Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Kary za książki oddane zbyt szybko
Biblioteka Narodowa Novendii ogłasza kary nie tylko za spóźnienia, ale i za zwrot woluminów „w stanie zdradzającym, że nie zostały przeczytane”. Powodem jest fala czytelników wypożyczających grube tomy wyłącznie dla prestiżu, nagrania jednej rolki na AllTube, i oddających je już następnego dnia nietkniętymi. „Książka to nie ozdoba,” oświadcza główny bibliotekarz „Zresztą, nawet ozdób nie traktuje się lekceważąco!”. Nowy regulamin przewiduje krótką rozmowę weryfikacyjną przy podejrzanie szybkim oddaniu książki, której niezaliczenie będzie skutkowało karą finansową. Pierwsi czytelnicy już protestują, że to za dużo pracy, na co bibliotekarz odpowiada, że książki są warte każdego poświęcenia.

Nagłówek

11 sierpnia 2026

Od Liliana do Ignisa

— Paliłeś.
— Nie. Wcale nie.
— Tak? To chuchnij.
— Chyba ci się coś pomyliło. Nie jesteś moją mamą…
— Lilian, błagam cię. Przeprowadziłam w życiu więcej podobnych rozmów, niż ty zagrałeś koncertów — Elodía podparła ręce pod boki. — Może udowodnisz mi, że jestem w błędzie? No, chuchnij.
— Dobrze. Paliłem, i co? — Lilian wydął usta, skrzyżował dłonie na klatce piersiowej. — To Ignis. Ten Ignis – Scaldor Ignis Fuegis z Vox Metallica! Kto nie skorzystałby z okazji, żeby zapalić z tym Ignisem?
— Ooo… no racja. A ty jesteś Lilian. Ten Vincent Lilian Deslys z Solmarii, któremu ochrypły głos w jego repertuarze będzie pasował jak prawy but do lewej nogi. Jak myślisz, Soren zaprosi cię jeszcze na otwarcie wybiegu, jak już zżółkną ci zęby?
Grymas na twarzy wokalisty pogłębił się o trzy kolejne obelgi. Opadł na fotel z impetem tak mocnym, jakby co najmniej chciał się w niego wtopić.
— Nie jesteś za miła, wiesz?
— Mówiłam: trzy minuty! Prosty komunikat. A ty urządzasz sobie spacery, bo przecież wcale nie będziecie mieli wystarczająco czasu na integrację. Jesteś nieodpowiedzialny i w gorącej wodzie kąpany, jak mam być dla ciebie miła?
Lilian obrzucił Elodíę spojrzeniem obrażonego dziecka, po czym sięgnął po telefon i właśnie tym gestem kategorycznie uciął dyskusję. Nie miał ochoty udowadniać swojej racji, zresztą – i tak by nie zrozumiała. To nie ona rozmawiała o muzyce ze Scaldorem Ignisem Fuegis na bezludziu w Bharacie.
— Poproś kierowcę, żeby podkręcił klimatyzację. W innym wypadku zamiast zachrypniętego Liliana na festiwalu wystąpi co najwyżej spalony skwarek — fuknął na sam koniec, nie będąc w stanie odpuścić sobie bez ostatniego zdania.
Nie czekając na odpowiedź, założył na uszy słuchawki. Chciał zagłuszyć chichoty Inanny i Serafiny, dochodzące aż z drugiego końca busa. Nawet Albin ukrywał twarz w książce, unikając jego spojrzenia. Nikt go nie rozumiał.
Niech to, powinien był wprosić się do autokaru Voxów na sam koniec wycieczki. Czy był ich fanem? Cholera, właśnie podjął próbę udowodnienia wściekłej menadżerce, że ten jeden papieros był wart skrócenia czasu życia o dwadzieścia minut. Oczywiście, że był fanem. Poza Ignisem, którego uważał za absolutnego geniusza przekazu scenicznego, cenił także ich aranżacje muzyczne i dbałość o szczegóły. Uwielbiał wyłapywać w utworach najmniejsze detale – te pozornie nieznaczne, stanowiące jedynie kolejny pasek w programie montażowym, a w istocie nadające ostrości i swoistego charakteru. Vox Metallica miał takich sporo, wprawione ucho było w stanie wychwycić to od razu; mniej doświadczeni słuchacze mogli odtwarzać w kółko i dziwić się za każdym razem, że odkryli coś nowego. A koncerty? Bogowie, czy ktoś kiedyś skupił się na instrumentalach; we wspólnej harmonii i tak z osobna, jak gdyby wyłączonych ze świata, funkcjonujących tylko dla dźwięków, które wydają i poprzez nie – mając w świadomości, że życia nadają im te ręce: Ignisa, Raama, Seymoura, Arietha i Ioannisa? Nie ma co gadać, słowa okazują się niewystarczające, gdy próbuje się nimi wyrazić potęgę muzyki. To trzeba przeżyć.


Elodía miała rację. Było wystarczająco czasu, żeby członkowie obydwu ekip zdążyli się ze sobą zapoznać – ba, nawet porządnie odespać podróż i nie ubolewać nad tym, że cenny czas ucieka im na sprawę tak trywialną, jak sen. Mieli do dyspozycji dwie noce, poza tą, której dotarli do Rajendrapury i w większości poświęcili się sprawom organizacyjnym; to bardzo dużo, dodając czynnik, że wszyscy wylądowali w tym samym hotelu. Na szczęście Elodía nie gniewała się długo, a Lilian z samego rana już nie pamiętał, że w ogóle był obrażony.
Spotkali się na wspólnym śniadaniu. Ciężko ocenić, kto bardziej był zachwycony otwartością Voxów – Lilian czy Inanna, mająca z chłopakami styczność tak naprawdę po raz pierwszy, gdyż poprzedniego dnia jedyną okazję przegapiła na staniu w kolejce do toalety. Od słowa do słowa przeszli do wspólnego stolika. Gadanina rozpoczęła się od tematów wspólnych; przede wszystkim uwarunkowań podróży jednym autobusem w gronie co najmniej pięciu osób – w tej materii każdy miał sporo doświadczenia i własne spostrzeżenia – oraz nadchodzących koncertów. Później rozeszło się na mniejsze grupki, w zależności preferencji rozmówców i usadowienia; choć byli też tacy, którym nie przeszkadzała komunikacja nawet z kimś oddalonym o całą odległość stolika, w tym wcześniej wymieniona dwójka.
Lilian z podekscytowania właściwie mało co zjadł, karmiła go dobra energia. Raz od czasu zerkał z boku na milczącego Albina. Miło było zauważyć, że kiwał głową z zaciekawieniem, uśmiechał się i zdawkowo odpowiadał na zadawane mu pytania; do niego jedynego spośród ekipy współmuzyków najtrudniej było dotrzeć. Nawet Serafina, zazwyczaj unikająca większych zgrupowań i dłuższych posiedzeń, znalazła wspólne tematy z tubylcem, Raamem. Ciekawe, zdążył odzwyczaić się już od jej naturalnego tonu głosu. Raczej w pamięć zapadł mu ten pretensjonalny, prześmiewczy w drodze wyjątku.
Kulminacyjnym punktem rozmowy było pytanie: co robimy w wolnym czasie? Stosownie do obszerności Rajandrapury, pomysłów mogliby mnożyć w nieskończoność. Wkrótce stało się jasnym, że i tym razem grupa rozdzieli się na kilka mniejszych, każdy miał swoje priorytety. Na wspomnienie o świątyniach Inanna wzdrygnęła się i grzecznie oznajmiła, że ma zamiar omijać je szerokim łukiem; koniecznie z kolei wraz z Serafiną chciały oprowadzić Elodíę po najważniejszych muzeach w mieście, Ioannis i Arieth prędko podchwycili ten pomysł.
— Mam taki zwyczaj, że w nowym mieście zawsze udaję się na „ekspedycję muzykoznawczą”, tak to nazywam — Lilian także wysunął własną propozycję. — To znaczy, że zwiedzam uliczki wokół rynku – ważne, żeby to nie był ścisły rynek, tam zazwyczaj dzieje się za dużo na raz – i odkrywam ulicznych artystów. Wtedy najłatwiej jest mi się wczuć w klimat miejsca, a przy okazji trafiam na najciekawsze knajpy, których zapewne nie podsunąłby mi TripAdvisor. Gdyby ktoś miał ochotę dołączyć, zapraszam.
— Brzmi zajebiście. Idę z tobą — zadeklarował Ignis.
— Super! — Lilian klasnął w dłonie, niemal podskoczył w miejscu. Sam fakt, że ktoś podłapał jego zajawkę, spowodował szeroki uśmiech na opalonej twarzy. — Im wcześniej, tym lepiej. Po próbach?
— Pasi.
— Gitara. Ktoś jeszcze wybierze się z nami?
— Podziękuję, pominę ulicznych artystów i przejdę od razu do części ze słowem „knajpa” w roli głównej, najlepiej, gdyby znalazło się „dobre piwo” w komplecie. TripAdvisor wcale mi nie przeszkadza; wolę mieć pewność, że zjem w miejscu, w którym gotuje się na bieżąco — zadecydował Seymour. Lilian skinął głową ze zrozumieniem, jego argumenty były uzasadnione.
— Nie masz nic przeciwko, żebym poszedł z tobą? — Albin skierował pytanie do blondyna.
— Pytasz. Im więcej mord do chlania, tym lepiej.
— No, to jest nas już trzech. Napijemy się od czasu do czasu – od czasu jak bar otworzą, do czasu, jak go zamkną! — w końcu dołączył także Raamaeshwara, podsycając własny żart głośnym śmiechem. Energicznie wstał od stołu, z nie mniejszą werwą poklepał Seymoura po plecach. — Dołączę do was, jak tylko skończę obchód po świątyniach. Panienka Inanna może być spokojna, nie naślę na nią żadnego kapłana.
— Ja myślę! — zawołała z zaangażowaniem basistka. — Już raz próbowali, nie wyszło im to na dobre.
— Ciekawa historia się zapowiada, coś mi mówi. Z chęcią posłucham do kolacji, a na razie – hop, hop, zbieramy się. Instrumenty czekają, im dłużej będziemy zwlekać, tym później wyruszymy na obchód. Zapraszam do wyjścia!
Ioannis, Arieth, Ignis i Seymour wymienili między sobą rozbawione spojrzenia – po ich reakcjach widać było, że podobny sposób motywacji do działania nie jest Raamowi obcy. Lilian nieźle się ubawił, obserwując ten widok. W jego zespole najbliżej do bomby energetycznej było jemu i Inannie, choć sztuką organizacji i dyscypliny stanowczo przewyższała ich dwoje Elodía. Na pierwszy rzut oka zapowiadało się, że Raam był Voxowym Lilianem, Inanną i Elodíą w jednym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz