05 grudnia 2025

Od Cheoryeona – Fala

Usiadł w obrotowym fotelu. Ustawił dobrze stojak z telefonem. Sprawdził swój wizerunek w kamerce, poprawił palcem kosmyk włosów. Wykonał głęboki wdech.
Nadeszła pora na jego pierwszy live.
Jednym z częstych sposobów komunikacji yeongsańskich idoli z fanami były transmisje na żywo. Cieszyły się one dużą popularnością, a nawet powstała specjalnie poświęcona temu aplikacja, później pochłonięta przez inną – Uriverse. Tam idole mogli nie tylko robić live'y, ale również pisać posty, komentarze pod wpisami fanów, a nawet prowadzić z nimi wiadomości na wzór DMs. Tego ostatniego Cheoryeon jeszcze nie znał tak od strony technicznej, ponieważ wytwórnia powiedziała, że jako rookie potrzebował trochę czasu. Tutaj akurat z nimi się zgadzał; sam nie chciał wszystkiego naraz, wolał poznawać rzeczy po kolei.
Wpierw założono mu profil na Uriverse. Jako nazwę miał swój pseudonim artystyczny, Cherry Moon, a w obrazku profilowym zdjęcie z sesji do jego debiutanckiego albumu. Oczywiście, jak tylko poznał mechaniki aplikacji, czym prędzej sobie to wszystko pozmieniał. To znaczy, nie dokonał drastycznych zmian, po prostu przerobił swoją nazwę na emotki wisienek i księżyca, na obrazek zaś ustawił jeden ze swoich pomniejszych bazgrołów. W trakcie jednego z wywiadów fani dość szybko się dowiedzieli, że potrafił rysować, niejedna osoba nawet prosiła go o wstawienie jakichś swoich prac, ale odpowiedział, że jeszcze nie czuje się z tym pewnie. Pominąć, że pomagał przy projekcie okładki.
Gdy promocje albumu dobiegły końca, najważniejsze wywiady się odbyły, a gościnne wystąpienia w paru programach zostały zaliczone, któregoś dnia podbił do niego menedżer, mówiąc, że pora na kolejny krok – pierwszy live. Cheoryeon wtedy odpowiedział, że no, nareszcie, ile mógł czekać.
A kiedy już siedział przed telefonem i od rozpoczęcia transmisji dzielił go jeden przycisk...
Nagle zaczął się stresować.
Jako BenJohn nie miał do czynienia z tego typu aktywnościami. Fakt, gdzieś tam przewinął się jakiś live, ale to był zupełnie inny charakter. W zasadzie to się niczym nie różniło od normalnego występu. Tutaj z kolei nie było żadnego występowania. Miał po prostu siedzieć i rozmawiać z fanami albo coś o sobie opowiadać. „Zachowuj się naturalnie” – tak powiedział Jeonghoon-nim. Ale... jak naturalnie? Okej, już udało mu się pokazać, że potrafił być zabawny i powiedzieć coś ciekawego, lecz na co dzień taki nie był. Może jakby ktoś jeszcze z nim był na tym live'ie, to jakoś by to poszło, zrobiłby się głośny i wszystko fajnie, a siedząc samemu, niewiele zdziała. Tak naprawdę nie był aż taki głośny, za jakiego go niektórzy brali.
Dobra, wdech, pauza, wydech. Inni idole również mieli spokojne live'y i ludziom się podobało, więc czemu u niego miało być inaczej? Zresztą, to jego pierwszy raz, normalne, że nie będzie od razu płynny. Również sama transmisja nie została zapowiedziana w żaden sposób, przez co może tak dużo osób nie dołączy. Mniej stresu.
Poprawił swoją pozycję. Dobra.
Trzy.
Dwa.
Jeden.
Zero i pół.
Zero i dwadzieścia pięć.
Westchnął ciężko, przywarł plecami do oparcia fotela, odchylając je nieco do tyłu. Zakręcił się kawałek, zginając i prostując palce, jak gdyby próbował je rozluźnić. Chwilę później wyprostował się, odchrząknął. Zbliżył palec wskazujący do przycisku.
Włączył transmisję.
Po krótkim odliczaniu był już na wizji. Zmierzył uważnie wzrokiem ekran komórki, przestudiował, jak to wyglądało z jego perspektywy. Widział pole na komentarze, ikonę serduszek i wyświetleń, na razie wynoszącą...
Pięćdziesiąt osiem?
Sto dwadzieścia sześć?
TYSIĄC STO TRZYNAŚCIE?
CZEMU TO TAK SZYBKO ROSŁO?!
Zamrugał parę razy, przez dobre kilka sekund po prostu siedział w kompletnym bezruchu i patrzył na liczbę oglądających składającą się z coraz to większych cyfr. Widzowie się pojawiali, podobnie jak komentarze, które dość szybko zaczęły napływać niczym wielka fala. Cheoryeon patrzył na to wszystko, nie mogąc uwierzyć własnym oczom.
Wiedział, że jego debiut był wielkim sukcesem i już na początku przyciągnął wielu fanów, ale że aż dziesiątki tysięcy oglądających jak na pierwszy live to trochę dużo.
— O, em — odchrząknął trochę niezręcznie — musi działać, skoro pojawiają się osoby, tak? — zapytał po yeongsańsku. — Annyeonghaseyo, jestem Cherry Moon.
Ukłonił się, po czym pomachał do kamery. Wykrzywił usta w lekkim uśmiechu, zerknął na komentarze, w których wszyscy zaczęli się z nim witać. Przeważały te yeongsańskie, aczkolwiek było też sporo ekwilandzkich; nawet przewinęły się inne języki.
— Witam na moim pierwszym live'ie, yayyy! — Zaklaskał cicho.
Poszerzył uśmiech, chwilę tak siedział.
— Tak! — zaśmiał się nerwowo. — Z racji, że to mój pierwszy raz, to, przyznam, jest lekki stresik. Za bardzo się nie znam, em, ale postaram się czytać wasze komentarze i odpowiadać na nie. Tak. — Przytaknął.
Miał ochotę sobie strzelić w łeb.
Och, czemu to musiało być takie stresujące? Przecież był Złotoskrzydłym Cheoryeonem, do tego Wszechwiedzy, powinien być dostojny, ogarnięty, pewny siebie i w ogóle! Tyle przeżył, tyle miał za sobą, już raz zadebiutował, do teraz powinno być łatwiej!
Szkoda tylko, że przez dwadzieścia lat sporo się zmieniło, a jeszcze trafił do wytwórni o zupełnie innych tradycjach niż te auranthijskie.
Nachylił się nieco w stronę telefonu, zaczął czytać komentarze. Większość osób wyznawała mu miłość oraz chwaliła wygląd, głównie oczy. Część przeczytał na głos, od razu podziękował formalnie. Ktoś go poprosił o zrobienie serduszka, czym prędzej odpowiednio ułożył dłonie.
Capture time? — Uniósł brew. — Co to takiego?
Szybko dostał odpowiedź, że miał zapozować na kilka różnych sposobów, żeby fani mogli zrobić zrzuty ekranu. Posłusznie wypełnił prośbę; nie zrobił niczego awangardowego, ale widzowie okazali zadowolenie.
— „Czy jadłeś coś?” Eeee, nie, jeszcze nie. Dzisiaj za bardzo nie miałem czasu.
Dokładnie w tym momencie spłynęła kolejna ekspresowa fala komentarzy, tym razem pełnych zmartwień. Cheoryeon pospiesznie próbował zapewniać fanów, że nie był wcale głodny i czuł się dobrze, jednak widząc, że nie przynosiło to owoców, obiecał, że po live'ie zamówi sobie coś do jedzenia. Fani się trochę uspokoili, lecz kazali mu wysłać potem dowód zdjęciowy.
— „Masz jakiegoś zwierzaka?” Tak, mam! — Białe źrenice błysnęły na moment nieco mocniejszym światłem. — Sroka, Bingsu.
Wyciągnął z kieszeni swoją komórkę, wszedł na odpowiedni folder w galerii. Zaczął przeglądać zdjęcia, próbując wybrać najładniejsze. Przez to przegapił trzecią falę komentarzy, przepełnioną zaskoczeniem, że nie miał zwykłego zwierzaka typu piesek, kotek albo gryzoń, tylko srokę.
Wreszcie wybrał zdjęcie, pokazał do kamery. Chwilę się siłował z tym, żeby było w miarę dobrze widoczne, ale w końcu się udało. Świat poznał Bingsu siedzącą na swojej różowej poduszeczce. Muzyk sprawdził komentarze, ucieszył się na widok, że wszyscy nazywali ptaszynę uroczą.
— „Mieszka w domu?” Nie do końca. — Poprawił fragment grzywki. — Poznałem ją na mieście i udało mi się z nią zaprzyjaźnić. Nierzadko przylatuje do mieszkania, więc załatwiłem jej poduszkę na moim biurku, żeby mogła przy mnie siedzieć, gdy pracuję lub gram w gry. Nie boi się w ogóle dotykania, można ją głaskać, a nawet brać na ręce.
Pokazał kolejne dwa zdjęcia: na jednym Bingsu siedziała mu na głowie, na drugim on ją trzymał niczym małe dziecko. Ktoś zwrócił uwagę na złote pióro w ogonie, nawet zadał mądre pytanie, czy to pióro należało do niego. Złotoskrzydły odpowiedział, że tak, oryginalnie było jego, ale zostało specjalnie dopasowane, żeby sroka mogła je mieć w swoim ogonie. To był właśnie jej taki znak rozpoznawczy. Chwilę jeszcze przeglądał galerię, a potem oznajmił, że kolejne zdjęcia i filmiki wrzuci do posta.
Od tego momentu przestał czuć upływający czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz