Gwiazdki

Strony + Newsy

newsy
1
2
3
4
Kary za książki oddane zbyt szybko
Biblioteka Narodowa Novendii ogłasza kary nie tylko za spóźnienia, ale i za zwrot woluminów „w stanie zdradzającym, że nie zostały przeczytane”. Powodem jest fala czytelników wypożyczających grube tomy wyłącznie dla prestiżu, nagrania jednej rolki na AllTube, i oddających je już następnego dnia nietkniętymi. „Książka to nie ozdoba,” oświadcza główny bibliotekarz „Zresztą, nawet ozdób nie traktuje się lekceważąco!”. Nowy regulamin przewiduje krótką rozmowę weryfikacyjną przy podejrzanie szybkim oddaniu książki, której niezaliczenie będzie skutkowało karą finansową. Pierwsi czytelnicy już protestują, że to za dużo pracy, na co bibliotekarz odpowiada, że książki są warte każdego poświęcenia.

Nagłówek

06 grudnia 2025

Od Isarra — Obawa

Isarr od rana był bardzo niespokojny, krzątał się między kuchnią, a pokojem Minu ze ściągniętymi przez obawę brwiami.
A wszystko dlatego, że jego podopieczny obudził się z gorączką i teoretycznie nie było to poważne, ALE, to był pierwszy raz, kiedy młody faktycznie się pochorował. Z kolei botanik nigdy nie zajmował się chorymi ludźmi? Jakoś go to szczególnie nie obchodziło, przecież żył przez większość swojego życia sam, no może z współlokatorami w akademiku. Teraz miał gorączkującego nastolatka na rękach i to w dodatku, kogoś o kogo dbał i się martwił. W ogólnie Minu sobie nie zasłużył na to, żeby się pochorować, taki dobry dzieciak…
W każdym razie, pofatygował się do jego pokoju z parującą zupą i tabletkami przeciwgorączkowymi. Sam Isarr chorował niesamowicie rzadko, ostatni raz to chyba było, aż trzy lata temu, przeleżał to też bardziej, niż faktycznie dbał o siebie jakoś szczególnie, oprócz picia ciepłych herbat i łykania leków. Nie mógł tak jednak zostawić Minu, byłoby to skrajnie nieodpowiedzialne.
— Hej młody… — mruknął, głos intencjonalnie ściszony, pamiętał, że nastolatek skarżył się na ból głowy, a botanik nie miał zamiaru mu tego dokładać. — Lepiej się czujesz trochę? — Przysiadł na krańcu łóżka i spojrzał ze zmartwieniem na Minu. — Dasz radę zjesć?
— Jest… okay, Isarr… serio… — Nawet jego głos był zmęczony chorobą, Minu podniósł się do pozycji siedzącej i sięgnął po miskę z wdzięcznością. — Dziękuję.
— Nie masz za co dziękować… jesteś pod moją opieką, to oczywiste, że zajmę się tobą. — Odgarnął mu posklejane potem włosy z czoła i sięgnął po termometr przystawiając go do przed chwilą odsłoniętej skóry, podczas gdy Minu powoli jadł ciepłą zupę. Urządzenie zapiszczało krótko, a Isarr spojrzał na wyświetlacz.
— Trzydzieści siedem, pięć… zbiła się trochę, to dobrze — odetchnął z wyraźną ulgą, dawno się tak niczym nie martwił, nawet kiedy straszny grzyb nawiedził jego rośliny i zaraził wszystko w całym sklepie. — Zrobię ci jeszcze napar z ziółek… nawet dodam trochę miodu, na pierwszą wersję kręciłeś nosem strasznie — uśmiechnął się lekko, bardziej skłonny do innych emocji, niż obawa, po tym jak zobaczył, że temperatura Minu już nie rośnie.
Isarr prześlizgnął się do kuchni i nastawił czajnik z wodą na siedemdziesiąt stopni, specjalnie taki kupił jakiś czas temu, z opcją ustawienia dowolnej temperatury grzania, bo przecież różne herbaty i ziółka miały różne temperatury parzenia. Sięgnął po papierowe opakowanie z odpowiednią mieszanką, którą zwykle pił jak był chory i wkrótce wrócił do pokoju Minu.
— Chcesz, żebym kupił ci coś ze sklepu? — zapytał łagodnie, podając mu parujący kubek.
— Mogę sok pomarańczowy?
— Oczywiście, cokolwiek chcesz, biedaku… — zostawił mu telefon w zasięgu ręki, w razie czego i wybrał się do sklepu, szepcząc ciche pożegnanie, do pomału zasypiającego nastolatka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz