiechem.
Grace akurat ścierała stoliki po drugiej stronie sali, pochylona nad uporczywą plamą po cappuccino, którą ktoś zostawił na błyszczącej powierzchni, Bashar zaś, jak na złość, właśnie skończył układanie czystych filiżanek, każdą z uchwytem zwróconym pod tym samym kątem, jak lubił to robić, gdy kawiarnia miała moment spokoju. Nie miał żadnej wymówki, żadnego pilnego zadania, które pozwoliłoby mu odwrócić się plecami do lady.
— Dzień dobry — przywitał klienta neutralnym, profesjonalnym uśmiechem, którego wymagał pracodawca. Jego ton był uprzejmy, ale niezbyt zapraszający; zachęcający do zakupu, ale nie do konwersacji. — Co mogę panu zaproponować?
— Przecież mówiłem, Dante wystarczy — odparł tamten, następnie zaś Bashar musiał cofnąć się pół kroku, gdy klient wyciągnął nagle bukiet kwiatów. Żółte płatki goździków zachwycały barwą i miękkością, doskonale świeże, jeszcze z kropelkami rosy na brzegach. — Piękne są, prawda?
Barista nie odpowiedział od razu. Spojrzał na kwiaty, potem na entuzjastyczną twarz ich właściciela, i poczuł, jak napięcie wkrada się w ramiona.
— Doprawdy interesująca barwa — powiedział ostrożnie, dobierając słowa tak, by nie zabrzmiały ani jako komplement, ani jako zachęta. — Nie dosłyszałem jednak, jaką kawę pan zamówił.
— Bo jej jeszcze nie wybrałem. — I znów ten uśmiech, szerszy, jeszcze bardziej pewny siebie, odsłaniający równe, białe zęby. — Czyli kwiaty ci się podobają?
— Kwiaty są powszechnie uznawane za piękne.
Dante pokręcił głową z rozbawieniem.
— W takim razie piękne kwiaty dla pięknego baristy — oznajmił, wyciągając bukiet jeszcze dalej przez ladę, tak że Bashar mógł już poczuć ich delikatny, słodkawy zapach. — Proszę!
— Podziękuję — odparł Bashar, splótłszy dłonie za plecami. — A teraz wróćmy do…
— Ale jak to? — w głosie odezwało się głębokie, teatralne wręcz rozczarowanie. — Skoro sam powiedziałeś, że ci się podobają…
— To nieprofesjonalne. Nie będę przyjmował żadnych podarków od klientów — Bashar zrobił niewielką pauzę, przeniósł wzrok ponad ramieniem Dantego, na niespiesznie rosnącą za nim kolejkę. — A teraz proszę złożyć zamówienie albo przejść na koniec kolejki, inni klienci czekają.
— Takie ładne kwiatki, zmarnują się… — w głosie Dantego pojawiła się nuta niemalże dziecięcej prośby.
— Na pewno znajdzie pan inną osobę, której można je wręczyć.
Coś trudnego do określenia przemknęło przez twarz mężczyzny, bukiet w końcu cofnął się znad lady.
— W pokoju sobie postawię — mruknął.
— Czy jest pan już zdecydowany w kwestii zamówienia? — spytał Bashar tonem zarezerwowanym specjalnie na takie momenty – uprzejmym, ale stanowczym, prowadzącym rozmowę z powrotem na właściwe tory.
Dante westchnął.
— Podwójne espresso poproszę. Na miejscu.
Barista skinął mu głową i wziął się za zaklinanie ekspresu, pozwalając Grace zająć się kolejnymi klientami. Dante czekał w pobliżu lady – Bashar czuł to wyczekujące spojrzenie łaskoczące go gdzieś między łopatkami i wiedział, że zapewne nie zniknie, aż jego irytujący klient nie dopije swojej kawy.
Ekspres skończył pracę, Bashar odwrócił się, postawił filiżankę przed problematycznym klientem.
— Ale nie jesteś uczulony na kwiaty, prawda? — podjął po raz ostatni, znów wyciągając bukiet w jego stronę, jakby poprzednia odmowa była tylko nieporozumieniem do wyjaśnienia. — Byłoby mi miło, gdybyś je jednak…
— Podwójne espresso, siedem osiemdziesiąt — przerwał mu Bashar. — Płaci pan kartą czy gotówką?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz