Tristan nie był dziennym bywalcem komisariatu, swoje główne biuro miał jednak w budynku agencji, jednak poziom zadowolenia przełożonych z procentu rozwiązanych spraw przez niego oraz aspirantkę Aragonés-Spellman znacząco wpłynął na ilość śledztw przypisywanych ich dwójce w ramach zgodnej pracy między Biurem Śledczym a policją. Wizerunek dobrze wyglądał dzięki temu. Wzięli niedobrego chłopca i posadzili go w ławce ze wzorową dziewczynką i patrzcie, jak nagle liczba zażaleń od świadków spadła. Tristan klął na ten teatrzyk, równocześnie ceniąc sobie pracę z Andreą i jej nienawidząc. Gdyby Ceartas choć na chwilę się przymknął z tym, jaka ona była doskonała, może agent mógłby podchodzić do tego inaczej. Już oglądanie makabrycznych wizji Marhalta z policjantką w roli głównej było łatwiejsze do zniesienia.
Niemniej jednak swój nowy przydział w parze z aspirantką dostał kilka dni temu, zaczęli wspólne poszukiwania i mieli zająć się tego dnia przejrzeniem – na jego nieszczęście razem z wybitnym panem Hartem – dokumentów, które do nich napłynęły. Uzbrojony w szatańską kawę przelewającą się w dwóch kubkach oraz teczkę wepchniętą pod pachę, Tristan przeszedł korytarzem komisariatu i dotarł do właściwych drzwi. Wszedł bez pukania.
Niecodzienny obiekt stojący przed Andreą na biurku przykuł jego uwagę momentalnie.
— Co to jest? — burknął.
Andrea spojrzała na niego wymownie, potem na drzwi, ale darowała sobie kolejny wykład z dobrych manier. Wylegujący się w rogu pokoju Szarik zamruczał cicho, wyciągnięty z drzemki nagłym wtargnięciem.
— Niespodzianka dla Arthura — odpowiedziała policjantka, pilnując uważnie płomienia cienkiej świeczki wbitej w sam środek muffinki. Całość stała na talerzyku, z dala od wszystkich papierów i przy tym blisko centrum blatu, żeby przypadkiem nie spadła.
Tristan zmarszczył mocniej brwi.
— A dlaczego?
— Gdybyś wykazał się nieco większą chęcią poznania swoich współpracowników, wiedziałbyś, że ma dzisiaj urodziny — odparła. Czyli jednak wykład.
— I?
— I uznałam, że zrobi mu się miło, jak coś dla niego przygotujemy, skoro zgodził się pomóc nam w sprawie w swoje urodziny.
— Dlaczego ktokolwiek ma być wyróżniany za pracę w urodziny? — zapytał ze szczerym brakiem zrozumienia. Andrea już nawet nie wyglądała na rozczarowaną jego niezdolnością do przyjęcia niektórych konwenansów.
— Bo niektórzy mają je z kim spędzać, Tristanie — powiedziała, ale to wciąż nie brzmiało dla niego jak odpowiedź. — I lubią je z nimi spędzać. Ale zamiast tego Arthur wybrał pojawienie się tutaj.
— Klękajmy wszyscy i dziękujmy panu Hartowi, że postanowił łaskawie pomóc w wymierzeniu sprawiedliwości — zakpił, stawiając jedną kawę na biurku.
Nagle zawarczał Marhalt.
— Twój kochaś idzie.
Tristan zignorował idiotyczny komentarz, obrócił się gwałtownie, zaalarmowany jak przy wystrzale, akurat w idealnym momencie, by stanąć twarzą w twarz z uśmiechniętym Arthurem.
— Podzięki wystarczą, jednakże jeśli pańską wolą jest również klęknąć przede mną, nie będę oponował — zamruczał antykwariusz.
Duszący zapach drogich perfum kleił się nieprzyjemnie do zmysłów, wymuszając chęć odkaszlnięcia, zmarszczenia nosa, zaciśnięcia w grymasie ust. Arthur obserwował go bardzo uważnie z błyskiem w oku, jakby bał się przegapić najmniejsze pogłębienie zmarszczki wywołane niezadowoleniem detektywa, łaknąc tej zirytowanej uwagi. I, do jasnej cholery, Tristan nie potrafił mu jej nie dawać, gdy samo oddychanie tym samym powietrzem z pajacem ubranym w jasny garnitur działało mu na nerwy.
To wcale nie było tak, że sam go zaczął więcej zaczepiać i drażnić. Nie czerpał z tego absolutnie żadnej przyjemności.
— Wszystkiego najlepszego, Arthurze! — wkroczyła do akcji Andrea z talerzykiem z muffinką w dłoni, przerywając morderczy kontakt wzrokowy między nimi. Arthur uniósł głowę na policjantkę, zakłamany w swojej perfekcji uśmiech pojawił się na jego twarzy.
— Dziękuję, moja droga, bardzo doceniam — odezwał się antykwariusz. Przymknął na moment oczy, zażyczył sobie pewnie tysięcy nowych jedwabnych krawatów i zdmuchnął świeczkę. Jak na złość, wzrokiem powrócił do detektywa. — Widzę, że agent Fragarach też coś dla mnie przygotował. Nie musiał pan, naprawdę.
Kubek z kawą zmienił płynnie właściciela, Tristan nie zdążył zakląć, już Arthur dostawiał pysk do ceramicznego brzegu. Wypił mały łyk i coś w idealnej fasadzie zadrżało, targnięte odrazą. Gardło poruszyło się z trudem, przełykając czarną śmierć.
— Hm, trochę… — Mężczyzna odchrząknął, klepnął się delikatnie w pierś. — Gorzka. I zostawia dziwny posmak na języku. Może pójdzie pan i zrobi nową?
— Pierdol się.
Śmiech Arthura zdominował biuro, wwiercając się w czaszkę i nawet bliskie spotkanie z policyjnym szatanem w płynie nie mogło go powstrzymać przed prędkim odzyskaniem rezonu. Puścił oko do detektywa.
— Dziękuję za życzenia, mam nadzieję, że się spełnią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz